żywczyk
-
zdrowawoda
-

- Posty: 13
- Rejestracja: czw 28 wrz, 2006
Skoro mogę pytać to mam następujące:Janek pisze: Masz pytania?
Czy możesz wymienić drogi wspinaczkowe, które prowadziłes w swojej karierze wspinacza i podać świadków?
Kiedy wspinałeś się po raz ostatni?
To nie złośliwe pytania, po prostu chcę wiedzieć z kim mam do czynienia, bo z tego co przeczytałem to tu to tam wyglądasz na dyletanta, który udaje, że coś wie. Wyprowadź mnie proszę z błędu.
wszystkim zainteresowanym chętnie odpowiem na PW. Zdrowejwodzie nie mam zamiaru, nie mu to Laura Palmer albo inni kumploszczaki z Brytana wyjaśnią. Nie mam zamiaru za nich robić.Janek pisze:odkąd mamy szpej przechodzenie dróg niebezpiecznie się się wydłużyło w czasie.
ci co kiedys nie mieli popierdalali 3 razy szybciej, bez operacji sprzętowych, byle szybciej, byle jak najkrócej byc w niebezpiecznym miejscu
wierutna bzdura!
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok
Gdybyś trochę pomyślał, to byś zauważył, że w tym zdaniu autorstwa osoby orientującej się w temacie jest drugie dno.Manuela pisze:a moze kibicuj dalej tam gdzie sie najwyrazniej lepiej orientujesz?Jagiellonia w Tatrach pisze:A tak na poważnie :
Michał Jagiełło, Wołanie w Górach, Iskry, Warszawa 1999 rok, str. 379 :
"A przecież nikt nie idzie w góry z mocnym postanowieniem powrócenia z nich w asyście goprowców".
Czy nie jest to poparcie stanowiska JANKA w sporze chodzenia po górach bez asekuracji, który to spór jest jak widać typu Jagiellonia-Legia; Arka-Lechia, Wisła-Cracovia; Lech-Śląsk, ŁKS-Widzew ???
Trzymaj się JANEK
nikt nie idzie w gory zeby sie tam zabic! juz predzej ktos niepelnosprawny, po wypadku wspinajacy sie na zywca nawet na latwych drogach jest bardziej nierozsadny niz ktos kto idzie na zywca doskonale do niego fizycznie i psychicznie przygotowany. Dlatego akurat to zdanie popiera stanowisko drugiej strony.
Skoro jednak nikt nie idzie się zabić to dlaczego tak wielu wraca w towarzystwie goprowców niekoniecznie żywym.
Michał Jagiełło, bo to jednak on za tą zagadkową (co najmniej dla Ciebie) tezą stoi, wśród przyczyn wypadków wymienia rażące błędy w asekuracji lub igranie ze śmiercią.
Czy zatem brak asekuracji nie jest większym zagrożeniem dla życia niż popełnione w niej rażące błędy ?
Czy zatem brak asekuracji nie jest igraniem ze śmiercią ?
Nikt tutaj nie kwestionuje że do wszystkiego trzeba być odpowiednio przygotowanym, od wyjścia do opery po chodzeniu na linie.
Jednak w operze konsekwencją nieprzygotowania może być ziewanie, w tańcu na krawędzi lot na cierpliwie czekające głazy.
Ponieważ to jednak sprawa Twoja pozostaje życzyć szczęścia i dalszego doskonalenia się.
Najdziwniejszym w tym krwawym sporze jest stanowisko Janka.
Widać jednak ma dla Ciebie sporo litości bo mógły Ci życzyć pójścia w ślady Jerzego Leporowskiego.
A trudno nam uwierzyć, że nie wie kto zacz, wszak obaj z odległego nam Poznania.
