@Krzysgd i Janek754
Jak się domyślam to macie lub mieliście z koleją zawodowe powiązania bo używacie specyficznego języka, który ogółowi jest nieznany i nic dziwnego, każda branża ma swój żargon, kolej szczególnie bogaty.
Mnie się nasuwa tylko jedna myśl - za cesarskich czasów oraz w dwudziestoleciu po polskiej sieci kolejowej kursowały pociągi, bardzo często szybciej niż obecnie, przy całym reżimie sygnalizacyjnym opartym na mechanicznych dźwigniach, linkach i kółkach a lączność ograniczała się do telefonu i telegrafu i to też na drucie a nie komórkach.
Cały ten system bazował na obowiązkowości, wiedzy i poczuciu służby pracowników. I na poszanowaniu godności tych pracowników, co jednak niekoniecznie było połączone z wysokimi płacami.
Ojciec jednego z moich kolegów był takim dyżurnym ruchu - nie zarabiał kokosów, jak zresztą wszyscy w tych czasach, ale nikt go nie zaganiał do odśnieżania peronu, palenia w piecu i sprzedawania biletów, bo dyżurny ruchu na kolei jednak był KIMŚ.
Nowoczesne rozwiązania automatyczne zapewniają pewien luksus ale każda ich usterka powoduje, że nagle wszyscy są zagubieni. To jest trochę takk jak z ruchliwym skrzyżowaniem z światłami w mieście. Dopóki światła działają jest wszystko ok, jeśli natomiast światla nagle się wyłączą to na skrzyżowaniu robi się burdel jak się patrzy.
Całej sieci, tych 19 tys. km nie uzbroimy w nowoczesne rozwiązania bo ani nie jest to potrzebne ani finansowo możliwe a w dodatku musiałoby trwać latami
Trzeba sieć ograniczyć to niezbędnych może 7 może 8 czy 9 tys. km i ją w możliwie krótkim czasie uzbroić w wszystko co najlepsze. Nie zapominając przy tym o tych najbiedniejszych z małych miasteczek i wsi. Za komuny do każdej wioski docierał autobus PKS, było ich niewiele ale były, były bylejakie ale były i każdy mieszkaniec wioski wiedział, że o tej i o tej godzinie może do miasta pojechać i o jakiejś tam godzinie wrócić. Tak było przynajmniej w b. województwie koszalińskim gdzie sieć kolejowa jest uboga bo conajmniej połowę z niej bezpośrednio po wojnie sojusznicy rozebrali i zabrali, jak to żartowano sobie, do "pochromowania" tylko, że sojuszników chromowni mało i trochę się to przedłużyło, aż do dzisiaj...
Infrastruktura komunikacyjna kraju to sprawa poważna i musi być sterowana centralnie i w ścisłym powiązaniu sieci dróg z siecią kolejową, to nie może być tak aby każdy wojewoda/marszałek, starosta, burmistrz czy zgoła wójt był Bohem i carem na swoim podwórku. Jeśli ta katastrofa, której przyczyną była prawdopodobnie chwilowa słabość jednego człowieka, pozostawionego przez system samemu sobie, stanie się przyczynkiem do otrzeźwienia elit, to będzie to czymś w rodzaju katharsis.
Działam trochę w takim emeryckim kole Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji i mamy kontakty z kolegami anologicznego stowarzyszenia kolejarskiego - powiem tak, to wszystko co się dzieje w drogownictwie i na kolei nikogo nie dziwi bo w radosnym dziele "poprawiania komuny" narobiono szereg głupot a tak naprawdę to nie "naprawiano komunę" tylko dwudziestolecie międzywojenne, w którym nie wszystko było idealnie ale szło w dobrym kierunku. Chodziła tzw. "luxtorpeda" z Warszawy do Krakowa i z Krakowa do Zakopanego. Trasę z Karkowa do Zakopanego pokonywała w 2 godziny i 18 minut z jednym 8-minutowym postojem w Chabówce. A gdzie ją wyprodukowano? W Fabloku w Chrzanowie a do produkcji szykowały się Zakłady Cegielskiego w Poznaniu.
A teraz co? Wagony stare, lokomotywy stare... Czy Fablok jeszcze istnieje? A co się stało z Pafawagiem w Wrocławiu, Cegielski jeszcze jest ale ledwie dyszy.
Proszę to przeczytać dokładnieA:
http://www.fablok.com.pl/index.php?l=pl&c=2&id=354
i przemyśleć (co się stało z produkcją lokomotyw po 1989 roku?).
Jestem gorszego sortu...