Zabili misia?
Zabili misia?
Tekst ze strony internetowej Tygodnika Podhalańskiego:
Niedźwiedzica „Siwa” od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem. Co się stało z drugim jej dzieckiem nie wiadomo.
W ostatnich dniach niedźwiedzica Siwa z dwójką urodzonych w zeszłym roku misiów pojawiała się na obrzeżach Zakopanego. Tradycyjnie pasła się na Polanie Kuźnickiej, ale także niedaleko Krzeptówek, poniżej Drogi pod Reglami.
Do naszej redakcji docierają jednak bardzo niepokojące informacje. W okolicach Doliny Kościeliskiej słyszano bowiem strzały, a Siwa od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem.
– Informacje o strzałach docierały również do nas. Faktem jest, że niedźwiedzica spaceruje teraz z jednym misiem. Dopóki nie ma dowodów, nie można mówić ani o śmierci misia, ani o kłusownikach – zauważa Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/modul ... e&sid=4430
I co o tym myślicie?
Niedźwiedzica „Siwa” od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem. Co się stało z drugim jej dzieckiem nie wiadomo.
W ostatnich dniach niedźwiedzica Siwa z dwójką urodzonych w zeszłym roku misiów pojawiała się na obrzeżach Zakopanego. Tradycyjnie pasła się na Polanie Kuźnickiej, ale także niedaleko Krzeptówek, poniżej Drogi pod Reglami.
Do naszej redakcji docierają jednak bardzo niepokojące informacje. W okolicach Doliny Kościeliskiej słyszano bowiem strzały, a Siwa od kilku dni pojawia się już tylko z jednym młodym misiem.
– Informacje o strzałach docierały również do nas. Faktem jest, że niedźwiedzica spaceruje teraz z jednym misiem. Dopóki nie ma dowodów, nie można mówić ani o śmierci misia, ani o kłusownikach – zauważa Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/modul ... e&sid=4430
I co o tym myślicie?
Brak dowodów. Misiak mógł zginąc w zupełnie innych okolicznościach. W Bieszczadach stosunkowo często giną młode i niedoswiadczone zwierzaki w wypadkach. W ub roku miś utopił się w strumieniu i to stosunkowo płytkim. Żubr, trzyletni młodzian z ogrodu zoologicznego skręcił sobie kark zjeżdżając ze stromizny wprost na drzewo.
Szukanie sensacji.
Szukanie sensacji.
Że misiu poszedł na browar do liska i za bardzo dał w kanał i teraz się boi mamie pokazywać. Albo tak przygrzali, że misiowi się poj... i teraz stoi na Krupówkach i za kilka zł pozuje z turystami do zdjęć. Niech TP lepiej sprawdzi czy ten brudno-niedźwiedziowaty to czasem nie on. Albo nażarł się czegoś w tych kuźnickich śmietnikach, dostał sraczki i teraz z gawry nie wychodzi. Ewentualnie był głupi jak but i stara go sprzedała do cyrku za paczkę fajek. Albo przejrzał swoją teczkę w IPN-ie i doznał szoku jak dowiedział się, że nawet to co misie lubią najbardziej czyli Miodek również na niego donosił.I co o tym myślicie?
A tak w ogóle to czy Siwą widywano w Kościeliskiej. Raczej stacjonuje wraz ze swoimi piastunami w okolicy Gąsienicowej.
Radziłbym sobie przypomnieć los pary misiów ze Slowenii sprowadzonych do Bawarii aby wznowić "populację" niedźwiedzi w Alpach bawarskich. Niedźwiedzie zamiast siedzieć w Alpach wolały buszować po farmach, mieszkańcy protestowali i wobec braku reakcji odp. władz "wzięli sprawy w swoje ręce" i znowu nie ma misi w Alpach Bawarskich.
W końcu to samo się stanie z Siwą. Proszę się wczuć w mieszkańca Krzeptówek, który budzi się rano i widzi przez okno, że niedźwiedzica z małymi śpi w jego zagrodzie.
W końcu to samo się stanie z Siwą. Proszę się wczuć w mieszkańca Krzeptówek, który budzi się rano i widzi przez okno, że niedźwiedzica z małymi śpi w jego zagrodzie.
Jestem gorszego sortu...
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Mieszkańców rozumiem nawet jeśli "wzięli sprawy w swoje ręce", ale wobec Twoich poprzednich postów na temat niedźwiedzi tatrzańskich odpowiedz szczerze: nie byłeś Ty przypadkiem ostatnio w Tatrach?Janek pisze:Proszę się wczuć w mieszkańca Krzeptówek, który budzi się rano i widzi przez okno, że niedźwiedzica z małymi śpi w jego zagrodzie.
A tak zupełnie poważnie...
Strzały w naszych Tatrach nie są wcale takie rzadkie. W okresach szczególnej aktywności miśków na asfalcie do MOka strażnicy jeżdżą tam z bronią i strzelają na postrach. Słyszałem także strzały dochodzące z Doliny Waksmundzkiej.
