MiG - wolę pogapić się w mapę Roztocza, albo pojeździć na rowerze po nieporęckich lasach, niż ślęczeć nad tego typu dyskusjami. Poziomu dyskusji mogę się tylko domyślać, obserwując aktywny w niej udział niektórych - dobrze mi znanych - forumowiczów. Co do meritum - nie zabieram głosu z w.w. powodów.MiG pisze:Już myślałem że podzielasz pogląd w sprawie poziomu dyskusji...
Olusi i Ketjow pod rozwagę
Czyżby rzeczywiście nie przesadził?gb pisze:
Ketjow - ale Janek wcale nie przesadził.
Spróbuj znaleźć na tyle ostre słowa, by nadawały się do "polemiki" a jednocześnie nie obrażały. A może poszukaj nie "ostrych”, ale przekonywujących...
gb
Teraz zdjęcia zostały zastąpione linkami i ktoś może teraz pomyśleć, czego ten, Ketjow chce?
Niestety, kiedy pierwszy raz czytałem wątek z przerażającymi zdjęciami obrazującymi człowieka zmasakrowanego, który z nieznanych mi przyczyn zakończył swoje życie i komentarze Janka przestrzegające "zobacz, co może się stać tobie turysto, jeśli będziesz nieostrożny", to byłem zbulwersowany!!!
Janek napisał, że zna włóczęgę Jakoś wtedy wiedział jak się trzeba zachować w tak trudnej dla niego chwili.
Nie znał natomiast ludzi, których zdjęcia pozwolił sobie zamieścić. Wtedy jest łatwiej?
Nie wiem jak całość przedstawia się z prawnego punktu widzenia, ale z moralnego na pewno jest godna potępienia.
Janek zamieścił link z wypadku na Kasprowym. Dlaczego informacja o wypadku przedstawia tylko zdjęcie jego miejsca, a nie ma na nim ciała małego chłopca z roztrzaskaną główką, wybitymi zębami i połamanymi kończynami i podpisem "tak możesz skończyć turysto jak będziesz nieostrożny"
Niedawno znana sportsmenka Otylia J. została uznana winną spowodowania wypadku, w którym zginął jej brat. Dlaczego pokazuje się tylko miejsce wypadku i wrak samochodu? Przecież można by było umieścić zdjęcie bardziej drastyczne przedstawiające zwłoki męszczyzny i komentarz jak będziesz jeździł zbyt szybko to kogoś z twojej rodziny może spotkać to samo.
Po wypadku księżnej Diany fotoreporterów (paparazzi), którzy robili zdjęcia tuż po wypadku nazywano hienami.
Janek umieścił zdjęcia ludzi, powtarzam ludzi, a nie jakieś atrapy na pół strony i uzurpuje sobie prawo do moralizowania.
Część osób w tym administrator i moderatorzy miało mieszane uczucia, co do formy przestrzegania przed wypadkami, jaką przedstawił Janek, ale on nie ma żadnych skrupułów.
Wiedziałem, że sprawy nie odpuści i postara się zrobić ze mnie idiotę, bo przecież:
pkt1 Janek ma zawsze rację.
Już ci to tłumacze. Chodzenie po górach wiąże się z ryzykiem, czasem mniejszym czasem wiekszym ale zawsze z ryzykiem. Pisząc nie pochwalam miałem na myśli że wogóle nie powinno się zabierać dzieciaków wyzsze partie gór bo dzieci są nie obliczlne, mają 1000 pomysłów na minute itd. To jest moje prywatne zdanie z którym nie wszyscy sie muszą zgadzać i ja to szanuje. To było przeciw. A teraz za. Nie wtrącam się w czyjeś wychowywanie dzieci i nie mnie osądzać czy rodzice postapili słusznie czy nie. Jak już pisałem wcześniej uznali że dziecko da rade i poszli i nie widze powodu aby miał tu wkraczać prokurator czy sedzia.Janek pisze:@Miro, bardzo mi przykro ale popracuj trochę nad stylem i komunikatywnością. Konia z rzędem temu co zrozumie o co Ci tak naprawdę chodzi. Za a nawet przeciw? Przykro mi ale sztuka wypowiadania się w tej konwencji została jak dotąd perfekcyjnie opanowana tylko przez jedną osobę - jej autora. Tobie nie wychodzi.
Piszesz takie rzeczy na podstawie opini gościa który jak twierdzisz wie co pisze. Ok Wiec ja napisze swoją opinie (też już troche schodziłem i widziałem) że 12 latków nie powinno się zabierać na Rysy nawet jeżeli jest to od strony słowackiej a już napewno nie ośmiolatków.Janek pisze:Teoretycznie mogę się z tym zgodzić ale tylko teoretycznie. Praktycznie natomiast jest tak, że zdjęcie wykonał ktoś, komu góry nie są pierwszyzną i skoro on w swoim komentarzu towarzyszącym zdjęciu uznał, że uwieczniona na zdjęciu sytuacja świadczy o totalnej i koszmarnej głupocie to to była totalna i koszmarna głupota. Szkoda, że nie zabrał powtórnie głosu w tej sprawie - widocznie uznał, że sprawa jest oczywista i nie warto strzępić języka po próżnicy.
Kod: Zaznacz cały
Przykro mi, ale ktoś musiał zostać z siedmiolatkiem Filipem, dla którego jeszcze było za wcześnie na taką wyprawę. Odprowadziliśmy do Popradzkiego, wróciliśmy na parking, pojechaliśmy do Szczyrbskiego a potem poszliśmy w Młynicę do wodospadu Skok - tylko już aparatu nie mieliśmy.
A Filip poszedł na Rysy w następnym roku - doszedł.Wiem że swoimi posatmi starasz prowokować i specjalnie czasami uzywasz takiego języka ale brak Ci konsekwencji. Z oceną innych trzeba uważać bo inni Ciebie też oceniają. Mi zarzucasz że ciężko mnie zrozumieć bo nie wiado czy jestem za czy przeciw a ty jesteś za czy przeciw?
noo tu się akurat nie zgodzę z tobą. Jeśli dziecko od praktycznie samego poczatku, tzn mam na mysli od wczesnych lat oswajane jest z górami, zabierane pzrez rodziców na szlaki (naturalnie początkowo na bardzo proste, spacerowe, potem ten stopień trudności sie zmienia) to ja nie sądzę żeby wiek 8 czy 12 lat był jakąs pzreszkodą w zabraniu dziecka chociazby na rysy. podkreslam że cały czas założeniem jest fakt że "uprawia" ono ten sprt i oswajane jest z górami od wczesnych lat zycia. I uważam ze jesli jest juz na tyle dzieki temu doświadczone i sprawne to nie ma zupełnie problemu. Naturalnie jest to duża odpowiedzialnośc dla rodzca czy opiekuna, ale nie ma w tym nic nienormalnego. Ja sama żałuje że od dziecka rodzice nie zabierali mnie w góry ale w moim przypadku to jest tak ze to ja zaszczepiłam w nich (głownie w moim tacie) bakcyla gór a nie oni we mnie.Miro pisze:Piszesz takie rzeczy na podstawie opini gościa który jak twierdzisz wie co pisze. Ok Wiec ja napisze swoją opinie (też już troche schodziłem i widziałem) że 12 latków nie powinno się zabierać na Rysy nawet jeżeli jest to od strony słowackiej a już napewno nie ośmiolatków.
Byłbym ostrożny z takimi stwierdzeniami, bo za bardzo je uogólniasz, co może być niebezpieczne dla jakiegoś usera to czytającego....Miro pisze:Janek wiesz zapewne jak wygląda majowy śnieg w tatrach. Jest "ciężki" mokry i nie jest "równy"a więc nie ma tekiego poślizgu
Właśnie w majowych warunkach jak takowy śnieg zmrozi w nocy to robi się rano, albo w miejscach ocienionych (a takowe jest wyjście pod próg, od północy) bardzo twardy, a co za tym idzie to i śliski.
Uważasz, ze nie jest śliski w tamtych warunkach?, to może popatrz na fote jeszcze raz, a zauważysz, że nikt z podchodzących nie brodzi w nim po kolana, (czyli dość twardawy), a właściwie 90% z nich do podejścia dodatkowo używa rąk, (po co jak nie jest ślisko ?). Cały próg podejściowy jest ocieniony, czyli insolacja, a tym samym przejście śniegu zmrożonego w chalpowata breję jest ograniczone.
Czy dalej uważasz, ze nie było tam ślisko i stromo ?, a czy doświadczałeś kiedyś niekontrolowanego zjazdu ?, wierz mi, że baaardzo szybko nabiera się dużej prędkości....
czy wziąłbyś swoje dziecko (o ile masz), aby to sprawdzić ?Miro pisze:Paradoksalnie wydaje mi się że gdyby się tam potknąć i przewrócić to człowiek nie zjechał by tam za wiele w dół.
