Panowie, Panowie, Panowie!!!
Pierwsza i najważniejsza sprawa - wybraliśmy sobie bardzo niebezpieczny sposób na życie. Oczywiście, im większa wiedza, tym mniejsze ryzyko, im lepszy sprzęt...? pewnie tak, choć tu już nie z całą pewnością. Co do tych nieszczęsnych piepsów, z ręką na sercu, który z Panów używa? Posiada na własność? Ja np. umiem, myślę że w stopniu dobrym, użytkować natomiast nie posiadam. Póki co jest to dość drogi sprzęt, a milionerów w góry - raczej - nie ciągnie. Co innego sonda, łopata, czy nawet recco - tutaj brak można uznać za karygodny, choć raczej nikt nie planuje zjazdu z lawiną, i można by mówić o zaniedbaniach w przypadku braku wspomnianych przedmiotów, przy planowaniu trasy w rejonach potencjalnie mocno lawiniastych. A przy wycieczce na Giewont? Brali Państwo?
Sprawa druga - nawet najlepsze wyszkolenie i posiadanie wszystkiego nie uchroni od tragedii. I nawet tak doświadczonemu Panu Hajzerowi, przy odrobinie mniej szczęścia to wszystko by się na nic nie przydało.
Z radiotelefonu skorzystać nie mógł jak sam mówi. O piepsach też wspomina, ale zaważył tu wystający czekan najprawdopodobniej. Można długo o tym mówić.
Nie podoba mi się najzwyczajniej styl wypowiedzi Zygmunta, o pipsach?? radiotelefonach?? komórkach, o wyprzach itd. Nie lepiej napisać ja wiem wszystko, a wy początkujący to najlepiej z baru FIS nie wychodźcie?
Bez namiotu, bez śpiwora, latem w pelerynę, zimą w grubą derkę zawinięty. Nie miałem ani porządnej liny, ani wiatrówki nieprzemakalnej.
Już w 1922 roku, na Osobitej, wypadła nam pierwsza próba sił. W jesiennym, zimnym deszczu, przemoczeni, przemarźli, przypadliśmy pod smrek na grani przeczekać długą, ponurą noc. Nie mieliśmy ani centymetra suchego wokół siebie i na sobie. O świcie jeden z towarzyszów był bliski klęski; z gardła gdy chciał mówić dobywał niewyraźny bełkot, gotów był pozostać w miejscu - czekać na nicość.
Zatem w 1923 roku już atak na drogę dość trudną: bez poznania techniki wspinactwa, bez liny, przechodzę południową grań Kościelców.
Skrajna głupota? Tak zaczynał jeden z wielkich...