"Cisza" - film
W przypadku facetów (jak mój syn) to nie działa.Lukas pisze: poczkaj pozna jakiegoś szachistę. Wnuczka mojego kumpla (wspinacza) wspinała się z nim w skałach na dobrym poziomie naprawdę, zrobiła nawet kurs tatrzański, poszła na studia poznała chłopaka co taki raczej indoorowy był anie outdoorowy i co rzuciła wspin. Teraz ma gościa co go żagle bawiąno i dziewczę już częściej można spotkać podobno w okolicach jakiegoś jeziorka
Pierwsza jego dziewczyna się wspinała i jego wciągnęła, kolejną on wyciąga na wycieczki w góry, chociaż dziewczyna więcej się interesuje nartami i żeglarstwem.
U kobiet też działa tylko do czasu.
Ja też zapisałam się na kurs przewodnicki, bo był na nim jeden kolega !
Ale jak już się zapisałam to tak wsiąkłam, że potem to już mi się podobali tylko wspinacze lub przewodnicy górscy
B.
Lukas pisze:nie możesz jej robić tej przykrości i dawać do zrozumienia, że się boisz o nią
jakbym któryś z tych tekstów puściła mojej Mamie chyba by mnie zabiła śmiechem! to my sprawiamy przykrość naszym rodzicom za każdym razem gdy pakujemy plecaki, to my nie powinniśmy ich denerwować. to naturalne że się o nas boją i tego odebrać im nie możemy. można próbować tłumaczyć ale zabronić martwić się o nas? niee no chłopie dałeś czaduLukas pisze:chodziło mi o to, że nie powinna
tak,ale jak napisałas jestes bardziej "uświadomiona", wiesz co może się stać, masz wiedzę której na szczęscie nie ma moja mamaMoże z pewnej strony mi jest łatwiej niż innym rodzicom, bo z jednej strony - zdaję sobie sprawę z ryzyka, z drugiej wiem że nie wszystko stanowi to ryzyko
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
po pierwsze wyjaśniliśmy to sobie z IząAsik pisze:można próbować tłumaczyć ale zabronić martwić się o nas? niee no chłopie dałeś czadu
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
wiesz Łukasz, wydawało mi się rozumiem moją Mamę,ale okazało się że tak naprawdę nie rozumiałam dopóki Szarotka nie poszła na Blanka w tym roku. Dzien wcześniej dostałam sms że spadł świeży śnieg że w Goutierze w pi..u ludzi(więc sie nie wyśpią). Nockę miałam zarwaną, przespałam z nerwów może z 3 godz z przerwami, w dzien chodziłam jak struta i tylko gapiłam się w telefon czekajac na cholernego sms! a to "tylko" przyjaciółka 
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
Asik ok. Ale z drugiej strony pomyśl o tym, że nie można tak robić. Bo oszalejesz. Ja jednak jestem za tym aby nie demonizować, wypadki się zdarzają wszędzie niestety, ale z drugiej strony powiedzmy jest to jeden promil wszystkich chodzących. Mnie wkurza jak moi rodzice, mimo, że z nimi nie mieszkam, potrafią czasem truć głowę, nie mając o tym większego pojęcia a w dodatku nie przyjmując argumentów, ja na pewno będę chciał robić inaczej.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
Oczywiście, gdyby to zdarzenie dotyczyło moich bliskich, zapewne moje uczucia, myślenie i reakcje były by zupełnie inne.Izabela pisze: Niemniej jednak podziwiam stoicyzm. Jednak wiadomo teoria teorią, a w praktyce różnie bywa, także z emocjami. Czyż nie?
