Moja - Św. Krzyż na wycieczce w 1 klasie ,potem Wysoka w Pieninach ,wychowawca został sobie w autobusie ,a młodzież (miałem wtedy 14 lat) w góry ,mało nóg nie połamałem ,bo ścigaliśmy się z górki i w pewnym momencie nie mogłem już zachamować ,ale na szczęście trafiła się jakaś krowa

,potem rok póżniej były Karkonosze ,też z jakimś szkolnym zimowiskiem ,załamanie pogody i grupa błąkająca się we mgle i śnieżycy po czeskiej stronie (wychodziliśmy w coś 5-10 stopni ,na górze szalała zamieć ,wichura i mróz) ,wychowawca ,inny już ,oczywiście i w ty przypadku nie zadbał o to ,by wszyscy wzięli kurtki (większość była w swetrach ,bo taka piękna pogoda).
Dokładając do tego wypadek z Niemiec ,gdy zgubił się na 3 dni nasz przewodnik - nauczyciel niemieckiego ,który podobno miał umieć ten język oraz historię z obozu wędrownego ,gdy wychowawca został ,bo nogi go bolały ,a potem nie mógł nas znaleźć oraz historie ,które przytrafiały często się moim dzieciom ,nie dziwcie się ,że nie znoszę w Tatrach grup zorganizowanych i prowadzonych przez polskich nauczycieli.
Na drugim biegunie jest ,widziana przeze mnie na Banówce w tym roku grupa 8-10 letnich dzieci w uprzężach ,prowadzona przez czterech taterników na linie ,świadoma tego ,co robią ,gdzie są ,ciche ,dumne i szczęśliwe z wyprawy. Przeciwstawcie to stadom niechętnej ,zmęczonej i wulgarnej młodzieży gnanej gdzieś do piątki przez równie zmęczoną panią "realizującą program kolonii"