Kamil pisze:małe pytanko w związku z chodzeniem po Tatrach w zimie.
To jest Kamilu taki temat, który był tu już wałkowany wiele razy i zapewne wiele osób odeśle Cię(mi się nie chce szukać

) do archiwum...
Ja co prawda zacząłem z zimą troche szybciej niż Ty, ale w wieku 21 lat zaczynała moja dziewczyna, a powiem jeszcze, że tą wątłej budowy osóbka miała przedtem za sobą jedynie dwa sezony letnie i nie były to wcale jakieś ważne przejścia w jej wykonaniu no nie licząc kawałka(łatwiejszego) Orlej i Mięgusza Czarnego. Zimą radziła sobie dobrze, ale tylko do momentu, kiedy jej człowiek nie spuszczał z oka, bo jak to zrobił to od razu wybierała różne złe warianty, wpadała w panikę przy załamaniu pogody i generalnie wykazywała raczej tendencję "usiądę tu i będę płakać".
A piszę to po to, żeby Ci uzmysłowić, że warto jechać pierwszy raz wysoko w góry z osobą, która jest już w tej mierze doświadczona i wychwyci u Ciebie takie podstawowe błędy.
Oczywiście jest też masa kursów turystyki zimowej, które gorąco polecam, ale nie uważam, że bez nich nie powinno się zaczynać z górami zimą.
Druga uwaga jest taka, żebyś jednak wystrzegał się w pierwszym sezonie zimowym Tatr Wysokich a wybrał Zachodnie. Doskonale to pierwszego starcia z zimą nadaje się Dolina Chochołowska.
Uwaga trzecia-jeśli nie pojedzie z Tobą nikt doświadczony to w ogóle zrezygnuj z wysokogórskich wejść i ogranicz się do Grzesia, na którego można iść w zasadzie zawsze. Hamowania czekanem to tam za bardzo nie poćwiczysz, ale chodzenie w rakach owszem.
Jeśli ma to być zupełnie amatorski wyjazd, albo jedziesz sam to poza Grzesiem, Gęsią Szyją, Sarnią Skałą, drogami dojściowymi do schronisk(zależnie od zagrożenia lawinowego i raczej nie 5 stawów) i tzw. dolinkami reglowymi lepiej się nigdzie w pierwszym sezonie nie wybieraj.
Pozdrawiam!
Łukasz