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
dobrze,to tylko się chwali. tylko że faceci podchodzą do pewnych spraw inaczej, kierują się głową, kobiety sercemLukas pisze:ja na pewno będę chciał robić inaczej
na moją Mamę też się wqrzałam, wykłócałam,walczyłam...do pewnego momentu, jakieś dwa lata temu. teraz cierpliwie tłumacze i obiecuję że nie będę rozrabiać i jadę tylko na lajtowe chodzikowanie
nie oszaleje, bo Szarotka więcej beze mnie w Alpy nie pojedzieLukas pisze:Ale z drugiej strony pomyśl o tym, że nie można tak robić. Bo oszalejesz
skałojeb do zaspiarza - "ja rzygnę, ale na Everest wejdę, ale Ty za ch... VI.4 nie zrobisz
oj TyAsik pisze:nie oszaleje, bo Szarotka więcej beze mnie w Alpy nie pojedzie laughing
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
albo właśnie owo parcie na "naj".Huczaj pisze:Przecież wiadomo, że w tatrach zimą są miejsca szczególnie narażone na schodzenie lawin i bula jest tego typu miejscem. Więc dlaczego? Ambicja? Chęć zaimponowania? Czy może po prostu "zwykła" niewiedza czy pech?
czyli tak naprawdę niekoniecznie dobry tok górskiego rozumowania. Coraz więcej w ludzich zapotrzebowania na konieczność udowadniania czegokolwiek, czasem za wszelką cenę, niezależnie od warunków i własnych możliwości. Kiedyś w Alpach zapytałam- dlaczego nie pójdziemy po prostu pooglądać świstaków, szarotek, zrobić zwykłej trasy turystycznej. Usłyszałam wtedy, że w Alpy jeździ się zdobywać 4tysięczniki a nie latać za świstakami. Do dziś to pamiętam i do dziś się z tym nie zgadzam. Często mam wrażenie, że brakuje nam świadomych wyborów, że jak te baranki na postronkach dajemy się ponieść fali zapotrzebowania na 'honorne' szczyty i realizujemy te 'chore' marzenia czasem za najwyższą cenę.Lukas pisze:zabiorę Was na Rysy, najwyżej w Polsce...
Ostatnio zmieniony pt 29 paź, 2010 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Śmieszne to ale ja bym się pod tym podpisał. Ale tylko dlatego że mieszkam w Polsce i w Alpy mam daleko więc nie mogę sobie pozwolić na ich częste odwiedzanie. Tatry to co innego. Tutaj już bardziej rozumiem filozofię uganiania się za świstakami.Szarotka pisze:Usłyszałam wtedy, że w Alpy jeździ się zdobywać 4tysięczniki a nie latać za świstakami
To się chyba nawet nazywa "pasja". Pod warunkiem że usuniesz stamtąd słowo "chore".Szarotka pisze:baranki na postronkach dajemy się ponieść fali zapotrzebowania na 'honorne' szczyty i realizujemy te 'chore' marzenia czasem za najwyższą cenę.
No widzisz, a gdybyś miał w Tatry 700km?Huczaj pisze:Śmieszne to ale ja bym się pod tym podpisał. Ale tylko dlatego że mieszkam w Polsce i w Alpy mam daleko więc nie mogę sobie pozwolić na ich częste odwiedzanie. Tatry to co innego. Tutaj już bardziej rozumiem filozofię uganiania się za świstakami.
No i nie do końca się z tym zgodzę. Pasja to nie 'zaliczanie' honornych szczytów, bo fajnie się nimi pochwalić przy piwie przed kumplami. Pasja to świadomy wybór np. zimowego przejścia Gubałówka-Mietłówka-Witów, bo są stamtąd super widoki na góry, bo jest coś o czym gdzieś się wyczytało i generalnie ma się gdzieś, że znajomy naprawdopodobniej bladego pojęcia nie ma gdzie to jest. Może to być każdy szczyt, każdy zakamarek, byle miał dla nas 'to coś' a nie był wynikiem zbiorowej mody, parcia-stąd słowo "chore'Huczaj pisze:To się chyba nawet nazywa "pasja". Pod warunkiem że usuniesz stamtąd słowo "chore".
Ostatnio zmieniony pt 29 paź, 2010 przez Szarotka, łącznie zmieniany 1 raz.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Ale się dyskusja zrobiła. Od razu mi się przypomniał Roman Kordys i jego czasu i ówczesne rozważnia o "kapliczce straceńców".
