najbardziej zakręcone przygody w Tatrach
Szliśmy od Ronda w zakop... potem na Kasprowy - Beskidek - Świnica - Zawrat. Była godz. 18.00. Dużo czasu. I tu zarwanie pogody. Zjedliśmy, ubraliśmy się ciepło, czapki ,rękawiczki. I na łańcuchy. Zaczeło padać. I w tym momencie od Doliny 5 s wychodzi rodzina 2+2 W PODKOSZULKACH. Nam było głupio, ale ciepło. Daliśmy im cały nasz prowiant i pozostałe ubranie. Godzina 19.30 już ciemno. Zaczynamy ich sprowadzać z Zawratu. Cały czas pada. W kużnicach byliśmy o 23.00. Nie mogliśmy ich samych tam na górze zostawić. Dbajmy o siebie. Ale na niektóre choroby lekarstwa nie ma.. Do zobaczenia na szlaku.... Krzysztof
Zejścia dolinami biegiem, na pociąg, kolejkę, autobus, zwłaszcza na ostatni, do przyjemności nie należą. Zdażyło mi się zbiegać przymusowo z Gąsienicowej Jaworzynką do Kużnic bodajże w 40 min., bo pociąg do Warszawy nie poczekałby na mnie. Podobnie wspaniały bieg z Wagi do stacji kolejki elektrycznej Popradskie Pleso zaliczyłem po nocy. I Roztoką po kamyczkach popędziłem Ewę, bo nie mielibyśmy czym do Zakopanego wrócić. Ewa była tam pierwszy raz i dlatego szczerze uwielbia tę skadinąd interesująca dolinę 
Dolinami można też schodzić (czy też zjeżdżać) w bardziej przyjemny sposób. W styczniu 1991 byłem z kolegą na Wołowcu. Widzieliśmy niewyobrażalnie piękną panoramę Tatr przy pełni księżyca, ok. godz 17. Potem trzeba było zdążyć na schabowego do schroniska w Chochołowskiej przed zamknięciem bufetu. Zeszliśmy, kolega się dwa razy przewrócił, bośmy "wdepnęli kamasza", a ślisko było i czekan na niewiele się zdał. Wpadliśmy do jadalni oszronieni jak święci Mikołaje. Schabowego dostaliśmy.
Po męcżącej wycieczce i sutym obiedzie dalej schodzić się nie chce (chyba 8-10 km). Mieszkaliśmy u wylotu doliny. Może ktoś z obsługi schoniska będzie jeszcze jechał samochodem na dół? Tak. Ale nie zwykłym samochodem, tylko pługiem śnieżnym, zrobionym ze starożytnej radzieckiej ciężarówki. Miejsce w kabinie jest tylko dla kierowcy. "Wsiadajcie, chłopaki, na budę." Buda nie ma plandeki, ale my mamy po dwa swetry i po dwie czapki na sobie. Jedziemy, uchylając głowy przed gałęziami świerków. Śnieg się sypie, ciężarówka pruje chyba setką
Wysiadamy u wylotu doliny. Sztywni. Termometr w naszej kwaterze pokazuje -29 C.
Dolinami można też schodzić (czy też zjeżdżać) w bardziej przyjemny sposób. W styczniu 1991 byłem z kolegą na Wołowcu. Widzieliśmy niewyobrażalnie piękną panoramę Tatr przy pełni księżyca, ok. godz 17. Potem trzeba było zdążyć na schabowego do schroniska w Chochołowskiej przed zamknięciem bufetu. Zeszliśmy, kolega się dwa razy przewrócił, bośmy "wdepnęli kamasza", a ślisko było i czekan na niewiele się zdał. Wpadliśmy do jadalni oszronieni jak święci Mikołaje. Schabowego dostaliśmy.
