Nie tylko w Tatrach bywają wypadki...
już znaleźli drugie ciało :/
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
no 3:0 dla Grossa. A tak do postu Janka - to sądzę że więcej niż 6 (aktualnie) mnóstwo Polaków tam się pojawia.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
No i potwierdza się:
http://fakty.interia.pl/swiat/news/aust ... ow,1552816
http://fakty.interia.pl/swiat/news/aust ... ow,1552816
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Przydałoby się jeszcze mieć czym ją wykopać + coś na rozgrzewkę-np. gaz to topienia śniegu. Być może mieli ale obstawiam, że niekoniecznie..caatoosee pisze:Prawdopodobnie by przezyli jakby mieli gdzie wykopac jame sniezna
http://www.przesieka.pl/mont_blank.html
http://www.climb.pl/adam-tkocz-z-ekipa-mont-blanc-2007/
http://www.climb.pl/alpy-znaleziono-poz ... ginionych/
Podobno to ludzie z tej ekipy. Jak widać fascynaci weekendowych wyjazdów i sloganu 'jest ryzyko jest zabawa'-przynajmniej w moim odczuciu.
Nie jest bowiem sztuką zrobić coś w dobrych warunkach, tzw. ślizgiem, sztuką jest być przygotowanym (pod każdym względem) na najgorszą dupówę lub umieć w porę się wycofać-zrezygnować. Góry tak ale nie za wszelką cenę. To takie moje luźne, ogólne przemyślenia, a nie ocena tego konkretnego wypadku. Ludzi zawsze szkoda :/
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Pewnych sytuacji nie jesteś w stanie przewidzieć, choć byś nie wiem jak się starała. Pamiętasz wypadek Hirszowskiego w 1992 roku ? Nikt nie może powiedzieć że był niedoświadczony czy źle przygotowany, wystarczyło załamanie pogody i fatalny pech by wycieczka zakończyła się tragedią.Szarotka pisze:Nie jest bowiem sztuką zrobić coś w dobrych warunkach, tzw. ślizgiem, sztuką jest być przygotowanym (pod każdym względem) na najgorszą dupówę lub umieć w porę się wycofać-zrezygnować
A co do samej wyprawy, może i jej członkowie nie byli wybitnymi alpinistami, jednak nie ma się co oszukiwać, Grossglockner, w przyzwoitych warunkach to nie jest trudna góra. Czy zbytnio parli do przodu, czy też pogoda gwałtownie się załamała, tego nie dowiemy się już nigdy. Szkoda ludzi.
Pozdrawiam
Jan
ludzi szkoda. Mamy szansę dowiedzieć się od dwójki, która przeżyła, ale z tego co mówią ratownicy już w sobotę gdy wyruszali było nieciekawie...janek754 pisze:Czy zbytnio parli do przodu, czy też pogoda gwałtownie się załamała, tego nie dowiemy się już nigdy. Szkoda ludzi.
Ale też nie chce głośno oceniać i komentować, dwa razy byłem pod Grossem, i dwa razy musiałem obejść się smakiem, może za 3 razem trafię na warunki , które mi się spodobają.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Zawsze jak sobie o tym przeczytam to się zastanawiam co tam się wtedy stałojanek754 pisze:Pamiętasz wypadek Hirszowskiego w 1992 roku ? Nikt nie może powiedzieć że był niedoświadczony czy źle przygotowany, wystarczyło załamanie pogody i fatalny pech by wycieczka zakończyła się tragedią.
Ciało dziewczyny znaleziono kilkadziesiąt metrów poniżej siodełka, a stamtąd tylko pół wyciągu dwójkowego i krótkie zacięcie czwórkowe i jest się już na grani. Na te pytania nigdy nie poznamy odpowiedzi.
Z kolei ja, dla odmiany, pojechałem kiedyś samotnie rozejrzeć się trochę po okolicy, i tak się rozglądałem że wszedłem na wierzchołek., no ale żeby nie było, mi się trafiła względnie dobra pogoda.Lukas pisze:Ale też nie chce głośno oceniać i komentować, dwa razy byłem pod Grossem, i dwa razy musiałem obejść się smakiem, może za 3 razem trafię na warunki , które mi się spodobają.
