KASK jak najbardziej choć sam jeżdze bez kilka lat temu miałem można powiedzieć poważny wypadek przy prędkości około 60 km/h !! wpadłem w dziure na drodze asfaltowej, przeleciałem przez kierownice dosłownie na ryja jednak ufff skończyło sie tylko na dużych otarciach skóry i szyciu brody - 3 szwy, jak sie dorobie to napewno se kupie...
meridius pisze: (...) kilka lat temu miałem można powiedzieć poważny wypadek przy prędkości około 60 km/h !! wpadłem w dziure na drodze asfaltowej, przeleciałem przez kierownice dosłownie na ryja jednak ufff skończyło sie tylko na dużych otarciach skóry i szyciu brody - 3 szwy, jak sie dorobie to napewno se kupie...
Szczęście to ty miałeś kolego cholerne.
Nie kupuj tego kasku, jak się dorobisz, ale jak najprędzej.
Wiesz, co to jest priorytet?
Prawie wszyscy którzy się wypowiadali gdzieś ostro przygrzali... i teraz ani myślą żyć bez kasku . Gdzie Wy jeździcie że macie takie przykre doświadczenia?
Ja jestem w sumie za jazdą w kasku, ale tylko w górskim terenie. Po mieście, przy rozsądnej i ostrożnej jeździe jest raczej zbędny.
to tak ,jak z kaskami na nartach , leżałem wielokrotnie i to bardzo spektakularnie ,wykonując kilkudziesięciometrowe loty ,zresztą ze dwa razy wyleciałem równie spektakularnie z roweru ,dalej twierdzę ,że kask na rowerze służy do swędzenia głowy ,a narciarski do ograniczania widoczności. (uwaga: nie mówię o wyczynie)
chwila nieuwagi - starczyło na wstrząs mózgu, ale w mieście zawsze może też ktoś w Ciebie wjechać i tutaj żadna ostrożność gówno da.
PS 2 lata temu (w rocznice mojego wypadku - dzien matki) znajoma znajomej zaliczyła w Toruniu, w centrum miasta kolizjęz samochodem. Przeżyła, ale musiała przejść kilka operacji w tym trepanację czaszki. Gdyby miałą kask pewnie po miesiącu mogłaby znów jeździć.
Ostatnio zmieniony wt 23 maja, 2006 przez mefistofeles, łącznie zmieniany 1 raz.
ammo pisze: (...) Gdzie Wy jeździcie że macie takie przykre doświadczenia? (...)
Nie trzeba koniecznie mieć przykrych doświadczeń przy jeździe na rowerze.
ammo pisze: (...) Po mieście, przy rozsądnej i ostrożnej jeździe jest raczej zbędny.
mefistofeles pisze: (...)
PS 2 lata temu znajoma znajomej zaliczyła w Toruniu, w centrum miasta kolizjęz samochodem. Przeżyła, ale musiała przejść kilka operacji w tym trepanację czaszki. Gdyby miałą kask pewnie po miesiącu mogłaby znów jeździć.
Kolizje zdarzają się wszędzie, a gdy wjedzie w Ciebie jakiś samochód to prawdopodobnie kask Ci nic pomoże. Wypadkom częściej ulegają Ci brawurowi mistrzowie kierownicy, a tym jak się już coś stanie to można ich odwieść do krematorium.
prędkości w mieście to ok 20-30 rowerzysta i 50-60 samochód. Efekt kolizji jest zwykle taki, że rowerzysta wlatuje do samochodu rozbijając głową szybę, wcześniej tą samą głową uderzając w maskę lub inne elementy karoserii.
Żeby skręcić kark to za mało, ale głowa obrywa porządnie. Zdecydowana większość rowerzystów, ktorzy zginęli w wypadkach zmarła od urazów głowy. Kask nie dje 100% ochrony, tak samo jak pasy w samochodzie, ale w zdecydowanej wiekszosci przypadków swoja funkcję spełnia.
Hannibal pisze:No chyba, że to już takie ekstremum, że zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku jest zgon.
No to miałem właśnie na myśli.
Hannibal pisze:A na pasach idziesz z rowerem, czy przejeżdżach?
Zwykle przeprowadzam (zwłaszcza w większych miastach gdzie jest duży ruch). Czasami jest się zmuszonym przejść z rowerem na drugi koniec jezdni, gdyż jest tak wygarbowana że nawet crossem byłoby ciężko przejechać (tak właśnie wygląda główna droga z Bielska Białej do Żywca w mojej miejscowości)...
mefistofeles pisze:Efekt kolizji jest zwykle taki, że rowerzysta wlatuje do samochodu rozbijając głową szybę, wcześniej tą samą głową uderzając w maskę lub inne elementy karoserii.
meffi, mówisz chyba o zderzeniach czołowych, a większość kolizji samochodów z rowerzystami to przecież potrącenia. Nie żebym był przeciwnikiem kasku, ale przy zderzeniu czołowym (jak podajesz: 20km/h rowerzysta+50km/h samochód) to i kask nie pomoże...
mam sprawdzony sposób na bezpieczną jazdę rowerem po mieście ,zawsze tylko ulicą ,nigdy zadnymi ścieżkami rowerowymi (dzieci ,psy,krawężniki,piesi ,brak bezkolizyjnych przejazdów). Poza tym żadnego chowania się chyłkiem na skraju pasa - to grozi przytarciem do krawężnika- przynajmniej metr od krawędzi jezdni ,a przed skrzyżowaniami środkiem pasa bądź znacznie wcześniej lewą stroną w przypadku skrętu w lewo ,a nie mykanie o ostatniej chwili przed maską samochodu. Pewność i zdecydowanie ,a wtedy bezpieczeństwo.