no właśnie..coś w tym jest..jak to się nazywa?? syndrom młodocianego kierowcy...??
tak..moja kuzynka uważała, że jej ten syndrom nie dotyczy..zmieniła chyba zdanie po tym jak rok po otrzymaniu prawka dostała od rodziców samochód...jej drugi dzień w Wawie jako kierwocy skończyl sie dość dużą stłuczką...no ona twierdziła, że jechała z prędkością 50km/h gdy wjechała w tył taxówki...eee..każdy głupi..nawet taki laik samochodowy jak ja połapałby się, że 50km/h to ona może jechała ale kiedy indziej...jej Atos a raczej jego przód tak jakby trochę zniknął w każdym razie jadąc te 50km/h nie zmasakrowałaby tak swojego samochodu...jej na szczęście nic się nie stało..ale samochód przez 3 miechy był naprawiany..do czego zmierzam...ano do tego, że świeżo upieczony kierowca po prostu może jeszcze nei kontrolować tej lekkiej brawury, która w nim drzemie..dlatego deklaracje, że "ja po zrobieniu prawka będę jeździć ostrożnie jest troche na wyrost"...założę się, że sama jak kiedyś za 100lat zrobię prawko to też będę miała ochotę sobie trochę szybciej pojeździć
Z badań wynika, że pierwszy rok raczej jest bezpieczny. Najgorszy jest drugi i trzeci, bo wtedy młodemu kierowcy (płci obojga choć raczej panom) zaczyna się wydawać, że jest Hołowczycem. Kończy się to dwoma,trzema stłuczkami, czasami szpitalem, czasami sądem i.... normalnieje, jeździ spokojnie i bezpiecznie. Po dziesięciu latach znowu bezczelnieje, znowu kilka stłuczek i tak aż do końca ku zadowoleniu producentów samochodów tudzież blacharzy i lakierników.
Wstępne oceny przebiegu wypadku wskazują, że ferrari modena, który w środę 27 lutego uderzył w podporę wiaduktu nad ulicą Puławską przy Wyścigach, jechał grubo ponad 200 km/h. Policjanci mówią nawet o prędkości bliskiej 300 km/h - pisze "Gazeta Wyborcza".
Według śladów hamowania, które zostawił samochód, można wyliczyć, że wytracił prędkość o przynajmniej 120 km/h, a i tak uderzenie było tak silne, że ferrari dosłownie rozpadło się na kawałki - tłumaczy policjant z warszawskiej drogówki.
Nie będę tego na razie komentował. Dokładną ekspertyzę wypadku przeprowadzą najlepsi specjaliści. Dopiero jej wyniki pomogą stwierdzić dokładnie, z jaką prędkością jechało sportowe auto - oficjalnie mówi inspektor Wojciech Pasieczny, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego stołecznej komendy.
W wypadku zginął dziennikarz motoryzacyjny "Super Expressu" Jarosław Zabiega, a jego bardziej znany kolega po fachu - Maciej Zientarski - w bardzo ciężkim, choć stabilnym stanie leży nieprzytomny w szpitalu. Nie ma już wątpliwości, kto z nich prowadził pojazd. Jeden ze świadków widział dziennikarza Macieja Zientarskiego za kierownicą na ostatnich światłach przed miejscem tragedii, przy skrzyżowaniu z Wałbrzyską. Inny świadek widział już w pędzącym przed wiaduktem aucie osobę w jasnej kurtce na siedzeniu pasażera. Taką miał na sobie Jarosław Zabiega, który zginął na miejscu.
Wiadomo już także, skąd Zientarski miał auto. Zostało zostawione mu na przechowanie przez znajomego, który kilka dni wcześniej kupił go za ponad 300 tys. zł. Samochód podobno nie był jeszcze nawet ubezpieczony. (PAP)
Mnie zastanawia co innego - totalna beztroska - facet wziął na przechowanie nieubezpieczony wóż wartości trzysta tysięcy złotych. Ja bym chyba umarł ze strachu. Ale na biednego chyba nie trafiło (mówię o właścicielu), skoro tak zlekceważył ubezpieczenie.
mało która ubezpieczy ferrari, a nawet jeśli to składka będzie tak horrendalnie wysoka, że się to po prostu nie opłaca.
Ubezpieczenie w sytuacji, gdy stać Cię na to (a tak było w przypadku tego ferrari, przecież nikt nie kupuje czegoś takiego za ostatnie pieniądze) to śrenio statystycznie wyrzucanie kasy w błoto - po jakimś roku suma zapłaconych składek przewyższy wartość auta (choć tu akurat by wyszło na plus, ale nie jest pewnym, że firma by sie nie wykreciła z wypłaty odszkodowania).
A w 300 km/h nie wierzę, F360 Modena to stosunkowo słabe ferrari (nawet w najmocniejszej wersji Stradale - taką jechali panowie - to "tylko" 425 KM) i aby się bujnąć do 300 potrzebuje co najmniej 2-3 kilometrów prostej.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
jak rozbił się ten wojskowy samolot pod Szczcinem to kilku pismaków pisało sensacyjnym tonem "samolot nie był ubezpieczony". Wojskowi powiedzieli, ze owszem bo to sie po prostu nie opłaca. I podobnie jest z takimi samochodami. Firmy ubezpieczeniowe stawki dają ogromne, bo wiedza, ze ferrari nikt nie jeździ wolno i rozbić go łatwo. Może z rokiem to przesada, ale w kilka lat się uzbiera.
A to się musi przede wszystkim im opłacać.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun