janek754 pisze:Z logicznego punktu widzenia - współwina doktora jest się bezsprzeczna, z politycznego - faktycznie niekoniecznie.
Nie ma czzegoś takiego jak wina z logicznego punktu widzenia, mam tu na myśli system prawny. O winie można tu mówić, gdy zostaje potwierdzona prawomocnym wyrokiem sądowym. Natomiast rzeczą całkowicie inną jest poczucie winy czyli kryteria moralne. Mój znajomy, wieloletni rzeczoznawca sądowy w dziedzinie ruchu samochodowego twierdzi, że praktycznie nie spotkał się z wypadkiem samochodowym, w którym wina była tylko po jednej stronie - odpowiadała natomiast tylko jedna i to ona była skazywana.. Inny mój znajomy, prawnik, dziś adwokat, rozpoczynał swoją karierę zawodową jako asesor, potem sędzia, w jednym z niewielkich miast na tzw. ścianie wschodniej. Nie umiał prowadzić samochodu a także go nie miał. Po latach, gdy już był kierowcą, wspominał - "Boże, ilu ja niewinnych ludzi skazałem". Brzmi to anegdotycznie, ale porusza bardzo istotny problem - psychicznej dojrzałości ludzi do wykonywania zawodu sędziego. Chyba się zgodzimy z tym, że zarówno kodeks karny jak i cywilny nie jest narzędziem uniwersalnym i dokonałym - gdyby tak było, to wyroki mógłby wydawać komputer - takie przekonanie widać dość często w poglądach ludzi bądź bardzo młodych bądź bardzo zapalczywych - tutaj również. Z całym szacunkiem dla ludzi młodych - młodość ma wiele zalet, ale mam wątpliwości czy przy właściwym jej braku doświadczenia życiowego, człowiek koło 30-ki powinien wydawać wyroki, które mogą zaciążyć na całym życiu osoby osądzanej. Dwuinstancyjność, apelacja, rewizja nadzwyczajna - to niby "bezpiecznik" ale zazwyczaj tak jest, że tylko informacja medialna o powziętym podejrzeniu i ew. wyrok w I instancji przestaje się do wiadomości publicznej, reszta już zazwyczaj nie. Czyli tak jak w powiedzonku - Nieważnym jest czy Kowalski ukradł zegarek czy Kowalskiemu ukradziono zegarek, ludzie wiedzą jedno - Kowalski jest zamieszany w sprawie zegarka.
Czy sprawa dr G ma aspekt polityczny? Odpowiem tak - nie powinna mieć - to dość banalna sprawa kryminalna. Aspekt polityczny pojawił się, gdy zorganizowana została ta nieszczęsna konferencja prasowa Ziobry i Kamińskiego. Gdyby nie ona, to ówczesna opozycja parlamentarna nawet palcem w bucie by nie ruszyła w obronie dr G - ryzyko polityczne olbrzymie a korzyści brak. Ziobro się skompromitował jako prawnik bo użył słów, które mógłbyś wypowiedzieć Ty czy ja, wyrażając w ten sposób swój osąd moralny, ale nigdy prawnik, w dodatku minister sprawiedliwości i prokurator generalny zarazem.
janek754 pisze:A najśmieszniejsze jest to, że Ty o tym doskonale wiesz, tylko z niezrozumiałych dla mnie powodów sam przed sobą udajesz że jest inaczej.
To co wiem lub nie wiem to moja sprawa, ale ponieważ nie wiem czy moja wiedza jest dostateczna i rzetelna, więc wolę poczekać na wyrok sądu.
Nie wiem czy przypominasz sobie sprawę lekarzy - orzeczników ZUS, którym udowodniono, że za oczywiste łapówki wydawali orzeczenia, w wyniku których ludzie pobierali nienależne im renty, sprawę o wymiarze finansowym znacznie większym niż sprawa dr G - odbyła się w absolutnej ciszy politycznej, czyli tak jak być to powinno.
Tak nawiasem - słuchałem wczoraj rozmowy z księdzem profesorem Michałem Hellerem - teologiem, fizykiem i kosmologiem w jednej osobie - fascynujący człowiek. Zapytano go - czy woli wiedzieć czy nie wiedzieć. Odpowiedział, że woli nie wiedzieć, bo otwiera to możliwość zbadania wielu możliwości odpowiedzi, natomiast wiedzieć oznacza znać tylko jedną odpowiedź, która w dodatku może się okazać nieprawdziwa.
Czyli Twoja czy też moja wiara w jakąś "prawdę" niekoniecznie oznacza, że ta twoja czy moja "prawda" jest prawdą rzeczywiście. Ksiądz profesor stwierdził też, że osobiste przekonanie o czymś, można rozpatrywać tylko w kategorii przekonania, nigdy prawdy, bo może być ona nam nieznana.
kilgor pisze:Nie Janku, to nie Twój (ani też mój) kraj tak z nimi postąpił. Tak z nimi postąpiła partia komunistyczna.
Po pierwsze zapytam ile masz lat. Jeśli w 1968 roku Cię nie było na świecie lub byłeś małym dzieckiem, to Twoje prawo do wypowiadania się na ten temat jest mocno ograniczone.
Oczywiście - partia komunistyczna wtedy rządziła, ale zwróć uwagę na jedno - nikt z ówczesnych uchodźców do Izraela czy Stanów Zjednoczonych, ew. jeszcze gdzieś indziej nie jechał tam w wyniku wydania wyroku sądowego. Motywy były różne - niektórzy wręcz z ochotą, bo meli tam krewnych lub dobrze ustawionych przyjaciół, można powiedzieć, że było to im na rękę. Większość jednak w wyniku presji, która powodowała, że wytwarzała się wokół nich pustka. I jeszcze jedno - opinia publiczna była niemal całkowicie bądź bierna bądź nieprzyjazna - słowa (przepraszam za dosłowność) - "niech te Żydy wypierdalją do tego Izraela, wreszcie będzie z nimi spokój" wypowiadane przez ludzi dalekich od partii komunistycznej, wcale nie były odosobnione i co gorsza nie są takie i dzisiaj.
Umycie rączek i powiedzenie "to nie ja, to partia komunistyczna" nie tylko zresztą w kwestii żydowskiej jest cholernie wygodne ale niczego nie załatwia. No i jeszcze jedno, wybacz, ale jeśli nie żyłeś w tamtych czasach jako człowiek dorosły, to Twoje prawo do dokonywania ocen ludzi z tamtych czasów jest mocno ograniczone.
Mówienie dzisiaj - "ja mam prawo oceniać, bo mój dziadek wtedy cierpiał" jest po prostu śmieszne. bo dziadek rzeczywiście mógł być bohaterem a wnuk jest śmieciem, podobnie jak możliwa jest sytuacja, że dziadek był śmieciem lub nawet zbrodniarzem a wnuk jest przyzwoitym i wartościowym człowiekiem.
Jeśli jesteś wierzącym to przypomnij sobie słowa z Ewangelii - "Nie sądźcie, abyście i wy nie byli sądzeni". Jeśli niewierącym - też - te słowa mają charakter uniwersalny.
Jestem gorszego sortu...