Żadnych układów! Zasady zobowiązują
Na złość Jankowi. :-)
Mariusz - powiedz w czym to my się tak różnimy w poglądach. Bo ja nie widzę. Słowo daję. Różnimy się w sprawach, nazwijmy je technicznych. Np. w sprawie wyjazdu na dwa dni w Tatry. Z Warszawy to jeszcze idzie, stolica ma szybkie połączenia. Ale z Koszalina? 16 albo 18 godzin pociągiem w jedną stronę albo 12 godzin samochodem. To był zresztą mój najlepszy czas. Teraz muszę się po drodze przespać. Sześć, siedem godzin to szczyt moich możliwości za kółkiem obecnie.włóczęga pisze:Nie chcę przyjąć jego racji. I tak jest mi dobrze.
Formy wykorzystania schronisk? Może tu znowu przemawia moje inżynierskie poszanowanie dla normatywów technicznych. Np. takich, że jak schody są obliczone na szybką ewakuację 100 osób a pcha się 200 bo tyle napchano do schronu to może być nieszczęście. Ja już zresztą taki mały pożarek przeżyłem w jednym schronisku. Facet suę zagadał pod schronem, trochę wypił i przysnął z papieroskiem w gębie i coś się zafajczyło na łóżeczku. No i wrzask w środku nocy bo ktoś poczuł dym. Ale panika zdążyła wybuchnąć i byś widział co się działo. A trzem "waletom" co sobie kimali miedzy łóżkami ktoś przebiegł po klateczkach piersiowych i coś tam mieli z żebrami. W każdym razie dyżurny goprowiec ich bandażował. Z tym Mariuszu naprawdę nie ma żartów. Polskie i nie tylko polskie autokary tak sobie pięknie jeździły tą drogą od sanktuarium. No i nic się nie działo i wszyscy sobie pewnie jaja robili jacy głupi ci Francuzi, że tam jakiś znak zakazu postawili. Jak tu turystom odmawiać, widoki ponoć tam niebywałe na Alpy i w dodatku pomnik Napoleona. No i bliżej. Aż przyszedł ten feralny dzień, że się okazało, że jednak Francuzi mają rację ze swoimi ponoć bzdurnymi zakazami i się spaliło kilkadziesiąt osób. Tolerujmy nadal te spanie po korytarzach, to przeładowanie schronisk i pewnej nocy ileś tam ludzi zostanie zadeptanych a iluś spłonie. Ludzie - tak nie można!
No i powiedz Mariusz - czym się różnimy, bo ja w dalszym ciągu nie wiem.
Jestem gorszego sortu...
Zanim zauważyłem się w twój ostatni post wczytałem się /poprzednio pobieżnie/ twój długi wywód.
Po skończeniu czytania ukazało się twoje pytanie.
W czym się różnimy?
W niczym. Może jedynie w tym, że ja jeszcze na moje szczęście mam lepsze możliwości fizyczne. Bronię się jak mogę i próbuję /na szczęście jeszcze mi się to udaje/ korzystać z pbytu w Tatrach, tak - jak zawsze bym chciał. Nie mam argumentów na Twoje racje, poza osobistymi odczuciami przebywania w sercu Tatr. Dlatego piszę, że Twoje argumentacje mnie nie przekonują. Ale jaka jest prawda? Przecież wiesz.
Może odnośnie niektórych spraw widzisz to zbyt wyjaskrawine. Np odnośnie, czy w schroniskach panuje dobra atmosfera, czy można zostawić coś wartościowego, aby nie zginęło. Może nie jest jeszce tak źle. Większość osób nocujących w naszych schroniskach, to naprawdę wspaniali ludzie. Poznaję nadal wielu młodych ludzi, którzy są naprawdę wspaniałymi ludźmi i wspaniałymi kompanami w górach /także, a może przede wszystkim na szlaku/. Coś jeszcze w tych górach pozostało z dawnego piękna i atmosfery. Sam osobiście próbuję wszczepiać to innym i mam nadzieję, że w Tatrach jeszcze coś pozytywnego przetrwa /nie tak jak wszędzie/. Może nie jest to - to co pamiętasz Ty, może to nie jest to - co chcielibyśmy zaznawać i spotykać w górach, ale zawsze, to coś.
