wiele lat temu poznałem w Tatrach Rohackich pewna laskę, i co ?, jakiś czas później, na Szerokiej Przeł. Bielskiej się Jej nawet oświadczyłem, i co ?, znowu jakiś czas później tuż przy Tatrach, bo w kaplicy w Jaszczurówce wzięliśmy ślub, i co ?, i fajnie jest
Nie lekceważmy górskich znajomości
lubie poznawać ludzi. ale nie każda znajomośc nadaje sie na PRZYJAŹN. nawet zawierane w górach. trzeba czasu żeby zobaczyć czy można nadawać na tych samych falach, jak siebie nawzajem sie odbiera i czy sie rozumie. nie oznacza to ze musi minąc wiele miesiecy czy lat bo można byc "otwartą ksiązką" ale nie oznacza to,ze każdej nowo poznanej osobie w górach bedę skakać na szyje NIEMNIEJ! ...... jeśli już poznałam kogoś "fajnego" to podtrzymuję znajomość która w końcu przeradza się w przyjaźń. i o to chodzi. GENERALNIE JESTEM ZA GÓRSKIMI PRZYJAŹNIAMI!!! POZDRAWIAM! szczególnie "bliskie" mi osoby stąd ihhihi!
a propo's zamieszkania ,przecież turysta z Kielc powinien wspinać się w Świętokrzyskich ,a turysta z Radomska ma w zasięgu Pasmo Bełchatowskie. Dlaczego zatłaczają nam Tatry. Przez to Rarutka i Agnieszka krępują się w tłoku skakać na szyję przygodnym turystom
czesc!
to rzeczywiście fantastyczna sprawa że dzięki Tatrom nawiązują sie przyjaźnie ludzi, którzy prawdopodobnie nigdy i niegdzie nie spotkaliby sie. Tak tez było w naszym przypadku. Pozdrawiam Turystę z Kielc!
Sylwester pisze:nazywaj to jak chcesz ważne, że się zdarza
I to wcale nierzadko . Przyjemnie jest otrzymywać relację telefoniczną bezpośrednio z grani, planować wspólne wypady, dzielić się uwagami odnośnie szpeju, nie wspominając już o wędrówkach osób które łączy wspólne hobby. Przyjaźń górska – świetna sprawa.