Jak długo wytrzymujecie bez Tatr?
wiesz Iwono że u mnie z tym planowaniem jes różnie(zodiakalny bliźniak ze mnie),może w końcu coś z zachodnich-myślałem trochę o Starorobociańskim,ale co z tego wyniknie.Moja partnerka wybiera się w sobotę na koncert więc góry chyba zostaną pokonane(zresztą sam lubię tą grupę),więc Tatry chyba muszą poczekać.Czuję się rozdarty pomiędzy...Iwona30 pisze:a gdzie tym razem?
doskonale Cie rozumiem..ja z kolei nie za bardzo towarzysza mego w wysokie góry wyciągnąć moge.Dlatego chodze sama bądź w sprawdzonym towarzystwie.piotr35 pisze:Czuję się rozdarty pomiędzy..
I choc wiem ze ryzykuje byc moze wiele,to dotychczas zawsze góry wygrywały..jestem egoistka wiem,ale nauczyło mnie tego zycie..dlatego wybieram góry:)
one zawsze sa tylko dla mnie i całe moje, i zawsze na mnie czekają..
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok
Do 1997 roku chodziliśmy w Tatry oddzielnie.
Mężowi wystarczał wtedy tydzień w roku, przełomem stał się wyjazd w 1996 roku. Praca uniemożliwiała wzięcie urlopu (kodeks pracy przyznawał prawo do urlopu dopiero po roku pracy). Co robić ?
Mąż postanowił pojechać chociaż na weekend. Z Białegostoku wyjazd w piątek wieczorem i o 6 rano w sobotę w autobus do Morskiego Oka, tam przez Szpiglasową i Zawrat do Zakopanego. W Niedziele Kościeliska i na dworzec. W domu o 5 rano w poniedziałek i na 8 do pracy. To był przełom. Od tamtego czasu jak najczęściej (majówki, 4 dni na Boże Ciało, letnie wakacje, 1 lub 11 listopada na 3-4 dni). No i od 1997 roku zaczęliśmy jeździć we dwoje. Po kilku latach zachciało się nam też wypoczynku nad wodą i od 2002 roku Tatry łączymy z Chorwacją lub Balatonem). Jeździmy raz lub dwa do roku, a że małe dziecko jest nieodłącznym towarzyszem tych wyjazdów, relacje z Tatrami zostały przewartościowane. Jedno idzie w góry, a drugie zostaje z małym i tak na zmianę (noszenie dziecka na plecach nam nieodpowiada). W ten sposób obowiązki każą patrzeć inaczej na świat własnych przyjemności. Tatr jest mniej w naszym życiu, chodzimy samotnie i najbardziej to tęsknimy nie do Tatr ale do chodzenia po górach razem...
Mężowi wystarczał wtedy tydzień w roku, przełomem stał się wyjazd w 1996 roku. Praca uniemożliwiała wzięcie urlopu (kodeks pracy przyznawał prawo do urlopu dopiero po roku pracy). Co robić ?
Mąż postanowił pojechać chociaż na weekend. Z Białegostoku wyjazd w piątek wieczorem i o 6 rano w sobotę w autobus do Morskiego Oka, tam przez Szpiglasową i Zawrat do Zakopanego. W Niedziele Kościeliska i na dworzec. W domu o 5 rano w poniedziałek i na 8 do pracy. To był przełom. Od tamtego czasu jak najczęściej (majówki, 4 dni na Boże Ciało, letnie wakacje, 1 lub 11 listopada na 3-4 dni). No i od 1997 roku zaczęliśmy jeździć we dwoje. Po kilku latach zachciało się nam też wypoczynku nad wodą i od 2002 roku Tatry łączymy z Chorwacją lub Balatonem). Jeździmy raz lub dwa do roku, a że małe dziecko jest nieodłącznym towarzyszem tych wyjazdów, relacje z Tatrami zostały przewartościowane. Jedno idzie w góry, a drugie zostaje z małym i tak na zmianę (noszenie dziecka na plecach nam nieodpowiada). W ten sposób obowiązki każą patrzeć inaczej na świat własnych przyjemności. Tatr jest mniej w naszym życiu, chodzimy samotnie i najbardziej to tęsknimy nie do Tatr ale do chodzenia po górach razem...
Jagiellonia w Tatrach pisze:Do 1997 roku chodziliśmy w Tatry oddzielnie.
Mężowi wystarczał wtedy tydzień w roku, przełomem stał się wyjazd w 1996 roku. Praca uniemożliwiała wzięcie urlopu (kodeks pracy przyznawał prawo do urlopu dopiero po roku pracy). Co robić ?