Moim zdaniem by mógł zjechać o wiele więcej....pamiętać warto, ze większość osób, która uległa wypadkom na poślizgach śnieżnych była pewna, że warunki były ok.
Nie zrozumiałeś mnie. Ten tekst pod zdjęciem, które zamieściłeś jest pokrętny. Przeczytaj go - diabli wiedzą o co Ci chodzi.Miro pisze:uż ci to tłumacze. Chodzenie po górach wiąże się z ryzykiem, czasem mniejszym czasem wiekszym ale zawsze z ryzykiem. Pisząc nie pochwalam miałem na myśli że wogóle nie powinno się zabierać dzieciaków wyzsze partie gór bo dzieci są nie obliczlne, mają 1000 pomysłów na minute itd. To jest moje prywatne zdanie z którym nie wszyscy sie muszą zgadzać i ja to szanuje. To było przeciw. A teraz za. Nie wtrącam się w czyjeś wychowywanie dzieci i nie mnie osądzać czy rodzice postapili słusznie czy nie. Jak już pisałem wcześniej uznali że dziecko da rade i poszli i nie widze powodu aby miał tu wkraczać prokurator czy sedzia.
Natomiast co do prokuratora - jesteś w błędzie. Jeśli rodzice podejmą niewłaściwą decyzję w wyniku której dziecko poniesie śmierć lub obrażenia to odpowiadają prawnie. W tym przypadku z Kasprowego było dochodzenia ale nie znam wyniku.
Właściwie odpowiedzi udzieliła Ci Gosieńka. Dokładnie tak - wszystko było stopniowo, zawsze mieli wytłumaczoną trasę, znają się na mapie, od lat wpierw Kuba a teraz Filip wyszukuje znaki jak idziemy itd. A aby Cię kompletnie zszokować to opowiem Ci coś jeszcze. Byliśmy kilka lat temu w Słowacji - Kuba, ja i znajomi z niespełna dwuletnim chłopcem. Mieszkaliśmy u wlotu Demianovskiej i chodziliśmy po Niżnych. Penego dnia jednak pojechaliśmy do Rohackiej i stanęliśmy na parkingu nieopodal Spalonego Żlebu i potem już piechotą do bufetu, w miejscu gdzie stała kiedyś Tatliakowa Chata. Sądziłem, że jak zajdziemy Rohackich Stawów do będzie dobrze. A tu J., mama małego mówi, że może by tak na Wołowiec. Roześmiałem się i mówię - a S. (dziecko) do lodówki w bufecie. Nie, pójdzie z nami. Na Rakoń S. został wniesiony w nosidle, od Rakonia na szczyt Wołowca szedł sam. Na szczycie był m.in. słowacki przewodnik z blachą UIGMA z klientami z Anglii - zrobili sobie z S. zdjęcie. Szli na Rohacze. Zapytaliśmy się żartem czy możemy się przyłączyć. Zapytał ile ma lat, niespełna dwa, no to za jakieś 6 lat zapraszam. Zgodnie z Twoją teorią, Miro, to powinien nas z***** jak bure suki. Jakoś nam się upiekło. Wróciliśmy do auta - ja byłem najbardziej zmęczony.Miro pisze:Piszesz tak jak Ci pasuje do twojej ideologi. Bo wnuk twój był odpowiednio ubrany, miał już jakieś tam doświadczenie, śnieg był sierpniowy itd ale umysł 12-latka pozostał, ale to nic bo u ciebie w rodzinie chodzą na Rysy nawet 8-latkowie i jest ok. Pewnie nawet byłeś dumny z wnuka że w tak młodym wieku wszedł na Rysy. Kto dał Ci prawo do ocenia innych i pisaniu o totalnej głupocie skoro sam robisz dokładnie to samo. Ile wiesz na temat tej rodziny, może oni rozumują dokładnie tak samo jak ty. Równie dobrze mógłbym zamieścić tu zdjęcie twojego wnuka na Rysach i pisac o totalnej bezmyślności rodziców. Do tego wszystkiego uzywasz ostrego języka, obrażasz innych i uwazasz się za alfe i omege.
Inny przykład - syn znajomej, przewodniczki górskiej był w wieku 10 lat na Gierlachu. Z ojcem, facetem, który był na kilku 6-tysięczników a i chyba 7-nik też był. Oczywiście z liną. Teraz ten chłopak ma 18 lat i za kilka miesięcy będzie miał blachę przewodnika beskidzkiego.