Po męcżącej wycieczce i sutym obiedzie dalej schodzić się nie chce (chyba 8-10 km). Mieszkaliśmy u wylotu doliny. Może ktoś z obsługi schoniska będzie jeszcze jechał samochodem na dół? Tak. Ale nie zwykłym samochodem, tylko pługiem śnieżnym, zrobionym ze starożytnej radzieckiej ciężarówki. Miejsce w kabinie jest tylko dla kierowcy. "Wsiadajcie, chłopaki, na budę." Buda nie ma plandeki, ale my mamy po dwa swetry i po dwie czapki na sobie. Jedziemy, uchylając głowy przed gałęziami świerków. Śnieg się sypie, ciężarówka pruje chyba setką
-
Bogusław Pawłowski
-

- Posty: 258
- Rejestracja: pt 27 lut, 2004
- Lokalizacja: Toruń
a takie rozności...
kiedyś widziałem jak z Rysów (nasza strona) schodził facet który miał dziecko na sznurku uwiązane, na mój wybych radości odpowiedzał: "poczekaj aż będziesz miał swoje...",
w tym samym miejscu (na grzędzie) widzę schodzące zakonnice, rzucam więc melancholinym półgłosem do żony: "...zobacz pingwiny" na co koleś właśnie nas wymijający odpowiada: "tak się składa, że ja jestem z nimi"
to był dzień 11.08 (zaćmienie słońca), któregoś tam roku, jak się rozpędziłem to na szczyt w sandałkach wleciałem - na szczycie musiałem nóż pożyczać, coby nową dziurkę w pasku wykonać - bardzo się porozciągały groziły zgubieniem podczas zejścia,
sierpień 1992 - misie na Ornaku, przez okno fotografujemy z 1,5m: niedźwiedzica + 3 dzieciaki, jeden tak puszkę ze śmietnika wyciągnął że na nosie z nią chodził założoną, "Alf" za nim krzyczeliśmy, "Śmiechu warte" każde wygrane gdyby ktoś to filmował,
jeszcze coś o zwierzakach: kiedyś tak długo się na świstaka patrzyłem przez obiektyw, że ziewać zaczął.... http://www.topr.com.pl/boguslaw2/obrazki/1.jpg
w tym samym miejscu (na grzędzie) widzę schodzące zakonnice, rzucam więc melancholinym półgłosem do żony: "...zobacz pingwiny" na co koleś właśnie nas wymijający odpowiada: "tak się składa, że ja jestem z nimi"
to był dzień 11.08 (zaćmienie słońca), któregoś tam roku, jak się rozpędziłem to na szczyt w sandałkach wleciałem - na szczycie musiałem nóż pożyczać, coby nową dziurkę w pasku wykonać - bardzo się porozciągały groziły zgubieniem podczas zejścia,
sierpień 1992 - misie na Ornaku, przez okno fotografujemy z 1,5m: niedźwiedzica + 3 dzieciaki, jeden tak puszkę ze śmietnika wyciągnął że na nosie z nią chodził założoną, "Alf" za nim krzyczeliśmy, "Śmiechu warte" każde wygrane gdyby ktoś to filmował,
jeszcze coś o zwierzakach: kiedyś tak długo się na świstaka patrzyłem przez obiektyw, że ziewać zaczął.... http://www.topr.com.pl/boguslaw2/obrazki/1.jpg
Moja najdłuższa: Zazadnia-Palenica-MO-Szpiglasowy-Zawrat-Świnica-Gąsienicowa-Zakopane ,ale pomagałwm przy zejściu gościowi ,który zrobiłIwona pisze:w tym roku obliczyłam sobie,że czasowo mogę spokojnie zrobić trasę: Z-ne,Kościelec,Zawrat,Piątka,Kozia i przez Jaworzynkę do domu.
Łysa-Lodowa-Therinka-Czerwna-Rohatka-Grzebień i zejście z powrotem do Łysej.
-
Bogusław Pawłowski
-

- Posty: 258
- Rejestracja: pt 27 lut, 2004
- Lokalizacja: Toruń
A to Polska właśnie
Dochodząc na Zawrat od Małego Koziego (17.07. 2004), usłyszałem taką oto śpiewkę (na przełęczy stało dwóch kolesi i trzy laski, oni - prawie dresy):
"Ku..., ja bym wolał dwa razy na ten ku... Giewont iść niż na tą ku... Świnicę... no co tam było to ja pier...."
"Ku..., ja bym wolał dwa razy na ten ku... Giewont iść niż na tą ku... Świnicę... no co tam było to ja pier...."
