Jak mnie pamięć nie myli, to chyba Chata pod Rysami. Nie myli mnie?Zygmunt Skibicki pisze:
Kolejne wypadki w Tatrach
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Bingo!Erynie pisze:Jak mnie pamięć nie myli, to chyba Chata pod Rysami. Nie myli mnie?
W jadalni nad wewnętrznymi drzwiami...
Ostatnio zmieniony sob 01 gru, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Na stronie Tygodnika Podhalańskiego jest archiwum...shadow1987 pisze:Witam
Ma ktoś ten artykuł z Tygodnika Podhalańskiego z 22 listopada??
lub znalazł w sieci?
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
W pociągu do Zakopanego czytałam książkę Wawrzyńca Żuławskiego, a w niej opowiadanie pt. "Tragiczny dzień". Okazuje się, że nie od dziś zostawia się ludzi "pod Zawratem". Autor opisuje sytuację kiedy to podczas wspinaczki usłyszał wołanie o pomoc. Poszkodowanych udało się zlokalizować w okolicach Granatów w dość nieciekawym miejscu-przynajmniej dla jednego z nich. Jakież było zdziwienie autora, gdy gość w bardziej komfortowej sytuacji, po prostu ruszył dalej do Pięciu Stawów, zostawiając kolegę, który wyraźnie potrzebował pomocy. Tłumaczył się tym, że jest z kimś umówiony w schronisku. Sprawczynią takiego zachowania była oczywiście kobieta(znajoma obydwu), która na dokładkę nie stawiła się w Piątce, a spokojnie siedziała w Murowańcu, gdzie w końcu udało się doprowadzić porzuconego przez "kolegę" delikwenta.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Tak offtopując. W tym tekście Żuławski pisze o książce bodajże Malczewskiego o duchach itp. Zawsze chciałem to przeczytać, nie wiesz może czy to w ogóle gdzieś egzystuje itp?Janek pisze: A Żuławski to był kłamczuch jak się patrzy - posunął się nawet do przestrasznie nieinnego turysty udając własnego ducha.
Kuba
-
Jagiellonia w Tatrach
-

- Posty: 473
- Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
- Lokalizacja: Białystok
Mam to i czytałam, ale książka ta robi na mnie wrażenie swojej własnej parodii.Jagiellonia w Tatrach pisze:Nazywa się to "Narkotyk Gór", widziałem w księgarni w Domu Turysty w Zakopanem.KubaR pisze:
Tak offtopując. W tym tekście Żuławski pisze o książce bodajże Malczewskiego o duchach itp. Zawsze chciałem to przeczytać, nie wiesz może czy to w ogóle gdzieś egzystuje itp?
Kuba
B.
Tygodnik Podhalański:
"Tragedia w Tatrach Słowackich. W okolicach Smutnej Przełęczy pod lawiną zginęło dwóch ski-alpinistów.
O zaginięciu dwóch Słowaków zawiadomili ich koledzy, którzy zostali w Żarskiej Chacie. Na poszukwiania wyruszyli ratownicy słowackiej Horskiej Służby. Przerwano je w piątek wieczorem z powodu fatalnej pogody.
W sobotę rano ratownicy odnaleźli ciała dwóch ski-alpinistów, których przysypała lawina pod Smutną Przełęczą, która oddziela Płaczliwego Rohacza od Przedniej Kopy. Byli zasypani 1,5-metrową warstwą śniegu. W akcji ratunkowej brało udział 40 ratowników.
Jak podała internetowa strona słowackiego dziennika Sme, lawina miała ok. 200 szerokości i 3 metry głębokości. Ski-alpiniści pochodzili z Liptowkiego Mikulaszu i Martina.
Po obu stronach granicy w Tatrach obowiązuje trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Jest bardzo niebezpiecznie. Pokrywa śniegu sięga 220 cm".
"Tragedia w Tatrach Słowackich. W okolicach Smutnej Przełęczy pod lawiną zginęło dwóch ski-alpinistów.
O zaginięciu dwóch Słowaków zawiadomili ich koledzy, którzy zostali w Żarskiej Chacie. Na poszukwiania wyruszyli ratownicy słowackiej Horskiej Służby. Przerwano je w piątek wieczorem z powodu fatalnej pogody.
W sobotę rano ratownicy odnaleźli ciała dwóch ski-alpinistów, których przysypała lawina pod Smutną Przełęczą, która oddziela Płaczliwego Rohacza od Przedniej Kopy. Byli zasypani 1,5-metrową warstwą śniegu. W akcji ratunkowej brało udział 40 ratowników.
