Podyskutowałbym! Cały czas pod górę i w zasadzie niewiele się widzi. Natomiast idąc od słowackiej strony wpierw "zaliczasz" Symboliczny Cmentarz na Osterwie (zboczenie minimalne - czas ogółem ok. 0.5 godz), który dla dziecka jest fenomenalną nauką, że góry to nie tylko zabawa, potem piękny Popradzki Staw a jeszcze potem południowo-wschodnią część fenomenalnej Doliny Mięguszowieckiej. O tym, że oszczędzasz wrażliwemu dziecku przykrości oglądania tego co na drodze do Morskiego Oka też warto pamiętać.Mecenas pisze:Wiem, ze wchodzenie od strony polskiej mogloby jej dac sporo radosci
Samotnie czy z 2-latkiem?
Jestem gorszego sortu...
chodzilo mi raczej o sam fakt wchodzenia. Jej na dzis raczej zalezy na tym, zeby tam wejsc, a nie na samym szlaku.
W kazdym badz razie dzieki za wszelkie sugestie. Co prawda zwykle wole sam chadzac, ewentualnie w niezbyt licznej grupce, ale coz - mala mi imponuje, moga z niej wyrosnac gorolazy z prawdziwego zdarzenie - nie taka amatorszczyzna, jak ja
No i maly offtop: fajno, ze na forum zawsze mozna liczyc na ciekawa opinie i porade.
Dzieki Janku.
W kazdym badz razie dzieki za wszelkie sugestie. Co prawda zwykle wole sam chadzac, ewentualnie w niezbyt licznej grupce, ale coz - mala mi imponuje, moga z niej wyrosnac gorolazy z prawdziwego zdarzenie - nie taka amatorszczyzna, jak ja
No i maly offtop: fajno, ze na forum zawsze mozna liczyc na ciekawa opinie i porade.
Dzieki Janku.
No to tak jak z Filipem. Natomiast Kuba (starszy) już od najmłodszych latMecenas pisze:Jej na dzis raczej zalezy na tym, zeby tam wejsc, a nie na samym szlaku.
zadręczał pytaniami o wszystko - jak się nazywa ten szczyt a jak tamten dlaczego kosówki tu dochodzą wyżej a tu niżej i o nazwy roślin (kłopotliwe bo w tym lewy jestem) itd itd.Miał jednak ten plus, że był ostrożniejszy (strachliwy?) i nie trzeba go było tak pilnować.
Jestem gorszego sortu...
a Ty od razu o turniach....Wołowiec, to nie turnia..MiG pisze:Rozumiem, że z tego powodu lepiej z dzieckiem ganiać po turniach?
problem jest tez inny, mianowicie odbioru reakcji dziecka przez innych turystów.
Już jeden przykład o płaczu dziecka w górach podałem, że pozornie jakiś turysta pomyślałby sobie, ze rodzice zamęczają dziecko, a ono płakało w wyniku zaniechania dalszej wędrówki
Drugi przykład z dnia dzisiejszego z Białej Wody (Małe Pieniny), jak z półrocznym dzieckiem (wózek) szliśmy bez problemu, gdy nagle młody zaczął koncert, okazało się, że był głodny i po nakarmieniu przez następne dwie godziny kimał....jednak w momencie jego koncertu przechodziła obok nas grupa turystów i obserwując ich miny można było wywnioskować: "co wy qwa tu z nim robicie".
Tak, więc bądźmy też nieco ostrożniejsi w ocenianiu kogoś....bo nie zawsze jest tak jak przypuszczamy
hmm. ciekawe czybys z tymi sobie mogl podyskutowac:Janek pisze:Dyskusja z tymi bezdzietnymi
Ci rodzice z tym dzieckiem z tej fotografii Kazika zakończyli swoją wycieczkę szczęśliwie – nic nie ma o nich w kronikach TOPR. Bardzo jestem z tego powodu szczęśliwy co nie znaczy, że nadal mnie wkurzają a raczej wkurza ich prawie zbrodnicza głupota.
Wracam do tematu dwulatka. Dopiero teraz bo mam z czym wrócić bowiem uzyskałem zgodę na publikację materiału fotograficznego którego część nie była moją własnością. Publikuję te zdjęcia jako materiał „szkoleniowy” dla tych wszystkich, którzy mają małe dzieci i obawiają się z nimi pójść w góry a Tatry w szczególności bądź też zastanawiają się jak to będzie z nimi gdy już te dzieci będą mieli.
Te młody człowiek na tych zdjęciach „górskich” miał 1 rok i 7 miesięcy. Proszę zwrócić uwagę na wysoką jakość nosidła, które zapewnia ochronę zarówno przed słońcem jak i deszczem (specjalna obudowa z folii). Warto zwrócić uwagę na kask, w który młody człowiek był ubrany w Słowackim Raju (konkretnie w roklinie Velki Sokol). Na jednym zdjęciu widać jak sobie smacznie śpi jednak najczęściej bacznie obserwował drogę. Nie widać też po nim aby był zniechęcony, znudzony ani znużony drogą, wręcz przeciwnie. Nie widać też tego zmęczenia po jego rodzicach.
Ostatnie zdjęcia, zostały zrobione rok później, w jednej z miejscowości u podnóża Słowackiego Raju. Jak widać dziecko żyje i raczej wygląda kwitnąco. W ubiegłym roku w wieku ok. 3,5 roku wszedł wraz z rodzicami Na Babią Górę z Zawoi, Był zabezpieczony przez uprząż i odcinek liny. W dniu 2 czerwca br. uczestniczył w obchodach Dnia Dziecka w Jurajskim Klubie Wysokogórskim i dostąpił zaszczytu wspólnej fotografii z Krzysztofem Wielickim. Czyżby rósł następca?
Zdjęcia – Joanna R. I Krzysztof R. oraz moje
PS. Pani Joanna jest od niedawna przewodnikiem beskidzkim.

