MiG pisze:nie życzyłbym człowiekowi uczulonemu na pyłki traw pobytu na tatrzańskich halach ani nie zalecałbym astmatykowi dużego wysiłku na wysokości 2000 m
Eeee, jak ktoś jest mocno uczulony na pyłki to wszędzie mu źle.Myślałam o takich raczej lekkich przypadkach.Nie wiem jak czuje się w górach astmatyk-pewnie źle, ale ktoś wątły-anemiczny raczej nabierze tam rumieńców i niekoniecznie musi od razu na Rysy się wdrapywać

Zapewne ile ludzi, tyle przykładów.
Ciekawe, że czasem będąc w górach doznajemy całego wachlarza nastrojów. Macie coś podobnego? Najpierw jest poranna rześkość -nawet jeśli całą noc integrowaliśmy się ludkami z pokoju-potem satysfakcja i przemyślenia na szlaku, z czasem dochodzi zmęczenie, a skrajnych wypadkach-zniechęcenie a wręcz złość „po kija ja po raz kolejny idę tym szlakiem?”, a kończy się to zazwyczaj wieczornym szczęściem z całodnowych dokonań i planowanie trasy na kolejny dzień. Podobno osobom bardziej przeczulonym owe doznania mogą udzielić się z taką siłą, że naruszają na dłuższy czas ich równowagę psychiczną, wywołując szczególne stany nerwowe od podniecenia i egzaltacji do depresji i rozstroju - nieźle, prawda? Ja na szczęście należę do tej grupy szczęśliwców, którzy w górach czują się jak ryba w wodzie. W góry jeżdżę wtedy, gdy mam ku temu możliwość, gdy baaaardzo już za nimi zatęsknię i wtedy, gdy rozsypią mi się puzzle w duszy. Nigdy jeszcze nie wróciłam z gór w złym nastroju -hehe, nie licząc małego smuteczku, że znowu trzeba będzie czekać jakiś czas na kolejny wyjazd. Chyba gdzieś już o tym pisałam na forum ale zawsze w dniu wyjazdu rzucam ostatnie spojrzenie na Giewont i zastanawiam się kiedy znowu tu wrócę.