Jak podała internetowa strona słowackiego dziennika Sme, lawina miała ok. 200 szerokości i 3 metry głębokości. Ski-alpiniści pochodzili z Liptowkiego Mikulaszu i Martina.
Po obu stronach granicy w Tatrach obowiązuje trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Jest bardzo niebezpiecznie. Pokrywa śniegu sięga 220 cm".
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
2008.01.05
Godz 15:11 źródło - Tygodnik Podhalański
Dwoje turystów spadło z Siwej Przełęczy Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło w sobotę koło godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR.
Na razie nie są znane bliższe okoliczności wypadku, do którego doszło tuż po godz. 14.. Wiadomo, że ratownicy TOPR mają telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Dwoje turystów szło z Dol. Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m). Prawdopodobnie spadli kilkaset metrów w dół. Na razie nie udało się ustalić, czy spadli w stronę Hali Pysznej, czy też z powrotem w kierunku Chochołowskiej.
Na miejsce wypadku wyruszyli ratownicy TOPR. W akcji nie może brać udziału śmigłowiec, bo w górach wieje bardzo silny wiatr halny. Jego prędkość przekracza 100 km na godz.
Ratownicy na miejsce wypadku będą więc musieli dojść ze schroniska na Ornaku, gdzie jadą samochodem.
Godz. 15:30 źródło - Onet - informacja prawdopodobnie związana z poprzednią:
W rejonie Pysznej w Tatrach Zachodnich zeszła lawina. Poszkodowanych zostało dwóch turystów.
Na szczęście mężczyźni o własnych siłach wydostali się spod śniegu. Jeden z nich ma niegroźną kontuzję. Ratownicy transportują poszkodowanych do zakopiańskiego szpitala.
Godz 16:00 - Tygodnik Podhalański:
Trzech turystów spadło razem z lawiną z Siwej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło w sobotę koło godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR. Początkowo był telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Później nie odpowiadali na smsy wysyłane przez ratowników.
Turyści spadli w dół razem z lawiną, ale udało im się z niej szybko wydostać. Tylko jeden z nich jest poszkodowany. Wiadomo, że ratownicy TOPR mieli początkowo telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Dwóch turystów szło z Dol. Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełeczy (1812 m n.p.m). Prawdodpobnie spadli kilkaset metrów w dół. Na razie nie udało się ustalić, czy spadli w stronę Hali Pysznej, czy też z powrotem w kierunku Chochołowskiej.
Na miejsce wypadku wyruszyli ratownicy TOPR. W akcji tylko początkowo mógł brać udział śmigłowiec, bo w górach wieje bardzo silny wiatr halny. Jego prędkość przekracza 100 km na godz.
Ratownicy na miejsce wypadku wyruszają z dwóch stron: z Kościeliskiej i Chochołowskiej, bo nie wiadomo dokładnie gdzie są poszkodowani.
godz. 19:40 - Tygodnik Podhalański:
Tatrzańskim ratownikom udało się odnaleźć trójkę turystów, którzy spadli Z Siwej Przełęczy. TOPR tracił już nadzieję, bo od kilku godzin nie odpowiadali na wysyłane do nich smsy - informuje serwis dziennik.pl.
Trzech turystów spadło razem z lawiną z Siwej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło około godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR. Początkowo był telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Później nie odpowiadali na smsy wysyłane przez ratowników - poinformował wcześniej swoim internetowym wydaniu "Tygodnik Podhalański".
Turyści spadli w dół razem z lawiną, ale udało im się z niej szybko wydostać. Tylko jeden z nich jest poszkodowany. Turyści szli z Doliny Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełeczy (1812 m n.p.m). Prawdodpobnie spadli kilkaset metrów w dół - informował serwis tygodnikpodhalanski.pl.
Wcześniej w rejonie Pysznej w Tatrach Zachodnich lawina przysypała dwóch turystów. Przysypani mężczyźni o własnych siłach wydostali się spod śniegu. Jeden z nich ma niegroźną kontuzję - podaje dziennik.pl.
Godz 15:11 źródło - Tygodnik Podhalański
Dwoje turystów spadło z Siwej Przełęczy Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło w sobotę koło godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR.
Na razie nie są znane bliższe okoliczności wypadku, do którego doszło tuż po godz. 14.. Wiadomo, że ratownicy TOPR mają telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Dwoje turystów szło z Dol. Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m). Prawdopodobnie spadli kilkaset metrów w dół. Na razie nie udało się ustalić, czy spadli w stronę Hali Pysznej, czy też z powrotem w kierunku Chochołowskiej.