Tiiaaa, nic dodać nic ująć 
Ja ,będąc po raz pierwszy nad Mokiem ,przy rozwidleniu szlaku na Czarny Staw pod Rysami dwóch kolesi(wyglądających na częstych bywalców fast foodów) zastanawiało się,czy iść do góry."Oszalałeś,czy ty myślisz,że ja mam serce na agrafce?"Aaaa,przypomniało mi się jeszcze, jak byłam na Czerwonych w śnieżną i wietrzną pogodę, to pewien koleżan na bluzeczce poprosił nas o zrobienie mu fotki na tle Giewontu.Gość miał życzenie,aby szczyt był na wysokości jego tyłka,bo jak stwierdził,pokaże w domu,gdzie go ma.
-no,dziwaków nam w kraju nie brakuje-to pewne heheh
Ja ,będąc po raz pierwszy nad Mokiem ,przy rozwidleniu szlaku na Czarny Staw pod Rysami dwóch kolesi(wyglądających na częstych bywalców fast foodów) zastanawiało się,czy iść do góry."Oszalałeś,czy ty myślisz,że ja mam serce na agrafce?"Aaaa,przypomniało mi się jeszcze, jak byłam na Czerwonych w śnieżną i wietrzną pogodę, to pewien koleżan na bluzeczce poprosił nas o zrobienie mu fotki na tle Giewontu.Gość miał życzenie,aby szczyt był na wysokości jego tyłka,bo jak stwierdził,pokaże w domu,gdzie go ma.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
To obserwacja żony, nie moja. Siedziała w zadumie nad Czarnym pod Rysami, gdy nagle rozległ się wrzask Aaaaaaaaaaaaaaaa i oczom wszystkich ukazał się dresio w czerwonych adidaskach pędzący przez staw tak po cięciwie i głębiej niż po pas . Po jakimś czasie wylazł i chodził pytając wszystkich:"A co fajny byłem, nie?".
Jest. Wyszliśmy ok. 6 ,na Zazadniej 7 ,powrót 11 przez Boczań .Wcale nie chciałem tak iść ,ale Zawrat i Kozia zalodzone z bombardowaniem -(pierwszy dzień po załamaniu) , baliśmy się ,a przez Gąsienicową i Zawratową Turnię po południowej stronie - ciepło ,skały wygrzaneIwona pisze:dagomar -czy to aby jest czasowo możliwe???????
Faktycznie o tę trasę mi chodziło.No jeśli 12 godz. + dojazdy to teoretycznie jest to możliwe ale chyba raczej latem.Pierwszy autobus z Zakopca 6.10,ostatni z Łysej nie wiem ale latem pewnie 21-22,więc oki,jest to możliwe ale trasa niewątpliwie ambitnaMiG pisze:Łysa-Lodowa-Therinka-Czerwna-Rohatka-Grzebień i zejście z powrotem do Łysej.
Wg mnie da się to zrobić w ok. 12h + dojazd/powrót z Łysej.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Wszystkie posty przeczytałem . Skoro nie spotkaliście nigdy duchów w Tatrach to moge cos dopisać.
Końcówka września, dość krótki już dzień i mimo późnego startu zrealizowany pomysł żeby posiedzieć na Rysach. Schodzę do Mokka już o zmroku, a jeszcze te fatalne kilka km asfaltu. Przed schroniskiem mijam parke która rusza w dół . Facet totalny laik , nie warto nawet powtarzać bzdur którymi karmił zapatrzoną w siebie kobiete. Ja wpadam na dopalacza do schroniska i po kilku minutach pomykam w dól. Od Łysej ciągnie burza, robi sie strasznie ciemno, dokładnie nikogo na asfalcie, mało sympatycznie. kawał przed Wodogrzmotami doganiam "moją" parkę sprzed schroniska. Zawsze to raźniej w dół;). Zachowanie faceta w stosunku do dziewczyny która miała już dośc wycieczki beznadziejne, staram się zapełnić czas jakąś rozmową. Schodzi jasna rzecz na tematy tatrzańskie, nie odmówiłem sobie "wyprostowania" panoramy którą widać sprzed schroniska w Morskim, jeszcze kilka krótkich opowiastek. Facet został storpedowany ( może zapamięta że Giewontu stamtąd nie widać ), pyta skąd to wszystko wiem z przekonaniem że to jednak on ma racje... Dochodzimy do Wodogrzmotów. Błyski piorunów ładnie oswietlają okoliczne skały. Pokazuje na najbliższą i zaczynam kolejną opowiastkę o tym jak kilka miesięcy wcześniej spadłem z niej, oczywiście zabijając się na miejscu , ale lubię bardzo ta drogę i czesto po zmierzchu chodzę tędy. Kolejne błyski piorunów pokazują mi tylko zmieniające się odcienie szarości, bladości i zielonego lica faceta. Dziewczyna usmiechnęła się tylko...
Pomysł, przyznaję "sciągniety" trochę z Żuławskiego, ale to taka drobna kara z mojej strony... W rewanżu podwożę parke do Zakopanego, choć jeszcze na parkingu facet miał opory czy udać się w dalszą podróż z duchem
Końcówka września, dość krótki już dzień i mimo późnego startu zrealizowany pomysł żeby posiedzieć na Rysach. Schodzę do Mokka już o zmroku, a jeszcze te fatalne kilka km asfaltu. Przed schroniskiem mijam parke która rusza w dół . Facet totalny laik , nie warto nawet powtarzać bzdur którymi karmił zapatrzoną w siebie kobiete. Ja wpadam na dopalacza do schroniska i po kilku minutach pomykam w dól. Od Łysej ciągnie burza, robi sie strasznie ciemno, dokładnie nikogo na asfalcie, mało sympatycznie. kawał przed Wodogrzmotami doganiam "moją" parkę sprzed schroniska. Zawsze to raźniej w dół;). Zachowanie faceta w stosunku do dziewczyny która miała już dośc wycieczki beznadziejne, staram się zapełnić czas jakąś rozmową. Schodzi jasna rzecz na tematy tatrzańskie, nie odmówiłem sobie "wyprostowania" panoramy którą widać sprzed schroniska w Morskim, jeszcze kilka krótkich opowiastek. Facet został storpedowany ( może zapamięta że Giewontu stamtąd nie widać ), pyta skąd to wszystko wiem z przekonaniem że to jednak on ma racje... Dochodzimy do Wodogrzmotów. Błyski piorunów ładnie oswietlają okoliczne skały. Pokazuje na najbliższą i zaczynam kolejną opowiastkę o tym jak kilka miesięcy wcześniej spadłem z niej, oczywiście zabijając się na miejscu , ale lubię bardzo ta drogę i czesto po zmierzchu chodzę tędy. Kolejne błyski piorunów pokazują mi tylko zmieniające się odcienie szarości, bladości i zielonego lica faceta. Dziewczyna usmiechnęła się tylko...
Pomysł, przyznaję "sciągniety" trochę z Żuławskiego, ale to taka drobna kara z mojej strony... W rewanżu podwożę parke do Zakopanego, choć jeszcze na parkingu facet miał opory czy udać się w dalszą podróż z duchem
(nie)codziennie fota z Tatr - www
hehe-piękna opowieść
Ładnie,ładnie-mnie też udało Ci się nabrać,mówiąc że nie masz talentu (już Ty wiesz jakiego)
No ale jak mogłeś tak "naskakiwać" na drugiego faceta,chłopak chciał dziewczynie zaimponować, a Ty od razu z fachową wiedzą...

------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
widocznie mam talent do nabierania ( najczęściej wody w usta )Iwona pisze:ładnie-mnie też udało Ci się nabrać
Dlatego nad Morskim milczałem jak grób, ale nie każdą ignorancje i co tu duzo mówić zwykłe chamstwo należy tolerowaćIwona pisze:chłopak chciał dziewczynie zaimponować, a Ty od razu z fachową wiedzą...![]()
Jeśli chodzi o najbardziej zakręcone,zapadające w pamięć przygody,to nigdy nie zapomnę swego zaskoczenia, kiedy pewnego czerwcowego dnia siedziałam już sobie na kwaterce,szczęśliwa po powrocie ze Słowacji-uciekałam tam przed deszczem,a tu w radio podają,że właśnie zamknięto przejście granicznne na Łysej,bo wezbrane wody Białki zniszczyły most.Normalnie już się widziałam nocującą w strugach deszczu,gdzieś u sąsiadów.Uf,ależ wtedy poczułam ulgę i radość,że jestem cała i zdrowa w ciepłym pokoiku 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."




