Mnie osobiście zdziwił lekki zawrót głowy i słodkość w ustach kiedy to jechałam w dół kolejką krzesełkową w Karpaczu. Byłam zaskoczona ponieważ wcześniej jadąc np. kolejką na Kasprowy, mogłam stać przy otwartym okienku, podziwiać widoczki i nic się nie działo. Może skutkiem moich nieprzyjemności był strach o brata, którego miałam na kolanach i już na zapas stresowałam się jak z nim i plecakiem na plecach zeskoczę z krzesełka w biegu. Moja mama natomiast swój kryzys przeszła przy Siklawie w Piątce. Przy samej końcówce szlaku moja mamusia stwierdziła, że dalej kategorycznie nie pójdzie i że mam powoli wzywać TOPR, bo niedobrze jej się robi. Na początku myślałam, że żartuje ale gdzie tam. Na szczęście udało mi się ją skutecznie zagadać i przekonać do jeszcze kilku kroków i szczęśliwie „zobyliśmy” przyjazne dla oka tereny. Oczywiście do powrotu tą samą trasą to już nawet mi nie udało się mamy nakłonić. Stwierdziła, że woli iść bardziej stromo w dół ale wśród bezpiecznych (zasłaniających widoki) połaci kosodrzewiny
Sposób na zawrót głowy
Sposób na zawrót głowy
Dużo osób ma tzw. lęk przed upadkiem w przepaść, który nawet może objawiać się zawrotami głowy i wirowaniem otoczenia. Ten nieprzyjemny stan zmusza wiele osób do odstąpienia od przepaści i nie pozwala cieszyć się pięknymi widokami. Podobno skłonność do zawrotów głowy można zwalczyć systematycznym treningiem, przyzwyczajając wzrok do widoku przepaści lub wpatrując się w głębię w bezpiecznym miejscu, aż do wystąpienia zawrotu. Powtarzając ten zabieg można po pewnym czasie pozbyć się całkowicie tego uczucia. Ciekawe... Co Wy na to?
Mnie osobiście zdziwił lekki zawrót głowy i słodkość w ustach kiedy to jechałam w dół kolejką krzesełkową w Karpaczu. Byłam zaskoczona ponieważ wcześniej jadąc np. kolejką na Kasprowy, mogłam stać przy otwartym okienku, podziwiać widoczki i nic się nie działo. Może skutkiem moich nieprzyjemności był strach o brata, którego miałam na kolanach i już na zapas stresowałam się jak z nim i plecakiem na plecach zeskoczę z krzesełka w biegu. Moja mama natomiast swój kryzys przeszła przy Siklawie w Piątce. Przy samej końcówce szlaku moja mamusia stwierdziła, że dalej kategorycznie nie pójdzie i że mam powoli wzywać TOPR, bo niedobrze jej się robi. Na początku myślałam, że żartuje ale gdzie tam. Na szczęście udało mi się ją skutecznie zagadać i przekonać do jeszcze kilku kroków i szczęśliwie „zobyliśmy” przyjazne dla oka tereny. Oczywiście do powrotu tą samą trasą to już nawet mi nie udało się mamy nakłonić. Stwierdziła, że woli iść bardziej stromo w dół ale wśród bezpiecznych (zasłaniających widoki) połaci kosodrzewiny
Mnie osobiście zdziwił lekki zawrót głowy i słodkość w ustach kiedy to jechałam w dół kolejką krzesełkową w Karpaczu. Byłam zaskoczona ponieważ wcześniej jadąc np. kolejką na Kasprowy, mogłam stać przy otwartym okienku, podziwiać widoczki i nic się nie działo. Może skutkiem moich nieprzyjemności był strach o brata, którego miałam na kolanach i już na zapas stresowałam się jak z nim i plecakiem na plecach zeskoczę z krzesełka w biegu. Moja mama natomiast swój kryzys przeszła przy Siklawie w Piątce. Przy samej końcówce szlaku moja mamusia stwierdziła, że dalej kategorycznie nie pójdzie i że mam powoli wzywać TOPR, bo niedobrze jej się robi. Na początku myślałam, że żartuje ale gdzie tam. Na szczęście udało mi się ją skutecznie zagadać i przekonać do jeszcze kilku kroków i szczęśliwie „zobyliśmy” przyjazne dla oka tereny. Oczywiście do powrotu tą samą trasą to już nawet mi nie udało się mamy nakłonić. Stwierdziła, że woli iść bardziej stromo w dół ale wśród bezpiecznych (zasłaniających widoki) połaci kosodrzewiny
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
wydaje mi się ,że lęk przestrzeni raczej ,niż wysokości można nauczyć się opanowywać. Moja połowica n.p. w pierwszym roku bała się zejść z Krzyżnego na stronę Buczynowej ,naprawdę był problem ,a teraz śmiga ze mną właściwie wszędzie ,choć przyznaje się ,że stara się nie patrzeć specjalnie w dół. Ja raczej z tym problemów nie mam ,choć n.p. na Furkocie zatzymał mnie raz płat śniego do eksponowanego obejścia ,i jakoś nie mogłem się zdecydować ,napadły mnie złe przeczucia ,jakieś czarne myśli i się wycofałem.Podobnie zresztą pozornie bez przyczyny zdarzyło mi się wycofać jeszcze 2 razy w ciągu tych kilkunastu lat w Tatrach
Ekspozycja na szlakach
Iwono! Wiem z doświadczenia, że zagadywanie jest bardzo skuteczne wobec osób nieodpornych na ekspozycję. Najważniejsza jest równowaga psychiczna i pozytywne nastawienie wewnętrzne. Po prostu trzeba starać się opanować i skupić na wyszukiwaniu chwytów oraz stopni.