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Oczywiście, że wiem o Leporowskim. Różnica między Leporowskim a Manuelą (Manuelem) jest taka, że Leporowski po prostu się wspinał (nie tylko zresztą samotnie) i nie dorabiał do tego dętej ideologii. Manuela serwuje nam tu ideologię "nadczłowieka", który jest tak doskonały, że może się ważyć na rzeczy pozornie niemożliwe. Jakie kompleksy tkwią za porywaniem się na takie "wyczyny" doprawdy nie wiem. No i jestem ciekaw czy Manuela lub Laura zdecydowali by się wsiąść do samochodu z zawiązanymi oczyma i zdać się tylko na słuch. Albo zabawiać się w dojazd samochodem do przepaści, też z zawiązanymi oczami - byli opętańcy co w to się zabawiali w latach 50-ych w Kalifornii chcąc doścignąć Jamesa Deana.Jagiellonia w Tatrach pisze:Najdziwniejszym w tym krwawym sporze jest stanowisko Janka.
Widać jednak ma dla Ciebie sporo litości bo mógły Ci życzyć pójścia w ślady Jerzego Leporowskiego.
A trudno nam uwierzyć, że nie wie kto zacz, wszak obaj z odległego nam Poznania.
Dziękuję za ciekawy post. Chyba się niepotrzebnie spieraliśmy - okazuje się, że bywają sytuację w których myślimy identycznie.
Pozdrawiam
no bo powiedz ,tomtom ,jak ktoś jeździ na rowerze ,dajmy na to ,to można się sprzeczać ,czy lepiej z teleskopami ,czy bez ,na jakich oponach ,no ,czy trzeba mieć dzwonek ,czy nie
Te tutaj farmazony kłócą się ,czy można jeździć bez trzymanki ,czy nie ,no oczywiście można ... czasami ,ale poziom zacietrzewienia przybrał takie rozmiary ,że jedni każą zakładać boczne kółeczka ,a inni uważają ,że rower z kierownikiem to już nie rower.
Tak naprawdę w ogóle nie powinno się jeździć ,dopóki nie zostanie opracowana nowa definicja roweru ,wtedy dopiero wybrańcy będą mogli popatrzeć ,jak W.Sz.P Instruktorzy przekładają nogę przez ramę.
Ja się nie wspinam ,moi państwo .ale człowiek ,który się na to decyduje ,z założenia szuka jakichś wrażeń ,dla mnie wejść na Zawrat bez łańcucha "na żywca" to normalka ,dla mojego syna to igranie z losem.
Czemu chcecie wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika ,czy to komunistyczne przyzwyczajenie jest takie silne?
To ,co dla jednego jest psychiczną koniecznością doznania emocji ,dla innego może być pewnym krokiem ku śmierci. To ,co dla jednego niewykonalne ,inny ,albo i ten sam kiedy indziej uzna za łatwe.
No to może pokłóćcie się o to ,który kolor jest najmilszy - równie mądre mogą paść argumenty
Pozdrawiam i życzę wielu dzieci i awarii w pracy - może niektórzy przejdą z ilości na jakość.
Te tutaj farmazony kłócą się ,czy można jeździć bez trzymanki ,czy nie ,no oczywiście można ... czasami ,ale poziom zacietrzewienia przybrał takie rozmiary ,że jedni każą zakładać boczne kółeczka ,a inni uważają ,że rower z kierownikiem to już nie rower.
Tak naprawdę w ogóle nie powinno się jeździć ,dopóki nie zostanie opracowana nowa definicja roweru ,wtedy dopiero wybrańcy będą mogli popatrzeć ,jak W.Sz.P Instruktorzy przekładają nogę przez ramę.
Ja się nie wspinam ,moi państwo .ale człowiek ,który się na to decyduje ,z założenia szuka jakichś wrażeń ,dla mnie wejść na Zawrat bez łańcucha "na żywca" to normalka ,dla mojego syna to igranie z losem.
Czemu chcecie wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika ,czy to komunistyczne przyzwyczajenie jest takie silne?
To ,co dla jednego jest psychiczną koniecznością doznania emocji ,dla innego może być pewnym krokiem ku śmierci. To ,co dla jednego niewykonalne ,inny ,albo i ten sam kiedy indziej uzna za łatwe.
