Sobota - 06.08. Roman + sledzik4
Plany były baaaardzo ambitne. Miały paść wszelkie rekordy świata. Niestety - Pan i Władca nakazał odpuszczenie sobie dzisiejszych zapędów. No i stało się - jak chciał Wszechmocny.
Pobudka: 4.32 - start na Kozanów: 5.35.
Nieodłaczyny towarzysz podróży - Roman - już wyglądał za jakimś śledziem.

Dojrzał go i ruszyliśmy w stronę Brzezinki Średzkiej, Lenartowic, Księginic (ok. półgodzinny postój na "stacji" PKP), by w końcu ruszyć na śluzę i jaz w Wałach - w celu przeprawienia się przez Odrę naszą - łagodną.

Z pewnymi "oporami" (czyt. opadami) dotarliśmy do Brzegu i skierowaliśmy się na Wołów. Niestety - Władca zalał nam buciki, więc byliśmy zmuszeni do zmiany onuc. Pani z warzywniaka POinformowała nas o kierunku i odległości "dworca" PKP w Jej mieście. PO POdziękowaniu udaliśmy się na... "pamiątkę komunistycznej władzy". ;
( Okazało się, że elektriczka "uciekła" nam ok. 20 minut wcześniej.
Następny za ok. 2 h. Padła propozycja nie do odrzucenia: kierunek Lubiąż. Trzeba być faktycznie... żeby w ten "upał" skierować swe koła właśnie tam, a nie do domku. Twierdza Lubiąż padła.

Most na rzece... Odra został "zdobyty". Cukrownia Malczyce słodziutka była, także kawka - parzona - w Środzie Śląskiej nie wymagała cukrowania.

Po degustacji ruszyliśmy w kierunku drogi krajowej nr 94. Po kilku kilometrach mieliśmy skręcić do wsi Kadłub (?), ale znów Władza przegoniła nas swoimi gromami - niemal jak Posejdon. Po kilkuminutowym postoju
udało nam się wjechać na drogę i odstraszyć pędzące blachosmrody z "naszej" trasy. Wreszcie dotarliśmy do Miękini i dalej przez Białków, Wilkostów, Pisarzowice, Wilkszyn dotarliśmy szczęśliwie do domków.
Plany zawaliły się całkowicie, ale (przynajmniej ja) z wycieczki jestem bardzo zadowolony, choć psychika troszkę mi "siadła".
Trzeba będzie się ponownie udać do Lubiąża - tym razem w innym celu.
Dystans - jak już pisałem -
138 kilometrów.