Na miejsce wypadku wyruszyli ratownicy TOPR. W akcji nie może brać udziału śmigłowiec, bo w górach wieje bardzo silny wiatr halny. Jego prędkość przekracza 100 km na godz.
Ratownicy na miejsce wypadku będą więc musieli dojść ze schroniska na Ornaku, gdzie jadą samochodem.
Godz. 15:30 źródło - Onet - informacja prawdopodobnie związana z poprzednią:
W rejonie Pysznej w Tatrach Zachodnich zeszła lawina. Poszkodowanych zostało dwóch turystów.
Na szczęście mężczyźni o własnych siłach wydostali się spod śniegu. Jeden z nich ma niegroźną kontuzję. Ratownicy transportują poszkodowanych do zakopiańskiego szpitala.
Godz 16:00 - Tygodnik Podhalański:
Trzech turystów spadło razem z lawiną z Siwej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło w sobotę koło godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR. Początkowo był telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Później nie odpowiadali na smsy wysyłane przez ratowników.
Turyści spadli w dół razem z lawiną, ale udało im się z niej szybko wydostać. Tylko jeden z nich jest poszkodowany. Wiadomo, że ratownicy TOPR mieli początkowo telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Dwóch turystów szło z Dol. Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełeczy (1812 m n.p.m). Prawdodpobnie spadli kilkaset metrów w dół. Na razie nie udało się ustalić, czy spadli w stronę Hali Pysznej, czy też z powrotem w kierunku Chochołowskiej.
Na miejsce wypadku wyruszyli ratownicy TOPR. W akcji tylko początkowo mógł brać udział śmigłowiec, bo w górach wieje bardzo silny wiatr halny. Jego prędkość przekracza 100 km na godz.
Ratownicy na miejsce wypadku wyruszają z dwóch stron: z Kościeliskiej i Chochołowskiej, bo nie wiadomo dokładnie gdzie są poszkodowani.
godz. 19:40 - Tygodnik Podhalański:
Tatrzańskim ratownikom udało się odnaleźć trójkę turystów, którzy spadli Z Siwej Przełęczy. TOPR tracił już nadzieję, bo od kilku godzin nie odpowiadali na wysyłane do nich smsy - informuje serwis dziennik.pl.
Trzech turystów spadło razem z lawiną z Siwej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Do wypadku doszło około godz. 14. Na pomoc wyruszyli ratownicy TOPR. Początkowo był telefoniczny kontakt z poszkodowanymi. Później nie odpowiadali na smsy wysyłane przez ratowników - poinformował wcześniej swoim internetowym wydaniu "Tygodnik Podhalański".
Turyści spadli w dół razem z lawiną, ale udało im się z niej szybko wydostać. Tylko jeden z nich jest poszkodowany. Turyści szli z Doliny Chochołowskiej czarnym szlakiem w kierunku Siwej Przełeczy (1812 m n.p.m). Prawdodpobnie spadli kilkaset metrów w dół - informował serwis tygodnikpodhalanski.pl.
Wcześniej w rejonie Pysznej w Tatrach Zachodnich lawina przysypała dwóch turystów. Przysypani mężczyźni o własnych siłach wydostali się spod śniegu. Jeden z nich ma niegroźną kontuzję - podaje dziennik.pl.
Ostatnio zmieniony sob 05 sty, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 2 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Ten uratowany, to znany himalaista Artur Hajzer (współzałożyciel Alpinusa) - RMF-FM już nadało wywiad z nim, gdzie potwierdził wcześniejsze informacje przekazane przez TOPR i lekarza dyżurnego.
Ostatnio zmieniony ndz 10 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 3 razy.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
15:00 - RMF-FM informuje o kolejnej akcji tym razem na Trzydniowiańskim, ale na razie bez szczegółów. Pewno będą za chwilę.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
staszek pisze:Ze strony TOPR :
U W A G A ! ! !
za szczególne niebezpieczne należy zawsze uważać stoki o wystawie północno-wschodniej, północnej, i północno-zachodniej. Czynnikiem radykalnie zwiększającym zagrożenie lawinowe jest silny wiatr w połączeniu z opadem śniegu, należy śledzić kierunek wiatru i miejsca odkładania śniegu w terenie.
Swieży śnieg na starym oblodzonym = katastrofa , powinni dać 3 .