No to może pokłóćcie się o to ,który kolor jest najmilszy - równie mądre mogą paść argumenty
Pozdrawiam i życzę wielu dzieci i awarii w pracy - może niektórzy przejdą z ilości na jakość.
dagomar, coz mam rzec
dyskusja jest za przeproszeniem z dupy wyjeta, a dyskutanci sie do zapachu przy tym wyjmowaniu wydobywajacego dostosowali, co tu komentowac.
wszelkie emanacje dziczyzny nalezy wypierniczyc dla spokoju, janka zbanowac na miesiac niech ochlonie i bedzie klar. abstrahujac od faktu, czy znajda sie tu jakies ciekawe tematy do przedyskutowania, choc widze swiatelko w tunelu, bo sie pojawil legendarny w pewnych kregach osobnik
dyskusja jest za przeproszeniem z dupy wyjeta, a dyskutanci sie do zapachu przy tym wyjmowaniu wydobywajacego dostosowali, co tu komentowac.
wszelkie emanacje dziczyzny nalezy wypierniczyc dla spokoju, janka zbanowac na miesiac niech ochlonie i bedzie klar. abstrahujac od faktu, czy znajda sie tu jakies ciekawe tematy do przedyskutowania, choc widze swiatelko w tunelu, bo sie pojawil legendarny w pewnych kregach osobnik
-
Gość
Solowanie mozna akceptowac lub nie, jest to osobista sprawa kazdego WSPINAJACEGO sie. Z dyskusij wynika, ze najwiecej do powiedzenia maja ci, ktorych najwiekszym osiagnieciem sportowym w gorach jest przejscie Orlej Perci pozna jesienia. Gwoli jasnosci dodam, ze osobiscie nie wspinam sie bez asekuracji. (drog w skalkach do 15m nie licze). Prawda jest taka, ze wszyscy, ktorzy wniesli cokolwiek nowego do wspinaczki (alpinizmu), parali sie takze zywcowaniem. Nazwiska takie jak Wojtek Kurtyka, Christopher Profit, Patrick Edlinger, John Bachar czy Peter Croft mowia same za siebie.
Krytyka wasza jest pozbawiona jakichkolwiek argumentow bo to, ze sie mozna ubic nie jest zadnym argumentem.
Ubic sie mozna podczas wycieczki na Giewont. Ironizujac i wyszydzajac solowanie, ironizujecie i wyszydzacie takze tych, ktorzy stwiali kamienie milowe we wspinaczce, ale o niej macie wiedze glownie teoretyczna jak zdazylem zauwazyc.
Krytyka wasza jest pozbawiona jakichkolwiek argumentow bo to, ze sie mozna ubic nie jest zadnym argumentem.
Ubic sie mozna podczas wycieczki na Giewont. Ironizujac i wyszydzajac solowanie, ironizujecie i wyszydzacie takze tych, ktorzy stwiali kamienie milowe we wspinaczce, ale o niej macie wiedze glownie teoretyczna jak zdazylem zauwazyc.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
GH - masz rację. Pytanie tylko czy należy do żywczyka zachęcać? Bo to jest główny zarzut i powód wielkiej wojny. Moim zdaniem absolutnie nie, bo do tego trzeba po prostu dorosnąć i dojść samemu. Bo jeśli na żywca pójdzie ktoś kto nie wie co robi, a tylko przeczytał ja forum 'że to fajne i pomaga sie rozwinąć' to mu długiego zycia nie wróżę. Nie chodzi więc o odpowiedzialnośc za siebie (można by polemizować czy ktoś kto ma dzieci może się wspinać solo, ale Manuel już o tym pisał i chyba się zgadzamy, że nie jest to wskazane) a za innych.
Pozdrawiam, Tomek
Pozdrawiam, Tomek
Hej,
"Tak, nieprawda" bez późniejszych rowinięć merytorycznych,
i
"Ludzie młodzi, którzy zaczynają się wspinać staja się egocentrykami zapatrzonymi we własną zajebistość."
A nie każdy ma odporność psychiczną by spokojnie prosić o argumenty i dyskutować na pewnym poziomie. Zresztą po stronie antyżywcowej też nie.
