No to po kolei...
1. Zarost, no nie przesadzajmy po kilku dniach jeszcze oczy wystają spod zarostu więc myślę, że nie ma się czym przejmować, a zwłaszcza, że mojej Kobiecie się to podoba. Dodatkowo mój kolega który zawsze ma brodę mówił ostatnio, że co prawda na brodzie tworzy się warstwa lodu ale ta warstwa skutecznie chroni przed wiatrem który (wg niego) jeszcze bardziej mrozi. Co do okruszków w brodzie, to po kilku dniach się jeszcze nie czepiają, tylko po kilku tygodniach, ale wystarczy nauczyć się jeść jak człowiek i problem znika.
2. Co do zabierania lin do Wisły, pamiętam dziwny wzrok ludzi widzących ludzi jadących do Wisły z plecakami z kaskami i linami, ale chyba nie wiele osób pamięta, że góry to nie tylko powierzchnia ale też jaskinie.
3. Nasączane chusteczki - genialny wynalazek sam stosuję i polecam!! podczas kilku dni w namiocie, gdzie woda w plecaku b. szybko zamarzała chusteczki mi nie zamarzły, (choć kanapki tak), ale w razie czego jedne i drugie można włożyć wieczorem do śpiwora - na rano będą gotowe. Aby szybko odmrozić można wsadzić do śpiwora między uda zwykle skutkuje, ważne by kanapek wcześniej nie odpakowywać.
4. Mycie w śniegu, może dobre po wyjściu z ciepłego pomieszczenia ale wychodząc z namiotu jakoś nie zachęca, choć może kiedyś się skuszę. Co do strumyków to pamiętajmy, że zwykle nie płyną grzbietami (naszymi trasami wiodącymi po grzbietach).
5. Himalaje, myślę że nie trzeba jechać w góry wysokie, wystarczą nasze Beskidy, żeby przejść się z namiotem i nawet w takich warunkach ciężko jest się dobrze umyć, poza tym czym ? woda zamarza, strumyki w dolinach, a gotowanie wody na herbatę + coś do termosu zajmuje wystarczająco dużo czasu, do tego trzeba by brać więcej gazu. Na zęby zawsze kubek więcej można ugotować, a resztę załatwić chusteczkami nasączanymi. W takich warunkach (nie licząc chusteczek i dezodorantu) mając obciętą szczotkę do zębów kosmetyczka może zajmować tyle miejsca co portfel (mały kawałek mydła, mały ręczniczek, mini pasta do zębów) i to w zupełności wystarcza. Wracając do domu po górach i tak zwykle wracamy najkrótszą trasą i się myjemy a nie jeździmy busami jeszcze przez tydzień w zabłoconych stuptutach, poza tym jeżdżę dużo komunikacją miejską i to widać gdy wsiada lump jak się ludzie odsuwają, natomiast po kilku dniach jeszcze ludzie nie reagują na to więc chyba nie jest źle.
6. Dzielenie bagażu, ja często stosuję zasadę, że ja biorę sprzęt a kobieta kuchnię, generalnie chodzi o to, że ja biorę namiot, śpiwory, ciepłe rzeczy, kurtki itp. natomiast Ona żywność, zaletą tego jest to, że wszystko co może się rozchlastać w plecaku zalać itp. zostaje w jednym worze osobnym niż np. śpiwór. ew. wodę (ostatecznie wyschnie i nadaje się do dalszego użytku) czasem biorę w końcu kilka butelek wody też waży, a do tego jako, że jedzenie się zużywa to ma coraz lżej.
7. Dogadanie się co do ekwipunku, zwykle jak gdzieś jedziemy trzeba się dogadywać kto co bierze np. nie ma sensu brać dwóch past do zębów, i dwóch palników wiedząc, że będzie się chodzić z daną osobą, jeden bierze to a drugi to.
8. Opakowania - dobrze sprawdzają się piersiówki - wytrzymałe i małe, (ostatnio mam w niej szampon do włosów).
9. 30% minimum z 60% absolutnego minimum z 60% minimum, ja mam listę na której mam rzeczy które mogą się przydać podczas wyjazdów ale oprócz dopisywania czasem czegoś dobrze jest wykreślać z niej rzeczy których zauważyliśmy, że i tak nie użyliśmy przez ostatnie ileś wyjazdów choć teoretycznie mogą się przydać (nie dotyczy apteczki !!).
10. Opakowania, wielkość opakowania to jedno ale jego waga to drugie ja czasem widząc, że dezodorantu zostało mało nie dokańczam go tylko biorę następny, natomiast ten którego jest mało można wziąć w góry np. na 3 dni spokojnie starczy a całego nie trzeba dźwigać, a z przelaniem byłby problem (w sztyfcie czy kulce nie nadaje się do odświeżania odzieży i butów w ekstremalnych przypadkach), nie popieram modelu toalety - "szczotkować" zęby gumą do żucia i umyć się dezodorantem.
W górach: mydło, ręcznik, szczotka do zębów, pasta i dezodorant i starczy. Góry to góry czystym trzeba być ale nie koniecznie trzeba w schronisku się czuć jak w perfumerii. Pamiętam film w którym Jaś Fasola czołga się po perfumerii z chusteczką na ustach nie mogąc przejść wśród kobiet porównujących zapachy...
ps. kiedyś chciałem zabrać w góry pewną dziewczynę... gdy stwierdziła że, bez prostownicy do włosów się nie rusza zrezygnowałem.
Tubki - dziś większość maści past do zębów jest pakowana w tubki plastikowe ale kiedyś były metalowe które wystarczyło napełnić a końcówkę zawinąć - jeśli to by się nie odwijało to może by zrobić zamówienie i zamówić u jakiegoś producenta (który produkuje np. dla polfy) taką dostawę ? tylko musiało by być dużo chętnych albo jakiś sklep który by to potem sprzedawał.