raczej towarzyszyl w sniadaniulucyna pisze:Pozował Ci?
Niedźwiedź to nie miś
- diablak1223
-

- Posty: 615
- Rejestracja: pt 15 kwie, 2005
- Lokalizacja: wawa
Zwykle tak.Zygmunt Skibicki pisze: Po pierwsze - niedźwiedź ma bardzo kiepski wzrok, ale słuch i węch niewyobrażalnie dobre. Zwykle jest więc tak, że gdy my zauważamy niedźwiedzia, on wie już o naszej obecności od dłuższej chwili.
A tu się nie zgodzę. Parokrotnie udało mi się "wleźć" na różne zwierzaki absolutnie nieświadome mojej obecności (na misia raz). To doskonale widać kiedy zwierz Cię zauważa - jego zachowanie się diametralnie zmienia. Co najgorsze zwykle zauważa Cię gdy próbujesz wyjąć aparat....Nawet gdy podchodzimy do niego pod wiatr, on na pewno usłyszy nasze kroki wcześniej. Jeśli nie zaatakował do tej pory, to znaczy że naszą obecność w tej odległości toleruje.
Dokładnie tak. I tak mnie zawsze uczono. Owszem mówi się o tym, że przechodząc w okolicy gdzie wiadomo, że są misie warto normalnie rozmawiać i generalnie zachowywać się naturalnie - wtedy szansa zaskoczenia ich jest jednak mniejsza. Nic nie wiem o specjalnym hałasowaniu - oprócz jednego wyjątku - w dawnych czasach (przed pastuchami) na Taborze była zasada, że na hasło niedźwiedź należało wyskoczyć z namiotu z menażką i napierdalać w nią ile bozia dała....Wystarczy się nie zbliżać, a stanąć, odwrócić się i spokojnie odejść.
Skąd inąnd - skąd masz te informacje, że GOPR naucza jakoś o specjalnym hałasowaniu?
I do tego lepiej się wspinają po drzewach a i woda nawet zimna im niestraszna....Jakakolwiek ucieczka oczywiście nie ma sensu - niedźwiedzie biegają kilkakrotnie szybciej od ludzi.
Kuba
P.S. tak nawiasem mówiąc to np. w Kanadzie więcej ludzi ginie czy zostaje rannych będąc stratowanymi przez rozwścieczone łosie niż przez niedźwiedzie....
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
KubaR pisze:Skąd inąnd - skąd masz te informacje, że GOPR naucza jakoś o specjalnym hałasowaniu?
Jak to, skąd?
Od lucyny! Tej z Olszanicy. No tej, co to w każdy wątek wpisuje, że "Bieszczady über Alles..."
Przecież pisała to tu i to kilkakrotnie powołując się przy tym na wspaniale kompetentnych instruktorów, u których pobierała nauki, co ją ponoć miało wyróżniać spośród reszty...
Mówisz, że bzdura?
Czyżbym ufając słowom dyplomowanego przewodnika górskiego dał się nabrać...?
Popatrz, jak to trzeba patrzeć na łapska różnym takim...?
Przepraszam w związku z tym cały GOPR za pomówienie, Ciebie z przyczyn powszechnie wiadomych oraz wszystkich, którzy ten mój "cytat z lucyny" przeczytali.
Odszczekuję:
W górach należy zachowywać się normalnie, to znaczy można rozmawiać a nawet śpiewać, ale się nie "drzeć", nie wrzeszczeć, nie gwizdać na żadnych gwizdkach poza wypadkami konieczności wezwania pomocy a nap...ać w menażki jedynie w absolutnie uzasadnionych wypadkach.
Nie da sie wykluczyć, że podchodzisz do zwierzęcia "pod wiatr" i akurat nie kopnąłeś przed chwilą jakiegoś kamienia i nie przywaliłeś kijkiem w jakiś, ale już samo permanentne chodzenie na kijkach prawie eliminuje takie "zaskoczki" - tego nie da się robić bez hałasu.KubaR pisze:udało mi się "wleźć" na różne zwierzaki absolutnie nieświadome mojej obecności (na misia raz).