Mąż postanowił pojechać chociaż na weekend. Z Białegostoku wyjazd w piątek wieczorem i o 6 rano w sobotę w autobus do Morskiego Oka, tam przez Szpiglasową i Zawrat do Zakopanego. W Niedziele Kościeliska i na dworzec. W domu o 5 rano w poniedziałek i na 8 do pracy. To był przełom. Od tamtego czasu jak najczęściej (majówki, 4 dni na Boże Ciało, letnie wakacje, 1 lub 11 listopada na 3-4 dni). No i od 1997 roku zaczęliśmy jeździć we dwoje. Po kilku latach zachciało się nam też wypoczynku nad wodą i od 2002 roku Tatry łączymy z Chorwacją lub Balatonem). Jeździmy raz lub dwa do roku, a że małe dziecko jest nieodłącznym towarzyszem tych wyjazdów, relacje z Tatrami zostały przewartościowane. Jedno idzie w góry, a drugie zostaje z małym i tak na zmianę (noszenie dziecka na plecach nam nieodpowiada). W ten sposób obowiązki każą patrzeć inaczej na świat własnych przyjemności. Tatr jest mniej w naszym życiu, chodzimy samotnie i najbardziej to tęsknimy nie do Tatr ale do chodzenia po górach razem...
w takim razie tylko Wam pozazdroscić..pieknie to zrobiliscie
Kiedyś byłam w stanie wytrzymac bez Tatr maks. rok-teraz mój stan się znacznie pogorszył i będąc ostatnio w lutym już nie mogę wysiedzieć na tej mojej nizinie/przez większość czasu kombinuje jakby tu sie wyrwać z tego codziennego kieratu...Niestety wyjazdy z drugą połówka odpadają,a że istota ze mnie wygadana,a do siebie rozmawiać nie wypada to zazwyczaj jeżdżę ze znajomymi 
Gdyby mi ktoś wtedy powiedział że wytrzymam dwa (2009-2011) a potem i trzy (2011-2014) lata, wyśmiałbym go.
Ale życie różne zna przypadki.
Za to w 2014 żeby jakoś nadrobić braki zaliczyłem 4 wyjazdy.
Teraz jako górołaz kulawy czekam z niecierpliwością na powrót do sprawności i wrześniowy wypad - oby doszedł do skutku, skoro czerwcowy już nie wypali.
Ale życie różne zna przypadki.
Za to w 2014 żeby jakoś nadrobić braki zaliczyłem 4 wyjazdy.
Teraz jako górołaz kulawy czekam z niecierpliwością na powrót do sprawności i wrześniowy wypad - oby doszedł do skutku, skoro czerwcowy już nie wypali.
Każdemu jego Everest...
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Andy uziemiony ..... wyciągasz jakieś wykopaliska
............. i bardzo dobrze, bo sam człowiek nie ma kiedy kopać w starych tematach - a były ciekawe
.
Fajnie, że udało się uratować to Forum
.
.
Na początku wystarczyło mi trzy razy w roku, a teraz raz w miesiącu wydaje się za mało.
Tak naprawdę , to moimi wyjazdami w Tatry rządzi pogoda - jak jest to i dwa razy w miesiącu pojadę i siedzę dokąd się nie popsuje.... i dalej mi jest mało
.
Po powrocie do domu już na drugi dzień znów "siedzę w pogodzie" .
To uzależnia bardziej niż narkotyk
.
Wracaj szybko do zdrowia
.
Fajnie, że udało się uratować to Forum
U mnie, to już przybrał tak, że przebrał - a nawet przelał - wszelkie granice przyzwoitościwieczor22 pisze: nawet nie jest taki sam tylko z czasen bardziej przybiera
Na początku wystarczyło mi trzy razy w roku, a teraz raz w miesiącu wydaje się za mało.
Tak naprawdę , to moimi wyjazdami w Tatry rządzi pogoda - jak jest to i dwa razy w miesiącu pojadę i siedzę dokąd się nie popsuje.... i dalej mi jest mało
Po powrocie do domu już na drugi dzień znów "siedzę w pogodzie" .
To uzależnia bardziej niż narkotyk
Wracaj szybko do zdrowia
Zakochani w Tatrach
Wykopaliska fajne są, taka wirtualna archeologia. Ilu tu się ludzi przewinęło przez te lata. Szkoda tylko że starsze zdjęcia w większości zniknęły bezpowrotnie z forum.Zakochani w Tatrach pisze:Andy uziemiony ..... wyciągasz jakieś wykopaliska............. i bardzo dobrze, bo sam człowiek nie ma kiedy kopać w starych tematach - a były ciekawe
..
Do zdrowia wracam ale powoli, zgodnie z wytycznymi fachowców, tak żeby nie przedobrzyć. Za dwa tygodnie będzie większe konsylium i doktory zdecydują co dalej.
A na emeryturę, jeśli zdrowie będzie to przeniosę się gdzieś bliżej Tatr, by móc łatwiej pójść w twoje/wasze ślady.
Każdemu jego Everest...
-
Lady Wagabunda
-

- Posty: 29
- Rejestracja: wt 05 maja, 2015
- Kontakt:
Staram się ożywiać forum, bo ostatnimi czasy cienko przędzie.Lady Wagabunda pisze:Ja nawet jak widzę jakiś ciekawy temat, do którego jednak nikt nic nie dodał od paru lat, to nic nie dopisuję sama, bo trochę mi głupio. Zawsze myślę, że nikt już nic nie dopisze, a tu proszę... Dobrze, że komuś się chce, dzięki, Andy
I niech ci nie będzie głupio, pisz śmiało.
Każdemu jego Everest...
brakuje czasu, brakuje pieniędzy, a poza tym żona zazdrości i nie chce puścić samemu
, a razem nie możemy się wyrwać z powodu wspólnej pracy. Tak więc wytrzymuję bez Tatr tyle, ile muszę, bo nie mam wyboru
luknij na moje panoramy i galerie
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie


