tomtom pisze:no stary, taki był tłum, że musiałem na wysokości Bzyka trawersować po gzymsie; noga-do-ręki-faker-w-podchwycie-klama-na-odciąg i po krzyżu Grań K to czasem niezła extrema
Teraz poniał?
..no teraz to po całości zakumałem
..kluczowe miejsce..trudne do zrobienia bez znajomości...
..chociaż to chyba jedna z tych dróg, które dość szybko sie patentuje
pozdrawiam serdecznie!
Filancu ,ja naprawdę kończyłem Polibudę ,a to ,że nie robię w swym fachu ,to nieszczęśliwa przypadłość. Aptekarzem w każdym razie nie jestem ,koneserem (nie mylić z pijakiem) alkoholi owszem
dwa lata temu szlam na Swinice, pogoda od poczatku byla niepewna-raz slonce, raz ciemne burzowe chmury...z pod samej swinickiej przeleczy nastapil wycof -jak sie okazalo sluszny bo burza mnie dopadla pod samym Kasprowym uffff
Drugi raz w zeszlym roku jak doszlam do D5SP to zrobilo sie nieciekawie, w planach bylo Krzyzne, jednak zdecydowalam sie na wejscie i slusznie bo w miedzy czasie po churach nie bylo prawie sladu
mefistofeles pisze:Bartek "Pij nie pierdol" Kalinowski ostatnio dorabia w Polskim Radiu. Nawet sobie na skandal zapracował już wysysyając z palca częśc informacji
Na antenie ogólnopolskiej, czy w jakiejś regionalnej rozgłośni?
mefistofeles pisze:Ehhhh, a widziało się jak go w Szklarskiej znosili ze sceny bo sam nie mógł zejść
Ja go widziałem na Gorcstoku lat temu pięć i też się dość mocno znietrzeźwił. Widać lubi sobie pospływać.
cóż, czasem zdarzaja mi się wycofy-choć nigdy z powodu pogody, ponieważ na szczescie jeszcze nie trafiłam na sytuacje żeby zastała mnie burza czy coś. Jesli chodzi o deszcz to bywam zawsze optymistką (choć nie zawsze na tym dobrze wychodze) i nawet jesli juz rano pada to i tak ide z nadzieja że sie po poprawi i bywa tak ze chodze całymi dniami w deszczu :/ Dwa odwroty którymi przejełam się najbardziej to ubiegłego roku w sierpniu, kupiłam nowe buty (co zresztą tu pisałam kiedyś) i wybrałam sie na szpiglasa. Z trydem doszłam do morskiego oka a już o dalszej wędrówce mowy nie było wiec odwrót. Kolejnego dnia jeszcze jakieś nieudolne próby postawienia obdartej prawie do krwi stopy i powrót do domu i ponad tydzień chodzenia tylko w japonkach.
Drugi przypadek: pojechałam na weekend bodajże jesienią takze ubiegłego roku (te same buty - takze obdarły ale troszke mniej ). Wycieczka Biała Wodą, bez konkretnego planu.. gdzie dojdziemy najdalej, moze nawet na Polski grzebień. Od rana lekkie mgły.. potem coraz większe i deszcz.. Doszlismy do leśniczówki i na tym zakończyła się cała historia tego dnia. Nie było na co patrzeć chyba że na unoszące się "mleko" i mokro od stóp do głów. Drugiego dnia rano nic tylko wyjsc na dwór pod prysznic. Także "szczęśliwy" powrót do domu:/
Także to czego nie lubie to kompletny niedosyt i niespełnienie (TOTALNE) po wyprawie w góry.
Chyba dwa lata temu chciałem wejść na przełęcz Zawrat od Gąsienicowego stawu, następnie udać się na Świnicę i zjechać kolejką. Nagle na samej przełęczy rozpętała się burza z ulewą do tego stopnia mocą, że woda zalała mi atlas w niby wodoodpornym plecaku. Z wiadomych przyczyn musiałem zejść do 5 stawów. Innym razem musiałem wycofać się z okolic Giewontu, aby przypadkiem nie dostać "prądem" podczas burzy. Nie przypominam sobie więcej takich sytuacji.
andy67 pisze:Wodoodporny plecak Alpinusa? Były takie?
Tak! Te pierwsze. Żyją do dziś, jeśli trafiły w dobre ręce.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek www.turystyka.skibicki.pl
I popatrz, jaki ten świat jest piękny.
Każdy ma to, co lubi.
Jedni dobre plecaki, inni dobrą legendę...
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek www.turystyka.skibicki.pl