Samochód zimą
Samochód zimą
Jeśli się dobrze orientuję to mamy na forum kilku kierowców i właścicieli 4 kółek. Kiedy zakładacie opony zimowe? Czy należy czekać na minusowe temperatury,pluchę? Ja swoje założyłam w tę środę (trochę jest przy tym roboty ufff
),a co powiecie na konserwację podwozia na zimę, praktykuje się to,czy już nie?
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Konserwacja podwozia była popularna w czasach kiedy warstwy zabezpieczające były słabe. Dzisiaj jest inaczej, powłoki są nowoczesne. Jeżeli chodzi o stare samochody to napewno jest to dobry pomysł ale taka konserwacja pewnie była by droższa od samego auta.
Moje oponki zimowe leżą jeszcze w garażu. Jak będzie tłok w zakładach przekładających te oponki to wtedy najczęściej i ja tam jestem. Jazda w zimowych oponach daje poczucie bezpieczeństwa w określonych warunkach. W sytuacjach ekstremalnych to nawet zimówki nie pomogą tak więc jazda zawsze musi ostrożna bez względu na rodzaj opon
pozdrawiam
Moje oponki zimowe leżą jeszcze w garażu. Jak będzie tłok w zakładach przekładających te oponki to wtedy najczęściej i ja tam jestem. Jazda w zimowych oponach daje poczucie bezpieczeństwa w określonych warunkach. W sytuacjach ekstremalnych to nawet zimówki nie pomogą tak więc jazda zawsze musi ostrożna bez względu na rodzaj opon
pozdrawiam
- Andrzej Krystoszyk
-

- Posty: 1165
- Rejestracja: pn 17 maja, 2004
- Lokalizacja: Pułtusk
Jak na razie zajeżdzam siódmy samochód- 24 lata za kółkiem i ponad pól miliona kilometrów i zawszw na letnich- poczucie bezpieczeństwa bywa złudne- zimą grunt to technika jazdy (z tym mam pewien problem - od dwóch lat jeżdzę przednionapędowcem i nie mogę się przestawić) , myślenie jakieś dwa kilometry do przodu i wyobraźnia - jak do tej pory(odpukać) nie miałem nawet stłuczki. Być może zimówki sprawdzają się bardziej w ruchu miejskim w trasie nie dostrzegam zasadniczych różnic - i żyję.....
Lubię jeździć zimą po drogach ale najgorsze jest poranne skrobanie szyb. Podczas dużych mrozów skrobaczka staje się nieużyteczna, czasem psikam odmrażaczem ale jest to za droga impreza. Skrobaczka praktycznie starczy na jeden sezon, potem jest już stępiona. Mój znajomy wymienił szybę przednią która wyposażona jest w niewidzialne elektryczne zwoje drutu oporowego. Kilka chwil, trochę prądu elektrycznego i szyba wolna jest od szronu ale to też za droga sprawa 
pozdrawiam
pozdrawiam
Ja zawsze zmieniam opony przed 1 listopada. Jeśli jest cieplej, to po prostu trzeba wtedy nie przesadzać z prędkością (max 120 km/h).
Natomiast dziwię Ci się AKA, że nie widzisz różnicy między zimówkami a letnimi? Może masz tzw. wielosezonowe? Właśnie poza miastem się to bardzo odczuwa, bo w mieście utrzymanie dróg jest jednak nie najgorsze...
Giaur - zakładanie opon tylko na jednej osi to chyba nie jest dobry pomysł. Zwróć uwagę, że masz wtedy różną przyczepność na obu osiach!!! Moim zdaniem to tylko pogarsza sprawę.
Ach - jeszcze kwestia kosztów. Mnie to kosztuje na jeden sezon jakieś 100-120 zł więcej niż jazda na jednym komplecie opon. Przecież wtedy kiedy mam zimówki, to nie zużywają mi się letnie i odwrotnie. Koszt to tylko przełożenie opon. Nie mam drugiego kompletu felg, więc zawsze muszę przełożyć stąd właśnie te koszty (dwukrotna przekładka z wyważeniem).
I jeszcze jedno - dziwi mnie, że osoby, które mają samochód za więcej niż 9-10 tys. zł twierdzą, że to takie wszystko drogie. Przecież komplet opon do mojego wozu (zimówki) kupiłem sobie za ok. 800 zł, a mam raczej rozmiar z tych droższych. Ja to uważam za koszt posiadania auta - podobnie jak ubezpieczenie itd. I kalkuluję przy zakupie - wolę kupić tańszy samochód, ale mieć wszystko co z punktu widzenia bezpieczeństwa jest potrzebne.
Natomiast dziwię Ci się AKA, że nie widzisz różnicy między zimówkami a letnimi? Może masz tzw. wielosezonowe? Właśnie poza miastem się to bardzo odczuwa, bo w mieście utrzymanie dróg jest jednak nie najgorsze...
Giaur - zakładanie opon tylko na jednej osi to chyba nie jest dobry pomysł. Zwróć uwagę, że masz wtedy różną przyczepność na obu osiach!!! Moim zdaniem to tylko pogarsza sprawę.
Ach - jeszcze kwestia kosztów. Mnie to kosztuje na jeden sezon jakieś 100-120 zł więcej niż jazda na jednym komplecie opon. Przecież wtedy kiedy mam zimówki, to nie zużywają mi się letnie i odwrotnie. Koszt to tylko przełożenie opon. Nie mam drugiego kompletu felg, więc zawsze muszę przełożyć stąd właśnie te koszty (dwukrotna przekładka z wyważeniem).
I jeszcze jedno - dziwi mnie, że osoby, które mają samochód za więcej niż 9-10 tys. zł twierdzą, że to takie wszystko drogie. Przecież komplet opon do mojego wozu (zimówki) kupiłem sobie za ok. 800 zł, a mam raczej rozmiar z tych droższych. Ja to uważam za koszt posiadania auta - podobnie jak ubezpieczenie itd. I kalkuluję przy zakupie - wolę kupić tańszy samochód, ale mieć wszystko co z punktu widzenia bezpieczeństwa jest potrzebne.
Bardzo trudno się z tobą zgodzić marcys w tej kwestii. Z autopsji wiem, że posiadając samochód za 9-10 tys. zł można mieć naprawdę problem z wykladaniem kwot rzędu 500 - 800 zł na zakup kompletu zimowych opon, czy innych tego typu niby-koniecznych elementów wyposażenia. Prawdopodobnie jesteś w dobrej sytuacji materialnej, skoro tak piszesz, jednak warto czasem postawić się w sytuacji osoby słabiej zarabiającej, a zmuszonej do korzystania z auta (dojazdy, praca).
Ja przejeżdżam od wielu lat całą zimę na oponach letnich po trasach i po Warszawie i nigdy nie miałem stłuczki, ani sytuacji powodujących zagrożenie w ruchu. Tu liczy się coś, co napisał AKA - wyobraźnia wyprzedzająca rzeczywistość o 100 metrów lub 30 sekund conajmniej. Zastanawiam się, co by było, gdybym nagle poczuł się pewniej wrzucając na felgi zimówki...
Na koniec dla jasności: nie poddaję w wątpliwość zmiany jakości jazdy po założeniu zimówek. Mają o niebo lepszą przyczepność do ubitego śniegu, trochę gorzej z lodem. Osoby słabo lub rzadko jeżdżące autem powinny założyć takie opony. Można kupić używane, co nie rodzi konieczności wywalania mnóstwa pieniędzy (komplet można ponoć kupić za 200 zł na giełdzie w Słomczynie lub na Żeraniu - Wawa).
Ja przejeżdżam od wielu lat całą zimę na oponach letnich po trasach i po Warszawie i nigdy nie miałem stłuczki, ani sytuacji powodujących zagrożenie w ruchu. Tu liczy się coś, co napisał AKA - wyobraźnia wyprzedzająca rzeczywistość o 100 metrów lub 30 sekund conajmniej. Zastanawiam się, co by było, gdybym nagle poczuł się pewniej wrzucając na felgi zimówki...