Różnimy się tym, że ja chcę być w naszych miejscach i robić coś dobrego /w każdym bądź razie bardo bym chciał/. Uczę młodych szcunku do gór i dawniejszych tradycji panujących w schroniskach - ty, tu na forum przekazujesz dość często negatywne strony. Może i masz rację, ale ja patrzę bardziej optymistycznie.
Na razie tyle.
Pozdrawiam.
Po skończeniu czytania ukazało się twoje pytanie.
W czym się różnimy?
W niczym. Może jedynie w tym, że ja jeszcze na moje szczęście mam lepsze możliwości fizyczne. Bronię się jak mogę i próbuję /na szczęście jeszcze mi się to udaje/ korzystać z pbytu w Tatrach, tak - jak zawsze bym chciał. Nie mam argumentów na Twoje racje, poza osobistymi odczuciami przebywania w sercu Tatr. Dlatego piszę, że Twoje argumentacje mnie nie przekonują. Ale jaka jest prawda? Przecież wiesz.
Może odnośnie niektórych spraw widzisz to zbyt wyjaskrawine. Np odnośnie, czy w schroniskach panuje dobra atmosfera, czy można zostawić coś wartościowego, aby nie zginęło. Może nie jest jeszce tak źle. Większość osób nocujących w naszych schroniskach, to naprawdę wspaniali ludzie. Poznaję nadal wielu młodych ludzi, którzy są naprawdę wspaniałymi ludźmi i wspaniałymi kompanami w górach /także, a może przede wszystkim na szlaku/. Coś jeszcze w tych górach pozostało z dawnego piękna i atmosfery. Sam osobiście próbuję wszczepiać to innym i mam nadzieję, że w Tatrach jeszcze coś pozytywnego przetrwa /nie tak jak wszędzie/. Może nie jest to - to co pamiętasz Ty, może to nie jest to - co chcielibyśmy zaznawać i spotykać w górach, ale zawsze, to coś.
Różnimy się tym, że ja chcę być w naszych miejscach i robić coś dobrego /w każdym bądź razie bardo bym chciał/. Uczę młodych szcunku do gór i dawniejszych tradycji panujących w schroniskach - ty, tu na forum przekazujesz dość często negatywne strony. Może i masz rację, ale ja patrzę bardziej optymistycznie.
Na razie tyle.
Pozdrawiam.
Trochę sobie sam zaprzeczyłem w ostatnim poście. Napisałem, że niby się nie różnimy w poglądach, a w dalszej części wykazałem pewne różnice. Nie jestem biegły w takich polemikach, ale myślę, że mnie zrozumiesz. Różnimy się – tak jak odróżniamy się od młodych osób odwiedzających to forum. Bywają tu ludzie prości i wykształceni, ludzie gór i nowicjusze. Każdy może mieć inne zdanie.
W zaproponowaniu tego tematu, chciałem uwypuklić różnicę pewnych poglądów /na naszym przykładzie/ w dostrzeganiu bytności w górach. W żaden sposób nie zamierzałem wprowadzić jakiegokolwiek zamieszania.
Może po tej dyskusji, co niektórzy zrozumieją, że pogląd na wiele spraw zmienia się od punktu widzenia /nawet wieku/.
Mój punkt widzenia jest jeszcze pośredni. Jestem przekonany, że większość stałych bywalców tego forum naprawdę kocha góry i spróbuje zrozumieć poglądy innych, którym wcale nie mniej zależ na dobru może ostatnich ostoi tego, co pozostało.
Na koniec.
To, co napisałem na wstępie tematu – to naprawdę moje odczucia. Tylko tak mogę napisać, dlaczego lubię bywać w polskiej części Tatr. Nawet gdyby to miało być w takich warunkach, jakie u nas bywają.
W zaproponowaniu tego tematu, chciałem uwypuklić różnicę pewnych poglądów /na naszym przykładzie/ w dostrzeganiu bytności w górach. W żaden sposób nie zamierzałem wprowadzić jakiegokolwiek zamieszania.
Może po tej dyskusji, co niektórzy zrozumieją, że pogląd na wiele spraw zmienia się od punktu widzenia /nawet wieku/.
