Huczaj pisze:Z góry zakładałem, że osoba czytająca coś takiego ma zdrowe podejście do tematu, jest odpowiedzialna i zna ryzyko
Na jakiej podstawie? Z gruntu złe założenie. Popatrz na przykładzie Montano - facet 30 czerwca 2008 r. na Brytanie pisze, że nie ma żadnego doświadczenia zimowego w Tatrach ale chce spróbować i prosi o rady co do zakupów sprzętu bo w lecie są promocje. Oczywiście został "olany" i bardzo słusznie - nikt nie chce mieć faceta na sumieniu. 24 października Montano próbuje tutaj,o dziwo, już ma zimowe doświadczenia z Tatr Zachodnich - niby kiedy je zdobył. Czyli łże jak z nut i to tylko dlatego bo na Brytanie dostał nauczkę. Może odbył zimą spacer do schroniska na Ornaku lub na Polanie Chochołowskiej.
Tu się zapytuje jak w miarę bezpiecznie przejść z Morskiego Oka na Pięć Stawów. To pytanie byłoby zasadne, gdyby było kilka możliwych wariantów. Jak wiadomo jest jeden (Szpiglasowa) i do tego aby się tego dowiedzieć konieczna jest mapa - pewnie biedak nie ma albo nie umie się posługiwać. O tym, że szlak przez Świstówkę jest w zimie zamykany jest napisane w każdym przewodniku. Jest też na stronie TPN. Facet jest albo leniwy albo mało bystry, pewnie jedno i drugie.
Huczaj pisze:Prawdą jest, że wiele osób czytając coś takiego może po prostu kupić szpej i poleźć na Kazalnicę i skutki tego będa wiadome.
Na Kazalnicę pewnie akurat nie pójdzie, choć to byłoby w miarę bezpieczne rozwiązanie bo już na samym dojściu by narobił w portki ze strachu i musiałby się cofnąć do schroniska zmienić majtki. Tak więc znacznie niebezpieczniejsze jest to co z pozoru wygląda na łatwe. Przejrzyj kroniki TOPR - aż się roi od takich przykładów
Huczaj pisze:Druga sprawa. Upór. Jak ktoś jest młody, i uparł się że chce czegoś spróbować, to nawet całe bataliony doradców mówiących że to nie dla takiego gówniarza jak on nie przekonja go. Wiadoma zasada. Jak się na czymś nie sparzy własnej dupy to nie uwierzysz.
Czy pisząc to się też kierowałeś własnym przykładem? Jeśli tak to skąd nadajesz? Z nieba? Macie tam net? Pocieszające.
Pół biedy jak to sparzenie własnej dupy kończy się wiadomo czym w majtkach albo niewielkimi obrażeniami. Gorzej jak amputacją paluchów. Jeszcze gorzej jak mama lub dziewczyna czy obie razem płaczą nad Twym grobem - jednakowoż w tym przypadku to już jest Ci to kompletnie obojętne
Huczaj pisze:W takim razie lepiej napisać co należy robić czego nie gdzie może iść a gdzie absolutnie nie, niż zostawić go bez żadnej wiedzy. w taki sposób rzeczowy i konkretny łatwiej jest do człowieka trafić niż sformułowaniami " to nie dla Ciebie gówniarzu".
Jesteś niekonsekwentny - przed chwilą pisałeś, że nawet wołami nie odciągniesz a teraz twierdzisz, że łagodna perswazja zdziała cuda. Oj, Huczaj, Huczaj - pomyśl trochę nim napiszesz.
Ostatnia sprawa - forum jako Uniwersytet Zimowej Turystyki. Może inny przykład. Nie wiem czy prowadzisz samochód, pewnie tak. No to się zapytam czy masz opanowaną jazdę poślizgiem kontrolowanym - bardzo na czasie, bo przydatne w zimie. Załóżmy, że nie potrafisz. Ja Ci to mogę w kilku zdaniach na forum opisać. Tylko, że to na nic Ci się nie przyda. Bo to trzeba wpierw w podręczniku doskonalenia jazdy przeczytać, tam będą odpowiednie szkice, na których poznasz teoretyczne zasady. Potem musisz pojechać z kimś co to potrafi na jakiś ustronny plac, najlepiej w zimie, polany wodą przed przymrozkiem. Być może po iluś tam próbach uda Ci się to zrobić prawidłowo, aby mieć to "w podświadomości" to trzeba wielu godzin ćwiczeń, cierpliwości i ... kupy litrów benzyny. Ale warto - bo to może być kwestia tego czy przeżyjesz czy nie.
Tatry w zimie to naprawdę "wyższa szkoła jazdy". Po pierwsze musisz mieć bezbłędnie rozpoznaną w lecie topografię - w zimie znaków nie widać, a pójście czyimś śladem może prowadzić na manowce bo skąd wiesz, że on szedł tak jak trzeba.
O śniegu, jego "zwyczajach", o tym gdzie, jak i kiedy schodzą lawiny, jak poruszać się w warunkach zagrożenia lawinowego, jak przechodzić miejsca niebezpieczne itd itd napisano grube tomiska. Tylko, że te tomiska trzeba kupić lub pożyczyć a potem jeszcze przeczytać i zrozumieć a i to i owo skonsultować z kimś doświadczonym, najlepiej w plenerze. A Ty proponujesz forumowe "przedszkole" lub "szkółkę niedzielną"! Bądź chłopie poważny.
Ja wiem, że Was młodych szlag trafia jak czytacie relacje Smolika czy Manfreda. Weźcie jednak pod uwagę, że oni na tym zęby zjedli (nie dosłownie) a w dodatku gdzie mieszkają. Nie ma sprawiedliwości Huczaj, w lecie jakoś tam możesz miejscowym dorównać. W zimie z facetami z Podhala nie masz szans. To tak jak z skoczkami narciarskimi czy zjazdowcami lub biegaczami - chłopaki i dziewczyny z nizin są bez szans, posłuchaj jak przedstawiają skoczków - same chłopaki z gór.
Jeszcze jedno. Może zwróciłeś uwagę, że BasiaZ napisała, że pod tym wszystkim co napisałem może się podpisać. Bardzo mi to pochlebiło bo BasiaZ nie tylko jest wieloletnim przewodnikiem ale ma męża znanego alpinistę a także przewodnika, dorosłego syna, też już chyba przewodnika i młodszego syna, który podąża śladami brata. No i gdzie te Twoje woły?
Przepraszam za ostry język - czasami trzeba.
A Montano to zwyczajny kłamczuch. W dodatku bezczelny - tak mi ślicznie te posty wyliczył i coś dodał o zerze godzin w górach. Nie obraził mnie tym, raczej rozśmieszył, ja swoje godziny wychodziłem.
Jestem gorszego sortu...