Smierć na mecie biegu na 10 km.

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Sądząc z dotychczasowych informacji wszystko zaczyna wyglądać na taki "bieganiowy Smoleńsk" na szczęście w mikroskali.

PS.
Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że większość biegła w identycznych koszulkach - jakaś firma zrobiła niezły interes.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że większość biegła w identycznych koszulkach - jakaś firma zrobiła niezły interes.
Nie wiem czy to było odgórne - z mojej firmy biegła np drużyna 30 osób i mieli takie same czapeczki.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Już sam fakt, że ktoś założył tu wątek na ten temat świadczy o tym, że daliście się wkręcić. Dziennikarzy jest coraz więcej, każdy musi z czegoś żyć, a ludzie umierają różnie.
Niedługo warta wzmianki w mediach ogólnopolskich będzie śmierć co prawda w łóżku, ale w zbyt kolorowej piżamie i dlaczego w takiej.
Zresztą widzicie, jak jest, kryształowy sportowiec umiera, a matka Madzi żyje, gdzie jet Pan Bóg, pytam.
A poważnie sam popełniam ekstremalne tury czy to w górach, czy to na wodzie, czy na rowerze. Przez kilkadziesiąt lat uczyłem się poprzez trening i stopniowanie wysiłku reakcji swojego organizmu, jego możliwości, objawów. Myślę, że ogromna większość ludzi tak ma.
A więc albo tego zabrakło, albo po prostu na człowieka przyszła pora, a bieg był jedynie katalizatorem przyspieszającym to, co i tak by nastąpiło. Po prostu życie. Po co tym pisać ?
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

dagomar pisze:Po prostu życie. Po co tym pisać ?
Wbrew pozorom jest o czym pisać. Być może na tego człowieka przyszedł jego czas. Ale wiadomo również, że leżał na betonie i powoli umierał przez co najmniej 26 minut nim przyjechała karetka, otwarta pozostaje jeszcze kwestia czy wyposażona jak należy. Gdyby wcześniej to może by wyżył. Może. Co dalej? Jak szumnie (lecz co rusz zmieniając "zeznania" informował rzecznik prasowy organizatorów biegu (ciekawe kto to taki i czy impreza jest organizowana na zasadzie non profit, a jeśli nie, to do kogo trafia kasa) impreza była zabezpieczona medycznie w sposób ponad standardowy wynikający z przepisów. A co ujawniły wszędobylskie kamery? Ano to, że nad człowiekiem stał jeden facet w czerwonym mundurku ratownika lecz próbe reanimacji przeprowadzały trzy ochotniczki, dziewczyny biorące udział w biegu. Na szczęście robiły to podobno fachowo jak stwierdził doświadczony lekarz i ratownik, któremu pokazano zdjęcia, Co więcej - pan rzecznik mówił o czterech karetkach zabezpieczających bieg, pierwsza odjechała z innym uczestnikiem biegu, który zasłabł i jego stan wyglądał na gorszy niż późniejszego denata. No to gdzie były pozostałe trzy, skoro trzeba było czekać aż 26 minut! W późniejszych wypowiedziach pan rzecznik już nie mówił o czterecj karetkach, właściwie już nic nie mówił, poza powtarzaniem w kółko, że wszystko było w porządku.
Przepytywano też przedstawicielkę (właścicielkę?) prywatnej firmy medycznej, która zabezpieczała medycznie bieg i zapewne nie za darmo. Ta pani operowała tylko półsłówkami, trochę na zasadzie znanej nam z amerykańskich filmów - nie powiem nic dopóki nie przyjdzie mój adwokat.

Co natomiast "wypaliło" na medal? Przyznam, że mi zaimponował system, przy pomocy którego ustalono czas jaki osiągnął każdy uczestnik biegu - było ich dwanaście tysięcy i startowali nie razem tylkopartiami. Ale każdy z nich miał na sobie elektroniczną pkajietkę z numerem, który odczytywala fotokomórka na mecie, kojarzyła z czasem startu i błyskawicznie wyliczała, że np. Ilsiński przebiegł w czasie 52 minut, 16 sekund i ileś tam setnych sekundy i od tej chwili Iksiński może już chodzić w glorii bo uzyskała czas o 2 sekundy lepszy niż Zeciński pracujący w tej samej firmie co Iksiński, którego Iksiński serdecznie nie lubi, bo Zeciński robi mu koło dupy u prezesa.

Co jeszcze wypaliło? Krzykliwa propaganda. Człowiek leżał na betonie i umierał, jak wynika z zdjęć, żadnego z organizatorów przy nim nie było, za to podczas oglądania zdjęć z próby reanimacji, wykonywanej przez trzy ochotniczki, doskonale było słychać jak speaker biegu dosłownie zapluwał się ze szczęścia "proszępaństwa.już osiemtysięcy uczestników dobiegło do mety, już 8100, 8200 itd itd. Kurwa, gotowy scenariusz do "czarnego" filmu.

Kolejna informacja - biednej pani prezydent HGW wrzucono kolejny kamyk do ogródka. Jak się okazuje, to bieg został zarejestrowany w Ratuszu nie jako masowa impreza sportowa co od razu podbija poprzeczkę wymagań ale jako impreza zbiorowego wypoczynku, co poprzeczkę oczywiście obniża.Ciekawe czy to tylko normalna głupota urzędników Ratusza, czy też być może organizatorzy byli wielce wymowni i przekonujący. Jak zwał, tak zwał, jedno wiem - teraz to już gdybymbył mieszkańcem Warszawy to bym na referendum poszedł.

Oczywiście to wszystko piszę niejako na kredyt, trzeba poczekać na wyniki śledztwa prokuratorskiego (kiedyż, ach, kiedyż je usłyszymy) - jeśli okażę się, że wszystko było "cacy" to odszczekam choć raczej bez przekonania.

Podsumowując - wszystko wygląda na zwykły i normalny polski burdel, taki Smoleńsk w mikro skali. Tylko jedno - aż strach pomyśleć co by tam się działo gdyby na mecie pojawiło się kilku dżentelmenów o śniadej cerze z bombkami własnej produkcji - ależ byłaby piękna jatka!


PS.
Wieczorem w TVN24 podczas "Faktów po faktach" redaktor Pochanke rozmawiała z senatorem Parsonem oraz doktorem Robertem Śmigielskim, lekarzem polskiej reprezentacji olimpijskiej. Pan doktor powiedział mnóstwo ciekawych rzeczy, jak sądzę dla większości słuchaczy dosyć nieznanych ale, spieszę poinformować, wcale nie w "onetowskim" stylu czyli "po ch** oni tam biegają", do którego się przyzwyczailiśmy po każdym wypadku w górach. Kto nie oglądał niech żałuje. Podam tylko jedno - doktor stwierdził, że taki bieg na krótki dystans 5 czy 10 km stwarza znacznie większe potencjalne zagrożenie niż maraton, bo do maratonustawają uczestnicy świadomi i przygotowani - nikt, nawet największy kozak maratonu tak z buta nie pobiegnie, bo się zatka, a na 5 lub 10 km może, choćby na zasadzie - "koledzy biegli to i ja" lub "nowa dziewczyna biega to i ja musiałem" itd itd a diabli wiedzą co w organizmie siedzi.

No i jeszcze jedno powiedział pan doktor - dopóki facet lub facetka sobie tak truchta gdzieś w lesie, bez pomiaru trasy i mierzenia czasu swojego i faceta, który biegnie obok to wszystko jest ok, jak zacznie słabnąć to przestanie lub zrobi przerwę na odpoczynek. Ale gdy zaczyna się mierzyć czas i działa demon rywalizacji, to amatorskie bieganie dla zdrowia się kończy a zaczyna się bieganie wyczynowe, z wszystkimi jego wymaganiami oraz plusami i minusami.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

dagomar pisze:Już sam fakt, że ktoś założył tu wątek na ten temat świadczy o tym, że daliście się wkręcić. Dziennikarzy jest coraz więcej, każdy musi z czegoś żyć, a ludzie umierają różnie.
Niedługo warta wzmianki w mediach ogólnopolskich będzie śmierć co prawda w łóżku, ale w zbyt kolorowej piżamie i dlaczego w takiej.
Zresztą widzicie, jak jest, kryształowy sportowiec umiera, a matka Madzi żyje, gdzie jet Pan Bóg, pytam.
A poważnie sam popełniam ekstremalne tury czy to w górach, czy to na wodzie, czy na rowerze. Przez kilkadziesiąt lat uczyłem się poprzez trening i stopniowanie wysiłku reakcji swojego organizmu, jego możliwości, objawów. Myślę, że ogromna większość ludzi tak ma.
A więc albo tego zabrakło, albo po prostu na człowieka przyszła pora, a bieg był jedynie katalizatorem przyspieszającym to, co i tak by nastąpiło. Po prostu życie. Po co tym pisać ?
Pod tym względem śmieszy mnie np. odnotowywanie w mediach każdego wypadku czegokolwiek co lata. Wychodzi na to że śmierć za pomocą motolotni jest bardziej wzniosła niż śmierć na schodach we własnej chałupie.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:niż śmierć na schodach we własnej chałupie.
Jak po pijaku i budząc sąsiadów to masz szansę :-P