Mama z synem na szczycie Krakovej Holi w Tatrach Niżnych

Wymarsz na Wołowiec z pod bufetu na miejscu Tatliakovej Chaty

Przed wymarszem

Na szczycie Krakovej Holi. I tam można się pobawić „po swojemu”

Popas po drodze na Krakovą Holę


Różnica wieku spora ale pobawić się można (obaj „panowie” byli w świetnej komitywie)

Na początku drogi na Krakovą Holę
[URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=2b9535c44af47baf]

Joanna z „dobytkiem” całej rodziny – nie jest tak źle – idzie wytrzymać

Wysoko-wyczynowe ubiory jeszcze niepotrzebne

Z kijakami trzeba zapoznawać się za młodu
Krzysztof trochę zmókł, Staszek ani trochę – „plandeka” była niezawodna

Kask jak na rajdzie samochodowym

Ten Velki Sokol nie taki straszny

Przeprawa przez „spienione wody”


Ale horolezec!

Słońce niestraszne

Po drodze na Wołowiec

Znalazł się pomocnik (po drodze do Brancalki)

U taty bardzo dobrze

Ale u mamy najlepiej

Zwłaszcza u takiej mamy

Są też potrzeby czułości


Sami też chodzimy


Wniesienie na grań trochę wysiłku wymaga

Teraz tata może odsapnąć
Rok później – „wspinaczkowe trudy” chyba nie naraziły na szwank zdrowią adepta taternictwa:



No i co? Przekonało was to choć trochę?
Te młody człowiek na tych zdjęciach „górskich” miał 1 rok i 7 miesięcy. Proszę zwrócić uwagę na wysoką jakość nosidła, które zapewnia ochronę zarówno przed słońcem jak i deszczem (specjalna obudowa z folii). Warto zwrócić uwagę na kask, w który młody człowiek był ubrany w Słowackim Raju (konkretnie w roklinie Velki Sokol). Na jednym zdjęciu widać jak sobie smacznie śpi jednak najczęściej bacznie obserwował drogę. Nie widać też po nim aby był zniechęcony, znudzony ani znużony drogą, wręcz przeciwnie. Nie widać też tego zmęczenia po jego rodzicach.
Ostatnie zdjęcia, zostały zrobione rok później, w jednej z miejscowości u podnóża Słowackiego Raju. Jak widać dziecko żyje i raczej wygląda kwitnąco. W ubiegłym roku w wieku ok. 3,5 roku wszedł wraz z rodzicami Na Babią Górę z Zawoi, Był zabezpieczony przez uprząż i odcinek liny. W dniu 2 czerwca br. uczestniczył w obchodach Dnia Dziecka w Jurajskim Klubie Wysokogórskim i dostąpił zaszczytu wspólnej fotografii z Krzysztofem Wielickim. Czyżby rósł następca?
Zdjęcia – Joanna R. I Krzysztof R. oraz moje
PS. Pani Joanna jest od niedawna przewodnikiem beskidzkim.

Mama z synem na szczycie Krakovej Holi w Tatrach Niżnych

Wymarsz na Wołowiec z pod bufetu na miejscu Tatliakovej Chaty

Przed wymarszem

Na szczycie Krakovej Holi. I tam można się pobawić „po swojemu”

Popas po drodze na Krakovą Holę


Różnica wieku spora ale pobawić się można (obaj „panowie” byli w świetnej komitywie)

Na początku drogi na Krakovą Holę
[URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=2b9535c44af47baf]


Joanna z „dobytkiem” całej rodziny – nie jest tak źle – idzie wytrzymać

Wysoko-wyczynowe ubiory jeszcze niepotrzebne

Z kijakami trzeba zapoznawać się za młodu
Krzysztof trochę zmókł, Staszek ani trochę – „plandeka” była niezawodna

Kask jak na rajdzie samochodowym

Ten Velki Sokol nie taki straszny

Przeprawa przez „spienione wody”


Ale horolezec!