Mój punkt widzenia jest jeszcze pośredni. Jestem przekonany, że większość stałych bywalców tego forum naprawdę kocha góry i spróbuje zrozumieć poglądy innych, którym wcale nie mniej zależ na dobru może ostatnich ostoi tego, co pozostało.
Na koniec.
To, co napisałem na wstępie tematu – to naprawdę moje odczucia. Tylko tak mogę napisać, dlaczego lubię bywać w polskiej części Tatr. Nawet gdyby to miało być w takich warunkach, jakie u nas bywają.
@ andy, ja wiem,że temat jest trudny, ale będziemy pertraktować
- w początkach działalności TT "jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać altany i schrony". Sporo ich w Dolinie Gąsienicowej. Właśnie TT wykupiło od górali część Hali Gąsienicowej, razem z dwoma szałasami, które zaadoptowano dla turystów. Po krótkim czasie połączono obiekty i uruchomiono schronisko. Przy Zielonym Stawie postawiono altanę. Podobną zbudowano na Przełęczy Świnickiej. Jest też skalny schron na kilka osób w poblizu żródełka nad Zmarzłym Stawem. Na Krzyżnem też stoi kamienne schronisko. Nad Czarnym Stawem, nad brzegiem jeziora stoi chałupa - letnie schronisko Józefa Sieczki....A teraz tylko Murowaniec?
Pozdrawiam
Izabela
Janek napisał
Pozdrawiam
Izabela
- moment! Słyszałam w dobrze poinformowanych kręgach,że powraca do łask pomysł inż. Waleriana Dzieślewskiego. Otóż z Zakopanego przez Boczań, Halę Gąsienicową, Liliowe na Przełęcz Świnicką zamierza się uruchomić kolejke. Będzie wozić turystów , a z Hali zwozić siano. Na Przełęczy Świnickiej stanie zwrotnica dla lepszego manewru parowozu oraz hotel dla podróżnych. To co? Może lepiej już Murowaniec?Burzymy, won ze szkaradą!
Pozdrawiam
Izabela
Jestem za, w sam raz dla mnie. Inaczej tam już raczej nie zajdę. Kiedy rozpoczęcie budowy? To siano mnie też interesuje. Zamierzam założyć w Kuźnicach hodowlę baranów. Przed baranami w tym kraju otwierają się nowe perspektywy. Dorodne i przystojne barany będą miały wielkie powodzenie. Sejm czeka na nowe barany!Izabela pisze:Słyszałam w dobrze poinformowanych kręgach,że powraca do łask pomysł inż. Waleriana Dzieślewskiego. Otóż z Zakopanego przez Boczań, Halę Gąsienicową, Liliowe na Przełęcz Świnicką zamierza się uruchomić kolejke.
Jestem gorszego sortu...
Janek napisał
Pozdrawiam
Izabela
- sam wiesz,że teraz ważniejsze się sprawy dzieją. Musisz uzbroić się w cierpliwość. Wszystko ma się odbyc z poszanowaniem tradycji. Tak więc projekt , ma zostać ponownie przedłożony w Sejmie, i zamiast TT, jak miało to miejsce , obecnie ma go poprzeć TPN . Janek, to może chociaż to łózko z Murowańca, nad którym się tak rozpływałam niech zostanie?Jestem za, w sam raz dla mnie. Inaczej tam już raczej nie zajdę. Kiedy rozpoczęcie budowy? To siano mnie też interesuje. Zamierzam założyć w Kuźnicach hodowlę baranów. Przed baranami w tym kraju otwierają się nowe perspektywy. Dorodne i przystojne barany będą miały wielkie powodzenie. Sejm czeka na nowe barany!
Pozdrawiam
Izabela
Jaka szkoda, że te "kanadyjki" co to kiedyś stały w "trumnie" spaliły sę wraz z trumną. Jakbyś się raz przespała na tej kanadyjce to byś prawie biegiem i z płaczem zasuwała przez Boczań (albo Jaworzynkę, nie upieram się przy Boczaniu) do Zakopanego aby na porządnej kwaterze wyspać się jak człowiek. To łóżko miało konstrukcję wsporczą krzyżową - przy cokolwiek ponad normatyw armii kanadyjskiej (bo to był demobil z Kanady) intensywnym ruchu to piekielne łoże samoistnie się składało do środka. Trzeba było leżeć jak nieboszczyk co zresztą nie było zbyt trudne - po pierwsze dlatego, że to była trumna a po drugie z powodu skażenia powietrza od około 60 do 80 (w zależności od ilości waletów) par butów i tyleż niemytych nóg wszyscy byli lekko podtruci. Czasami zdarzali się ludzie (płci obojga) co niepomni tych "zalet" łoża przejawiali miłosierdzie wobec spoczywających na podłodze waletów i waletek i dzielili się z nimi tym łożem jak chlebem powszednim - skutki bywały przekomiczne.Izabela pisze:Janek, to może chociaż to łózko z Murowańca, nad którym się tak rozpływałam niech zostanie? happy
gb napisał
I jak tak pokonuję kolejne ćwiczenie na tym treningu, tak coraz bardziej rośnie we mnie jakiś bunt czy co?, że trudno jest mi się zgodzić,że schronisko Ornak to wyłącznie w imię mas pracujących
Bo przecież przed Ornakiem było inne schronisko w rejonie Doliny Kościeliskiej , słynna mekka narciarzy na Pysznej. A jego historia sięga lat 20. W końcu spalili je Niemcy. I napisane jest w "Nyce" ,że "kamień węgielny pod Ornak faktycznie położony został w l.1947 , ale nie ku czci "mas pracujących" tylko z powodów raczej sentymentalnych, nawiązujących do spalonego schroniska na Pysznej. Zbudowano je więc niejako w miejsce , a nie dla.
W 2003r budynek przeszedł ekologiczną modernizację : żródłem ciepła jest piec opalany drewnem, a wodę grzeją/ wspomagają grzanie kolektory słoneczne. To tyle.
Pozdrawiam
Izabela
- ja bardzo przepraszam, ale Zygmunt i Pan Filanc wiedzą,że ja mam dzisiaj trening, i dlatego ośmielę się nieco polemizować w powyższej kwestiiW naszym rejonie - Tatry - miało miejsce zjawisko podwójne. I dobre i złe. Z jednej strony - z bólami ale jednak - powstała idea chronienia tego terenu. I to był ten plus - bo zaczęto myśleć o ograniczaniu liczby osób "wchodzących w góry". Z drugiej strony jednak - wraz ze zmianami ustrojowymi (juz po II Wojnie) zaczęły liczyć się "masy pracujących miast i wsi". I te masy "musiały" mieć możliwość odwiedzić piękne miejsca. Dlatego - w taki czy inny sposób "rozbudowywano" tę bazę turystyczną. Dlatego, na przykład wybudowano schronisko na Hali Ornak...
(bo to, że powstało ono już po II Wojnie - to chyba wiesz?)
W 2003r budynek przeszedł ekologiczną modernizację : żródłem ciepła jest piec opalany drewnem, a wodę grzeją/ wspomagają grzanie kolektory słoneczne. To tyle.
Pozdrawiam
Izabela
gb napisał
Tak jak zaznaczyłam, schronisko na Pysznej było przez wiele lat Mekką narciarzy. Ma ciekawą historię; "ze zwykłego szałasu pasterskiego przeobraziło się w sporej wielkości budynek. Zawiadowała nim Sekcja Narciarska TT. Faktycznie zaczęło się od jednej izby...z czasem jednak budyneczek dzięki różnym pomysłom narciarskiej braci rozrósł się do pokażnego , jak na owe czasy , obiektu"( Tatry Nr 3/13).
I jak Nyka w przewodniku podaje,że
Reasumując, pozostaję przy swoim , bo zdaje mi się,że tym schroniskom powojennym ostatnia myślą jak mogła im towarzyszyć - to "myśl o masach ludu pracującego". Zanim lud pracujący do nich tak na dobre dotarł, trochę czasu minęło. Owszem z myślą o masach powstawały w Zakopanem raczej obiekty FWP.
Pozdrawiam
Izabela
- ja jakoś doszukuję sie tego sentymentuSentyment - miał bardzo mało miejsca przy budowie Ornaku
I jak Nyka w przewodniku podaje,że
- to chyba nie ma powodu w podanie tego faktu wątpić?Kamień węgielny pod schronisko położyła Sekcja Narciarska PTT w kwietniu 1947r. Zbudowało je PTT w l. 1947-1949 wg projektu Anny Górskiej - w miejsce spalonego przez Niemców schroniska SN PTT na Pysznej"
Reasumując, pozostaję przy swoim , bo zdaje mi się,że tym schroniskom powojennym ostatnia myślą jak mogła im towarzyszyć - to "myśl o masach ludu pracującego". Zanim lud pracujący do nich tak na dobre dotarł, trochę czasu minęło. Owszem z myślą o masach powstawały w Zakopanem raczej obiekty FWP.
- dziękujęPoczytaj "W stronę Pysznej".
Pozdrawiam
Izabela
Ostatnio zmieniony śr 05 wrz, 2007 przez Izabela, łącznie zmieniany 1 raz.
@ Izabela -
Schronisko na Hali Ornak jest odległe od Kir o 1 godz. 20 minut (mapowo). W swoich dobrych czasach pokonywałem ten dystans nawet i w 45 minut i to na pewno nie jest rekord. No to powiedz - po co ono tam stoi? O narciarskim wykorzystaniu okolicy od lat można zapomnieć. Ze wzgłędów noclegowych jest całkowicie zbędne. Mnie osobiście od wielu lat się kojarzy z obskurną knajpą o wyjątkowo kiepskim żarciu i bezczelnym oszukiwaniu przy parzeniu w kawy i w ogóle wyjątkowo niesympatycznej obsłudze. Z chwilą zamknięcia szlaku na Kominiarski straciło ostatnie, zresztą mizerne, resztki swej noclegowej przydatności. Nie zmartwiłbym się gdyby piorun czy coś tam (jak w reklamie o pieniądzach co się nam należą) je załatwił. W Dolinie by spadła o 2/3 ilość łaziów. A gdyby tak jeszcze z powrotem na Pisanej restauracyjkę postawić to by nawet piorun był niepotrzebny - ta nieszczęsna restauracyjka co ją tak widowiskowo wysadzono w powietrze zatrzymywała połowę ruchu w dolinie - kawa była niezła jak na socjalizm, ciastka też (szczególnie andruty z masą czekoladową) to i ludziska zjedli, popili i ruszali z powrotem do Kir na piwko i wódeczkę. Tego dyrektora TPN co o tym zadecydował to bym kazał na Pisanej obwiesić gwoli przykładowi.
Schronisko na Hali Ornak jest odległe od Kir o 1 godz. 20 minut (mapowo). W swoich dobrych czasach pokonywałem ten dystans nawet i w 45 minut i to na pewno nie jest rekord. No to powiedz - po co ono tam stoi? O narciarskim wykorzystaniu okolicy od lat można zapomnieć. Ze wzgłędów noclegowych jest całkowicie zbędne. Mnie osobiście od wielu lat się kojarzy z obskurną knajpą o wyjątkowo kiepskim żarciu i bezczelnym oszukiwaniu przy parzeniu w kawy i w ogóle wyjątkowo niesympatycznej obsłudze. Z chwilą zamknięcia szlaku na Kominiarski straciło ostatnie, zresztą mizerne, resztki swej noclegowej przydatności. Nie zmartwiłbym się gdyby piorun czy coś tam (jak w reklamie o pieniądzach co się nam należą) je załatwił. W Dolinie by spadła o 2/3 ilość łaziów. A gdyby tak jeszcze z powrotem na Pisanej restauracyjkę postawić to by nawet piorun był niepotrzebny - ta nieszczęsna restauracyjka co ją tak widowiskowo wysadzono w powietrze zatrzymywała połowę ruchu w dolinie - kawa była niezła jak na socjalizm, ciastka też (szczególnie andruty z masą czekoladową) to i ludziska zjedli, popili i ruszali z powrotem do Kir na piwko i wódeczkę. Tego dyrektora TPN co o tym zadecydował to bym kazał na Pisanej obwiesić gwoli przykładowi.
Janek napisał
Chcę tylko wyrazić,że problematyka rozwoju turystyki czy budowania schronisk górskich, nie jest "zasługą" wyłącznie czasów PRL-u., bo przedtem nie było problemu, a rękę na pulsie trzymało TT. Jak "trzymało" to podałam przykłady. Tak gwoli sprawiedliwości - odkąd zaczął się tworzyć ruch turystyczny, problem narastał, aż do czasów nam współczesnych. Osobiście widzę jego ciągłość i złozoność. W analizie ruchu turystycznego, z którym się zapoznałam "Tatry 1/19) nadal uważa się ,że "Zakopane pełni główna funkcję modnego ośrodka turystycznego i stanowi "główne centrum wypadowe"w góry.
Walery Eliasz pisał
Pozdrawiam
Izabela
- nie wiem po co. Dla mojej przyjemności może zniknąć. Napisałam wcześniej,że popieram minimalna infrastrukturę w Tatrach. Moje wypowiedzi nie dotyczą uzasadnienia sensu istnienia czy rozwoju schronisk . Być może powinien powstać jakiś ośrodek badań turystycznych , który podjął by się oceny wykorzystania i potrzeby schronisk górskich?Schronisko na Hali Ornak jest odległe od Kir o 1 godz. 20 minut (mapowo). W swoich dobrych czasach pokonywałem ten dystans nawet i w 45 minut i to na pewno nie jest rekord. No to powiedz - po co ono tam stoi?
Chcę tylko wyrazić,że problematyka rozwoju turystyki czy budowania schronisk górskich, nie jest "zasługą" wyłącznie czasów PRL-u., bo przedtem nie było problemu, a rękę na pulsie trzymało TT. Jak "trzymało" to podałam przykłady. Tak gwoli sprawiedliwości - odkąd zaczął się tworzyć ruch turystyczny, problem narastał, aż do czasów nam współczesnych. Osobiście widzę jego ciągłość i złozoność. W analizie ruchu turystycznego, z którym się zapoznałam "Tatry 1/19) nadal uważa się ,że "Zakopane pełni główna funkcję modnego ośrodka turystycznego i stanowi "główne centrum wypadowe"w góry.
Walery Eliasz pisał
- tak to się czaczęłoDolina Stawów Gąsienicowych wygląda jak osada, szałasów dużo różnego rodzaju (-) jest to punkt zborny dla zwiedzających nasze Tatry.(-) Dla wygody a nie trudzenia się każdorazową drogą (-) wybudowano....(-)
Pozdrawiam
Izabela
Hmm - analiza wszystkich dostępnych mi tekstów z lat dwudziestolecia i wcześniejszych (np. znakomitego wyboru pod red. jacka Kolbuszewskiego pt. Czarny Szczyt rzuca jednak inne światło. Zasadniczą bazą noclegową zarówno dla turystów jak i taterników było Zakopane. Pogoda tatrzańska wiadomo jaka jest czyli więcej w niej dni niepogodnych niż pogodnych i te niepogodne przeczekiwano w Zakopanem i okolicznych wioskach bo przecież wtedy już Jaszczurówka była osobną wioską nie mówić o Chłabówce czy Cyrhli. I tak w każdym kierunku. Moloch zakopiański je pożarł dopiero wojnie. No i w tym Zakopanem siedziano i czekano na pogodę i jak się klarowała to był wypad, jedno lub dwudniowy na ogół, bo przecież trzeciego dnia już lało. Weźmy też pod uwagę przekrój społeczny ówczesnych bywalców - to była inteligencja i to raczej wolnych zawodów, studenci, nauczyciele czyli ci co wakacje mieli długie. I te długie wakacje spędzali w Zakopanem. Często bywało tak, że tata nadal siedział w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu a mama z dziećmi, czasem i już prawie dorosłymi siedziała tam i dwa miesiące a tata od czasu do czasu wpadał. Dzieci w góry chodziły z góralskim przewodnikiem a te doroślejsze same. No i powtarzam - nie siadziano dłużej po schroniskach - wypad i z powrotem. No i do tego taki szałas - altana znakomicie się nadawał. Pyszna w lecie bywała zamknięta, w Chochołowskiej było niewielkie schronisko, bodajże Blachnickich, zaraz za Huciskami (było jeszcze w latach 60-ych). Kalatówki były hotelem z murzyńskim jazzbandem nawet, na Pięciu Stawach schronisko było znacznie mniejsze od obecnego, podobnie Morskie Oko - niby te same ale inne takie "wytworne".
