Zaginął człowiek w Chamonix
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Bardzo polubiłam chariota. Miał charakter i nie był bucem. Chodził sam, taki był jego styl i to jest też jedna z form wolności, wolności wyboru, która jest nam w górach dana. Cały czas mam nadzieję że jakimś cudem się znajdzie, w końcu mamy się spotkać na Złobistym.
Z tej informacji nie bardzo rozumiem o co chodzi, może mnie ktoś objaśni. Skoro namierzyli jego telefon to chyba wiadomo gdzie dokładnie ten telefon się znajduje. Dlatego nie rozumiem co ma do rzeczy szerokość i długość lodowca i szukanie przez dwa miesiące?
Pozdrawiam
uszba
Z tej informacji nie bardzo rozumiem o co chodzi, może mnie ktoś objaśni. Skoro namierzyli jego telefon to chyba wiadomo gdzie dokładnie ten telefon się znajduje. Dlatego nie rozumiem co ma do rzeczy szerokość i długość lodowca i szukanie przez dwa miesiące?
Pozdrawiam
uszba
Teżmnie to zafrapowało, ale znajomi ludzie "uczeni w piśmie" powiedzieli mi, że dokładność takiego odczytu nie jest zbyt wielka i chodzi o spory obszar, w tej chwili w dodatku zasypany grubą warstwą śniegu.uszba pisze:Skoro namierzyli jego telefon to chyba wiadomo gdzie dokładnie ten telefon się znajduje. Dlatego nie rozumiem co ma do rzeczy szerokość i długość lodowca i szukanie przez dwa miesiące?
A co do reszty - oddał to Wysocki znakomicie w swoim songu...
Jestem gorszego sortu...
No właśnie, wolności. Ale chyba każdy z nas ma jakąś rodzinę, przyjaciół czy znajomych, którzy w razie czego ciężko przeżyją nasze zaginięcie, poszukiwania i w ogóle całą tą niepewność. Spróbujmy się postawić na ich miejscu. Pomyślmy o tym ZANIM ruszymy sobie gdzieś tam w imię "wolności wyboru, która jest nam w górach dana".uszba pisze:Chodził sam, taki był jego styl i to jest też jedna z form wolności, wolności wyboru, która jest nam w górach dana.
Również chodzę sam na większość wycieczek, ale ZAWSZE wysyłam info gdzie konkretnie idę i jakie mam plany. A jeśli plany się zmienią w trakcie, to leci smsem korekta.
ps - w epoce przedkomórkowej zostawiałem informację w miejscu zamieszkania - i wówczas już planów starałem się nie zmieniać.
To naprawdę nie jest takie trudne.
ps - przekonany jestem że dla większości bywających tutaj to co napisałem powyżej jest oczywistością, ale wciąż jednak trafiają się podobne sytuacje, więc może jedna czy dwie osoby czytając te słowa zastanowią się następnym razem.
Każdemu jego Everest...
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... e=katowice
Przez dwa miesiące śmigłowce francuskiej żandarmerii będą przeczesywać rejon wokół alpejskiego lodowca w poszukiwaniu 33-letniego Małopolanina. Marcin Kuffel, który chciał spełnić marzenie o zdobyciu Mont Blanc i ruszył w góry, od miesiąca nie skontaktował się z rodziną.
Dla rodziny Kufflów z Andrychowa tegoroczne święta były wyjątkowo trudne. Tradycyjnie puste nakrycie czekało tym razem na 33-letniego Marcina. Bo choć wraz z bratem Bartłomiejem i jego żoną Iloną od ośmiu lat mieszka w Anglii, w grudniu zawsze przyjeżdżali świętować do polskiego domu.
Dla Marcina Kuffla wspinaczka wysokogórska była pasją od wielu lat. Zdobył wszystkie polskie dwutysięczniki, większość słowackich, i to zimą. W Alpach też był już nieraz. Zawsze jeździł sam. Swój wymarzony szczyt - Mont Blanc - miał wyjątkowo zdobyć z kolegą. Ale żona znajomego przed wyprawą się rozchorowała i Marcin pojechał do Francji sam. 2 grudnia zadzwonił do brata z Chamonix. - Mówił, że jest w restauracji i że wszystko jest w porządku. Na drugi dzień mąż do niego zadzwonił. Rozmawiali chwilę, Marcin sprawiał wrażenie zadowolonego, czuł się w formie - opowiada Ilona, żona Bartłomieja Kuffla. Ta rozmowa była ostatnim kontaktem bliskich z Marcinem.
Czy faktycznie 33-latek wyruszył na podbicie Dachu Europy? Najprawdopodobniej nie. Wskazuje na to lokalizacja bazy, do której ostatni raz logował się telefon mężczyzny. Ale zanim rodzina dowiedziała się o tym, zderzyła się ze ścianą trudności.
- Zgłosiliśmy zaginięcie polskiej policji. Nie powiadomiła francuskich służb. Bardziej skuteczne okazało się zaangażowanie w sprawę angielskich funkcjonariuszy. Zabezpieczyli m.in. jego laptop, by sprawdzić, czy zarezerwował gdzieś noclegi, jak planował wyprawę - relacjonuje Ilona Kuffel.
Zrozpaczony zaginięciem brata Bartłomiej zwrócił się też do polskiej ambasady we Francji, potem sam ruszył do Chamonix. Tam skontaktował z francuską żandarmerią. Żandarmi sprawdzili schroniska, szpitale, ale po Marcinie nigdzie nie było śladu. W końcu sprawdzono jego telefon. Okazało się, że ostatni raz komórka logowała się w rejonie alpejskiego lodowca. - Do przeszukania jest olbrzymi teren - 50 mil na 20. Obiecano nam, że lada dzień ruszą poszukiwania z powietrza. Jeżeli przez dwa miesiące nie trafią na jego ślad, wznowią je wiosną - mówią bliscy Marcina.
Żandarmi nie zostawili złudzeń rodzinie zaginionego - poszukiwania będą bardzo trudne. W rejonie, gdzie zaginął, leżą cztery metry śniegu, trasa wypełniona jest pułapkami w postaci szczelin sięgających 150 metrów. Mężczyzna był wyposażony w profesjonalny sprzęt, m.in. raki, ale nie miał ze sobą nadajnika, który pomógłby go zlokalizować.
Jestem gorszego sortu...
Święte słowa.andy67 pisze:No właśnie, wolności. Ale chyba każdy z nas ma jakąś rodzinę, przyjaciół czy znajomych, którzy w razie czego ciężko przeżyją nasze zaginięcie, poszukiwania i w ogóle całą tą niepewność. Spróbujmy się postawić na ich miejscu. Pomyślmy o tym ZANIM ruszymy sobie gdzieś tam w imię "wolności wyboru, która jest nam w górach dana".
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
andy67 pisze:Również chodzę sam na większość wycieczek, ale ZAWSZE wysyłam info gdzie konkretnie idę i jakie mam plany. A jeśli plany się zmienią w trakcie, to leci smsem korekta.
Nie rozumiem o co chodzi. Przecież chariot miał kontakt z bratem.Szarotka pisze:Święte słowa.
Jak to bywa w rozmowych internetowych, nie zrozumieliśmy się. Nieważne.Janek pisze:2 grudnia zadzwonił do brata z Chamonix. - Mówił, że jest w restauracji i że wszystko jest w porządku. Na drugi dzień mąż do niego zadzwonił. Rozmawiali chwilę, Marcin sprawiał wrażenie zadowolonego, czuł się w formie - opowiada Ilona, żona Bartłomieja Kuffla. Ta rozmowa była ostatnim kontaktem bliskich z Marcinem.
No ale chyba właśnie nie pozostawił mu wiadomości dokąd idzie.uszba pisze:andy67 pisze:Również chodzę sam na większość wycieczek, ale ZAWSZE wysyłam info gdzie konkretnie idę i jakie mam plany. A jeśli plany się zmienią w trakcie, to leci smsem korekta.Nie rozumiem o co chodzi. Przecież chariot miał kontakt z bratem.Szarotka pisze:Święte słowa.
Dlaczego mają teraz przeszukiwać taki wielki obszar ?
Przeczytałam raz jeszcze stare wątki z udziałem Chariota i jest mi cholernie smutno, że tak się to skończyło.
Osobiście go nie znałam, ale dotknęło mnie to bardzo.
Wypadek, który nie jest chyba łatwy do oceny z kilku powodów. Po pierwsze z powodu wciaż wg mnie skromnych informacji na jego temat, a po drugie ze względu na to, że dotyczy użytkownika forum, dość aktywnego (choć w krótkim czasie) i mam wrażenie, że każdemu kojarzącego się bardzo pozytywnie. Pewnie każdy ma własne przemyślenia na ten temat. Ja też mam i szczerze powiem, że przez ostatnie dni dość intensywnie myślałem o tym zdarzeniu.
Najgorsze co teraz moglibyśmy tutaj zrobić, to stworzyć zupełnie niepotrzebną dyskusję polegającą na przekonywaniu wszystkich dookoła jak to w górach (czy nawet nie w górach) powinniśmy lub nie powinniśmy postępować.
Najgorsze co teraz moglibyśmy tutaj zrobić, to stworzyć zupełnie niepotrzebną dyskusję polegającą na przekonywaniu wszystkich dookoła jak to w górach (czy nawet nie w górach) powinniśmy lub nie powinniśmy postępować.
Ano tak. Z tym jednak, aby jak trafi się ktoś na forum z wyraźnymi wątpliwościami, nie pisać mu "nie wymiękaj stary, napieraj!".Alan pisze:Najgorsze co teraz moglibyśmy tutaj zrobić, to stworzyć zupełnie niepotrzebną dyskusję polegającą na przekonywaniu wszystkich dookoła jak to w górach (czy nawet nie w górach) powinniśmy lub nie powinniśmy postępować.
A co do Chariota - to mam nadzieję, że "tam" spotkał już Wysockiego i razem śpiewają, że "najłuczsze" są te góry w których jeszcze się nie było.
Tak nawiasem - raczej mało kto wie, ale Wysocki był alpinistą, krótko bo krótko ale bardzo zapalonym, tak więc piosenki górskie z jego repertuału były z autopsji.
Jestem gorszego sortu...
nie wiem, czy Go znam (wolę w tym czasie), ale z Nim gadałem na Forum, więc chyba ... znam. Nalałem sobie ogromną lampkę koniaku, wypiję za to, ze może tylko uciekł z jakąś babą ?
luknij na moje panoramy i galerie
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:



