piątek 30 czerwca...
no może uda mi się dzisiaj skończyć naszą przydługo już pisaną relacje.
miałem dzisiaj skoczyć do opery Leśnej na koncert Kroke-posłuchać moich ukochanych klezmerów , biletów (darmowe zaproszenia) nigdzie już w Gdansku nie było -myślę sobie zjem obiad ,dychnę trochę po robocie i wcześniej skoczę do Sopotu to może jeszcze coś trafię
do domku wchodze a tu niespodzianka -baterię zlewozmywaka szlag trafił -wytrzymała równo rok -a taka była piękna zagramaniczna -jednak nasza straszyńska woda poradziła sobie
No i klopsik -trzba było znajomego fachowca wzywać ,do Castoramy pedzić po nową -trochę roboty było -niedawno skończyliśmy , koncert szlag trafił
na pocieszenie zostało mi Kroke z płyty słuchać i tę relację dla Was dokończyć
No więćc w piątek zgodnie z prognozą lało równo jeszcze w nocy zaczęło do spółki z potężną burzę ,która wspaniele iluminowała roztockie mroki .
Ale....

dzieś tak po 8 zaczęło się przecierać więc worki pakować i w Góry :

Mati niezbyt był przekonany co do decyzji wyjścia -jakiś leń go opętał ?
Po dotarciu do Moka widoki nie były zachęcające :

wleźliśmy do schronu by przy szarloci i pewnym zacnym trunku naradę zrobić
ja optowałem za wejściem na Szpiglasowy ,Mati,którego lenistwo osiągnęło juz monstrualne rozmiary wyrażał chęć na zdobycie co najwyżej Czarnego Stawu
Cóż było robić -na siłę dzieciaka wiódł nie będę ale metodą małych kroczków może cosik mi się uda , podążyliśmy więćc nad Czarny :

pogoda nadal nie chciała się zmieniać
a jednak te deszcze, zupełna wilgoć ,duszność i ciepło komuś nie przeszkadzało ale nawet służyło :

pomalutku zaczęło się przecierać
a male ślicznotki wychylać się do słonka:

Tymczasem Mati wypartywał w Czarnym rybek :

cdn .... za chwilkę