Jestem tu w specyficznej sytuacji bo ja już wiem, że ja napewno góry przeżyłem bo żadne Blanki ani Gerlachy mi nie grożą, najwyżej widoczki z dna doliny (lub zza okna autokaru, he, he).
Przed ostatnim wyjazdem spotkałem w Poznaniu kolegę szkolnego, pogadaliśmy o tym i owym i w pewnym momencie on się zapytał po co ja właściwie do tego Egiptu jadę. No to ja mówię, że dlatego, że nigdy tam nie byłem a zawsze chciałem. A on na to w dość skomplikowany sposób wyłożył swój pogląd, że to niby szkoda pieniędzy, bo nie pożyję już długo to i wspominać też nie będę długo i lepiej byłoby kupić wnukowi nowy komputer lub coś w tym stylu. Pozornie to dość odległe od przedmiotu tej dyskusji, choć tak naprawdę wcale nie. Drogie koleżanki i koledzy - nie ma ani jednej racjonalnej przesłanki do uprawiania szeroko pojętego alpinizmu i zawsze to można określić jako stratę czasu i pieniędzy, w dodatkę cholernie niebezpieczną. A zatem nie ma dobrej odpowiedzi na rozterki Izy czy Mamy Asika. To naturalne, że się boją o swoje córki. To naturalne, że być może chciałyby i nawet zabronić. Ale, Asik, wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że Twoja Mama, choć narzeka, to jednak jest dumna z tego, że Jej córka jest właśnie taka, bo przecież mogłaby być taka "zwykła" i w dodatku mająca psychicznie więcej lat niż ma w rzeczywistości. Bo jedno jest pewne, człowiek, którego bawią rzeczy dla innych będące absolutnie bez sensu, starzeje się znacznie wolniej a bywa, że i nawet młodnieje. Tak mi się przynajmniej wydaje, choć to może moja "samopocieszająca się" teoryjka.
Natomiast kwestia rozsądku górskiego to kompletnie inna sprawa i też można by o niej gadać godzinami a i tak się tematu nie wyczerpie.
Jestem tu w specyficznej sytuacji bo ja już wiem, że ja napewno góry przeżyłem bo żadne Blanki ani Gerlachy mi nie grożą, najwyżej widoczki z dna doliny (lub zza okna autokaru, he, he).
Przed ostatnim wyjazdem spotkałem w Poznaniu kolegę szkolnego, pogadaliśmy o tym i owym i w pewnym momencie on się zapytał po co ja właściwie do tego Egiptu jadę. No to ja mówię, że dlatego, że nigdy tam nie byłem a zawsze chciałem. A on na to w dość skomplikowany sposób wyłożył swój pogląd, że to niby szkoda pieniędzy, bo nie pożyję już długo to i wspominać też nie będę długo i lepiej byłoby kupić wnukowi nowy komputer lub coś w tym stylu. Pozornie to dość odległe od przedmiotu tej dyskusji, choć tak naprawdę wcale nie. Drogie koleżanki i koledzy - nie ma ani jednej racjonalnej przesłanki do uprawiania szeroko pojętego alpinizmu i zawsze to można określić jako stratę czasu i pieniędzy, w dodatkę cholernie niebezpieczną. A zatem nie ma dobrej odpowiedzi na rozterki Izy czy Mamy Asika. To naturalne, że się boją o swoje córki. To naturalne, że być może chciałyby i nawet zabronić. Ale, Asik, wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że Twoja Mama, choć narzeka, to jednak jest dumna z tego, że Jej córka jest właśnie taka, bo przecież mogłaby być taka "zwykła" i w dodatku mająca psychicznie więcej lat niż ma w rzeczywistości. Bo jedno jest pewne, człowiek, którego bawią rzeczy dla innych będące absolutnie bez sensu, starzeje się znacznie wolniej a bywa, że i nawet młodnieje. Tak mi się przynajmniej wydaje, choć to może moja "samopocieszająca się" teoryjka.