A Wasza ocena mediów w tej konkretnej sprawie jest niesprawiedliwa, robią dobrą robotę bo sprawa śmierdzi na odległość.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Janek pisze:
andy67 pisze:niż śmierć na schodach we własnej chałupie.
Jak po pijaku i budząc sąsiadów to masz szansę :-P


A Wasza ocena mediów w tej konkretnej sprawie jest niesprawiedliwa, robią dobrą robotę bo sprawa śmierdzi na odległość.
Jedyne co w tej sprawie być może śmierdzi to długie oczekiwanie na pogotowie.


A przy okazji - w mojej amatorskiej lidze od tego sezonu są już w trakcie spotkań obecni ratownicy z karetką, normalnie poczułem się jak w jakimś NHL-u :D
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:edyne co w tej sprawie być może śmierdzi to długie oczekiwanie na pogotowie.
Jedyne? A co powiesz na to, że niby było od groma ratowników a reanimację prowadzą trzy ochotniczki, dziewczyny, które skończyły bieg (były w tych "biegowych" koszulkach. A gdyby akurat nie było takich ochotniczek i to znających się na rzeczy. No i gdzie u diabła były te trzy pozostałe karetki, które ta firma medyczna ponoć postawiła do dyspozycji i za które zapłacono.
Wspominano też o trudnościach z dojazdem karetki. Oglądałeś zdjęcia z trasy? Wcale się nie dziwię - jedna nitki drogi zajęta przez biegaczy. Na drugiej, za płotkiem na trawniczku odbywał się normalny ruch. Fakt, było tridno, ale dlaczego? Jak się przyjmuje 12 tys. zgłoszeń to trzeba p to i owo zadbać. A chyba zadbano po "warszawkowemu".
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

andy67 pisze:A przy okazji - w mojej amatorskiej lidze od tego sezonu są już w trakcie spotkań obecni ratownicy z karetką, normalnie poczułem się jak w jakimś NHL-u
No i bardzo dobrze, wszyscy wiedzą, że hokeiści lubią się okładać kijami. :-P
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Janku, zgoda, że może by nie umarł, gdyby idt, to niech się tym zajmie prokurator, a nie cała Polska. Dzennikarze nie drążą tematu z powodu oczekiwania na karetkę, a dlatego, że "coś w końcu trzeba zrobić z tym uprawianiem ekstremalnego sportu przez przypadkowych ludzi"
Zupełnie, jak z wypadkiem na Broad Peak - najwięcej do powiedzenia mieli ci, którzy nie byli w górach.
Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie o zakres dopuszczalności ograniczenia wolności człowieka w imię zapewnienia mu bezpieczeństwa.
Czy ma ktoś prawo wejść na szczyt, jeśli jest to niebezpieczne ? Czy jego życie, jeśli zrezygnuje, będzie dla niego miało sens ? , czy ma prawo ktos uprawiać sport, jeśli może się to wiązać z zawałem, małymi kroczkami stajemy się chłopami pańszczyźnianymi - obowiązkowe psy bezpieczeństwa, obowiązkowe kaski, zakazy, karty taternickie, kursy, obowiązkowi przewodnicy, co będzie dalej ? barierki 1.20 na OP ? , poświadczona zgoda NFZ na uprawianie sportu w wyszczególnionym zakresie ?
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Nie Dagomarze - chyba nie śledzisz dokładnie tych informacji. Nie było ani jednej w stylu - "dość z tym bieganiem". Natomiast wypowiedziało się wielu znakomitych lekarzy. I znowu nikt z nie powiedział - "bieganie jest niebezpieczne" tylko to, że jeśli ktoś zamierza zając się tym na serio, czyli biegać często i dużo to powinien odwiedzić kardiologa i ortopedę aby się przepadać i to wcale nie w tym celu aby usłyszeć - "panu nie wolno", choć i taki werdykt jest możliwy. Przy okazji obnażono jeden z mitów - że biegając można zgubić nadmierne kilogramy. Owszem, może i można ale przy okazji rujnując sobie organizm bo mieszanka sporego wysiłku z nadmiernymi kilogramami może być zabójcza dla organizmu - zwykła mechanika techniczna - przeciążenia. A wiele pań biega tylko w tym celu.