Ja jak już pisałem też się z argumentacją Laury nie zgadzam, widzę to inaczej ale trudno mi się do idei lezienia bez asekuracji (czy z takową ale iluzoryczną) niezgadzać. Włączyłem się w dyskusję (i w ogóle zarejestrowałem tutaj) bo wydawało mi się, że jednak mogłaby by być z tego interesująca dyskusja typu kiedy, dlaczego jakie są za a jakie przeciw. Ciekawa o tyle, że nie odbywałaby się tylko w grupie wspinających ale i mniej lub bardziej "zwykłych" tupaczy.
).
Idąc tym tropem to należałoby przestać pisać o jakichkolwiek sposobach aktywności które wnoszą niebezpieczeństwo. Ale chyba nie o to chodzi?
A przecież można było polemizować z postem Laury wskazując na zagrożenia, wymagania, zasady itp. i że to nie dla wszystkich. A nie atakując nie tylko ideę ale i osobę?
Pozdrawiam,
Kuba
Chyba jednak nie. Specjalnie przeczytałem pierwsze dwie strony wątku jeszcze raz. Laura napisała o żywcu i od razu spotkała się z odzewem:mefistofeles pisze:GH - masz rację. Pytanie tylko czy należy do żywczyka zachęcać? Bo to jest główny zarzut i powód wielkiej wojny.
"Tak, nieprawda" bez późniejszych rowinięć merytorycznych,
i
"Ludzie młodzi, którzy zaczynają się wspinać staja się egocentrykami zapatrzonymi we własną zajebistość."
A nie każdy ma odporność psychiczną by spokojnie prosić o argumenty i dyskutować na pewnym poziomie. Zresztą po stronie antyżywcowej też nie.
Ja jak już pisałem też się z argumentacją Laury nie zgadzam, widzę to inaczej ale trudno mi się do idei lezienia bez asekuracji (czy z takową ale iluzoryczną) niezgadzać. Włączyłem się w dyskusję (i w ogóle zarejestrowałem tutaj) bo wydawało mi się, że jednak mogłaby by być z tego interesująca dyskusja typu kiedy, dlaczego jakie są za a jakie przeciw. Ciekawa o tyle, że nie odbywałaby się tylko w grupie wspinających ale i mniej lub bardziej "zwykłych" tupaczy.
Myślę, że to przesadna troska. Dla większości osób zacząć się wspinać nawet na wędkę jest sporym wyzwaniem. Jak ktoś ma na tyle silną psychę, że zacznie od razu od łażenia po jakichś większych skałkach i po 3 metrach się nie zsika to raczej będzie z niego następny Leporowski czy Malczyk (choć akurat Ci to długo nie pożyliBo jeśli na żywca pójdzie ktoś kto nie wie co robi, a tylko przeczytał ja forum 'że to fajne i pomaga sie rozwinąć' to mu długiego zycia nie wróżę.
Wiesz, z tekstu Laury wynikało owszem zachęcanie do treningu żywca (z czym się dla ogółu nie do końca zgadzam) ale na poziomie 2-3 stopnie niższym. Czyli jeżeli nawet optymistycznie przyjmiemy, że zdrowy sprawny człowiek przejdzie po paru próbach drogi kole V, to zachęta jeśli była to tyczyła się dróg w granicach II. Weź pod uwagę, że takie trudności to mają drogi dojściowe na niektóre skały w dolinkach o niektórych szlakach w Tatrach nie wspominając (oczywiście chodzi o ścieżki nieznakowane).Nie chodzi więc o odpowiedzialnośc za siebie (można by polemizować czy ktoś kto ma dzieci może się wspinać solo, ale Manuel już o tym pisał i chyba się zgadzamy, że nie jest to wskazane) a za innych.
Idąc tym tropem to należałoby przestać pisać o jakichkolwiek sposobach aktywności które wnoszą niebezpieczeństwo. Ale chyba nie o to chodzi?
A przecież można było polemizować z postem Laury wskazując na zagrożenia, wymagania, zasady itp. i że to nie dla wszystkich. A nie atakując nie tylko ideę ale i osobę?
Pozdrawiam,
Kuba
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok



