Kolejne wypadki w Tatrach
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Podnosi przy głowie, ale resztę ciała jest szczelnie "otulone" śniegiem, wiec tam komory nie ma.....jednak, faktycznie macie słuszność, że te 30 min, to chodziło o uduszenie...mefistofeles pisze:śnieg izoluje, więc temperatura wewnątrz takiej komory szybko się podnosi.
znalazłem artykuł Jerzego Wali i on tam opisuje, ze od hipotermii umiera ok. 10%, a organizm wytrzymuje 2-3 godzin, Ci, którzy więcej, to są wyjątki 5%....
Miałem nadzieje że to będzie podsumowanie tej beznadziejnej dyskusji ale chyba nikt nie pojmuje SMOLIK tego co napisałeś.Smolik pisze:Zastanawia mnie sens tej debaty.
Samego zdarzenia (jak i każdego innego nie komentuje).
Człowiek poznający góry zaczyna od wycieczek reglowych,cieszą go widoki, otoczenie ot coś nowego.Poznaje szlaki łatwiejsze ,trudniejsze, stara się zrozumieć świat ,który go otacza.Większość zostaje na tym poziomie,ale są ludzie starający się pójść dalej,wyżej ,których magnetyzm gór ciągnie do siebie.Doznaje nowych wrażeń, zaczyna się wspinać,szukać nowych wyzwań.
Szukając odpowiedzi przekracza kolejne progi nie traktując gór jako czegoś fizycznego,obliczalnego,dającego się objąć w ramy,szablony czy wzory.Zaczyna podążać drogą metafizyczną traktując je jako wyzwanie.Zatracając się w swojej pasji dostrzega w nich nie wroga,a raczej rywala ,podejmuje wyzwanie jakie stawjają przed nim.Ta walka Davida z Goliatem jest tak naprawde rywalizacją człowieka z naturą i każde choćby błache zwycięstwo prowadzi do stawiania nowych wyzwań i celów ,każda porażka uczy nas pokory i doprowadza w konsekwencji do zasadniczego pytania
Czemu ja to robie?
Czemu to tak naprawdę służy?
Przezwyciężenie strachu,walka z własną słabością wznosi nas na nieco inny poziom postrzegania rzeczywistości .Góry stają się filozofją życia,nie celem samym w sobie,a możliwością wyjścia ponad przeciętność własnego ego,próbą bycia kimś innym lepszym,doskonałym,byciem bliżej Boga.Cóż każda bezgraniczna miłość wiąże się z ofiarą nieraz tą najwyższą tak było, jest i będzie.
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/modul ... e&sid=5746
Uwaga - nawet wydawałoby się banalne podejście do Zbójnickiej może być śmiertelnie groźne.
Uwaga - nawet wydawałoby się banalne podejście do Zbójnickiej może być śmiertelnie groźne.
Jestem gorszego sortu...
Powiedziałbym, że nie znamy szczegółów...chief pisze:jak ktoś nie zna trasy
Ze strony HZS:
16.02.2008
Dnes (16.02.2008) dopoludnia záchranári HZS pomáhali dvom slovenským horolezcom vo Veľkej Studenej doline. Muž (52) a žena (47) sa ešte predchádzajúci deň vo večerných hodinách, za značne nepriaznivých poveternostných podmienok – prudké ochladenie, silný nárazový vietor a sneženie, vybrali na Zbojnícku chatu, kam už nedošli. Oboch objavili na druhý deň okolo 9:30 hod. ich kolegovia z horolezeckého oddielu v blízkosti „Ohniska“. Boli vo veľmi zlom stave - silne podchladení a len veľmi ťažko komunikovali. Záchranári HZS ich na saniach a skútrom transportovali na Hrebienok a do Starého Smokovca, kde boli odovzdaní sanitkám RLP - EMS. Záchrannej akcie sa zúčastnilo 13 záchranárov oblastného strediska HZS vo Vysokých Tatrách.
V horskom teréne od včera pretrváva nepriaznivé počasie – prudko sa ochladilo, sneží a fúka silný nárazový vietor. Vo vysokohorskom teréne Vysokých a Západných Tatier sa vytvorilo zvýšené lavínové nebezpečenstvo, t.j. 3. stupeň z päťdielnej medzinárodnej stupnice. Tendencia lavínového nebezpečenstva je pri snežení a vetre stúpajúca!
Jestem gorszego sortu...
trasa przebiega dnem doliny, lecz w pewnym momencie trzeba gwałtownie odbić w lewo (na zachód), wychodząc z dna....jeśli się to miejsce przegapi i dalej się idzie wzdłuż "potoku", to można potem stracić orientację....przy słabej widoczności, braku znajomości topografii i zasypanych śladach bardzo łatwo ten skręt w zimie ominąć (w lecie jest tam mostek). Zastanawiające jest, dlaczego nie wracali po swoich śladach, no chyba, ze je w między czasie zawiało...
O tym samym wypadku ze strony Tygodnika Podhalańskiego. Niestety kobieta zmarła.
"W szpitalu w słowackim Kieżmarku zmarła 47-letnia turystka, która noc z piątku na sobotę spędziła w Tatrach razem z kolegą. Przyczyną śmierci były odmrożenia.Ostatnia noc w Tatach była bardzo mroźna. Temperatura spadła nawet do minus 26 stopni C.
47-letnia Słowaczka wybrała się z kolegą na wycieczkę do Zbójnickiej Chaty, schroniska w Tatrach Wysokich. Szybko zapadające ciemności zastały ich na szlaku w Dolinie Staroleśnej (jednej z największych dolin w Tatrach).
Rano na dwójkę turystów natrafili ich koledzy. Zawiadomili Horską Służbę. Oboje mieli poważne odmrożenia i byli wychłodzeni.
Kobieta trafiła do szpitala w Kieżmarku (w Popradzie, gdzie pojechał jej kolega nie było miejsc), gdzie lekarze walczyli o jej życie. Niestety, turystki nie udało się uratować. Stan zdrowia jej kolegi ulega poprawie.
W sobotę ratownicy Horskiej Służby pomagali także wspinaczowi, który pokonywał lodospad w Dolinie Zielonego Stawu (okolice Doliny Kieżmarskiej). Taternik w czasie wspinaczki odmroził sobie nogę. Po nocy spędzonej w schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim okazało się, że odmrożenia są bardzo poważne. Mężczyzna z pomocą śmigłowca trafił do szpitala w Popradzie.
W ostatnich dniach w Tatrach panują bardzo niskie temperatury przekraczające nawet 20 stopni poniżej zera. W nocy z soboty na niedzielę w Dolinie Kościeliskiej zanotowano minus 23 stopnie, a na szczycie słowackiej Łomnicy minus 26. Cały czas obowiązuje trzeci (znaczny) stopień zagrożenia lawinowego."
"W szpitalu w słowackim Kieżmarku zmarła 47-letnia turystka, która noc z piątku na sobotę spędziła w Tatrach razem z kolegą. Przyczyną śmierci były odmrożenia.Ostatnia noc w Tatach była bardzo mroźna. Temperatura spadła nawet do minus 26 stopni C.
47-letnia Słowaczka wybrała się z kolegą na wycieczkę do Zbójnickiej Chaty, schroniska w Tatrach Wysokich. Szybko zapadające ciemności zastały ich na szlaku w Dolinie Staroleśnej (jednej z największych dolin w Tatrach).
Rano na dwójkę turystów natrafili ich koledzy. Zawiadomili Horską Służbę. Oboje mieli poważne odmrożenia i byli wychłodzeni.
Kobieta trafiła do szpitala w Kieżmarku (w Popradzie, gdzie pojechał jej kolega nie było miejsc), gdzie lekarze walczyli o jej życie. Niestety, turystki nie udało się uratować. Stan zdrowia jej kolegi ulega poprawie.
W sobotę ratownicy Horskiej Służby pomagali także wspinaczowi, który pokonywał lodospad w Dolinie Zielonego Stawu (okolice Doliny Kieżmarskiej). Taternik w czasie wspinaczki odmroził sobie nogę. Po nocy spędzonej w schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim okazało się, że odmrożenia są bardzo poważne. Mężczyzna z pomocą śmigłowca trafił do szpitala w Popradzie.
W ostatnich dniach w Tatrach panują bardzo niskie temperatury przekraczające nawet 20 stopni poniżej zera. W nocy z soboty na niedzielę w Dolinie Kościeliskiej zanotowano minus 23 stopnie, a na szczycie słowackiej Łomnicy minus 26. Cały czas obowiązuje trzeci (znaczny) stopień zagrożenia lawinowego."
Z artykułu wynika, że nie zdążyli przed zmrokiem.chief pisze:Zastanawiające jest, dlaczego nie wracali po swoich śladach
jeśli ślady nie zostały zawiane, to nie jest wielkim problemem po nich wrócić, nawet w nocy, choćby na kolanach...byleby się ruszać...Rafał pisze:Z artykułu wynika, że nie zdążyli przed zmrokiem
Mogło tez dojść do zasłabnięcia, którejś osoby....i tutaj ponownie pojawia się pytanie....zostać z partnerem, czy zostawić i iść szukać pomocy...
Mimo że to dolina i z zasięgiem może być problem to chyba nie w całej dolinie brak zasięgu. Dlaczego po prostu nie zadzwonili po pomoc ?chief pisze:jeśli ślady nie zostały zawiane, to nie jest wielkim problemem po nich wrócić, nawet w nocy, choćby na kolanach...byleby się ruszać...Rafał pisze:Z artykułu wynika, że nie zdążyli przed zmrokiem
Mogło tez dojść do zasłabnięcia, którejś osoby....i tutaj ponownie pojawia się pytanie....zostać z partnerem, czy zostawić i iść szukać pomocy...
Za dużo tych pytań.
Pozdrowienia
Basia
Jest problem i to dość zasadniczy. Mam doświadczenia. I oczywiście nie chodzi o dostęp do polskich operatorów. I tak jest po całej stronie słowackiej. Kiedyś z dobrą godzinę łaziłem wokół Brancalki aby złapać zasięg - co dziwne, znalazł się on w miejscu gdzie sądząc z poprzednich doświadczeń być go nie powinno. Trzy dni później byłem tam znowu - był wszędzie (zasięg) - nawet w ubikacji w schronisku (bo tam mnie dorwał telefon). 6 razy na minutę nie ze wszystkim umarło.Basia Z. pisze:Mimo że to dolina i z zasięgiem może być problem to chyba nie w całej dolinie brak zasięgu.
Jestem gorszego sortu...
19.02.2008
Služba Operačného strediska HZS prijala dve žiadosti o pomoc prostredníctvom linky "112".
V prvom prípade išlo o poľského lyžiara s 12-ročným synom, ktorý použil uzavretú a neoznačenú zjazdovku na zlyžovanie k stanici "Štart". Ešte v hornej časti zjazdovky sa rapídne zhoršila viditeľnosť hustou hmlou a snežením. Nemali lyžiarske palice a zjazdom sa postupne dostali ďaleko mimo zjazdovku na začiatok nebezpečného "Škaredého žľabu". Keď už nemohli kvôli vysokej kosodrevine ďalej pokračovať, požiadal o 15:24 hod. o pomoc horských záchranárov. Bol dezorientovaný a jeho informácie o mieste uviaznutia boli nepresné. Lyžiarska služba HZS na Skalnatom plese v tom čase končila službu a mohla začať okamžite s pátraním. Ešte za denného svetla sa záchranári s postihnutými lyžiarmi skontaktovali. Nanešťastie ich lyžiarske schopnosti boli veľmi slabé. Náročným zostupom v hlbokom snehu a strmom teréne sa dostali do pásma lesa. Naproti im odišla pomôcť druhá skupina záchranárov Oblastného strediska HZS Vysoké Tatry so snežným skútrom z Tatranskej Lomnice. Už za tmy s pomocou snežníc boli lyžiari doprevadení na "Štart", vyčerpaní, ale bez zranení.
V druhom prípade uviazla dvojica turistov z Bratislavy na turistickom chodníku v Slovenskom raji v Zejmarskej rokline. Oladnenie rebríkov bolo postupne silnejšie. Pri pokuse vrátiť sa, už to bolo nebezpečné. Preto o 16:45 hod. požiadali o pomoc. Skupina záchranárov Oblastného strediska HZS Slovenský raj následne odišla na udané miesto. Bez zranení boli turisti krátko po 18:00 hod. doprevadení do údolia.
Služba Operačného strediska HZS prijala dve žiadosti o pomoc prostredníctvom linky "112".
