Ale się narobiło. Nie można nawet na spacer nad morze pojechać. Łyso Wam teraz, że Wy morza nie macie a ja mam? No cóż, dopracowałem się.
Wracając do rzeczy. Po pierwsze, bardzo tu było dużo wypowiedzi na zasadzie analizy utworu literackiego w szkole czyli nieśmiertelne - "co poeta chciał powiedzieć" z Zygmuntem i moją skromną osobą "robiących" za tych poetów. No i jeszcze jedna analogia do szkoły - najczęściej jest tak, że delikwenci bredzą jak Piekarski na mękach co poeta chciał powiedzieć bo albo utworu poety w ogóle nie przeczytali, albo przeczytali głupawy bryk w internecie albo też i to najczęściej, że coś tam ogólnie o tym poecie słyszeli i teraz sobie kombinują co też on mógł powiedzieć. No i na tej zasadzie wykombinowano, że skoro Janek ma swoje lata to już jest ślepy, głuchy, z powodu sklerozy nie pamięta młodych lat a tak ogólnie nadaje się tylko do tego aby mu poradzić aby sobie usiadł pod telewizorem i obejrzał jakiś serial.
A teraz pogadajmy o czymś na czym znają się (ponoć ale to nieprawda) wszyscy Polacy czyli o samochodach.
Pytanie pierwsze - czy samochód powinien mieć hamulce?
Pytanie drugie - jeśli odpowiedź na pytanie pierwsze brzmi tak czy powinny to być sprawne hamulce?
Pytanie trzecie - jeśli na drugie było "tak" to czy należy sprawność tych hamulców kontrolować?
Pytanie czwarte - jeśli i na pytanie trzecie była odpowiedź "tak" to czy jeśli okazało się, że hamulce są niesprawne to czy należy je naprawić a jest to niestety rzecz dość niemiła bo kosztuje pieniądze, czasami sporo.
A teraz aby Wam do reszty zachachmęcić w głowach to Wam powiem, że będąc kiedyś w sytuacji niejako przymusowej przejechałem całą Warszawę w poprzek (od wjazdu z Poznania do wyjazdu na Lublin) mając kompletnie niesprawne hamulce (poza ręcznym). Czego jednak nie polecam nikomu bo to trzeba umieć. Dodam jeszcze, że jak już wyjechałem to mimo, że na dworze wcale nie było zbyt ciepło to miałem koszulę przemoczoną do cna.
Nie chcę robić zadymy, i tak jest już nie zła i nie będę wskazywać palcem, niech to każdy zrobi na własny rachunek, byli tu jednak i tacy co jakby nie wiedzą, że samochód ma hamulce i do czego, tacy co do kontrolowania sprawności tych hamulców nie mają głowy a także jak by nie wiedzieli na czym to polega a także i tacy co mają wszystko gdzieś i nawet do tego nie zaglądają, szczególnie jak trzeba wydać jakąś kasę i kilka jeszcze opcji mieszanych.
Znalazł się też taki, który oświadczył, że jeździ bez hamulców bo to lubi i tu zyskał moją sympatię bo lubię szczere postawienie sprawy. Jednakowoż co by się działo na drodze gdyby na niej byli sami tacy co lubią jeździć bez hamulców? TOPR, tj. chciałem powiedzieć Policja by się nie wyrobiła. Pogotowie i szpitale też.
Jedna uwaga – nie polemizuję tu w najmniejszym stopniu z KubąR.
No i bardzo podobnie jest w górach. I to byłoby na tyle choć zaraz, jeszcze jedno:
O ile teraz ktoś by mi polecił zajechać z Koszalina do Warszawy przez cztery godziny to bym mu po prostu powiedział aby mnie pocałował w tyłek, bo to jest technicznie niemożliwe.
Niestety tak samo były niemożliwe te dwie dwie trasy tego chłopca. Zarówno ta planowana jak i ta zrealizowana z tragicznym skutkiem. Za mało czasu
@Erynje – odnośnie Twego projektowanego podręcznika:
Swego czasu, jako smarkaty inżynier, zaczynałem pracę zawodową w Zakładach H. Cegielski w Poznaniu. Ówczesny dyrektor techniczny umiał znajdować czas na pogadanie z młodymi adeptami. No i kiedyś podczas takieh pogawędki powiedział coś co mi głęboko zapadło do głowy i zawsze starałem się do tego stosować. A powiedział mniej więcej tak:
„Kolego inżynierze, ilekroć ci przyjdzie do głowy jakiś genialny pomysł to idź do biblioteki i sprawdż czy ktoś już tego nie wymyślił bo w ten sposób łacno Ci może się przydarzyć to, że napracowawszy się jak głupi osioł okaże się, że wymyśliłeś silnik Diesla po raz drugi, ileś tam lat po Rudolfie Dieslu.