Powinni nie powinni ale to osoba która wchodzi na taki śnieg powinna realnie ocenić czy jest bezpiecznie czy lepiej się wycofać. Nawet jak jedynkę ogłoszą to można sie nieźle PRZEJECHAć
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Ja tylko delikatnie i cichutko przypominam, że mówimy o wypadku Artura Hajzera...
Gdyby ktoś nic o nim nie wiedział, to - proszę bardzo!
A jeśli i to nie uciszy połajanek, to... ja się wyłączam, bo liczyłem raczej na analizę wielce pouczającej relacji Hajzera z przebiegu "lotu". Mało kto cokolwiek z "wtedy" pamięta, a tu... bardzo ważna i chłodna opowieść nad wyraz doświadczonego himalaisty.
Wywiadu z Hajzerem niestety nie nagrałem, ale z pewnością mnóstwo osób to słyszało.
Gdyby ktoś nic o nim nie wiedział, to - proszę bardzo!
A jeśli i to nie uciszy połajanek, to... ja się wyłączam, bo liczyłem raczej na analizę wielce pouczającej relacji Hajzera z przebiegu "lotu". Mało kto cokolwiek z "wtedy" pamięta, a tu... bardzo ważna i chłodna opowieść nad wyraz doświadczonego himalaisty.
Wywiadu z Hajzerem niestety nie nagrałem, ale z pewnością mnóstwo osób to słyszało.
Przepraszam, ale odnoszę wrażenie, że autor powyższego cytatu śnieg widział jedynie w lodówce. Pretensji do niego nie mam. W końcu, to nie jego wina.manfred pisze:osoba która wchodzi na taki śnieg powinna realnie ocenić...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
słuchałem tego wywiadu na bodajże TVN METEO - Artur zachował zimną krew, starał się utrzymywać pion, zrobił sobie taką niszę w której było powietrze, z drugiej strony podkreślał, że on leciał tak jakby nad lawiną a nie pod - bo pociągnął go nawis( który według relacji spadł samoczynnie), więc miał sporo farta w niefarcie, podkreślał też, że miał ze sobą piepsy, sondę lawinową, łopatkę etc, czyli przy odrobinie szczęścia znaleźli by go żywego - imponował mi gościa spokój - jednak dooświadczenie robi swoje.Zygmunt Skibicki pisze:Ja tylko delikatnie i cichutko przypominam, że mówimy o wypadku Artura Hajzera...
Gdyby ktoś nic o nim nie wiedział, to - proszę bardzo!
A jeśli i to nie uciszy połajanek, to... ja się wyłączam, bo liczyłem raczej na analizę wielce pouczającej relacji Hajzera z przebiegu "lotu". Mało kto cokolwiek z "wtedy" pamięta, a tu... bardzo ważna i chłodna opowieść nad wyraz doświadczonego himalaisty.
Wywiadu z Hajzerem niestety nie nagrałem, ale z pewnością mnóstwo osób to słyszało.
manfred napisał(a):
a tak z drugiej strony to najlepszy był redaktor, który rozmawiał z A. Maraskiem - co próbował zrobić dranmaticku, że to taka tragedia itp itd to Marasek sprowadzał go do pionu, że żadnej tragedii nie było, bo zakończyło się szczęśliwie.
Upadek nie jest klęską. Nisko zawieszona poprzeczka — i owszem
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
http://picasaweb.google.co.uk/llukasziola
http://drytooling.com.pl - serwis wspinaczki mikstowej, alpinizmu, himalaizmu
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
I to jest najważniejsze z tego wypadku!lukas_12 pisze:imponował mi gościa spokój - jednak dooświadczenie robi swoje.
Swoją drogą świadomość, że się leci w górnych warstwach lawiny, ale z zapiętą na nadgarstku lonżą czekana...?
Trzeba mieć strasznie zimną krew!
Podejrzewam, ze większość uwikłała by się w wątpliwie skuteczne próby wypięcia lonży a on tego żelastwa po prostu nie wypuścił z ręki i "wykonywał ruchy pływackie"...
Ten czekan w wyciągniętej ręce wystawał potem ze śniegu i to od razu wskazało pilotowi helikoptera miejsce lądowania, a Hajzerowi ów "wentyl" wokół wyciągniętej ręki i czekana dawał powietrze.
Szczęściu trzeba umieć pomóc... to mi właśnie przychodzi do głowy.
I druga refleksja: zimą na zaśnieżone stoki lepiej wybierać się z na prawdę doświadczonymi ludźmi - nawet przy pechu można się bardzo dużo nauczyć. Prawdą bowiem jest, że polecieć ze śniegiem można nawet w "stuprocentowo" pewnym terenie. Mnie się kiedyś zdarzyło ze skarpy nad... Brdą.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Jedynej słusznej odpowiedzi na takie zaczepki udzielał tu kiedyś Filanc. Czasem szkoda, że już nie udziela.manfred pisze:tobie nie dorównam i nie zamierzam jesteś miszcz nat miszcze
Arabowie mawiają: "Psy szczekają, a karawana idzie dalej"
Wracając do rzeczy:
Artur Hajzer, znany himalaista, opowiada jak przeżył lawinę na Ciemniaku w masywie Czerwonych Wierchów.
źródło - Tygodnik Podhalański:

Artur Hajzer odkopany przez ratowników.
Przypomnijmy: w niedzielę koło godz. 9 Artur Hajzer znany Himalaista (zdobywca trzech ośmiotysięczników, w tym razem z Jerzym Kukuczką autor pierwszego zimowego wejścia na Anapurnę) razem z trójką kolegów wychodził na Ciemniaka od strony Przełeczy Tomanowej. Wyprawa, która rozpoczęła się już w sobotę wyjściem na Wołowiec z Dol. Chochołowskiej miała być treningiem przed planowanymi na wosnę wyprawami w Himalaje.
Oto relacja Artura Hajzera: "Niedzielny świt zastał wspinaczy na szczycie Tomanowego Wierchu. W wyprawie brali też udział: Piotr Pustelnik (inny znany himalaista),Tamara Styś, Darek Załuski i trener lekkoateltyki z katowickiego AWF dr hab.Zbigniew Borek. Ten ostatni wycofał się na Tomanowej Przełęczy .
Słońce szybko roztopiło roztopiło południowe zbocza i zaczęło zamieniać w lepką bryję z wierzchu. Świadomi zagrożenia zaczęliśmy podchodzić z Tomanowej na Ciemniaka w pełnym skupieniu wzorowo prowadząc ślad, logicznie klucząc pomiędzy żlebikami i turniami tego odcinka grani. Mieliśmy na wyposażeniu Piepsy lawinowe (włączone!), łopatę i sondę.
W połowie podejścia na Ciemniak był odcinek z nawisami. Ja prowadziłem. Pilnowaliśmy odstępów pomiędzy sobą. Darek i Tamara byli kilkanaście metrów za mną. Po zrobieniu załączonego zdjęcia zrobiłem krok, może dwa i usłyszałem głośne „bum”, niskotonowy chrzęst uwolnionych od naprężeń mas śniegu i grunt pod nogami najpierw zawisł po czym runął w dół a krawędź grani „przeskoczyła” ponad głowę. Jedna noga została przez chwilę na stabilnym gruncie ale straciłem równowagę i upadku w dół nie udało się zatrzymać. Uderzyłem w stok po dwóch, trzech metrach z czekanem w ręce już w prawidłowej pozycji do hamowania i hamowałem początkowo z powodzeniem, sporo śniegu wyjechał spode mnie i odetchnąłem nawet z ulgą, że dałem radę prawie zatrzymać się – wtedy nade mną urwało się coś jeszcze i pociągnęło jednak w dół – obróciło na plecy – zaczęła się jazda.
Zobaczyłem, że jadę z bardzo dużo i szeroką lawiną – zaczęło być groźnie i uświadomiłem sobie ostro, że to może być koniec. Jechałem wierzchem jakby na pontonie terenem nierównym – góra – dół – jakby na specjalnie do tego zaprojektowanej zjeżdżalni. Wciągało mi nogi ale zdołałem je wyrwać i utrzymać pozycję na plecach, na pływaka nogami w dół (lekko uniesione – rozpostarte) – wiedziałem, że poza tym, w tej masie śniegu nic innego nie mogę zrobić. Śnieg miał charakter dużych, połamanych tafli – typ gipsowy. Ręce też starałem się mieć szeroko. To trwało 6-8 sekund, maks. może 10.

Pies lawinowy na miejscy akcji.