Może to kwestia innej interpretacji, ale ja to kojarzę raczej nie z samym wyjęciem aparatu, a z jego podniesieniem do oczu - ręce unoszą aparat i misiek może to postrzegać jako nasze przygotowanie do ataku...KubaR pisze:To doskonale widać kiedy zwierz Cię zauważa - jego zachowanie się diametralnie zmienia. Co najgorsze zwykle zauważa Cię gdy próbujesz wyjąć aparat....
Ostatnio zmieniony pt 21 wrz, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 3 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Byłam kiedyś w Roztoce w okresie, kiedy zachodziła tam Magda.Zygmunt Skibicki pisze: W górach należy zachowywać się normalnie, to znaczy można rozmawiać a nawet śpiewać, ale się nie "drzeć", nie wrzeszczeć, nie gwizdać na żadnych gwizdkach poza wypadkami konieczności wezwania pomocy a nap...ać w menażki jedynie w absolutnie uzasadnionych wypadkach.
Straszono ją wyciem syreny strażackiej, takim, że uszy odpadały ale niewiele sobie z tego robiła.
Pozdrowienia
Basia
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Podobnie jak taboriskowe nap...nie w menachy, tak i wycie syreny mające odstraszyć niedźwiedzie od schroniska to zupełnie inny problem niż spotkanie takiego drapieznika na szlaku i wspólnych wniosków raczej nie da się wyciągnąć, nie mówiąc już o jakiejś skutecznej we wszystkich tych wypadkach metodzie. Tak myślę.Basia Z. pisze:Byłam kiedyś w Roztoce w okresie, kiedy zachodziła tam Magda.
Straszono ją wyciem syreny strażackiej, takim, że uszy odpadały ale niewiele sobie z tego robiła.
Natomiast wspólne mogą być - ja uważam, że są! - przyczyny szwendania się niedźwiedzi właśnie po "tłocznych" szlakach i bezpośrednio wokół schronisk - resztki jedzenia i porzucane opakowania po prowiancie. Dopóki tego nie wykorzenimy, problemy będą jedynie narastały z - być może - smutnymi dla niedźwiedzi konsekwencjami.
Nikt bowiem rozpanoszonych świętych krów szlakowych, czyli dresiarsko klapkowych "turystów" nie weźmie za przysłowiowe d...y i nie nauczy kultury metodami równie drastycznymi jak pastuchy elektryczne. Nie ma sensu tu rozwodzić się, dlaczego tak akurat jest, bo i tak niczego w ten sposób nie zmienimy. A szkoda...!!!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
W Parku Narodowym Gór Skalistych obowiązują takie zalecenia:KubaR pisze:Nic nie wiem o specjalnym hałasowaniu - oprócz jednego wyjątku - w dawnych czasach (przed pastuchami) na Taborze była zasada, że na hasło niedźwiedź należało wyskoczyć z namiotu z menażką i napierdalać w nią ile bozia dała....
- zakaz wstępu na terytorium niedźwiedzi, rewir jest doskonale oznakowany, niedźwiedzie są monitorowane,
- poruszanie się w grupach min. 2-3 osobowych,
- głośne zachowywanie się: głosna rozmowa, przyczepiony do plecaka dzwonek, puszka z kamieniami, gwizdek.
Tu nie chodzi o odstraszenie atakującego niedźwiedzia ale o "zawiadomienie" go o naszej obecności. Najczęściej do "stawiania drabiny" dochodzi w sytuacjach, gdy zaskoczymy drapieżnika.
W razie ataku należy:
- mówić do niedźwiedzia monotonnym, cichym głosem, można ewentualnie śpiewać,
- nie spuszczając wzroku z niedźwiedzia powoli wycofywać się,
- nie wolno odwracać się plecami, uciekać
Z tego co wiem to TPN i TANAP mają podpisaną umowę z Rocky Montain National Park. Amerykanie mają uczyć tatrzańskich parkowców sposobów unikania synatropizacji populacji niedźwiedzia.
Rzeczywiście powoływałam się na GOPR.lucyna pisze:Nie ma sposobu aby zapobiec atakowi. Na pewno nie ucieczka, niedźwiedź zaatakuje. Zrzucenie plecaka? Tylko wtedy to miałoby sens, gdyby niedźwiedź chciał zjeść nasze kanapki.
Przede wszystkim należy zachowywać się głośno. Można idąc w miejscach, gdzie są misie głośno śpiewać, można gwizdać. Nie wolno zaskakiwać zwierząt. Jeżeli nas usłyszy, wywęszy to zejdzie nam z drogi. Znam osoby, które kilka razy spotykały te drapieżniki. Mi udało się tylko raz stanąć naprzeciw tak na oko 4-5 letniego niedźwiadka.On spojrzał na mnie, ja na niego i oboje powoli zaczęliśmy się wycofywać. Kolega, pracownik BdPN który wszedł w drogę dorosłemu osobnikowi położył się na ziemi zwijając się w kłębek. Niedźwiedź obwąchał go i poszedł sobie. Słyszałam też, że misie podobnie jak wilki nie lubią zapachu alkoholu więc pijaków nie atakują.
Spotkania niedźwiedzia z odległości 100, 150 m nie jest groźne. Bardzo często misie śledzą nas w górach. Kilka razy widziałam swoje ślady, a obok nich tropy drapieżnika. W ub roku wędrowaliśmy obok gawry niedźwiedzicy, przeszlismy około 100 m od niej i jej młodych. Widzieliśmy nagromadzenie tropów i odchody. Następnego dnia musieliśmy jeszcze raz pójść w tę okolicę. Samica z piastunem i dwójką maleństw "odprowadziła" nas na skraj lasu, do stokówki. Widać było wyraźne ślady jak nas "tropiła".
To nie o to chodziło. Chodzi mi o to, że se idziesz normalnie (albo jedziesz na nartach) i nagle myk włazisz na zwierza. Najczęściej sarnę, jelenia, a ostatnio w moich rejonach często na można trafić na wilka a nawet rysia (przez te skurwysyny zresztą w górach prawie nie ma saren, wszystkie trzymają się chałup). Ja raz trafiłem na niedźwiedzia (Tatry). Z reguły wtedy stajesz jak wyżeł albo zając. Po chwili zadowolony że tak blisko a klient nic nie wie, chcesz wyciągnąć aparat - sięgasz do plecaka i wtedy zwierzak zaczyna się inaczej zachowywać. Sztywnieje, rozgląda się albo węszy, a po chwili myk i w długą. A aparat jak był w plecaku tak był....Zygmunt Skibicki pisze: Może to kwestia innej interpretacji, ale ja to kojarzę raczej nie z samym wyjęciem aparatu, a z jego podniesieniem do oczu - ręce unoszą aparat i misiek może to postrzegać jako nasze przygotowanie do ataku...
Pozdrówka,
Kuba
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Fatalna strata okazji, ale może lepiej, że on tak... "myk i w długą", co? Zwłaszcza jeśli misiek.KubaR pisze:chcesz wyciągnąć aparat - sięgasz do plecaka i wtedy zwierzak zaczyna się inaczej zachowywać. Sztywnieje, rozgląda się albo węszy, a po chwili myk i w długą. A aparat jak był w plecaku tak był....
Kilka takich pechów też miałem - z miśkiem także jeden. To chyba jedynie kwestia ilości stworzonych sobie okazji i odludności ostępów.
W kwestii zdjęć...
Od kilku lat noszę (wożę) przypięty do pasa plecakowego, a zima pod kurtką futerał z małym "szybkostrzałkiem" - nie jest to "cudo techniki", ale w sekundę gotowego do strzału mam w ręce. No, bo zanim wyjmę lustrzankę... zdjęcie dawno w krzakach siedzi.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
-
Filanc
Byłem świadkiem - rzecz działa się w Mięguszowieckiej, na ścieżce - jak pewna młódka na podawane z ust do ust hasło "niedźwiedź" przygotowała aparat do strzału, zaś w momencie wyłonienia się obiektu zza zakrętu zrejterowała w kosówkę.
Miś kroczył godnie znakowanym szlakiem, i całkowicie ignorował pryskającą w krzaki gawiedź
Miś kroczył godnie znakowanym szlakiem, i całkowicie ignorował pryskającą w krzaki gawiedź
w sumie czemu się dziwić ,nawet misiowi wygodniej iść szlakiem ,niż kosówką
luknij na moje panoramy i galerie
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
To może taka historyjka:
Każde tatrzańskie schronisko jest co najmniej kilka razy w tygodniu odwiedzane nocą przez niedźwiedzie. W ciągu dnia bywa to niezmiernie rzadkie, ale zdarza się kilka razy w każdym roku możliwość "strzelenia" dobrej fotki z okna.
Kilka lat temu w epoce przedpastuchowej, wczesnym wieczorem do otwartego okna kuchni w Morskim Oku zwabiony zapachami zaczął wdrapywać się spory niedźwiedź. Szefująca w schronisku legendarna „ciocia Marysia”, która akurat była w kuchni, przytomnie chwyciła aparat i sfotografowała intruza, a następnie przytrzasnęła mu łapę skrzydłem okna. Pewnie go zabolało, bo z rykiem zwiał. Ryk był taki, że „ciocię” (jak osobiście mi powiedziała) sam podmuch odrzucił o kilka metrów. Myślę jednak, że nadzwyczaj silne emocje wzięły górę nad rzetelnością tego fragmentu jej relacji - w tym miejscu nie ma "kilku metrów" wolnej przestrzeni.
W tym samym czasie od frontu schroniska, na zewnątrz siedzieli nieświadomi niczego turyści. Od miśka dzieliło ich nie więcej niż dwadzieścia metrów gładkiego placu. Tyle, że nie mieli kontaktu wzrokowego. Dopiero ryk zwierza zgonił ich do środka - zatrzymali się dopiero na piętrze.
Zdarzenie to obrosło licznymi legendami. Jest i taka wersja, że po zrobieniu fotki „ciocia” strzeliła miśka gołą ręką w pysk. Jak by nie było naprawdę, dobre zdjęcie wspomnianego intruza z mordą w środku i pazurzastymi łapami na parapecie zrobione z odległości dwóch metrów istnieje, wisi na ścianie w MOku i jest niepodważalnym dowodem w sprawie.
A w takim razie – zuch „ciotula”!
Każde tatrzańskie schronisko jest co najmniej kilka razy w tygodniu odwiedzane nocą przez niedźwiedzie. W ciągu dnia bywa to niezmiernie rzadkie, ale zdarza się kilka razy w każdym roku możliwość "strzelenia" dobrej fotki z okna.
Kilka lat temu w epoce przedpastuchowej, wczesnym wieczorem do otwartego okna kuchni w Morskim Oku zwabiony zapachami zaczął wdrapywać się spory niedźwiedź. Szefująca w schronisku legendarna „ciocia Marysia”, która akurat była w kuchni, przytomnie chwyciła aparat i sfotografowała intruza, a następnie przytrzasnęła mu łapę skrzydłem okna. Pewnie go zabolało, bo z rykiem zwiał. Ryk był taki, że „ciocię” (jak osobiście mi powiedziała) sam podmuch odrzucił o kilka metrów. Myślę jednak, że nadzwyczaj silne emocje wzięły górę nad rzetelnością tego fragmentu jej relacji - w tym miejscu nie ma "kilku metrów" wolnej przestrzeni.
W tym samym czasie od frontu schroniska, na zewnątrz siedzieli nieświadomi niczego turyści. Od miśka dzieliło ich nie więcej niż dwadzieścia metrów gładkiego placu. Tyle, że nie mieli kontaktu wzrokowego. Dopiero ryk zwierza zgonił ich do środka - zatrzymali się dopiero na piętrze.
Zdarzenie to obrosło licznymi legendami. Jest i taka wersja, że po zrobieniu fotki „ciocia” strzeliła miśka gołą ręką w pysk. Jak by nie było naprawdę, dobre zdjęcie wspomnianego intruza z mordą w środku i pazurzastymi łapami na parapecie zrobione z odległości dwóch metrów istnieje, wisi na ścianie w MOku i jest niepodważalnym dowodem w sprawie.
A w takim razie – zuch „ciotula”!
Ostatnio zmieniony sob 22 wrz, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
To, że "gołą ręką w pysk" zdementowała sama zainteresowana - ja jej wierzę. Nadmieniam o tym, bo rzeczywiście bajania opisujące całe zdarzenie bywają wręcz absurdalne, a niektóre całkowicie oderwane od rzeczywistej logistyki.gosieńka pisze:Hehedobre, dobre, podoba mi się.
no opcja ze strzeleniem ręką też dobra, ale mnie wiarygodna. Toż ciotula przecież, jako że w kuchni była mogła do tego celu wałka lub chohli użyć, nie brudziła by sobie rąk
A w sprawie wałka, chochli albo i patelni...
Ja nie wiem, czy bym zdołał o czymkolwiek w takiej sytuacji pomyśleć i wykonać cokolwiek logicznego. Jeśli już, to wyłącznie jakiś odruch... Nie wiem nawet w jakim kierunku poszła by moja reakcja. A może bym sp....ał ile sił w nogach, kto wie?
W każdym bądź razie, gdy stanąłem przy tym oknie obok "ciotuli", a ona opowiadała zdarzenie, ciary na plecach miałem niezłe.
Gdy spytałem o aparat, usłyszałem w odpowiedzi, że akurat miała go w ręce, to i "pstryknęła"...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Oj! Gdybyś tam mieszkała, to pewnie i w kuchni byś go miewała - przynajmniej sporadycznie. Jak twierdzi Maria, to był czysty zbieg okoliczności.gosieńka pisze:No ale z tym aparatem to też ciekaweBo ja z aparatem do kuchni na przykład nie chadzam
Ja je widziałem ostatnio w grudniu 2006-go w "biurze", ale w tym "rogowym" - na lewo od wejścia z jadalni do kuchni w czasie tej rozmowy. To nie jest pomieszczenie ogólnodostępne, ale myślę, że jeśli poprosisz, to pozwolą ci tam wejść.gosieńka pisze:ale w sumie zdjęcie ciotuli chętnie bym zobaczyła. W którym miejscu ono wisi?
Gdyby jeszcze była na miejscu Maria...
Nie przegap takiej okazji.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
My tu o wyborach a tu normalnie misio sie uaktywnił...
"Dzisiaj rano w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach niedźwiedź napadł na turystów. Wywiązała się walka, turyści wciągnęli napastnika do potoku i utopili zwierzę.
Udało im się obronić, ponieważ był to młody osobnik, a turystów było czterech."
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... 00845.html
"Dzisiaj rano w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach niedźwiedź napadł na turystów. Wywiązała się walka, turyści wciągnęli napastnika do potoku i utopili zwierzę.
Udało im się obronić, ponieważ był to młody osobnik, a turystów było czterech."
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... 00845.html
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
W Polsce po prostu nie da się nudzićlukas_12 pisze:Wywiązała się walka, turyści wciągnęli napastnika do potoku i utopili zwierzę.
Ostatnio zmieniony pn 22 paź, 2007 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."