Natomiast kwestia rozsądku górskiego to kompletnie inna sprawa i też można by o niej gadać godzinami a i tak się tematu nie wyczerpie.
Jestem gorszego sortu...
Świetny film, ale... zaraz po nim moja mama: "lawiny schodzą tam, gdzie Ty zjeżdżasz na nartach...". Im więcej ich pokażą, tym gorzej dla naszej rodziny, a jak ktoś już wie co w życiu najbardziej go cieszy, to tak łatwo z tego nie zrezygnuje.
Iza, wpinanie (wbrew pozorom) nie jest bardzo niebezpieczne. Już gorsze, moim zdaniem, jest chodzenie pozaszlakowe po terenach kruchych, gdzie już kilka razy bałam się o swoje życie.
Iza, wpinanie (wbrew pozorom) nie jest bardzo niebezpieczne. Już gorsze, moim zdaniem, jest chodzenie pozaszlakowe po terenach kruchych, gdzie już kilka razy bałam się o swoje życie.
"pamiętaj jak Ci praca lub jakieś studia przeszkadzają w chodzeniu po górach to rzuć to w diabły" Fenek
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
[galeria zdjęć] http://picasaweb.google.com/103556764021884049151
hej,
Szarotka@
Tak od razu to powiem, że za swoje ostatnie posty masz u mnie piwo, wiśniówkę lub nalewkę z borówek (co się aktualnie robi bo mi się zamrażalnik rozmroził no i coś z nimi trza było zrobić).
Mam jeszcze taką drobną uwagę (nie do Ciebie ale ogólnie) - myślę, że trudno dyskutować nadal o postaci Szumnego. Większość z nas ma wiedzę o nim i o całym zdarzeniu wyłącznie z mediów i tzw. drugiej ręki. Nieliczni mieli okazję porozmawiać z nim, z rodzicami ofiar czy choćby przeczytać analizy robione choćby przez klimatologów z UWr. Abstrahując od strony prawnej (nie bycie przewodnikiem) to owe warunki wcale nie były takie jednoznaczne, by móc wydać kategoryczne opinie, zwłaszcza przez kogoś kogo tam nie było. Ja w każdym razie taki mądry to nie jestem i mam dla niego duże współczucie. Warto też pamiętać, że praktycznie całe środowisko (poza wyjątkami) było na początku po jego stronie, ostracyzm i odrzucenie zaczęło się dopiero gdy broniąc się w sądzie zaatakował TOPR. W związku z tym myślę, że film (którego jeszcze nie widziałem ale o którym nawet wy piszecie, że ma punkt ciężkości w innym miejscu) gdzie podkreślone jest cierpienie rodziny, matki, ma chyba duży sens.
Kuba
P.S. A propo's reakcji rodziny - moja babka ze strony Matki miała koleżanki które znane są głównie z tego, że spadły z Zamarłej Turni (przesadzam ofkorz). I moja Matka była wychowana na opowieściach jakto nie wróciły. Naprawdę, będąc do tego w sytuacji jedynaka wychowywanego przez praktycznie samotną Matkę miałem circa przegwizdane kiedy zacząłem się wspinać. Z innej strony Matka widząc, że ze mną nie wygra stwierdziła, że w takim razie trza mnie jakoś zabezpieczyć i sfinansowała mi linę (co prawda polskiej firmy Interpam) aleć zawsze lepszą od sławetnych bezalinów z Bielska. Myślę, że niestety taki los rodziców.....
K.
Szarotka@
Tak od razu to powiem, że za swoje ostatnie posty masz u mnie piwo, wiśniówkę lub nalewkę z borówek (co się aktualnie robi bo mi się zamrażalnik rozmroził no i coś z nimi trza było zrobić).
Wiesz to może być jakiś etap - etap "zaszczepienia" a potem się wsiąka. Ale śmieszne jest gdy na pytanie gdzie byłeś w Alpach, ktoś odpowiada na Mont Blanc i na kolejne "a gdzie jeszcze?" odpowiedzi już nie ma.Szarotka pisze: albo właśnie owo parcie na "naj".
