Po zakupach o godzinie 20.04 w Poznaniu wsiadam do pociągu relacji Szczecin – Zakopane o dziwo dużo ludzi nie było. Planowany przyjazd do Zakopanego to 6.50 czyli cały dzież do połażenia po górach (przynajmniej był taki plan). A nasze kochane PKP zadbało o podróżujących dodając im (na koszt PKP) dodatkowo 5 godzin darmowego przebywania w ich pięknych pociągach Także do Zakopanego zawitałem nie tak jak prędzej pisałem o 6.50 a o 11.50. Przez to małe opóźnienie musiałem zmienić plany. Pogoda super słoneczko lekki wiaterek aż miło. Po kupieniu prowiantu udałem się do Kuźnic a stamtąd niebieskim szlakiem udałem się do Murowańca. W schronisku byłem ok. godz. 14 zameldowałem się. Po zjedzeni obiadku ruszyłem dalej. Moim celem był Kościelec i go osiągnąłem. Widoki prze piękne na szczycie zastałem tylko 2 wspinaczy (oni sami się zdziwili że prawie nikogo tam nie ma). Po zrobieniu kilku fotek wróciłem do schroniska.












04.07.
Pobudka rano a za oknem niespodzianka czyli……….. leje jak cho…a, chmura taka nadeszła że prawie nic nie było widać:/ Także przeczekaliśmy w schronisku do ok. 10 godz. Trochę się przejaśniło ubrałem przeciw deszczówkę i wyszedłem na szlak. W planach z poprzedniego dnia była Świnica ale trochę pogoda pokrzyżowała mi plany. Wiec udałem się na Kasprowy Wierch. W czasie podejścia zaczęło dość mocno padać trochę popadało i przestało. Doszedłem na szczyt a tam nic nie widać:/ i co dalej?? Czerwone Wierchy czy Świnicka Przełęcz?? Po chwili zastanowienia padło na Świnicką Przełęcz. Po drodze trochę popadywało ale czarną robotę robił przenikliwy wiatr brr. Na Przełęczy Liliowe spotkałem kilka osób które wybierały się na Świnice (właśnie się ubierali w ciepłe rzeczy), stwierdzili że są twardzi i idą mimo pogody. Ja tylko stwierdziłem że iść tylko żeby wejść przyślepnąć kamień na szczycie to bezsensu wole wejść jak będzie pogoda i po podziwiać sobie widoki. Także doszedłem do Świnickiej Przełęczy i stamtąd do Schroniska. I tak siedzieliśmy sobie pod wieczór (z wiarą z pokoju 6-osobowego) przy łaciatym ok. godz. 20 stwierdziliśmy że już nie pada i poszliśmy nad Czarny Staw tam chwilkę pogadaliśmy i wróciliśmy do schroniska.




05.07
Rano za oknem pogoda w kratkę troszkę deszczu troszkę słońca. Plan na ten dzień był zejście do Zakopanego uzupełnienie jedzonka i trasa do Morskiego Oka gdzie przebywał Keczup. Ale niestety po dojściu do Zakopca zaczęło lać (nareszcie Krupówkami się szło swobodnie wszyscy pochowali się). Na przeczekanie deszczu poszedłem cos zjeść, no i dostałem smska że w MOKU pada śnieg i wiara wraca do domku. To nic innego nie pozostało nocleg w Zakopcu a rano zobaczymy co dalej?.




06.07.
Rano strach było spojrzeć za okno ( bo było postanowienie jak będzie padać wracam do domu jak nie zostaje), ale spoglądam a tam słoneczko trochę chmur na niebie. To szybko małe śniadanko plecak na przechowalnie na PKP (bo nie wiedziałem czy zostanę czy wrócę). Po zostawieniu plecaka pojechałem do Kuźnic i udałem się na Hale Kondratową. Słonko ładnie przygrzewało ale wiatr dość mocno zawiewał. W schronisku ciepła herbatka i ruszyłem na Przełęcz pod Kopą Kondracką. Podejście fajne, kilkoro ludzi na szlaku ogólnie spokój. Po wejściu na przełęcz trochę zawiało no może trochę mocniej. Na przełęczy kilka osób którzy schodzili z Kopy chwilka rozmowy o warunkach na górze i decyzja idę dalej. Faktycznie tak jak mówili wieje okropnie. W niektórych momentach walka z wiatrem trzeba było przykucnąć bo prawie przewracało mnie. Widok „wspaniały” z Kopy w prawo biało w lewo biało, z tyłu i z przodu biało, także na chwilkę usiadłem zjadłem jakiegoś batonika i dalej w drogę do Przełęczy Kondrackiej i jak mnie prędzej ostrzegano że na przełęczy wieje najmocniej i tak też było ale zszedłem bezpiecznie. Chmury trochę rozwiało także było można się nasycić widokami. W drodze powrotnej zdecydowałem że zostaje i plan na drugi dzień ŚWINICA.














07.07
Tak jak zaplanowałem dzisiaj Świnica Dość szybko udało mi się przebrnąć przez tłumy ludzi na niebieskim szlaku do Murowańca. W schronie herbatka cos zjeść i w drogę. Szlak trochę oblegany. Pogoda dobra, na niebie trochę chmur przysłaniających niebo i znowu ten wiatr trochę słabiej dmucha niż dzień wcześniej. Podejście do Świnickiej Przełęczy dość wolne przede mną szła jakaś wycieczka ale opiekun w końcu ich zatrzymał i udało mi się ich wyprzedzić i wrócić do swojego tempa. Na przełęczy chwilka przerwy trochę pogadałem z uczestnikami tej wycieczki i ruszyliśmy (3 chłopaków z tej wycieczki i ja) na Świnice. Ruch na trasie mały także dość fajnie się szło. Wiatr trochę szalał ale słoneczko przygrzewało. Na szczycie kilkoro ludzi, dużego tłoku nie było. Chwile posiedziałem oczywiście jakiś batonik znalazł się w plecaku W tym czasie zeszła się tam cała wycieczka. Nic innego nie zostało tylko się ewakuować z stamtąd. Żeby nie robić tej samej trasy poszedłem w stronę Przełęczy Zawrat. Po tej stronie wiatr był mniej odczuwalny szło się dość przyjemnie sporadycznie ktoś się pojawił na szlaku. Na przełęczy trochę ludzi nie wiedzących w którą stronę maja iść. I kto ponownie dochodzi na przełęcz już wcześniej wspomniana wycieczkowa ekipa. To nic czas ruszyć w drogę nie miałem problemu gdzie iść ruszyłem w stronę Koziej Przełęczy. Początek trasy fajny dość szybko minął, wiaterek dawał trochę do wiwatu ale był znośny. Na Mały Kozi Dos szybko i bez większych przeszkód doszedłem. I tu o dziwo trochę zaczęło się robić mokro skały śliskie trzeba było zachować (zresztą jak zawsze) większą roztropność. Szlak prawie pusty za mną podążała jakaś dziewczyna. Dotarłem do Zamarłej Turni i pierwszy raz stanąłem nad słynna drabinką zejście nią to czysta przyjemność jeszcze jak wydawała jakieś dziwne metaliczne odgłosy do tego dość porywiste podmuchy wiatru i tak zszedłem do Koziej Przełęczy. I stamtąd na dół do schroniska. Zejście dość nie ciekawe po skale lała się woda trochę ślisko było ale bezpiecznie udało się zejść. Po drodze mijałem faceta z dużym plecakiem na plecach i puszką piwa w reku a na nogach jakieś szybko biegi miał. Przy Czarnym stawie dość dużo ludzi. Schronisko zawalone. Po wypiciu herbaty wróciłem do Zakopca.


















08.07
I nastał ten dzień w którym trzeba wrócić do domu:/ to na pożegnanie poszedłem sobie na mały spacerek Dolina Kościeliską do schroniska Ornak tak coś się zjadło. I powrót do Zakopca. Tam obiadek jakiś deser i do pociągu i do domku.



Stwierdziłem jedno po tym wyjeździe: niech leje ale wole siedzieć w którymś ze schronisk niż być na kwaterze w Zakopanem.





