tomek.l pisze:Kalatówki to nie schronisko tylko hotel
Nie Tomku. To jest ni pies ni wydra. Obiekty hotelarskie są dokładnie scharakteryzowane w odpowiednich przepisach - do hotelu powinien być powszechnie dostępny dojazd a pod hotelem parking. Dojazd jest, choć fatalny, ale nie dla każdego, parking stanowczo za mały (aby było jasne - nie domagam się wyasfaltowania i udostępnienia drogi - chodzi tylko o uświadomienie sobie, że część schronisk powstała w Tatrach na wariackich papierach; w tym konkretnym przypadku był to pomysł zięcia prezydenta Mościckiego, wiceministra komunikacji p. Aleksandra Bobkowskiego - jak widać inwestycje typu "peron w Włoszczowej" mają dawne tradycje a Gosiewski licznych poprzedników.
Większość schronisk powstawała w całkowicie innych realiach. Po pierwsze było znacznie więcej taterników, którzy aktualnie skoncentrowali się w Tatrach na kilku ścianach. Podejrzewam, że co najmniej 95% dróg opisanych w Tatrach Wysokich WHP jest praktycznie martwe. Po drugie przed wojną nie było żadnych ograniczeń w dostępie - każdy chodził gdzie chciał. Schronisko nad Stawem Popradzkim dziś stoi diabli wiedzą po co bo przecież nie dla turystów wchodzących na Rysy (jest zaledwie o ok. 40 min. od stacji elektriczki) jednak przed wojną, gdy nikt nikomu nie bronił wstępu do doliny Złomisk i na otaczające ją szczyty sprawa wyglądała jakby inaczej; w dodatku przedwojenne schronisko było mniejsze.
Identycznie jest z Ślieskim Domem - to już trzecie schronisko o tej nazwie. Owszem brzydkie. Ale czy brzydsze od Kalatówek. Po co stoi? Do wejść na Polski Grzebień i Małą Wysoką jest zbędne, taterników tam też tyle co kot napłakał.
Hrebienok to trochę inna sprawa. Tam duże obiekty stały od niepamiętnych czasów, nie zapomnijmy też o urządzeniach narciarskich, też od dawna tam istniejących.
Lokalizacja schronisk to złożona sprawa. Nie można ich stawiać w miejscach narażonych na lawiny - np. w Morskim Oku morena to chyba jedyne miejsce, wszędzie trochę niżej schodzą lawiny. Po drugie względy praktyczne nakazują aby w miarę możliwości była droga jezdna, szczególnie wobec "restauracyjnej" funkcji schronisk. Przed wojną nikt nie chodził do Terinki na przekąskę. Dziś ta przekąska to chyba 90% pracy nosiczy. Jaki jest sens schroniska Zamkowskich (noclegowy) - toż to teraz typowa knajpa przydrożna.
Tak Bogiem a prawdą gdyby wszystkie schroniska w jednym dniu się spaliły to dla tego "porządnego" ruchu turystycznego nie byłoby z tego powodu żadnej krzywdy. Najlepszym dowodem jest Krywań - kawał drogi, najliczniej uczęszczany szczyt w Tatrach Wysokich, dla Słowaków wręcz kultowy i obywa się bez żadnego schroniska. Czyli można!
PS.
Na ten jednoczesny pożar bym nie liczył. Ale rozsądnej polityki dyrekcji parków to by można oczekiwać ale to chyba wołanie na puszczy.
Jestem gorszego sortu...