Janek pisze:
Nie ma prostych recept.
Zupełna zgoda.
Janek pisze:
musisz przyznać, że "casus Szumny" (lawina - Rysy) zadziałał na tą grupę zawodową, jakoś od czterech lat nie słychać nic o jakiejś zwariowanej wycieczce szkolnej.
Znowu zgoda. Zresztą ten sam argument, dotyczący skuteczności publicznego potępienia, podawałem Ci przy okazji śmierci niedźwiadka, wnioskując że i w ty m wypadku powinno być podobnie.
Janek pisze:
Co można zrobić? Po prostu cierpliwie pouczać. Wszędzie gdzie się tylko da. Na takim forum jak te też. I nie zwracając uwagi na polityczną poprawność a czasami i dobre maniery. O co chodzi? Ano o to, że jak pojawia się post np. "Mam 16 lat, trochę chodziłem w góry, czy mogę w lutym przejść samotnie przez Zawrat do Pięciu Stawów?", wpierw zapytać się co znaczy te "trochę" a jak się okaże, że to był spacer do Murowańca odpowiedzieć stanowczo "nie" i polecić zapisanie się do którejś z licznych szkół turystyki zimowej. A jak na to odezwie się jakiś facet i coś napisze o hałasie robionym przez dwóch starych pierdołów spokojnie powiedzieć mu - wypatataj (mając nadzieję, że i moderatorzy okażą tu zrozumienie)
I to jest to co możemy tu i teraz zrobić. Niewiele ale i zarazem bardzo dużo.
Z tym pouczaniem, a raczej z jego formą już się zgodzić nie mogę. Rzeczywiście, dobrze odkryłeś, mam nieprzyjemność bycia nauczycielem i jedną z rzeczy, która dotarła do mnie podczas wykonywania tego zawodu , był fakt, iż młodzież nie znosi autorytatywnego pouczania i prawie zawsze odnosi ono skutek odwrotny. Zresztą ten mechanizm działa nie tylko wśród młodzieży. Zwróć uwagę, że za każdym razem kiedy wypowiadacie się z Zygmuntem z pozycji depozytariuszy kompendium wiedzy turystycznej i kategorycznie mówicie "nie" poglądom innych, chociażby w rozwijanym własnie temacie samotnego chodzenia zimą, to zamiast refleksji spotykacie się z polemiką, która przybiera czasami dość ostre formy, na skutek nieużywania dobrych manier i stosowanie zwrotów w rodzaju "wypatataj". I proszę, nie traktuj tego jako ataku, bo nie to miałem na celu. Wracając do sposobów zapobiegania smutnym sytuacjom; wg. mnie najbardziej działa publiczne potępienie konkretnego czynu, ale nie mające na celu zabronienia podobnych przedsięwzięć, tylko połączone przy okazji z poleceniem ew. śmiałkom szkół i kursów(chociażby czegoś w rodzaju działań Zygmunta), które mogłyby zminimalizować ryzyko i nauczyć świadomego chodzenia po górach. Im więcej masowego polecania tego rodzaju przygotowań do podjęcia "ekstremalnych" wyzwań, tym mniej wg. mnie wypadków, bo nie zabraniamy niczego na zasadzie "nie, bo jestem starszy i wiem lepiej", nie występujemy z pozycji gderającej nad uchem mamy,a nawet chcemy im pomóc bo wskazujemy najwłaściwszą i najbezpieczniejszą drogę. Pozdrawiam.