Słońce niestraszne

Po drodze na Wołowiec

Znalazł się pomocnik (po drodze do Brancalki)

U taty bardzo dobrze

Ale u mamy najlepiej

Zwłaszcza u takiej mamy

Są też potrzeby czułości


Sami też chodzimy


Wniesienie na grań trochę wysiłku wymaga

Teraz tata może odsapnąć
Rok później – „wspinaczkowe trudy” chyba nie naraziły na szwank zdrowią adepta taternictwa:



No i co? Przekonało was to choć trochę?
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Raczej niemożliwe - Asia jest przewodnikiem dopiero od miesiąca.mefistofeles pisze:głupie pytanie - czy pani Joanna nie balowała aby ze mną w Sylwestra 2005 na imprezie SKPB Katowice? Była tam jedna dziewczyna, bardzo podobna i też przewodnik beskidzki (okrągła blacha, czyli państwowy, nie tylko studencki).
Jestem gorszego sortu...
Oczywiście na dnie dolin czy na łatwych ścieżkach dziecka kaskiem nie "męczono". Ale wszędzie tam gdzie "nosicz" potencjalnie mógł wywinąć "kozła" - tak. A te drabinki w Wielkim Sokole są trochę "nerwowe"horolezec pisze:Kask dla dziecka w górach...kurcze, bym nie pomyślał. Dobrze, że dałeś te zdjęcia
Jestem gorszego sortu...
Hej - przeciwnicy dzieci w górach - zobaczcie u wyciągnijcie wnioski - na zorganizowaną w dniu 2 czerwca przez Jurajski Klub Wysokogórski przybyło około setki dzieci wraz z rodzicami. To najlepszy dowód, że w "górołazkim" towarzystwie dzieci są u nie można ich ignorować.
Link do zdjęć z imprezy:
Bohater piktorialu na imprezie był - niestety się nie "wspinał", bo zaczął padać deszcz i mama uznała, że tym razem nie.
http://www.jkw.pl/galerie/cpg/thumbnails.php?album=366
Link do zdjęć z imprezy:
Bohater piktorialu na imprezie był - niestety się nie "wspinał", bo zaczął padać deszcz i mama uznała, że tym razem nie.
http://www.jkw.pl/galerie/cpg/thumbnails.php?album=366
Jestem gorszego sortu...
-
marzenadamian
-

- Posty: 8
- Rejestracja: pn 18 cze, 2007
- Lokalizacja: Brzesko
Swoje dzieci tj 5 lat i 10 lat (teraz mają tyle) 2 lata temu najpierw poprowadziłam do wodogrzmotów, gdzie zasmakowali uroków.potem już szli (podkreslam że mały szedł sam!) do Morskiego Oka.Czasem nawet biegł i ładnie omijał panie w szpileczkach,które zastanawiały się czemu chłopczyk nie jest zmęczony....zasmakowali gór.Potem był kasprowy(pieszo) dolina gąsienicowa, czarny staw,,, i tak pomału dało się iść z nimi.Teraz chodzimy na szlaki gdzie nie jest mozliwe zeby szli.dlatego trzeba ukrywać ze jedziemy w góry. 
Grzegorz - równie dobrze można niechcący upuścić swoje dziecko w domu, lub na ulicy wózek się może przewrócić, lub częściej - dziecko wypaść z wózka.gb pisze:
Ja wiem - my nosząc nasze dzieci na barana, na rękach albo - całkowicie "profesonalnie" w nosiłkach - się po prostu nie przewracamy. Bo rasowi turyści jesteśmy.
To tylko tak - do przemyślenia...
Mi osobiście mimo że byłam zwykle uważna dziecko parę razy w mieście z wózka wypadło (mimo tego że miało na sobie szelki). Po prostu oni w wózku notorycznie skakali trzymając się oparcia.
Czasem zwiśli głową w dół na szelkach.
Raz dziecko mi w domu spadło głową w dół z fotelika, takiego do karmienia (też usiłował sam wyjść).
Natomiast w górach, mimo że chodziłam z dziećmi w nosidełkach bardzo dużo nigdy nic się im nie stało.
Chyba zwyczajnie byłam bardziej uważna.
Pomijam już szycie powieki przeciętej po włażeniu na drabiną na strych i skręconą tydzień temu nogę przy skoku z wyższego piętra na domowy balkon, bo to nie dotyczy niemowlęcia.
Najwięcej wypadków zdarza się dzieciom w domu.
Pozdrowienia
Basia




