Odwroty
podziwiam wszystkich którzy będąc w górach, czy żeglując po mazurach wstają rano i potrafią powiedzieć np że o 16 będzie padało mimo iż na zewnątrz słonecznie
Ostatnio zmieniony sob 10 wrz, 2005 przez luka, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Kazimierz Jan Zboczek VII
-

- Posty: 34
- Rejestracja: śr 13 kwie, 2005
...a na temat: Już do odwrotu głos trąbki wzywa
Wycofuję się
wynoszę z wątku ten wtręt nie na temat
Wycofuję się
Ostatnio zmieniony sob 10 wrz, 2005 przez Kazimierz Jan Zboczek VII, łącznie zmieniany 2 razy.
luka, jednak KJZ7 trochę racji ma...
A wracając do tematu, to może dziwne, ale jakoś nie pamiętam moich tatrzańskich odwrotów. Oczywiście były całe zmiany planów, ale tak, żeby spod szczytu odchodzić... Chyba miałem szczęście
Za to dwa przykłady z innych gór:
Śnieżka w grudniu roku ubiegłego - przy wietrze 120 km/h zacinającym śniegiem nijak nie dało się wejść (pomimo solidnego odpoczynku i przygotowania "ataku szczytowego" w schr. Pod Śnieżką),
Chleb w Malej Fatrze kilka lat temu - szliśmy z Vratnej naprawdę konkretną ekipą, ale doszliśmy tylko do połowy stoku, bo śnieg był taki, że prowadzącego trzeba było zmieniać co kilka minut.
A wracając do tematu, to może dziwne, ale jakoś nie pamiętam moich tatrzańskich odwrotów. Oczywiście były całe zmiany planów, ale tak, żeby spod szczytu odchodzić... Chyba miałem szczęście
Za to dwa przykłady z innych gór:
Śnieżka w grudniu roku ubiegłego - przy wietrze 120 km/h zacinającym śniegiem nijak nie dało się wejść (pomimo solidnego odpoczynku i przygotowania "ataku szczytowego" w schr. Pod Śnieżką),
Chleb w Malej Fatrze kilka lat temu - szliśmy z Vratnej naprawdę konkretną ekipą, ale doszliśmy tylko do połowy stoku, bo śnieg był taki, że prowadzącego trzeba było zmieniać co kilka minut.
Tak jak sobie uświadamiam ,wycofywałem się właściwie z dwóch miejsc - z Małej Wysokiej dwu ,czy nawet trzykrotnie (taka moja mont-fatale ,ta cholerna pogoda) i ,nie uwierzycie, dwukrotnie z Karczmiska. Raz dostałem udaru cieplnego ,jak żonka mnie pognała ,żeby już jak najszybciej "mieć to za sobą" i w słynnym 1999 ,kiedy w czasie 10 dni bezustannej ulewy chcieliśmy choć raz pójść GDZIEKOLWIEK . Ja wtedy dopiero zrozumiałem ,czym jest deszcz w Tatrach. Jedyne ,co mieliśmy suche ,to rzeczywiście kawałek ciała pod dobrymi kurtkami ,ale po nogach woda wlewała się do butów (ochraniacze i super obuw w takich warunkach zdaje się psu na budę)Nie powiem już o zerowej widoczności ,zaparowanych i zalanych okularach i potokach śliskiego błota
co do wycofów-raz w ciagu jednego dnia zdarzyl mi sie potrojny :)spalem w piatce i rano chcialem wyruszyc na krzyzne-wyruszylem ale na drodze stanal mi snieg w zlebie...gdybym sie poslizgnal polecialbym pewnie az do siklawy...wycofalem sie i poszedlem na zawrat z mysla wyladowaniu w murowancu-po drodze kilka osob mi mowilo zebym bez rakow wybil sobie z glowy schodzenie czy to starym czy nowym zawratem bo to pewne klopoty-generalnie wszyscy polecali wejscie na swinice i zejscie z niej w kierunku liliowego a pozniej murowanca.przed poczatkiem lancuchow na swinice okazalo sie ze snieg siega tam do kolan...nie pozostalo mi nic innego jak wziac dupe w troki i ....dac zarobic schronisku pieciostawianskiemu kolejne dwie dychy za glebe 
W tym roku mając zamiar wejść na Świnicę musiałem z wejścia zrezygnować, Powodem była oczywiście pogoda najpierw chmury całkowice zasłoniły Świnicę, potem zaczął padać śnieg , do tego wiatr, a przede wszystkim w okolicach Skrajnej przełęczy skończyły się ślady i idąc na Pośrednią Turnię cały czas zapadałem się po kolana i do pasa w śniegu i na Pośredniej Turni zrezygnowałem z dalszego wchodzenia, tym bardziej że chmury ze śniegiem tworzyły zupełną biel i trudno było rozróżnić z daleka czy to chmura czy to góra i nie byłoby w tym nic dziwnego że wydarzyło się to 9 Sierpnia 2005..a idąc z Kuźnic do Hali Gąsienicową cały czas towarzyszyło mi Słońce..
Odwrót nastąpił nie tylko na Świnicy , za każdym razem kiedy chciałem zboczyć ze szlaku ktory kończyl się na przełęczy i udać się na szczyt za każdym razem chmury rozpędzały się i okupowały Wierzchołek tak długo aż zrezgnowałem i znalazłem się na dole..
Odwrót nastąpił nie tylko na Świnicy , za każdym razem kiedy chciałem zboczyć ze szlaku ktory kończyl się na przełęczy i udać się na szczyt za każdym razem chmury rozpędzały się i okupowały Wierzchołek tak długo aż zrezgnowałem i znalazłem się na dole..
Bardzo dobry przykład na to,że z górami nie ma żartów i że trzeba być nawet w środku lata przygotowanym na cięższe warunki..o czym bardzo wiele ludzi nie wie,albo sobie to lekceważy...Deimos pisze:nie byłoby w tym nic dziwnego że wydarzyło się to 9 Sierpnia 2005..
Witaj Dejmos