Dochodzimy do Gąsienicowej - stały tu dwa lub trzy schroniska prywatne, prymityw straszny ale dość pojemne. One istniały jeszcze w latach 60-ych pod zarządem Murowańca, który był większy wtedy (bo trumna) - w sumie na początku lat 60-ych to było około 300 miejsc. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie tylko przed wojną ale i w latach 50-ych i 60-ich był inny "skład" turystów. Przede wszystkim - było na Gąsienicowej kilkunastokrotnie więcej wspinaczy niż dziś. Skąd ta różnica. Po pierwsze było więcej, po drugie wpierw Słowacja była zamknięta a później dostęp do nie ograniczony - ten mizerny kawałek Tatr Wysokich musiał wystarczyć. Natomiast tego "pogranicza" - czyli wykwalifikowanych turystów było niewielu - przestrzeń między wspinaczem a wczasową stonką była niewielka. Jakby nie patrzeć - na Hali Gąsienicowej miejsc noclegowych było więcej. No i może dlatego dziś jest taka presja na Murowaniec. Murowaniec, który zresztą po wybudowaniu bardziej służył narciarzom niż letniej turystyce.
Osobna była pozycja Roztoki - z uwagi na jej położenie w stosunku do Białej Wody i jej dolin, które były wówczas centrum taternictwa miała ona kapitalne znaczenie jako baza wypadowa. Późniejsze i dzisiejsze nonsensy graniczne tą funkcję zlikwidowały - dziś to tylko miejsce pomocnicze dla schroniska w Morskim Oku. No i cudowna leśna polana - od kilkunastu dni raczej trzeba powiedzieć - była leśna polana bo las ponoć skoszony - jakoś tego nie umiem sobie wyobrazić.
Dochodzimy do Gąsienicowej - stały tu dwa lub trzy schroniska prywatne, prymityw straszny ale dość pojemne. One istniały jeszcze w latach 60-ych pod zarządem Murowańca, który był większy wtedy (bo trumna) - w sumie na początku lat 60-ych to było około 300 miejsc. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie tylko przed wojną ale i w latach 50-ych i 60-ich był inny "skład" turystów. Przede wszystkim - było na Gąsienicowej kilkunastokrotnie więcej wspinaczy niż dziś. Skąd ta różnica. Po pierwsze było więcej, po drugie wpierw Słowacja była zamknięta a później dostęp do nie ograniczony - ten mizerny kawałek Tatr Wysokich musiał wystarczyć. Natomiast tego "pogranicza" - czyli wykwalifikowanych turystów było niewielu - przestrzeń między wspinaczem a wczasową stonką była niewielka. Jakby nie patrzeć - na Hali Gąsienicowej miejsc noclegowych było więcej. No i może dlatego dziś jest taka presja na Murowaniec. Murowaniec, który zresztą po wybudowaniu bardziej służył narciarzom niż letniej turystyce.
Osobna była pozycja Roztoki - z uwagi na jej położenie w stosunku do Białej Wody i jej dolin, które były wówczas centrum taternictwa miała ona kapitalne znaczenie jako baza wypadowa. Późniejsze i dzisiejsze nonsensy graniczne tą funkcję zlikwidowały - dziś to tylko miejsce pomocnicze dla schroniska w Morskim Oku. No i cudowna leśna polana - od kilkunastu dni raczej trzeba powiedzieć - była leśna polana bo las ponoć skoszony - jakoś tego nie umiem sobie wyobrazić.
Jestem gorszego sortu...
a to się zgadzam w pełni. Nigdzie w polskim schronisku nie zostałem tak niesympatycznie i z wielką łachą obsłużony, jak tam. I to kilka razy. Ani dzień dobry, ani nawet ch... Ci w d... Też nie lubie mocno tej noclegowni i dla mnie mogłoby jej nie być. Jest rzeczywiście zwyczajnie niepotrzebne. Żeby jeszcze było kameralne na 20 łóżek, ale tak...Janek pisze: i w ogóle wyjątkowo niesympatycznej obsłudze.