Musiało "stać się" dobrze skoro Hirszowski zdecydował się na ucieczkę ze ściany zjazdami, a nie stosunkowo prostą wspinaczką w stronę grani. Paradoksalnie pewnie by mu się udało, gdyby nie fatalny pech.świster pisze:Zawsze jak sobie o tym przeczytam to się zastanawiam co tam się wtedy stało
Pozdrawiam
Jan
Zgadza się. Coraz cześciej mamy jednak do czynienia z wyjazdami ludzi, który nastawieni są na zaliczenie. Jest długi weekend, ktoś ma samochód i napieramy. Lecimy do przodu, często ignorując prognozy pogody, bo na 16 za 2 dni trzeba być z powrotem na parkingu, a na 7 kolejnego dnia w robocie. Potem powstają relacje, w których opisujemy, że to wszystko lajcik, że opisy w necie o grozie gór są mocno przesadzone. Pojawiają się kolejni chętni...Może nie zajdę za wysoko i za daleko przez tą moją nadmierną ostrożnosć ale taki styl bytności w górach 'na wariata' mi nie leży zupełnie. Nie podoba mi się też to, że dziś mianem 'alpinisty' określa się praktycznie każdego, kto latem zaliczył kilka 4 tysięczników na swoim lub pożyczonym na tę okazję sprzęcie. Tak jak napisałam wyżej, nie jest sztuką wejść na górę w dobrych warunkach, sztuką jest umiejętność oceny warunków, własnych możliwości w zastanej sytuacji i co najważniejsze-umiejętność podjęcia decyzji o rezygnacji w odpowiednim czasie.janek754 pisze:Pewnych sytuacji nie jesteś w stanie przewidzieć, choć byś nie wiem jak się starała
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
W istocie elementem prawie każdej wysokogórskiej (i nie tylko) wyprawy jest czegoś tam zaliczenie, nie ma się co oszukiwać, widoki, trudy wycieczki etc są ważne, ale najważniejszy i tak jest cel. W samym zaliczaniu, osobiście nie widzę nic złego, pod warunkiem zachowania umiaru i zdrowego rozsądku.Szarotka pisze:Coraz cześciej mamy jednak do czynienia z wyjazdami ludzi, który nastawieni są na zaliczenie
Dla odmiany, często powstają relacje w których trudności są ewidentnie zawyżone. Czy jest to wynikiem subiektywnej oceny, warunków pogodowych czy własnej megalomanii trudno jednoznacznie określić.Szarotka pisze:Potem powstają relacje, w których opisujemy, że to wszystko lajcik, że opisy w necie o grozie gór są mocno przesadzone.
W zasadzie piekarzem jest także ten kto piecze zakalce, a miano kierowcy automatycznie nie oznacza że się umie jeździć i takie przykłady można mnożyć. Myślę że alpinistą jest każdy, kto swoja działalność w Alpach prowadzi poza znakowanymi szlakami, a czy jest alpinistą dobrym, złym, czy takim sobie, to już inna sprawa. Ja np ewidentnie jestem złymSzarotka pisze:Nie podoba mi się też to, że dziś mianem 'alpinisty' określa się praktycznie każdego, kto latem zaliczył kilka 4 tysięczników na swoim lub pożyczonym na tę okazję sprzęcie.
No niby tak, ale to o czym piszesz w dużym stopniu wynika z obycia i doświadczenia, a te żeby zdobyć, trzeba chodzić, działać, rozwijać się, nigdy tak naprawdę nie wiedząc, czy już mamy go dość do podejmowanego wyzwania. Błędne koło po prostu.Szarotka pisze:Tak jak napisałam wyżej, nie jest sztuką wejść na górę w dobrych warunkach, sztuką jest umiejętność oceny warunków, własnych możliwości w zastanej sytuacji i co najważniejsze-umiejętność podjęcia decyzji o rezygnacji w odpowiednim czasie.
Pozdrawiam
Jan
- ketivv
-

- Posty: 951
- Rejestracja: pn 28 wrz, 2009
- Lokalizacja: mama, tato, romantyczny nastroj, wino :-)
jest grupa ludzi sam się do takich zaliczam którzy nie mają celu innego po za faktem przebywania w górachjanek754 pisze:W istocie elementem prawie każdej wysokogórskiej (i nie tylko) wyprawy jest czegoś tam zaliczenie, nie ma się co oszukiwać, widoki, trudy wycieczki etc są ważne, ale najważniejszy i tak jest cel.
to każdy z nas sobie definiuje cel i celem tym nie musi być długość/szerokość geograficzna
brak czasu i pogoń za czymś jest przyczyną nie jednej tragediiSzarotka pisze:Zgadza się. Coraz cześciej mamy jednak do czynienia z wyjazdami ludzi, który nastawieni są na zaliczenie. Jest długi weekend, ktoś ma samochód i napieramy
znowu wracamy do zdefiniowanego celu
zaliczyć szczyt - prę bo muszę, to być może przysłania mi zagrożenia
szczęśliwie wrócić do domu - olewam szczyt moim celem jest co innego
oczywiście to duże uproszczenie ale pokazuje sposób wartościowania
pozdrowienia
ketiw
Dlatego napisałem "prawie", ja dla odmiany, zawsze jasno i z góry precyzuję cel, oraz cele zapasowe, kiedyś były to głównie szczyty, teraz w większości są to drogi. Zawsze chcę je zrobić, zawsze staram się mieć parcie i jak na razie zawsze wiedziałem kiedy odpuścić, choć co tu ukrywać, zdarzał się zdecydowany sprzeciw partnera i pozostawał taki dziwny niesmak.ketivv pisze:jest grupa ludzi
A jeśli nie przesłania, to co jest złego w parciu ?ketivv pisze:zaliczyć szczyt - prę bo muszę, to być może przysłania mi zagrożenia
P.S.
Ja zawsze myślę o piwku które wypiję jak wrócę, i myślę że bardzo mi to pomaga, zachować należyty rozsądek.
Pozdrawiam
Jan