Na koniec dla jasności: nie poddaję w wątpliwość zmiany jakości jazdy po założeniu zimówek. Mają o niebo lepszą przyczepność do ubitego śniegu, trochę gorzej z lodem. Osoby słabo lub rzadko jeżdżące autem powinny założyć takie opony. Można kupić używane, co nie rodzi konieczności wywalania mnóstwa pieniędzy (komplet można ponoć kupić za 200 zł na giełdzie w Słomczynie lub na Żeraniu - Wawa).
Mariuszu,
dlaczego miałbyś poczuć się "za pewnie" jadąc na zimówkach, a co do lepszych warunków bezpieczeństwa na tychże, to sam przecież jesteś o tym przekonany. Wyobraźnia? Ja sobie za każdym zakrętem wyobrażam TIR-a w poprzek drogi - i co z tego wynika? Są rzeczy nieprzewidywalne na drodze i tego nie zmienimy.
A co do mojej uwagi. Powiedz mi, czy jak kupujesz samochód za 9-10 tys. i potem nie masz kasy na zimówki, to nie lepiej kupić samochód za 1 tys. zł mniej i kupić opony?
pozdrawiam
Marcys
dlaczego miałbyś poczuć się "za pewnie" jadąc na zimówkach, a co do lepszych warunków bezpieczeństwa na tychże, to sam przecież jesteś o tym przekonany. Wyobraźnia? Ja sobie za każdym zakrętem wyobrażam TIR-a w poprzek drogi - i co z tego wynika? Są rzeczy nieprzewidywalne na drodze i tego nie zmienimy.
A co do mojej uwagi. Powiedz mi, czy jak kupujesz samochód za 9-10 tys. i potem nie masz kasy na zimówki, to nie lepiej kupić samochód za 1 tys. zł mniej i kupić opony?
pozdrawiam
Marcys
No tak, tyle że ja nie kupuję samochodu co jakiś czas - ja go po prostu mam, bo kiedyś udało mi się go kupić. Minęło wiele lat, sytuacja materialna jest taka, a nie inna, w związku z tym opony zimowe są poza moim zasięgiem, choć gdybym miał 400-500 zł i nie miał co zrobić z tą kasą, nie żałowałbym inwestycji w gumy zimowe (używane).

Ze mną jest tak,że długo jeździłam na oponach letnich,teraz kupiłam zimówki(używane ale od znajomych).Zimą generalnie jeżdżę baaardzo ostrożnie,praktycznie nie używam hamulców,jednak pare poślizgów było-kontrolowanych
i myślę,że najważniejsze jest umiejętność manewrowania w czasie poślizgu.....a nauczyć się tego można w praktyce.Oczywiście ja jestem w innej sytuacji,na drogach po których się najczęściej poruszam zimą nie ma takiego ruchu jak u Was w stolicy,czy innych miastach.Są też jednak minusy-nasze drogi rzadziej są odśnieżane i posypywane.Reasumując-kupiłam zimówki,bo zbiegło mi kasy (ciężko zapracowanej
ale doskonale rozumiem ,że czasem tej kasy nie wystarcza i trzeba sobie radzić w myśl zasady "jak się nie ma co się lubi..."Aha,zimówki zmieniałam sobie sama w domku,co również pozwoliło mi zaoszczędzić pare groszy 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Przekładam zawsze opony na zimowe, zwykle wtedy, kiedy zaczyna się robić jesienna plucha, taka jak teraz mniej więcej. A właśnie w najbliższy weekend wreszcie odbieram samochód od mechanika (hurrra! - stał tam od lata w oczekiwaniu na nowy silnik...) i od razu przełożę opony. Na zimówkach generalnie jeździ mi się wygodniej i bezpieczniej się czuję, zwłaszcza, kiedy już posypie śnieg...
No, dosyć nówka jest, zakładana w zeszłym roku, ale nie wiem, czy komputrowa
, tzw. III generacji, z wtryskiem gazu, bo innej się nie dałow tym aucie założyć... Odpala faktycznie na benzynce i jedzie na samym początku też na benzynce, jak się dojdzie tak do ok. 2000 obrotów i puści trochę pedał gazu, to się przełącza na LPG 