Może abstrahując od "ceny" to też tego nie mogę zrozumieć. W Alpach bywam od 1993 początkowo rzadziej teraz w miarę regularnie. I szczerze mówiąc najlepiej wspominam pobyty pod Ortlerem albo lajtowe błąkanie się po Stubaju w kwietniu 2009. Zresztą bardzo podobne odczucia jak Ty mam z obserwacji środowiska skiturowego - bardzo często widać, że zjazdy po trudnych pasażach, o jak najwyższym stopniu trudności, nie są naturalną konsekwencją rozwoju, tylko pewnym sposobem na dowartościowanie się. Często zresztą u osób które nawet na przygotowanym stoku wyglądają jak karakony, ale pewnie myślą, że jak zaliczą x-owy żleb (i koniecznie pochwalą się w necie) to już staną się super. Czemu tak? trudno powiedzieć.Usłyszałam wtedy, że w Alpy jeździ się zdobywać 4tysięczniki a nie latać za świstakami. Do dziś to pamiętam i do dziś się z tym nie zgadzam. Często mam wrażenie, że brakuje nam świadomych wyborów, że jak te baranki na postronkach dajemy się ponieść fali zapotrzebowania na 'honorne' szczyty i realizujemy te 'chore' marzenia czasem za najwyższą cenę.
Mam jeszcze taką drobną uwagę (nie do Ciebie ale ogólnie) - myślę, że trudno dyskutować nadal o postaci Szumnego. Większość z nas ma wiedzę o nim i o całym zdarzeniu wyłącznie z mediów i tzw. drugiej ręki. Nieliczni mieli okazję porozmawiać z nim, z rodzicami ofiar czy choćby przeczytać analizy robione choćby przez klimatologów z UWr. Abstrahując od strony prawnej (nie bycie przewodnikiem) to owe warunki wcale nie były takie jednoznaczne, by móc wydać kategoryczne opinie, zwłaszcza przez kogoś kogo tam nie było. Ja w każdym razie taki mądry to nie jestem i mam dla niego duże współczucie. Warto też pamiętać, że praktycznie całe środowisko (poza wyjątkami) było na początku po jego stronie, ostracyzm i odrzucenie zaczęło się dopiero gdy broniąc się w sądzie zaatakował TOPR. W związku z tym myślę, że film (którego jeszcze nie widziałem ale o którym nawet wy piszecie, że ma punkt ciężkości w innym miejscu) gdzie podkreślone jest cierpienie rodziny, matki, ma chyba duży sens.
Kuba
P.S. A propo's reakcji rodziny - moja babka ze strony Matki miała koleżanki które znane są głównie z tego, że spadły z Zamarłej Turni (przesadzam ofkorz). I moja Matka była wychowana na opowieściach jakto nie wróciły. Naprawdę, będąc do tego w sytuacji jedynaka wychowywanego przez praktycznie samotną Matkę miałem circa przegwizdane kiedy zacząłem się wspinać. Z innej strony Matka widząc, że ze mną nie wygra stwierdziła, że w takim razie trza mnie jakoś zabezpieczyć i sfinansowała mi linę (co prawda polskiej firmy Interpam) aleć zawsze lepszą od sławetnych bezalinów z Bielska. Myślę, że niestety taki los rodziców.....
K.
Czyli tzw."targowisko próżności".KubaR pisze:ale pewnie myślą, że jak zaliczą x-owy żleb (i koniecznie pochwalą się w necie) to już staną się super. Czemu tak? trudno powiedzieć.
Tak nawiasem, kiedyś (szczeniak wtedy byłem), zapytałem jednego starszego pana (mniejsza o nazwisko) jak rozpoznać naprawdę dobrego taternika (pytanie oczywiście głupie, ale ja wtedy głupi byłem okropnie). Odpowiedział, że to ten, który prawie w ogóle o tym swoim taternictwie nie mówi, o chwaleniu się nawet nie wspominając. I to chyba nadal jest aktualne.
Jestem gorszego sortu...





