Kijki trekkingowe
Ja mam Fizany Alpin z amortyzatorami i sprawują sie dobrze. Cała jesień,zime i wiosne je wytarmosiłem i nawet nie "jekły" choć na poczatku miałem obawy bo wygladają troche tak lajtowo ale nie było żadnych zacięć przy składaniu i rozkładaniu i połamać też się nie połamały.tomek.l pisze: Jak się sprawowały Fizany?
Tomek, Fizany spisały się naprawdę na medal! Zgodnie z tym, co mi powiedziała wcześniej Iwona - tak naprawdę kijki docenia się dopiero za drugim, trzecim pobytem w górach. Na początku chodzi się z nimi dziwnie, a potem - kiedy opanowujesz technikę - jest naprawdę super. Nie wiem, czy doszedłbym do Zbójnickiej Chaty w ulewnym deszczu, żeby nie kije. Doskonale spisują się na monotonnych i stromych podejściach dolinami - zwłaszcza z ciężkim plecakiem. Zdecydowanie odciążają stawy kolanowe, a przy schodzeniu również mięśnie łydek i ud. Wolę wykorzystywać je do podejścia, bo przy schodzeniu mocno opóźniają tempo marszu (ale równie mocno odciążają mieśnie, które normalnie musiałby wychamowywać ciało na każdym kamieniu).tomek.l pisze:Pytanie do Mariusza. Jak się sprawowały Fizany?
Systemy resorowania kijków, zwane anti-shockami chyba są bardzo przydatne przy schodzeniu.
Generalnie polecam te kije - dostały ostrą szkołę ode mnie i od Pawła, ale nic im się nie stało i nadal są w pełni sprawne.
Moje Salewy za 129zł (2-3 lata temu),bez anti....dzielnie się sprawują po dziś dzień....choć o mały włos, a straciłabym je w czerwcu tegoż roku,kiedy to jeden kij sprynie mi się zaklinował między kamorami,ja fiknęłam prawie koziołka i ...wygięłam kija.....ale spokojenie- doktor K. mi go naprostował i tym samym uratował moją kieszeń na ponad 100złtomek.l pisze:Czyżby przyszło mi kupić Leki za ponad 200 zł ? A z antishock za prawie 300.
Przyznam się szczerze, że jeszcze nie jestem szczęśliwym(?) posiadaczem kijków, chociaż przed ostatnim wyjazdem na szybko próbowałem coś rozeznać - pan w sklepie polecił mi właśnie Fizany za jakieś półtorej stówki z a-shockiem (z możliwością blokady), vidią i korkowymi (chyba?) rączkami.
Zastanawia mnie jeszcze, jaki jest zakres przydatności takich kijków, chodzi mi o nachylenie i stopień trudności szlaku (Tatry Wysokie, Zachodnie, Beskidy?) ale o tym będę się musiał chyba sam przekonać...
kurcze, i tego się właśnie trochę obawiam, żeby przez przypadek nie "bryknąć fikołka". Jasne, że do wszystkiego można przywyknąć, ale z tego powodu mam właśnie lekkie uprzedzenia do kijków...
Zastanawia mnie jeszcze, jaki jest zakres przydatności takich kijków, chodzi mi o nachylenie i stopień trudności szlaku (Tatry Wysokie, Zachodnie, Beskidy?) ale o tym będę się musiał chyba sam przekonać...
Iwona pisze:jeden kij sprynie mi się zaklinował między kamorami,ja fiknęłam prawie koziołka
kurcze, i tego się właśnie trochę obawiam, żeby przez przypadek nie "bryknąć fikołka". Jasne, że do wszystkiego można przywyknąć, ale z tego powodu mam właśnie lekkie uprzedzenia do kijków...
AdiK, ja biegałem z Fizanami po łańcuchach na Banówce i nigdzie mi się nie zablokowały (no może jeden zaplątał się w łańcuch)... Kiedy indziej znów jeden mi wpał w metalowe pręty na stopniach wykutych w skale (Raj). A już najgorzej się idzie po wybrukowanej nawierzchni (T.Lomnica -> Kolejka) - masakra...

Wg mnie kijki najbardzej można docenić zimą - wtedy się najbardziej przydają. I chyba wtedy najłatwiej się do nich przyzwyczaić (nauczyć).
A po co kijki na tym szlaku? No chyba że masz na myśli dojścia do szlaku graniowego.
Mariusz pisze:AdiK, ja biegałem z Fizanami po łańcuchach na Banówce i nigdzie mi się nie zablokowały
Patrząc na nie teoretycznym okiem,to faktycznie wydaje się,że są zbędne...w praktyce jest zupełnie inaczej.Ich wartość docenia się jednak,dopiero po przetestowaniu...czasem dopiero po kilku wyjazdach,ale jak już się je polubi..to człowiek świata poza nimi nie widziAdiK pisze:Zastanawia mnie jeszcze, jaki jest zakres przydatności takich kijków






