Jak zdobyłem Gierlach - jak to drzewiej w Tatrach bywało

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Janek pisze:Oczywiście Stendhal pisał o czymś zupełnie innym – pierwszym doświadczeniu erotycznym młodego kleryka.
Raczej pisał o tym samym, bo wiesz.... on używał języka literackiego.
....łojanci by to ujęli inaczej.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Cd.
„Bar wzięty” tj. Wielicka Próba wzięta, apetyt pobudzony, niestety dalszy ciąg raczej rozczarowuje, każdego kto choć raz przespacerował się przez Orlą Perć. Dość nużąca wyraźnie wydeptana ścieżka, czasami z jakimś niewielkim zakosikiem, tu i ówdzie kopczyk, ale i czasami dość nieźle zachowane żółte znaki. Później usiłowałem znaleźć informację kiedy tu zaniechano znakowania. Kiedyś znalazłem na jednej z stron słowackich reprodukcje starych map, na takiej z wczesnych lat dwudziestych oznaczenia ścieżki już nie było, czyli na pewno z I wojny światowej. Mniejsza z tym, jedno jest pewne – w c.k. monarchii produkowano dobre farby skoro, po co najmniej pięćdziesięciu latach znaki są dalej widoczne. W zasadzie tutaj są zbędne, szeroki Wielicki Żleb prowadzi konsekwentnie w górę a teren kolega Tomtom (gdzie się on podziewa) był określił, jako trawiasto – pasterski. I tak dobre półtorej godziny, może trochę mniej. Jedynym urozmaiceniem, ale w tym celu trzeba się odwrócić jest widok na ściany Staroleśnej. Z dołu niezbyt widać jak ma ona rozbudowaną strukturę, stąd słowacka nazwa Bradavica (kolokwialnie „cycatka”) tłumaczy się do doskonale.
Wreszcie koniec, dość wąska przełączka o nazwie Przełączka nad Kotłem, to już dość wysoko, bo około 2425 m npm., znacznie wyżej niż najwyższy szczyt znajdujący się całkowicie na terenie Tatr Polskich. Wielicka Próba jest na wysokości ok. 1980 m npm czyli parę metrów niżej niż Kasprowy Wierch a wyrasta prawie z dna doliny – to najlepszy dowód na to, że słowacka część Tatr to zupełnie coś innego, po prostu inna skala. Niestety z Przełączki nad Kotłem głównego szczytu Gierlachu nie widać, za to doskonale jest widoczny Mały Gierlach (mały… ale 2608 m npm, stówę wyżej niż Rysy i wygląda dość niepozornie. Znacznie większe wrażenie olbrzymi skalisty kocioł pod naszymi nogami, z dołu z Cesty Svobody nie robi wrażenia tak rozległego.
Gdzie dalej? Trawersujemy po zboczu w kierunku pólnocno – zachodnim, jakieś żlebki, jakieś żeberka… Profesor się zatrzymuje i zwołuje naradę bojową. Jest wariant, znacznie krótszy – do góry na Lawiniastą Przełączkę, stamtąd granią na Mały Gierlach a z niego już główną granią na Gierlach. Ale ta grań podobno miejscami nieco „nerwowa”. Po minie Violi widzę, że ona chce, Marek nie ma nic do gadania, to jego problem, być, co najmniej tak samo dobry jak żona, Halina ma minę raczej niewyraźną, profesor decyduje – w porządku, po staremu, klasycznie. Trawers pod Małym, cały czas lekko pod górę na wyraźną przełączkę w prawej grani spadającej z Małego Gierlachu – to Przełączka pod Małym Gierlachem – 2550 m npm. Wychylam się w prawo – Jego Wysokość Gierlach w całej swojej krasie, no i ta grań od Małego, no faktycznie, takie trochę „zęby teściowej” albo powyłamywany grzebień, dobrze, że się nie zdecydowaliśmy.
Nie fajnie, nie lubię tracić wysokości a tu perć leci w dół, rynny, żeberka, grzędy, żebra, w końcu trochę z pieca na łeb na dno niewielkiego kotła nad Batyżowieckim Żlebem, potem parę metrów górę żlebem i pojawia się taka cholernie połupana rynna, takie skaliste schody w górę i po jakiś 10 minutach już nie można iść dalej – szczyt. „A więc to tylko to” przychodzi mi ponownie na myśl. Proszę nie myśleć, że „kozaczę” tak po prostu jest, ot, taka Świnica… Patrzę na zegarek – od Próby minęło trochę ponad trzy i pół godziny, profesor mówi, że jak był młody to trzy godziny było za wiele. Kurde, Szybki Bill był z niego a właściwie nadal jest, parę razy zauważyłem, że jest nieco podenerwowany naszym tempem.
Widać sporo ludzi albo było szybszych od nas, albo wyszli wcześniej – na szczycie jest bowiem co najmniej pięćdziesiąt osób. Siadam gdzieś w miarę wygodnie, luzuję trochę sznurowadła i zapalam pierwszego tego dnia papierosa – co za rozkosz! To fajnie być gdzieś najwyżej, patrzę na południowy zachód – tam gdzieś są Alpy, tam jest wyżej. Ale Alpy to czysta abstrakcja, pewnie ich nigdy nie zobaczę, schyłek lat gomułkowskich absolutnie nie daje szans na takie marzenia, zresztą nawet jeszcze nie wiem, że to już schyłek, musiałbym być jasnowidzem. Za to cztery masywne śruby wystające z połupanej na pion ścianki dobitnie udowadniają, że schyłek wielkiego Gruzina nastąpił na pewno – to jedyny ślad po tablicy zrzuconej w dół przez polskich wspinaczy.
Mijają kolejne minuty, gapię się i gapię, panorama jest imponująca, choć z Rysów chyba lepsza, ale tam jednak nie ma aż tyle „powietrza”. Na południe zamglony zarys Tatr Niżnych, na dole jakieś wsie lub miasteczka, dochodzi też sygnał elektriczki. Nawet się gadać nie chce, pozwalam sobie na drugiego papierosa i zupełnie nie mam ochoty na schodzenie w dół. Profesor jest jednak bezlitosny, wstaje, pokazuje na tarczę zegarka, trzeba wracać…
Cdn.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Schodami w górę, schodami w dół, pierwszy odcinek jest powtórzeniem już przebytego. A potem jest… winda. Nie, nie autentyczna, takich udogodnień w górach jeszcze nie ma, Za to jest przeraźliwie długi ciąg łańcuchów, nieomal bez żadnej przerwy. Drugi taki pamiętam przy zejściu z Baraniej Przełęczy do Doliny Kiezmarskiej, ale to dopiero za kilka lat. Wyznam, że z prawdziwą ulgą powitałem białawe skały tuż nad dnem Doliny Batyżowieckiej. Jeszcze ścianka Próby Batyżowieckiej i po wszystkim, czasu zejścia nie pamiętam, ale był chyba krótszy od przewodnikowego.
Na kompletnym luzie maszerujemy przez Dolinę, wreszcie staw a z niego dochodzą straszliwe piski i krzyki. Nie, nikt się nie topi, to spora gromada dziewczyn z NRD. Skąd wiadomo, że z NRD? Bo na brzegu leżą mundurki organizacyjne. W tych czasach młodych FDJ-otowców płci obojga sporo widziało się w Tatrach, po polskiej stronie również, zawsze w strojach organizacyjnych, niebieskie koszule, czerwone krawaty, polski ZMS tak się nie nosił, przynajmniej w Tatrach, może dlatego, że biała koszula nie byłaby zbyt praktyczna. Dziewczyny wychodzą z wody, są kompletnie gołe, jedna z nich podeszła do profesora i zapytała się która jest godzina. Odpowiedział, ale chyba był skonfundowany, nic dziwnego, przed wojną tak nie bywało.
Schodzimy do Tatriańskiej Polianki, tam w elektriczkę i do Łomnicy, trzeba uczcić sukces, trochę piwa padło.
Jakoś nie pamiętam tras z następnych dni, ale chyba była bajtowa magistrala z Hrebienoka do Popradzkiego Plesa, coś jeszcze, ale naprawdę nie pamiętam gdzieś, ale raczej nic „wielkiego”.
Ostatni dzień, wracamy przez Mikulasz i Rużemborok, tam udaje się dostać te koszule non iron a także jakieś prezenty do domu. No i do Chyżnego. Trzeba się pozbyć opakowań no i „postarzyć” buty. Z prawdziwym bólem włażę w jakieś nieprzytomne błoto. W pobliskim lasku prawdziwa „wystawa” opakowań, głównie kartoniki od tych koszul. Robienie bałaganu w lesie jest naganne, ale co robić? A Słowacy mogliby ustawić jakieś kosze…
Jest już szaro gdy ustawiamy się w krótkiej zresztą kolejce aut. Bolek zbiera od wszystkich dowody osobiste i przepustki konwencyjne i idzie do budynku celnego. Dość długo go nie ma, wreszcie wraca, przekręca klucz w stacyjce i rusza. Pytam, co z kontrolą? Ano nic, już po, w radiu leci transmisja jakiegoś meczu i nie mają głowy do kontroli. Jasna cholera, po co ja właziłem w te błoto!

Epilog
Po kilku latach usiłowałem znaleźć w Tatrzańskiej Łomnicy ten camping z tą „pachnącą łazienką”, jakoś mi się nie udało. Może, dlatego, że w związku z FIS-em to i owo się zmieniło? A może, dlatego, że zawsze wracaliśmy dość późno i po piwku? A może, dlatego, że to wszystko mi się przyśniło? :)) :)) :))
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Aha, zapomniałem napisać, że to koniec i cdn. nie będzie. Ale kto to wie... był taki "Bond" - "Nigdy nie mów nigdy"...
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