V prvom prípade išlo o poľského lyžiara s 12-ročným synom, ktorý použil uzavretú a neoznačenú zjazdovku na zlyžovanie k stanici "Štart". Ešte v hornej časti zjazdovky sa rapídne zhoršila viditeľnosť hustou hmlou a snežením. Nemali lyžiarske palice a zjazdom sa postupne dostali ďaleko mimo zjazdovku na začiatok nebezpečného "Škaredého žľabu". Keď už nemohli kvôli vysokej kosodrevine ďalej pokračovať, požiadal o 15:24 hod. o pomoc horských záchranárov. Bol dezorientovaný a jeho informácie o mieste uviaznutia boli nepresné. Lyžiarska služba HZS na Skalnatom plese v tom čase končila službu a mohla začať okamžite s pátraním. Ešte za denného svetla sa záchranári s postihnutými lyžiarmi skontaktovali. Nanešťastie ich lyžiarske schopnosti boli veľmi slabé. Náročným zostupom v hlbokom snehu a strmom teréne sa dostali do pásma lesa. Naproti im odišla pomôcť druhá skupina záchranárov Oblastného strediska HZS Vysoké Tatry so snežným skútrom z Tatranskej Lomnice. Už za tmy s pomocou snežníc boli lyžiari doprevadení na "Štart", vyčerpaní, ale bez zranení.
V druhom prípade uviazla dvojica turistov z Bratislavy na turistickom chodníku v Slovenskom raji v Zejmarskej rokline. Oladnenie rebríkov bolo postupne silnejšie. Pri pokuse vrátiť sa, už to bolo nebezpečné. Preto o 16:45 hod. požiadali o pomoc. Skupina záchranárov Oblastného strediska HZS Slovenský raj následne odišla na udané miesto. Bez zranení boli turisti krátko po 18:00 hod. doprevadení do údolia.
Jestem gorszego sortu...
To mnie mocno dziwi, bo akurat ta cieśniawa jest najłatwiejsza ze wszystkich cieśniaw.Janek pisze:1
V druhom prípade uviazla dvojica turistov z Bratislavy na turistickom chodníku v Slovenskom raji v Zejmarskej rokline. Oladnenie rebríkov bolo postupne silnejšie. Pri pokuse vrátiť sa, už to bolo nebezpečné. Preto o 16:45 hod. požiadali o pomoc. Skupina záchranárov Oblastného strediska HZS Slovenský raj následne odišla na udané miesto. Bez zranení boli turisti krátko po 18:00 hod. doprevadení do údolia.
Po dwóch krótkich drabinkach się wychodzi wprost na Geravy do gornej stacji kolejki.
Chyba ci turyści musieli uwięznąć pomiędzy jedną drabinką a drugą.
B.
Owszem Manfredzie. Moze nie kazdy w ten sposob pojmuje gory ale akurat do mnie trafia to co napisal Smolik.manfred pisze:Miałem nadzieje że to będzie podsumowanie tej beznadziejnej dyskusji ale chyba nikt nie pojmuje SMOLIK tego co napisałeś.Smolik pisze:Zastanawia mnie sens tej debaty.
Samego zdarzenia (jak i każdego innego nie komentuje).
Człowiek poznający góry zaczyna od wycieczek reglowych,cieszą go widoki, otoczenie ot coś nowego.Poznaje szlaki łatwiejsze ,trudniejsze, stara się zrozumieć świat ,który go otacza.Większość zostaje na tym poziomie,ale są ludzie starający się pójść dalej,wyżej ,których magnetyzm gór ciągnie do siebie.Doznaje nowych wrażeń, zaczyna się wspinać,szukać nowych wyzwań.
Szukając odpowiedzi przekracza kolejne progi nie traktując gór jako czegoś fizycznego,obliczalnego,dającego się objąć w ramy,szablony czy wzory.Zaczyna podążać drogą metafizyczną traktując je jako wyzwanie.Zatracając się w swojej pasji dostrzega w nich nie wroga,a raczej rywala ,podejmuje wyzwanie jakie stawjają przed nim.Ta walka Davida z Goliatem jest tak naprawde rywalizacją człowieka z naturą i każde choćby błache zwycięstwo prowadzi do stawiania nowych wyzwań i celów ,każda porażka uczy nas pokory i doprowadza w konsekwencji do zasadniczego pytania
Czemu ja to robie?
Czemu to tak naprawdę służy?
Przezwyciężenie strachu,walka z własną słabością wznosi nas na nieco inny poziom postrzegania rzeczywistości .Góry stają się filozofją życia,nie celem samym w sobie,a możliwością wyjścia ponad przeciętność własnego ego,próbą bycia kimś innym lepszym,doskonałym,byciem bliżej Boga.Cóż każda bezgraniczna miłość wiąże się z ofiarą nieraz tą najwyższą tak było, jest i będzie.
