Janek pisze:to było coś w rodzaju ambicji zawodowej
Teraz też bywa, choć nie zawsze, szkoda, że umiejętności często nie dostaje. Czasami bywa tak, że na oko widzisz "nieporządek" w jakiejś konstrukcji, widzisz łatanie problemu metodą dookoła Wojtek, gdy prawidłowe rozwiązanie aż się narzuca. Stoisz na światłach, za których projekt ktoś wziął ciężkie pieniądze, a które w godzinach szczytu są wyłączanie, gdyż korkują ruch o wiele skuteczniej, niż zwiększony ruch, gdy proste, logiczne i jedyne rozwiązanie każdy kierowca ma w głowie. Najbardziej drażni, że kiedyś ktoś brał kasę, robił, odpowiadał za to i, w miarę możliwości PRLu było to zrobione najporządniej, jak się dało nawet, jeśli przy okazji połowa materiałów poszła do żyda.
Teraz są przetargi, maszyny, technologie, materiały, ogromne pieniądze, które są marnowane lekką ręką, bo wszak cudze się wydaje łatwo, szczególnie wtedy, gdy się za nic nie odpowiada i jest totalna fuszerka, wszechobecne niedouctwo. Obecny inżynier to gość, który nie zdawał matematyki na maturze, niczego nigdy sam osobiście nie zbudował, nie wyliczył ręcznie choćby jednej malutkiej kratownicy, a tego, co buduje, nie "rozumie", bo wyliczyły wszystko za niego komputery.