Iwona pisze:Ja bym prosiła raczej o wiecej informacji o samym kursie.

A to bardzo prosze. Jak chcesz wiedziec cos wiecej, pytaj.
--
Dość ciekawą propozycję udało mi się znaleźć wreszcie u Norwegów w Jostedalen Breforarlag:
http://www.bfl.no/E/Index-pa-Engelsk.htm. Dlaczego ciekawa? Bo ich kurs lodowcowy ma kilka zalet:
- odbywa się w realnych warunkach
- trwa 5 dni
- można się z nimi porozumieć po angielsku
Dodatkowo od razu spodobało mi się ich podejście do klienta, którego my chyba będziemy się jeszcze długo uczyli. Po zapisaniu się na kurs przez stronę www następnego dnia dociera mailowe podziękowanie za zapisanie się na kurs i prośba o oczekiwanie na materiały, które mają dotrzeć tradycyjną pocztą. Przesłany list zawiera fakturę wraz z danymi do przelewu i pełny zestaw informacji:
- dokładny program kursu w rozbiciu na dni
- listę sprzętu, który należy zabrać
- cennik sprzętu, który można u nich wypożyczyć
- informację o zasadach noclegu w obiekcie szkoleniowym
- informację o możliwości dojazdu wraz z mapą
Po dokonaniu wpłaty za kurs przychodzi dodatkowo wydany przez nich w wersji angielskiej około 100-stronicowy podręcznik Glacier Book, zawierający całą teorię, która przekazywana jest na kursie.
DOJAZD
Dojazd do miejsca kursu może być nieco skomplikowany. Najpierw trzeba wybrać się do Oslo. Stamtąd jest kilka możliwości. Najszybsza do lot z Oslo do Songdal, a stamtąd podróż autobusem do miejscowości Gjerde, skąd już niedaleko do Krundalen, w której znajduje się ośrodek szkoleniowy nazwany Bretun.
Z Oslo można też wybrać się w ten rejon także pociągiem. Z dworca centralnego wybieramy się popularną linią Oslo-Bergen, zatrzymujemy w miejscowości Myrdal, gdzie przesiadamy w pociąg jadący do Flam. Flamsbana to jedna z kilku linii kolejowych, które poruszają się w dość stromym terenie i w całkiem urozmaiconej scenerii doliny Flam. Z Flam czeka nas jeszcze przejażdżka autobusowa z czterema przesiadkami. Jeden z autobusów pokonuje część trasy na promie oraz przejeżdża przez jeden z najdłuższych (ponad 20 km) tuneli na świecie, więc jest ciekawie.
OŚRODEK SZKOLENIOWY
Bretun, czyli ośrodek szkoleniowy sprawia dobre wrażenie i jest porządnie urządzony. W niczym nie przypomina naszej poczciwej Betlejemki

W całym obiekcie jest ciepło, woda w łazience i pod prysznicami również jest ciepła, jest duża kuchnia z całym sprzętem kuchennym, duża sala jadalna, duża sala wykładowa, pralnia z szuszarnią, a na zewnątrz ławki i stoliki, przy których można zjeść sobie obiad na świeżym powietrzu. Co najciekawsze, ośrodek jest zawsze otwarty, nawet, gdy nikogo w nim nie ma. Laptop, czy inne gadżety pozostawione na łóżku nie znikają stamtąd po kilku dniach

Ale nie ma się co dziwić - mamy do czynienia z krajem, w którym truskawki kupuje się ze stoiska z parasolem, przy którym nikt nie stoi, a oprócz pudełek z truskawkami jest tylko kuweta, do której wrzuca się pieniądze i zabiera należną resztę
DZIEŃ 1
Podczas pierwszego dnia kursu, który rozpoczyna się o 20.00, załatwiane są wszelkie formalności oraz weryfikowany jest sprzęt, który przywieźli ze sobą uczestnicy. Poznajemy także zasady tworzenia zespołów oraz związywania się liną do przemieszaczania w terenie lodowcowym. Norwegowie w tym przypadku starają się zabierać jak najmniej sprzętu osobistego. W jego skład wchodzą: czekan, raki, uprząż biodrowa, uprząż piersiowa, dwie pętle (lub kawałki liny), 2 pętle prusika, 5 karabinków (w tym jeden zakręcany), deadman, śruba lodowa oraz dodatkowy kawałek liny służący do związania dwóch uprzęży i liny, którą posługuje się zespół.
DZIEŃ 2
Tym razem wybieramy się w teren - do doliny Vandalen. Tu, na ośnieżonych stokach, odbywa się nauka hamowania upadków bez i przy użyciu czekana w różnych pozycjach. W śniegu uczymy zakładać się kotwice śnieżne, tworzyć z nich punkty asekuracyjne (running belay) podczas przemieszczania się całego zespołu i budować stanowiska. Do tego celu używamy również czekanów odpowiednio zakopywanych w śniegu. Uczymy się poruszać w terenie śnieżnym w zespole powiązanym liną. Na koniec dnia teoria - pierwsza pomoc, asekuracja oraz ratownictwo.
DZIEŃ 3
Przychodzi czas na spotkanie z lodowcem w rejonie Nigardsbreen. Tego dnia odbywa się nauka poruszania na lodowcu w rakach i asekuracja za pomocą czekana. Technika francuska, technika frontalna, trawersowanie, schodzenie w dół i asekuracja podczas poruszania się - to zajmuje większą część dnia. Dochodzi także instruktaż posługiwania się śrubami lodowymi oraz własna praktyka w tym zakresie. Na koniec krótka wycieczka po lodowcu i zabawa polegająca na poszukiwaniu skarbów w postaci wkręconych w ściany śrub lodowych oznaczonych pętlami
DZIEŃ 4
Rozpoczynamy od ratownictwa ze szczelin w terenie lodowym. Jedna z osób wpada do szczeliny, zespół hamuje upadek, druga osoba buduje stanowisko do odwieszenia ciężaru osoby poszkodowanej. Ostatnia osoba w zespole przesuwa się naprzód, przepinając swój prusik na linie podczas mijania kolejnych osób. Po dojściu do szczeliny buduje kolejne stanowisko, które będzie służyło do asekuracji podczas wyciągania. Następnie budujemy układ do wyciągania i wyciągamy poszkodowanego na powierzchnię. Każda z osób w zespole ma okazję przećwiczyć każdą z ról. Na zakończenie dnia wycieczka na ładne ściany lodowe i wspinanie w lodzie.
DZIEŃ 5
Rozpoczynamy dwudniową wyprawę na ramię lodowca zwane Tuftebreen aż do schronu Stainemannen. Uczymy się wyszukiwania drogi na lodowcu oraz odpowiedniego poruszania w zależności od ułożenia szczelin lodowych. Po 7 godzinach docieramy do schronu, w którym gramy w pokera, jemy i pijemy - to nie jest w stanardowym programie

- i idziemy spać. Co najważniejsze schron wyposażony jest w sprzęt do gotowania, gaz i wszystkie niezbędne naczynia.
DZIEŃ 6
Rozpoczynamy od nauki posługiwania się mapami oraz nawigacji w terenie. Warunki są idealne do tego zadania, bo od rana panuje mgła. Po dotarciu na miejsce docelowe, rozpoczynamy ratownictwo w terenie śnieżnym, które wymaga więcej wysiłku niż ratownictwo na czystym lodzie, określanym tutaj jako blue ice. Po udanych akcjach ratowniczych zaczynamy schodzić na dół omijając lodowiec, a kierując się w ośnieżony teren górski. Trzeba uważać, bo o tej porze roku również w dolnych partiach można spotkać strome płaty zdradliwego śniegu, na którym szybko można nabrać zbyt dużej prędkości, byc móc skutecznie hamować poślizg.
DZIEŃ 7
Dzień ostatni, to sprzątanie ośrodka szkoleniowego, oddawanie sprzętu i tutejsza impreza z okazji Midsummer Festival. Pierwszy raz jestem na imprezie w muzem (Brecentre - Glacier Centre), a impreza polega na tym, aby posłuchać tutejszego zespołu i chyba upić na umór. Trzeba jednak uważać przy powrotach - do tak małych miejscowości rzadko zagląda policja, więc generalnie wszyscy po imprezie wsiadają do samochodów i jadą do domów pod wpływem
OGÓLNIE
Ogólnie - warto wybrać się na tego typu kurs na północ od Polski. Nauka w terenie lodowcowym, mili ludzie (jak to Norwegowie), przyjazna atmosfera, powszechna znajomość angielskiego i to, że kurs odbywał się w całości po angielsku (mimo że piszą, że tylko streszczenia po angielsku), to są na pewno plusy. Minusy to na pewno niezbyt dobry dojazd, a także ceny - norweskie.