Natomiast co do tych zezwoleń itd o czym piszesz. Jak wybierasz się w góry aby się powspinać czy pojeździć na nartach to robisz na swój własny rachunek i koszt a istnienie TOPR czy też HSto jakby bonus ze strony państwa.
Natomiast zapisując się na bieg uliczny i ponosząc należne z tego powodu opłaty masz prawo oczekiwać ze strony organizatora, że zapewni ci konieczną pomoc lekarską. Pomoc, której udzielenie z uwagi na olbrzymią ilość uczestników biegu może być technicznie trudniejsze niż w przypadku gdybyś normalnie zasłabł podczas pobytu na ulicy. Wtedy karetka jedzie a czas jej dojazdu jest zależny od trasy i aktualnych warunków obciążenia ruchem. W przypadku takiego biegu ulicznego jest to trudniejsze - bo część arterii została wylączona, bo ulice jednokierunkowe stają się dwukierunkowymi no i jest jeszcze cała kupa gapiów, którzy przeszkadzają najbardziej. Organizator musi sprostać tym okolicznościom i podjąć działania, które te trudności zniwelują. Bo, Dagomarze, zawarł z uczestnikiem DEAL i to jest jego zakichany obowiązek.

Zasłabnięcia na trasie tego rodzaju biegów będą się zdarzać ZAWSZE, taka uroda sprawy, natomiast istotą sprawy i naszego sporu jest to w jaki sposób organizatorzy sobie z tymi zasłabnięciami radzą. Zwłaszcza, że mają do czynienia z populacją wyższego ryzyka - pewnie dobrze wiesz, że wyciągnięcie z pierwszego zawału pana w wieku 30 - 40 jest znacznie trudniejsze niż pana 50+ nawet po którymś tam kolejnym zawale -fajnie jest być trzydziestolatkiem ale zawsze są jakieś minusy.

A na koniec rewelacja z ostatniej chwili - przed chwilą przedstawiciel Ratusza ogłosił, że wydając zezwolenie na imprezę i określając warunki i wymagania BRAŁ POD UWAGĘ TYLKO PRZEPISY KODEKSU DROGOWEGO a nie organizacji imprez masowych. Czyli tak samo jak przy wydawaniu zezwolenia na wykop w drodze aby np. podłączyć się do studzienki kanalizacyjnej.bez uzgadniania tego z Sanepidem i Służbą Zdrowia!!! \Przed chwilą tutaj Andy poinformował, że jak rozgrywają mecz hokejowy to przed lodowiskiem stoi karetka, tak na wszelki wypadek a tam spędza się tysiące ludzi i nic, ustala się tylko gdzie postawić ew, barierkę oraz jak zmienić czasowo oznakowanie. Fajne, co nie? Wczoraj organizatorzy sobotniego maratonu poznańskiego poinformowali, że ich impreza zostala uznana za imprezę masową i muszą się dostosować do warunków organizacji takich imprez, co zresztą uważają za normalne. Czy Poznań leży w jakimś innym kraju? Aha - w Poznaniu biegnie o połowę mniej biegaczy niż w Warszawie.

Typowy polski burdelik, kolejna odsłona.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

To dobrze, że nie biegam i nigdy tego nie cierpiałem nawet, kiedy byłem zmuszany do przełajów w podstawówce. Jakoś, chociaż rzygałem wtedy na mecie z wysiłku, nikt badań nikomu nie robił. Ciekawe, mimo atletycznej budowy biegałem na sto poniżej 13 i skakałem w dal ok. 6, ale wszyscy wuefiści po kolei widzieli we mnie idealnego kandydata do dymania po lasach i piachu, czego ani nie umiałem, ani nie cierpiałem plus do pchnięcia kulą, której moja niewielka dłoń nie mogła objąć i wyniki były równie żałosne.
A druga refleksja to taka, że bezpieczniej ścigać się samochodem, co osobiście praktykuję, a sport uprawiać jedynie rekreacyjnie.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

dagomar pisze:a sport uprawiać jedynie rekreacyjnie.
Ha, ha - powoli zbliżamy się do istoty problemu. Lekarze obserwując zmieniające warunki pracy prowadzące do siedzącego trybu życia postanowili zachęcić ludzi do biegania. Dlaczego do biegania? Bo to stosunkowo najprostsze, prawie nic nie trzeba. No i zaczęło się, coraz więcej ludzi pod wieczór zaczęło przebierać się w dres i biegać koło domu, naogól po trawniczku (w cywilizowanychh krajach wejście na trawnik nie jest zbrodnią tak jak u nas, pewnie dlatego, że solidniej wykonują trawniki)
Szerzącą się modę musieli zauważyć ci co zwietrzyli zrobienie interesu - pojawiły się specjalne ciuuch, buty i inne gadgety. Interes ruszył. Rybka chwyciła haczyk, trzeba było zrobić krok dalej. No i pojawiły się masowe biegi uliczne. Nie przypadkiem wtedy gdy dobry, stary sport osiągnął taki stopień uzawodowienia, że dla ludzi co kiedyś chcieli sobie pobiegać, poskakać, popływać itd jednocześnie nie mając ambicji zostania mistrzem kraju/Europy/ świata/ olimpijskim etc po prostu zabrakło miejsca. No i pojawiły się masowe biegi, nie tylko uliczne, narciarskie również. Organizatorzy zagrali na starej ludzkiej przypadłości - lubimy być lepszymi od bliźniego. Biegając tak sobie po lesie nie wiemy ile km przebiegliśmy i choć czas możemy sobie zmierzyć to co z tego, skoro nie można go porównać i za cholerę nie dowiemy się, czy jesteśmy lepsi od Kowalskiego, który biega w lesie kawałek dalej. No i się zaczęło - każdy po biegu dowiaduje się jaki czas osiągnął i ktory jest on w kolejności. Od tego już tylko krok do tego aby podczas spotkań z kumplami pochwalić się - "w Krakowie na wiosnę pobiegłem w 52 minuty a w Warszawie na jesieni, już w 50 minut, dobry, kurwa, jestem. Niby niewinne a może być zabójcze bo w pogoni za wynikiem możemy sobie zrujnować organizm. No i w ten sposób staliśmy się "nibyzawodowcem". Dlaczego "niby" i co za różnica? Ano taka, że dobremu zawodowcowi za to płacą, czasami nieźle. Zawodowiec, owszem sporo musi stracić czasu na trening ale na ogół nie tyle ile "nibyzawodowiec" w swojej firmie. Ma czas na regenerację organizmu, która jest niezbędna ze względów medycznych ale i praktycznych, bo jak regeneracji nie będzie, to i dobrego wyniku nie będzie, ergo nie będzie kasy. A w dodatku zawodowiec ma trenera, lekarza, masażystę, dietetyka i w dodatku sporo własnej wiedzy jak się wsłuchiwać w stan swego organizmu. A "nibyzawodowiec" tylko google i sieć, w której roi się od głupot.

Akurat znam kilku takich fanów biegania dla zdrowia. Jak to wygląda - facet tyra w robocie łącznie z dojazdem do niej jakieś 11 do 12 godzin. Jak wraca to już jest spruty. wypadałoby odpocząć. Ale nie, "zdrowie" przede wszystkim. Szybki obiad lub jakieś gotowe "g" z fastfoodu, w auto i na miejsce biegania. Co prawda do lasu byłoby czasem bliżej ale nie, to musi być miejsce, na którym "biegacze" odprawiają swoje "czarne msze" (jak to miło utruć bliźniego, nowymi gaciami, koszulką, butami, wszystko oczywiście markowe a przynajmniej marki lepszej niż ma bliźni, który ma mniej kasy. No i kilka godzin biegamy dla zdrowia, wracamy do chaty późno, sterani, czasu na regeneracje sił brak bo to dzieciaki czegoś chcą, żona, głupie babsko co nie rozumie prawdziwego sportowca też czegoś chce. W sumie śpimy niewiele, kiepsko i rano ruszając do roboty już jesteśmy zmęczeni. Ale wszystko dla zdrowia.

Niedawno temu miałem interes do takiego jednego biegacza - zajechałem pod jego dom i od razu trafiłem na sześcioletniego "juniora" (teraz jest moda po amerykańsku mówić na syna "junior") - "tata w domu" - pytam. "Nie" odpowiada junior. A gdzie jest - "tata biega" pada odpowiedź. "A nie wiesz kiedy będzie w domu?" - drążę. "Nie wiem - odpowiada junior - "on stale biega, już go tydzień nie widziałem, ale mi kupił nowego laptopa" - junior jaśnieje ze szczęścia na buzi.


Przepraszam, trochę przejaskrawiłem, ale takie są reguły gatunku.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Mój przeciętny nizinny weekend - dwie godziny tenisa, 150 km rowerem, latem dodatkowo kilka km wpław.
A potem wypasiony obiad, winko, słodycze i meczyki w tv
Bo z niczym nie należy przesadzać ;-)
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

dagomar pisze:Bo z niczym nie należy przesadzać
I to jest właściwe podsumowanie dyskusji. :)
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Janek pisze:I to jest właściwe podsumowanie dyskusji.
To co - zamknąć temat? bo chyba nic mądrego już tu się nie da napisać :)

Albo spróbuję. Jeżdże na rowerze - rekreacyjnie. Ciut krótsze dystanse niż dagomar, ale też jak mam do dyspozycji więcej niż pół dnia przed pracą są to dystanse ponad 100km. Usiłowałem kiedyś czytać gazety rowerowe i fora. Dałęm sobie spokój. Nie iwm ile tego co na forch piszą to prawda a ile mitomania, ale wychodziło, że każdy kto jeździ na MTB ściga się w maratonach rowerowych, średnie prędkosci ma 30km/h etc. A ja jeżdżę typowo rekreacyjnie. I -co więcej -spoykam masę osób, które jeżdżą podobnie jak ja.

Na szczęście jest jedno czasopismo dla takich jak ja (czego dowdoem jest to, że mnie tam kiedyś wydrukowali), ale mimo to czepranie wiedzy o formie spędzania czasu na rowerze z forów czy większosci czasopism daje dość wypaczony obraz.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

http://polskabiega.sport.pl/polskabiega ... y.html#Cuk
Są stare badania, które odnoszą się do wynalezienia joggingu w Stanach Zjednoczonych. Po wojnie w Wietnamie jeden koroner zaczął się zastanawiać, dlaczego na jego terenie zwiększyła się liczba zgonów. Zostały przeprowadzone badania, które wykazały, że te osoby w swoich kartach leczenia, miały odnotowane trenowanie biegania. Kiedy bardziej przeanalizowano te statystyki, okazało się, że w okresie pięcioletniego boomu na bieganie w Stanach, umarło więcej ludzi na niż na wojnie w Wietnamie.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Mefi, jestem w stanie moim terenowym rowerem utrzymać średnią 30 km/h powiedzmy przez 2 godziny (no 3, jeśli nie ma wiatru) . ALE PO CO ?
W ubiegłym roku (kiedy gonił nas wyimaginowany niedźwiedź) od Podbańskiej na Kamienistą zmieścilismy się w 2 godzinach, a drzewiej do Murowańca bywało 40 min.
Teraz inaczej, wolę jechać nawet cały dzień ze średnią 23 km/m ( z żoną do 20 km) , rozglądać się po okolicy, "smakować" jazdę. W sumie wysiłek też duży, ale dający radość, przyjemność, ponadto dający kontrolę nad organizmem i jego wydolnością.
W górach w tym roku woleliśmy wracać po ciemku, byle by sobie posiedzieć 2 godzinki na Żabim i posłuchać ciszy.
Bo te wycieczki obecne dają wspomnienia, a rekordy dawały jedynie liczby, w dodatku liczby marne, bo wszak i tak zawsze byli lepsi.
Więc albo trzeba być najlepszym i cieszyć się sławą, albo cieszyć się zyciem
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Janek pisze:
andy67 pisze:A przy okazji - w mojej amatorskiej lidze od tego sezonu są już w trakcie spotkań obecni ratownicy z karetką, normalnie poczułem się jak w jakimś NHL-u
No i bardzo dobrze, wszyscy wiedzą, że hokeiści lubią się okładać kijami. :-P
Okładanie się kijami jest passe bo to faux pas :D
Każdemu jego Everest...
ODPOWIEDZ