Niestety jednak takich metod nie wolno stosować w przypadku przypadkowych ludzi którzy przypadkowo przyjechali na majówkę do Zakopanego i przypadkowo się znaleźli pod progiem doliny Pięciu Stawów. Dlaczego sądzę, że to przypadkowi ludzie - spójrz na zdjęcie, Miro - kichać na czekan ale oni nawet kijków nie mają - śmierdzi stonką na trzy kilometry.
Jestem gorszego sortu...
Janku Twoja terapia szokowa (plus opowieści gości alpinistów, które wczoraj usłyszałam) w moim przypadku okazała się skuteczna. Dziesięć razy zastanowię się zanim nieprzygotowana wyjdę na inny niż bieszczadzki szlak. Mimo tego szoku, który przeżyłam oglądając zdjęcia i czytając Twoje komentarze mogę powiedzieć dziękuję. Oczywiście nie zmieniłam zdania jeżeli chodzi publikacje zdjęć.
Lucyna - mój kolega był znanym plakacistą. No i mnie trochę wprowadził w zasady. Jest słup czy ściana z plakatami. Na który zwrócisz uwagę? Na ten z wyraźnym akcentem. Podanie linku to hipokryzja. W dodatku z ostrzeżeniem, że drastyczny. Toż to zachęta! Jak o gwieździe filmowej lub piosenkarce przestaje się mówić to co trzeba zrobić? Sprokurować jakiś skandal. Jeśli ktoś nie chce oglądać to co dłużej trwa? Przejechaniem kółkiem myszy w dół niż otwieranie i zamykanie.lucyna pisze:Mimo tego szoku, który przeżyłam oglądając zdjęcia i czytając Twoje komentarze mogę powiedzieć dziękuję. Oczywiście nie zmieniłam zdania jeżeli chodzi publikacje zdjęć.
Te zdjęcia zamieściła IwonaS aby uspokoić jednego fanfarona. Fakt, że Ona to zrobiła jest rekomendacją, że jest to w porządku. O DAV nie wiedziałem. Ale to jeszcze potwierdza bo skoro olbrzymia i uznana organizacja publikuje to właśnie w celach profilaktycznych to chyba wie co robi. Obejrzalem jeszcze raz te zdjęcia - coraz bardziej jestem przekonany, że to nie są zwłoki tylko manekiny. Ale to nie ważne Jak napisałem - góry to fajna sprawa ale tu można zginąć i w normalnej turystyce (wspinaczka to zupełnie inna strefa) to w co najmniej 90% przypadków jest nasza wina. Jeśli jestem w Kuźnicach, na samym progu i widzę, że burza wisi w powietrzu a mimo to idę dalej i potem w deszczu poślizgnę się na wapiennym obłym progu i lecę kilka metrów na pysk i łamię rękę i nogę (opisuję autentyczne zdarzenie) to czyja to wina - moja czy burzy? Moja!!! Trzeba było zostać iśc do knajpy (jest) i przy kawie lub piwie przeczekać. Lub wrócić do Zakopanego. Ale rządzi - "jakoś to będzie", "przyjechałem na jeden dzień" itp. Tu nie chodzi nawet tak bardzo o to przygotowanie, o którym piszesz ale o lekceważenie tego co się wie. Bo na ogół sie wie, że trzeba wcześnie wyjść aby nie wracać po ciemku a czołówka to tylko półśrodek, że trzeba mieć w plecaku coś ciepłego mimo, że rano jest cieplutko, że trzeba miec w nim czekoladę aby nie mdleć prawie z głodu na trasie bo potem czarne plamy przed oczyma i poślizgnięcie w głupim miejscu (to mój przypadek), że alkohol w trakcie trasy to zagrożenie, że na dechach to można spać jedną noc a nie cztery bo potem się jest prawie nieżywym od rana itd itd. To wszystko się wie ale ma się w nosie, szczególnie jak się ma te 18, 20, 22, 24 lata i wydaje się, że ten "power" jest niewyczerpalny. Nie jest, ale dowiedzieć się można o tym w zupełnie nieodpowiednim momencie gdy już za chwilę będzie Wieczne Odpoczywanie...
I dlatego trzeba ludziom od czasu do czasu zaświecić w oczy. Jak jadę autem i widzę, że ktoś naprzeciwko szaleje w swoim to puszczam mu sygnał świetlny i facet po sekundzie już grzeczny bo się boi, że mu zasygnalizowałem policję. Te zdjęcia właśnie były takim sygnałem.
Jestem gorszego sortu...
doszedłem dokładnie do takich samych refleksji. Z jedną poprawką - ci ludzie prawdopodobnie nie wiedzą, że jest wariant zimowy i letni i gdzie jest zimowy a gdzie letni...idą po śladach i jak puszcza.chief pisze:ja jeszcze jestem jednego ciekaw, którędy oni poszli dalej ?, czy wariantem letnim (a tak przypuszczam), czy zimowym
Jestem gorszego sortu...
Weź się przejdź nad morze. Blisko masz. Bo zjonizowane powietrze od komputera najwyraźniej zaczyna Ci szkodzićJanek pisze:Podanie linku to hipokryzja. W dodatku z ostrzeżeniem, że drastyczny.
Proponuję przeprowadzić zakrojone na szeroką skalę śledztwo. Odnaleźć ową rodzinę. I wyedukować ją wzdłuż i wszerz. Oczywiście szokowo. I skupić się specjalnie na dziecku.Janek pisze:Z jedną poprawką - ci ludzie prawdopodobnie nie wiedzą, że jest wariant zimowy i letni i gdzie jest zimowy a gdzie letni...idą po śladach i jak puszcza.
Czekam aż wpakujesz zdjęcie ludzi idących asfaltem do Morskiego Oka i podpiszesz je stronicowym elaboratem, przekonywującym, że to przyszłe ofiary wypadku. I jeszcze stworzysz kilka innych wątków, aby tylko udowodnić słuszność swoich szokowych teorii.
A jak Ci ktoś zwróci uwagę, że to nie jest jedynie słuszna ideologia to zaraz poprzekręcasz kota ogonem a kilka grzecznych panienek weźmie Cię pod swe obronne skrzydła i wspomoże dobrym słowem.
Przejrzyj na oczy i skojarz w końcu, że większość z tych, których chcesz edukować nie chce być edukowana, nie przegląda forów górskich, ostrzeżeń itp. A ci, których to interesuje niekoniecznie chcą być przez Ciebie w ten sposób edukowani.
No cóż, nie sądzę, żeby to był wspaniały przykład na obronę Twojej tezy o stopniowym wprowadzaniu w góry.Janek pisze: Byliśmy kilka lat temu w Słowacji - Kuba, ja i znajomi z niespełna dwuletnim chłopcem. (...) Na Rakoń S. został wniesiony w nosidle, od Rakonia na szczyt Wołowca szedł sam.
A innymi słowy mówiąc, ryzyko dla tego dzieciaka było większe niż dla mnie w czasie samotnego wejścia zimowego.
GB czy to było zdjęcie przedstawiające człowieka czy to był sfotografowany manekin? Słyszałm iż w publikacjach pokazywane są upozorowane sceny.gb pisze:
Wstrząsnęły te zdjęcia - wstrząsnęły. Takie było zamierzenie osoby zamieszczającej. Może na przykład po ich obejrzeniu ktoś, kto zobaczył je przypadkowo, ale w dyskusji udziału nie wziął, powstrzyma swój zapał i zaczeka na kolejnej drabince a nie zacznie obchodzić bokiem?...
Nie rozumiesz tego "sam" chyba dosłownie. Oczywiście szedł prowadzony za rękę, ścieżka jest szeroka, to nie Orla Perć. Pokazałbym zdjęcie ale niestety nie mam na to upoważnienia. Jeśli masz zastrzeżenia typu medycznego to też jesteś w błędzie. Było to konsultowane z pediatrą. Dziś chłopczyk dochodzi 6 lat i jest okazem zdrowia. Zarówno jego mama jak i tata znają góry i jak się w nich poruszać. Może rozwiniesz Twoje wątpliwości - trochę wysoko podbiłeś stawkę - samotne wejście zimowe - rozumiem, że na Wołowiec, może jeszcze przy dużym zaśnieżeniu i silnych wiatrach.MiG pisze:A innymi słowy mówiąc, ryzyko dla tego dzieciaka było większe niż dla mnie w czasie samotnego wejścia zimowego.
Jestem gorszego sortu...
Chyba w Poznaniu kiepska pogoda ostatnio. A może jesteś alergikiem, pyli teraz. A może jakieś kłopoty z dziewczyną albo szefem? Przyznam, że Cię nie rozumiem, nigdy dotąd nie mieliśmy z sobą konfliktów - giez Cię ukąsił, czy co do cholery.tomek.l pisze:A jak Ci ktoś zwróci uwagę, że to nie jest jedynie słuszna ideologia to zaraz poprzekręcasz kota ogonem a kilka grzecznych panienek weźmie Cię pod swe obronne skrzydła i wspomoże dobrym słowem.
Przejrzyj na oczy i skojarz w końcu, że większość z tych, których chcesz edukować nie chce być edukowana, nie przegląda forów górskich, ostrzeżeń itp. A ci, których to interesuje niekoniecznie chcą być przez Ciebie w ten sposób edukowani.
Jestem gorszego sortu...
"Sam" nie dotyczyło 2-latka, co widać nawet w powyższym cytacie.Janek pisze: Nie rozumiesz tego "sam" chyba dosłownie.
Generalnie nie trzeba się bardzo wysilać, żeby zobaczyć ryzyko - nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana albo co, zmiany pogody także będą bardziej mu dokuczać niż w przypadku dorosłego.Janek pisze: Może rozwiniesz Twoje wątpliwości - trochę wysoko podbiłeś stawkę
Stawka podbita tym wyżej im mniej trafiony argument w dyskusji o prowadzeniu dzieci w góry.
A czy ja mówię że 2-latek ma byc prowadzony w czasie załamania pogody???Janek pisze: samotne wejście zimowe - rozumiem, że na Wołowiec, może jeszcze przy dużym zaśnieżeniu i silnych wiatrach.
Po pierwsze - pytanie zasadnicze - masz dzieci? Chyba nie. I to właściwie wszystko tłumaczy. Po drugie - ten Twój katalog jest tak obfity, że gdyby go brać poważnie to przez analogię można powiedzieć, że strach wyjść z domu na ulicę bo zaraz jakiś pirat drogowy wjedzie na chodnik i Cie przyciśnie do muru. Sądząc po zdjęciach z forum to większe ryzyko obtarcia kolana w czasie wywrotki ma większość koleżanek i kolegów z forum bo krótkie spodnie są regułą, niż ten mały ZAWSZE w długich spodenkach.MiG pisze:Generalnie nie trzeba się bardzo wysilać, żeby zobaczyć ryzyko - nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana albo co, zmiany pogody także będą bardziej mu dokuczać niż w przypadku dorosłego.
Stawka podbita tym wyżej im mniej trafiony argument w dyskusji o prowadzeniu dzieci w góry.
Pogoda - byś zobaczył nosidło tego małego - moi znajomi nie są przesadnie dobrze sytuowani, nauczycieli pan G. nie rozpuszcza ale nosidło małeg S. to był Rolls-Royce wśród nosideł - ani kropli deszczu. Przyznam się, że na początku miałem wątpliwości - teraz ich nie mam w ogóle.
Z dziećmi jest inny problem - mają 300 pomysłów na raz i niczego się nie boją. Mnie, jako chłopowi, stwarzało to problem ze swoimi. Ale nie matce z synem - bo mama ma nie 300 pomysłów ale 600 domysłów co dziecko może zrobić i tak jak dziecko się niczego nie boi to mama się o nie boi cały czas. Zresztą jakbyś raz poszedł z nimi w góry to byś stracił wszelkie wątpliwości. Chief jeździ z swym potomkiem w góry i od razu był innego zdania. No i nie masz pojęcia jaka to frajda - siedzimy np. na szczycie Krakovej Holi i włazi skupinka słowacka i patrzy jak wryta skąd się ten mały tam wziął.
Z tym przewodnikiem UIAGMA rozmawiałem dość długo - zapytałem co sądzi o tym - nie miał zastrzeżeń. Najmniejszych. A był to jeden z najbardziej znanych przewodników słowackich, najwyższa półka.
Jestem gorszego sortu...
wiesz o tym, że np. w reglach:MiG pisze:Generalnie nie trzeba się bardzo wysilać, żeby zobaczyć ryzyko - nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana albo co, zmiany pogody także będą bardziej mu dokuczać niż w przypadku dorosłego.
Stawka podbita tym wyżej im mniej trafiony argument w dyskusji o prowadzeniu dzieci w góry.
- może się na dzecko zwalić drzewo
- ukąsić go żmija
- większe prawdopodobeństwo spotkania z misiem
- tam też może:
- no i zapomniałem, że na ziemie czasem spadają meteory.....MiG pisze:nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana
Czyżby najprofesjonalniej, to siedzieć w domu ?