Tylko ze Koledzy dyskutujacy w watku zajmuja sie nie filozofia a bardziej techniczna strona wypadku, wiec post Smolika jakby nieco nie na temat.
Pozdrawiam
uszba
A to czemu? przecież takie warunki się zimą zdarzają i to dość często. Ba są góy wzrostu siedzącego psa w Polsce gdzie często wieje jak popierniczone. I wcale nie trzeba jakiegoś specjalnego sprzętu, normalny zestaw ciuchów turystycznych wystarcza.igła pisze:Sądzę, że na pewno nie byli przygotowani na coś takiego. Z resztą kto by był przecież to nie Himalaje.
Pozdrówka,
Kuba
Oczywiście, że tak. Miałem na myśli to, że być może (bo tego nie wiemy) warunki zaczęły się szybko zmieniać. Wyszli przy ładnej pogodzie , bez wiaterku, przy temperaturze w "miarę" wysokiej i na takie warunki faktycznie normalny zestaw ciuchów turystycznych wystarczy. A tu proszę bardzo (domniemanie) zaczyna wiać i robić się coraz zimniej i okazuje się, że w zadymce nie jest tak łatwo wracać, nogi coraz bardziej zdrętwiałe, komórka nie łapie sieci, akumulatorek coś za szybko się wyczerpuje, ręce grabieją, herbatka i żelazna rezerwa już dawno się skończyła, baterie w latarce albo czołówce przy silnym mrozie klękają w zastraszającym tempie i ... i mamy problem no bo przecież normalny zestaw ciuchów miał im wystarczyć! Nie wiem jak było z tymi dwoma w Staroleśnej ale przypadek lodołaza nie może być li tylko brakiem jego doświadczenia. Cos mi sie wydaje, że jednak musiało być dość extremalnie.KubaR pisze: ... normalny zestaw ciuchów turystycznych wystarcza.
przede wszystkim...to dojścia do schroniska w Staroleśnej bym nie lekceważył......raz, że trasa przebiega przez tereny lawiniaste i już lawiny średnie mogą być bardzo niebezpieczne, a dwa, ze przy ograniczonej widoczności orientacja tam wcale nie jest prosta.....
ze śladami tez różnie bywa, gdyż nie wszystkie prowadzą do schroniska, ale wystarczy ze parę osób wcześniej wracała ze Strzeleckich Pól, czy Jaworowego i robi się problem....kaj iść ? (jak się trasy nie zna)
No i schronisko jakby nie patrzeć jest już w piętrze alpejskim.....
Dojście do Zbójnickiej do nie dojście do schroniska w Koscieliskiej...
ze śladami tez różnie bywa, gdyż nie wszystkie prowadzą do schroniska, ale wystarczy ze parę osób wcześniej wracała ze Strzeleckich Pól, czy Jaworowego i robi się problem....kaj iść ? (jak się trasy nie zna)
No i schronisko jakby nie patrzeć jest już w piętrze alpejskim.....
Dojście do Zbójnickiej do nie dojście do schroniska w Koscieliskiej...
"Polski wspinacz zginął wskutek 150-metrowego upadku na północnej ścianie Kieżmarskiej Kopy w słowackich Tatrach Wysokich - poinformowało słowackie pogotowie górskie Horska Zachranna Slużba (HZS).
Wypadek wydarzył się w rejonie tak zwanej Niemieckiej Drabiny - skalnego trawersu, wznoszącego się ukosem przez północne ściany Kieżmarskiej Kopy i znacznie od niej wyższego Małego Kieżmarskiego Szczytu.
Z powodu złej pogody przetransportowanie ciała ofiary przy pomocy śmigłowca okazało się niemożliwe. Ratownicy HZS mają dotrzeć na miejsce wypadku o własnych siłach. (bart)"
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html? ... 702858.101
Wypadek wydarzył się w rejonie tak zwanej Niemieckiej Drabiny - skalnego trawersu, wznoszącego się ukosem przez północne ściany Kieżmarskiej Kopy i znacznie od niej wyższego Małego Kieżmarskiego Szczytu.
Z powodu złej pogody przetransportowanie ciała ofiary przy pomocy śmigłowca okazało się niemożliwe. Ratownicy HZS mają dotrzeć na miejsce wypadku o własnych siłach. (bart)"
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html? ... 702858.101



