Zygmunt Skibicki pisze: to jeszcze złośliwie... nie parkan!
Wiesz co Zygmuncie, coraz częściej konstatuję, że w miarę upływu lat coraz bardziej mnie bawi tak żarliwa, inkwizytorska żarliwość w zwalczaniu wszelkiej "nieprawomyślności". Inkwizytor nr 1 - aż płonie z nienawiści do ceprów wszelakich, klapkowiczów przeklętych, co to z lenistwa im przyrodzonego śmieli TOPR wzywać w nadziei, że helikopterkiem się przelecą, zapewne prosto na Krupówki, siedlisko zarazy wszetecznej.
Inkwizytor nr 2 z gatunku miłośników topografii - z błyskiem oka i triumfem w głosie krzyczący - o, przyłapaliśmy Kościuszkiego na Buczynowej (w podtekście - a ponoć taki znawca).
I takie wspomnienie - siedziałem sobie kiedyś wczesnym dość rankiem nad Zmarzłym Stawem (Mein Gott - co ja mówię - należy podać Zmarzły Staw Gąsienicowy, także Zmarzły Staw pod Zawratem, 1787 m npm, wg. niektórych pomiarów 1788 m npm, pow. 0.28 ha, 77 x 50 m., głęb. 3.7 m, u wylotu Koziej Dolinki, hmm czy "u wylotu" WET str. 1425, lewa kolumna, nie chciało mi się liczyć wierszy). Tego lata było baśniowo, śniegu sporo ale w miarę, jeszcze trochę lodu na stawie, onego dnia niebieskie niebo z maleńkim chmurkami, w nocy popadało a więc wszędzie cieknie, maleńkie, szumiące siklawki - co ja zresztą będę opisywał - znasz to dobrze. No i tak siedzę sobie, dym z papieroska marki Giewont łapczywie wciągam - ach, te nałogi i nagle słyszę, klap, klap - wtacza się facet, tak na oko 40-45 wiosen, buciki, że lepiej nic nie mówić, reszta ciuszków kompatybilna do bucików. Usiadł na sąsiednim kamieniu, paczkę sporciaków wyciągnął, zapalił, głęboko się zaciągnął, poczym rzekł - "O Jezu, kurwa, jak tu ładnie". Z dalszej rozmowy dowiedziałem się, że jest robotnikiem, z Stoczni Gdańskiej (wiadomo, kolebka), dostał skierowanie na wczasy i tak sobie chodzi tu i ówdzie, dziś zamierza przez Dolinę Pięciu Jezior, czy też Stawów (nie mam, panie, głowy do tego, niebieski szlak) i dalej do drogi z Morskiego Oka i tam w autobus i do Zakopanego (zapewne w tym momencie, kolejni "inkwizytorzy"poprawiają się w fotelach przed kompem, gotowi do ataku). Powtórzył jeszcze kilka razy to "o, kurwa, jak tu ładnie" i potem zapytał - "a ta Świnica, to która" - i wskazał na Kozi Wierch!!!
I wiesz co, Zygmuncie, tak mi się coś wydaje, że ten robociarz, co być może już nigdy więcej w Tatry nie trafił, miał więcej dla nich uczucia i zrozumienia o co w tym całym włóczeniu się po górach chodzi, niż niejeden "uczony", walący jak z kałasznikowa seriami nazw, wysokości, głębokości itd itd - ot "mędrca szkiełko i oko" vs "czucie i wiara".
Najważniejsze, że humor nas nie opuszcza, choć lat przybywa.

Jestem gorszego sortu...