Lawina zaczynała zwalniać a czoło wręcz się zatrzymywać. Wtedy pojawił się największy przestrach na ile naprze na mnie to co z tyłu i na ile mnie zasypie. Faza zatrzymywania się lawiny i zasypywania mnie od tyłu to jakby film w zwolnionym tempie i koszmarny długi sen, którego nie daje się przerwać. Trwało to relatywnie długo, jakieś 5 sekund może. Śnieg powoli napierał i zwiększał ucisk, oblepiał stopniowo – najpierw nogi mocniej aż do pełnej blokady, potem klatkę piersiową i barki aż do granicy bólu. Po prostu zgniotło.
Tygodnik Podhalanski -zakopane, pogoda w zakopanem, pokoje do wynajęcia, apartamenty, informacje, portal zakopiański
Instynktownie trzymałem prawą rękę ze sztyliskiem czekana wprost do góry i prosiłem wiadomo kogo, żeby już przestało ale napór trwał – przysypało głowę, tą wyciągniętą w górę rękę i wtedy dopiero jakikolwiek ruch ustał. Poruszałem nadgarstkiem i w linii wyciągniętego w górę ramienia i sztyliska czekana, przez dziurkę w śniegu zobaczyłem błękit nieba – odetchnąłem z ulgą przekonany na 100%, że będzie dobrze – miałem dopływ powietrza. Mogłem ruszać nadgarstkiem i miałem możliwość poruszania głową plus minus 5 cm w każdą stronę, płyty utworzyły mi przed twarzą sporą wolną przestrzeń o poj. Może 10 litrów.
Byłem w pozycji pionowej. „Stałem” na prawej nodze, lewą miałem podkurczoną w bok, lewą rękę wykręconą do tyłu z kijkiem narciarskim założonym na lewy nadgarstek (błąd, w takim terenie kijek należy mieć luźno i go odrzucić w momencie upadku). Miałem ruchomy nadgarstek, trzymałem czekan, ale nie mogłem poszerzyć otworu – nic – pomimo starań żadnych możliwości powiększania otworu i częściowego odkopania się tą jedną rękę. Na ramieniu, na troku plecaka miałem słuchawkę radiotelefonu; radiotelefon był włączony (drugi miał Piotr Pustelnik) i bardzo się starałem dostać jakoś do tej słuchawki – ale nie dałem rady.
Byłem przekonany, że w ciągu 20 minut ktoś mnie namierzy, ale jak te 20 minut minęło a ciało wpadło w „telepkę” to zacząłem się naprawdę martwić. Dotarło do mnie, że na grani nie zawsze jest zasięg (czasami jest) i, że partnerzy muszą być może na piechotę gnać do telefonu stacjonarnego w schronisku na Ornaku. Zacząłem się zastanawiać ile godzin tak wytrzymam i wyszło mi, nie wiem skąd, może na podstawie „samopoczucia”, że o 8 godzin dam radę.

Schemat zejścia lawiny - rys. A.Hajzer
Duże powiększenie schematu
Zastanawiałem się czy może któryś z kolegów da radę zejść na lawinisko – ruszałem więc końcówką czekana ile mogłem (możliwa amplituda ruchów ok.10 cm.) i krzyczałem. Wtedy usłyszałem silnik helikoptera – uff. Przez dziurkę w śniegu zobaczyłem maszynę i stojącego na zewnątrz śmigła ratownika w czarnych goglach."
Ostatnio zmieniony pn 11 lut, 2008 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Całość obserwuję dość pilnie od pierwszych wczorajszych informacji w RMF. W relacjach zdawkowo przewijały się słowa: "inni alpiniści" "doświadczeni alpiniści"... żadnych personaliów. Nawet nie mówili, ze himalaiści. Dopiero teraz w cytowanej przeze mnie informacji TP oficjalnie podano nazwiska pozostałych uczestników.Janek pisze:Zygmunt - nic nie piszą o pozostałych, czyżby ich lawina nie zabrała, to by tłumaczyło błyskawiczną akcję TOPR. Wiesz coś o tym?
Wygląda na to, że zasada kilkunastometrowych odstępów na grani uchroniła pozostałych przed porwaniem.
Masz rację, to powinna być lektura obowiązkowa dla każdego. Dla nas także.
Mam jeszcze nadzieję, że Piotr Pustelnik rzeczowo i bez "ozdobników" opowie publicznie, jak to wszystko wyglądało z góry...
Trochę mam opory - w końcu wypadek, nie? Ale... jeśli już się coś takiego stało, to mając rzeczowe i dokładne relacje fachowa z "branży", który przeżył to wszystko na własnej skórze, a drugi z nich obserwował z zewnątrz, to warto pokusić się o szeroko edukujący materiał.
No, choćby obgadać wszystko, co się da.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl





