Wąsacz na autostradzie
Raczej ogórkowa humoreska jako całość, końcówka - choć pozornie bez związku z tematem przewodnim, świetnie się wpisuje w całokształt; z punktu widzenia Orlińskiego nazwałbym to podłym przyczajonym pamfletem obnażającym totalny brak poczucia humoru i ogólną nadętą dupkowatość pewnego środowiska. Zasadniczo w DFGW po publikacji tego powinny posypać się skalpy.
"Jarosław Kaczyński ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną."
Szczerze to po przeczytaniu kilkudziesięciu komentarzy do blogu byłam zdumiona ich jednostronnością, dlatego zresztą się włączyłam do dyskusji tam. Nadętość i brak autoironii zauważyłam.tomtom pisze:Raczej ogórkowa humoreska jako całość, końcówka - choć pozornie bez związku z tematem przewodnim, świetnie się wpisuje w całokształt; z punktu widzenia Orlińskiego nazwałbym to podłym przyczajonym pamfletem obnażającym totalny brak poczucia humoru i ogólną nadętą dupkowatość pewnego środowiska. Zasadniczo w DFGW po publikacji tego powinny posypać się skalpy.
Ale teraz mi się już nie chce dyskutować, to jest dość jałowe i nic już nie wnosi. Zresztą ja się szybko nudzę jednym tematem.
taaa... a ten dalej swojekrzymul pisze:Czy naprawdę nie zdarzyło Wam się dokonać czegoś nieroztropnego, czego byście nie dokonali nie gonieni chęcią przeżycia przygody, dokonania czegoś, spełnienia marzeń ... pasji. Wiele rzeczy człowiek w życiu popełnia, które po głębszym przemyśleniu nie miały by racji zaistnienia. Naskoczyliście na człowieka który pojechał do Marsylii samochodem już nie pierwszej młodości i opisał to upiększając tekstem literackim dodając do tego pewną puentę.
Pisałem już - gdyby podał tę opowiastkę pod innym tytułem i bez wciskania taniego morału typu "wyklęty powstań ludu ziemi" to nie byłoby sprawy. Każdy z nas przecież różne przygody miewa i ideologii do nich nie dorabia, za to pośmiać się jest nieraz z czego.
Każdemu jego Everest...
Hmm, mam wątpliwości, Tomtom. Jaja można robić z siebie (to najbardziej cenię), z kogoś lub przeciw komuś (mam nadzieję, że zwróciłeś uwagę na te z kogoś/przeciw komuś, wbrew pozorom to nie to samo,tomtom pisze:Niestety, w tym wypadku odpowiedź była inna: Dla jaj...
Znalazło się i coś w rodzaju teorii spiskowej...tomtom pisze:Raczej ogórkowa humoreska jako całość, końcówka - choć pozornie bez związku z tematem przewodnim, świetnie się wpisuje w całokształt; z punktu widzenia Orlińskiego nazwałbym to podłym przyczajonym pamfletem obnażającym totalny brak poczucia humoru i ogólną nadętą dupkowatość pewnego środowiska. Zasadniczo w DFGW po publikacji tego powinny posypać się skalpy.
A tak w ogóle same znaki zapaytania. Ta patrząc na tekst, to - poczciwy, uczciwy ale dupa. I od razu pytanie - w jaki sposób ta "dupa" utrzymała się przez dziesięć lat na stanowisku redaktora naczelnego regionalnego tygodnika w regionie, jak wiadomo słynącym z słodyczy i braku konfliktów
Niepokoi mnie również zbyt demonstracyjne zakładanie "solidarnościowego mundurka" oraz te "powroty: do gastronomicznych obyczajów z lat 60-ych i 70-ych model "Polak na zachodzie" - expresso za 1 euro czyli 4 zeta z groszami - na polskiej stacji benzynowej jest taniej???? Nie zauważyłem.
W sumie ten tekst to taka sałatka jarzynowa ale kucharka przesadziła, za dużo, pieprzu, za dużo soli, no i jeszcze do tego śledź, ananas i kurczak na raz - w sumie nie do zjedzenia.
Jestem gorszego sortu...
Janek
Jedyne co po dwukrotnej lekturze tesktu mogę Grocholskiemu zarzucić to fakt, iż nie wziął pod uwagę, że spora część czytelników przeczyta tekst po łebkach, bez głębszej refleksji, a w rezultacie weźmie go serio, nawet włącznie z passusem o pożyczce Defendera od TOPRu... Ciekawe, czy gdyby w miejsce terenówki wsadzić śmigło, to też by się ludzie nie kapnęli?
Swoją drogą to znamienne, że prawie wszyscy czytelnicy przeszli do porządku dziennego nad tym wątkiem - tak jakbyśmy dalej traktowali pożyczanie dobra publicznego do prywatnych celów krewnych-i-znajomych jako taką tam drobną popierdółkę.
Ha, gdyby rzeczone zdarzenie faktycznie miało miejsce, górale z Tygodnika Podhalańskiego zrobiliby przecież z takiej "akcji ratunkowej" aferę na całą III RP i spory kawałek Chicago, czyż nie?
Jedyne co po dwukrotnej lekturze tesktu mogę Grocholskiemu zarzucić to fakt, iż nie wziął pod uwagę, że spora część czytelników przeczyta tekst po łebkach, bez głębszej refleksji, a w rezultacie weźmie go serio, nawet włącznie z passusem o pożyczce Defendera od TOPRu... Ciekawe, czy gdyby w miejsce terenówki wsadzić śmigło, to też by się ludzie nie kapnęli?
Swoją drogą to znamienne, że prawie wszyscy czytelnicy przeszli do porządku dziennego nad tym wątkiem - tak jakbyśmy dalej traktowali pożyczanie dobra publicznego do prywatnych celów krewnych-i-znajomych jako taką tam drobną popierdółkę.
Ha, gdyby rzeczone zdarzenie faktycznie miało miejsce, górale z Tygodnika Podhalańskiego zrobiliby przecież z takiej "akcji ratunkowej" aferę na całą III RP i spory kawałek Chicago, czyż nie?
"Jarosław Kaczyński ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną."
Jeżeli to wszystko jest literacką fikcją to nadal pozostaje pytanie po co, bo jeśli dla "jaj" to to kiepsko wyszło, zupełnie jak z kawałem, który po oppowiedzeniu trzeba wyjaśniać. A za użycie toprowskiego pojazdu do holowania można przecież zapłacić. Choć Twoja uwaga jest słuszna, pamiętam jak wydziwiany, że Kwaśniewski kazał zapłacić Markowi Siwcowi, swojemu ministrowi za użycie, chyba helikoptera, już nie pamiętam, do celów prywatnych, chyba na wyjazd do Zakopanego.tomtom pisze:Jedyne co po dwukrotnej lekturze tesktu mogę Grocholskiemu zarzucić to fakt, iż nie wziął pod uwagę, że spora część czytelników przeczyta tekst po łebkach, bez głębszej refleksji, a w rezultacie weźmie go serio, nawet włącznie z passusem o pożyczce Defendera od TOPRu... Ciekawe, czy gdyby w miejsce terenówki wsadzić śmigło, to też by się ludzie nie kapnęli?
Swoją drogą to znamienne, że prawie wszyscy czytelnicy przeszli do porządku dziennego nad tym wątkiem - tak jakbyśmy dalej traktowali pożyczanie dobra publicznego do prywatnych celów krewnych-i-znajomych jako taką tam drobną popierdółkę.
A co do "jaj" to jednych nie zapomnę do końca życia - siedzieliśmy w czwórkę w stołówce akademickiej przy kolacji i wtedy jednego z nas, Janka Zylbera (może kojarzysz - perkusista z sekstetu Komedy, potem chałturzył jak umiał, choć miał zawód -inżyniera mechanika, na końcu został posłem z Partii Przyjaciół Piwa, ponoć bardzo solidnym i pracowitym, zmarł na raka) zawołano do telefonu. I wtedy zrobiliśmy mu "kawał" czyli jaja i wsypaliśmy do tej herbaty kilka łyżeczek soli. Wrócił, wypił calą herbatę i nawet się nie skrzywił - całej "jaja" zepsuł a w zasadzie to on nam je zrobił. Fajny chłopak był, ten jego syn, Filip, reżyser filmowy, jest tak do niego podobny jakby skórę z taty ściągnął.
A wracając do tekstu - sałatka jarzynowa ze śledziem i ananasem - w sumie niestrawne.
Jestem gorszego sortu...
Pamiętam jak za czasów szkolnych będąc jeszcze gnypkiem na koloniach w Białce zaserwowali na podwieczorek sałatkę jarzynową. Był wtedy razem ze mną Zbyszek Działa ( później śpiewał w zespole RSC - może kojarzycie... "Reklama mydła" , "Kradniesz mi moją duszę" itp. ) Na kolację były śledzie w śmietanie. No i niby nie było by w tym nic dziwnego, ale właśnie Zbyszek Działa jako jedyny ze wszystkich kolonistów ( a było ich około setki ) dostał dolegliwości żołądkowych i biegunki.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
A wódeczka była? No bo jak jeść śledzie ze śmietaną (przecież to zakąska) bez wódeczki? Ten Zbyszek widać był bardziej "dorosły" od was i nie dziwota, że żołądek poddany tak trudnej próbie mu nie wytrzymał.krzymul pisze:Na kolację były śledzie w śmietanie. No i niby nie było by w tym nic dziwnego, ale właśnie Zbyszek Działa jako jedyny ze wszystkich kolonistów ( a było ich około setki ) dostał dolegliwości żołądkowych i biegunki.
Jestem gorszego sortu...
A jesteś na 110 % pewien że nie da się TOPR-owskim autem pojechać gdzieś półprywatnie ? Bo ja nie. Nie tak dawno mignęła mi gdzieś informacja, jak to dzielni panowie z Pogotowia Ratunkowego pomagali koledze w przeprowadzce. Za pomocą karetki. A czym się tamto Pogotowie różni od tego, poza brakiem słów 'tatrzańskie i ochotnicze" w nazwie ?tomtom pisze:Janek![]()
Jedyne co po dwukrotnej lekturze tesktu mogę Grocholskiemu zarzucić to fakt, iż nie wziął pod uwagę, że spora część czytelników przeczyta tekst po łebkach, bez głębszej refleksji, a w rezultacie weźmie go serio, nawet włącznie z passusem o pożyczce Defendera od TOPRu...
"po łebkach, bez głębszej refleksji" - rozbawiłeś mnie
Każdemu jego Everest...
andy67 ->
Ależ jestem pewien, że się da i się to dzieje, natomiast z drugiej strony jestem również przekonany, iż Grocholski ma dość rozumu (tudzież świadomość, że w lokalnym podhalańskim piekiełku takie coś zostałoby mu na bank wcześniej czy później wyciągnięte), by się tym nie chwalić na łamach Wybiórczej...
Ależ jestem pewien, że się da i się to dzieje, natomiast z drugiej strony jestem również przekonany, iż Grocholski ma dość rozumu (tudzież świadomość, że w lokalnym podhalańskim piekiełku takie coś zostałoby mu na bank wcześniej czy później wyciągnięte), by się tym nie chwalić na łamach Wybiórczej...
"Jarosław Kaczyński ugryzł żubra w dupę i to czyni go postacią historyczną."
W takim razie czemuż, ach czemuż dziwisz się, że takie leszcze jak ja, niebędące tzw. środowiskiem lokalnym nie zauważyły np. iż historia z ratującym ratownikiem i jego TOPR-owskim autem może być naciągana ? I że na tej podstawie można wysnuć jakże śmiały wniosek że autor miał coś więcej na myśli niż opisywanie perypetii w które na własne życzenie się wpakował.tomtom pisze:andy67 ->
Ależ jestem pewien, że się da i się to dzieje, natomiast z drugiej strony jestem również przekonany, iż Grocholski ma dość rozumu (tudzież świadomość, że w lokalnym podhalańskim piekiełku takie coś zostałoby mu na bank wcześniej czy później wyciągnięte), by się tym nie chwalić na łamach Wybiórczej...
Naprawdę postaw się (i nie tylko ty) na miejscu tych 99% niezorientowanych w zawiłościach różnych układów lokalnych, a także nie znających autora tej opowiastki i jego "stylu pisania" (ukłony dla gb).
Tacy jak ja widzą w tej historyjce to co widzą, i nic więcej, żadnego drugiego dna, morału a nawet (o zgrozo ! ) klucza.
Każdemu jego Everest...
Jest jeszcze kompletnie prozaiczne rozwiązanie - facetowi chodziło o honorarium za tekst (koszt rwmontu silnika będzie pokaźny) a może i stałe zakotwiczenie w GW. Wyborcza przypomina mi trochę ścieżkę na Krzyżne - raz w lewo, raz w prawo. Ukłonem dla lewicy byli ci burżuje w swoich lśniących autach, a dla prawicy te modły o wybawienie - czyli taka sałatka śledziowo - ananasowa.
Jestem gorszego sortu...