Bywają jednak ludzie tak wrażliwi, że nawet wejście przez Boczań na Gąsienicową jest dla nich okropne. Tak było z Bolesławem Prusem (pisze o tym Nyka).
Podkreślanie "powietrzności" szlaków bywa przesadne. Jedną z moich pierwszych przygód z Tatrami (miałem 18 lat) było pójście ze starszymi kolegami na Kozią Przełęcz i w jej okolice. Naczytałem się uprzednio w pierwszym posiadanym przeze mnie przewodniku Korosadowicza o wielkich trudnościach związanych z wejściem na Świnicę (a co dopiero Orla Perć!). Najpierw poszedłem z nimi na Świnicę, potem zeszliśmy na Zawrat i nic się nie działo. Kolejnego dnia zabrali mnie na Kozią i zaproponowali, że coś mi pokażą zaraz za przełęczą. Poszliśmy na osławioną drabinkę. Nic szczególnego się nie zdarzyło. Dowiedziałem się wówczas od tychże kolegów, że to jest najtrudniejsze miejsce na szlakach w całych Tatrach i nabrałem odwagi niezrażony takimi trudnościami.
Do dziś wyznaję pogląd, że to jest jedno z dwóch najtrudniejszych miejsc (na szlakach oczywiście). Drugim jest moim zdaniem kominek na Buczynowych. Ale na przykład wejście na Chłopka nie nastręcza większych trudności wprawnemu turyście, w dobrych warunkach atmosferycznych, rzecz jasna.
Jednocześnie podkreślam, że z oceną swoich możliwości trzeba być ostrożnym i nie porywać się na trudne szlaki nie będąc odpowiednio przygotowanym.
Bywają jednak ludzie tak wrażliwi, że nawet wejście przez Boczań na Gąsienicową jest dla nich okropne. Tak było z Bolesławem Prusem (pisze o tym Nyka).
Podkreślanie "powietrzności" szlaków bywa przesadne. Jedną z moich pierwszych przygód z Tatrami (miałem 18 lat) było pójście ze starszymi kolegami na Kozią Przełęcz i w jej okolice. Naczytałem się uprzednio w pierwszym posiadanym przeze mnie przewodniku Korosadowicza o wielkich trudnościach związanych z wejściem na Świnicę (a co dopiero Orla Perć!). Najpierw poszedłem z nimi na Świnicę, potem zeszliśmy na Zawrat i nic się nie działo. Kolejnego dnia zabrali mnie na Kozią i zaproponowali, że coś mi pokażą zaraz za przełęczą. Poszliśmy na osławioną drabinkę. Nic szczególnego się nie zdarzyło. Dowiedziałem się wówczas od tychże kolegów, że to jest najtrudniejsze miejsce na szlakach w całych Tatrach i nabrałem odwagi niezrażony takimi trudnościami.
Do dziś wyznaję pogląd, że to jest jedno z dwóch najtrudniejszych miejsc (na szlakach oczywiście). Drugim jest moim zdaniem kominek na Buczynowych. Ale na przykład wejście na Chłopka nie nastręcza większych trudności wprawnemu turyście, w dobrych warunkach atmosferycznych, rzecz jasna.
Jednocześnie podkreślam, że z oceną swoich możliwości trzeba być ostrożnym i nie porywać się na trudne szlaki nie będąc odpowiednio przygotowanym.
zgadzam się w 100%.Powiem więcej,zagadywanie pomaga w wielu sytuacjach górskich.Zagadując,pomogłam min. koleżance(panicznie bojącej się zawieruchy)w wejściu na Kasprowy.Czasem sposób też skutkuje, gdy partner na szlaku ma wyraźnie zły dzień lub coś go boli i wręcz ciska kijkami teleskopowymi ( Asikpawelpp pisze:Wiem z doświadczenia, że zagadywanie jest bardzo skuteczne wobec osób nieodpornych na ekspozycję.
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."