Przypominam, że Dyrekcja TPN-u informowała o działaniach mających "nakłonić "Siwą" do odejścia w ustronniejsze i bezpieczniejsze dla niej rejony". Może zatem być i tak, że palba to jedno, a przyczyna zagubienia się małego (!) miśka, to drugie.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Poprzednie posty były świadomą prowokacją. W dalszym ciągu uważam, że niedźwiedzie w Tatrach to porcja dynamitu - kiedyś pierdyknie bo pierdyknąć musi a przy intensywności ruchu turystycznego w Tatrach to pierdyknięcie może być drastyczne. Ale spece z TPN się cieszą ile to misiów wyhodowali. Na pytanie po co - odpowiedzi nie ma. W górach w których misie wyginęły jakoś nie słychać o klęsce ekologicznej.Zygmunt Skibicki pisze:ale wobec Twoich poprzednich postów na temat niedźwiedzi tatrzańskich
Jestem gorszego sortu...
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Idźmy więc dalej:Janek pisze:W górach w których misie wyginęły jakoś nie słychać o klęsce ekologicznej.
- w rzekach, w których wyginęły ryby, czy choćby tylko jeden ich gatunek... też?
- w lasach, w których wyginęły sarny, jelenie i zające, czy choćby tylko jedne z nich... też?
- na polach, na których wyginęły ptaki, czy choćby tylko jeden ich gatunek... też?
- na łąkach, na których wyginęły kwiaty, czy choćby tylko jeden ich rodzaj... też?
To wiesz, co? Ja chrzanię takie tereny. Poszukam sobie innych i po nich będę wędrował.
Nie Janku. Ochrona każdego gatunku w jego naturalnym środowisku, to nasza powinność. Czy to niedźwiedź, czy także potencjalnie groźny przy bezpośrednim spotkaniu żubr. A sarny, u których występuje plaga wścieklizny, to nie? Uważam to za potencjalnie większe zagrożenie dla ludzi niż tych kilka rocznie problemów z miśkami.
Inna sprawa, jak zapewnić byt niedźwiedziom, czy żubrom i bezpieczeństwo ludzi, którzy tak garną się do wędrówek? I na tym proponowałbym się skupić.
Jeszcze jedno. To nie jest żadna prowokacja.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
A jakich zwierzątek jeszcze chciałbyś się pozbyć z Tatr? Albo idźmy szerzej - w ogóle ze światowego ekosystemu? Czy tylko tych co gryzą i drapią czy też i tych co śmierdzą, są brzydkie, robią hałas itd?Janek pisze:W górach w których misie wyginęły jakoś nie słychać o klęsce ekologicznej.
Jak byłeś mały nie wpadłeś czasem do klatki z misiem?
Janku mam nadzieję, że to także prowokacja. Jeżeli nie to odpowiedz mi kto był pierwszy w Tatrach niedźwiedź czy turyści. Czyżby w Zakopanem nie wiedzieli co to jest turystyka zrównoważona? A może wiedzą ale dudki liczą się najbardziej? Po co w Tatrach dzika przyroda toż na tym niewiele się zarabia? Lepsza byłaby olimpiada!Janek pisze:
Poprzednie posty były świadomą prowokacją.
Nie, nie wpadłem. Tak na marginesie - czy ja Ci coś zrobiłem? Zabułem kogoś z rodziny abo co? Czepiasz się agresywnie!tomek.l pisze:Jak byłeś mały nie wpadłeś czasem do klatki z misiem?
Prawda jest taka, że wszędzie, absolutnie wszędzie, zwierzęta były pierwsze niż ludzie, nie mówiąc już o tak wysublimowanej formie działalności ludzkiej jaką jest turystyka.lucyna pisze:Jeżeli nie to odpowiedz mi kto był pierwszy w Tatrach niedźwiedź czy turyści.
Gdyby Tatry, a szczególnie ich polski kawałeczek były znacznie większe to bym nie mówił ani słowa. Albo też gdyby ruch turystyczny w nich był rozmiarów powiedzmy jak np. w Puszczy Nadnoteckiej (w Polsce trudno o dobry przykład). Ale jest odwrotnie - kawałek wielkości znaczka pocztowego a ludzi kupa, znacznie i to znacznie ponad chłonność tego terenu. To stwarza sytuację nieco odrębną.
Powiadacie, że niedźwiedź tam jest gospodarzem bo to jego pradawne dziedziny. Zgoda, to może wobec tego podejmiemy decyzję o likwidacji schronisk. No bo sytuacja jest idiotyczna - schroniska otacza się specjalnymi instalacjami typu elektryczny pastuch aby niedżwiedzie nie buszowały po śmietnikach. To co - w imię szczytnych zasad likwidujemy schroniska?
Za moich młodych lat wielokrotnie wędrowałem późnym wieczorem lub prawie po nocy między Morskim Okiem i Roztoką i czułem się całkowicie bezpieczny bo zagrożenia nie było. Owszem, czasami coś się słyszało, że czasami do Chochołowskiej przygoniło z Słowacji.
Ta populacja co jest jest w pewnym stopniu sztucznie wyhodowana. Jeżeli już chcemy ten stan utrzymywać to zmuśmy TPN aby miał nad tymi misiami kontrolę. To nie może być tak, że one są całkowicie bez kontroli i później ktoś zapłacił bilet i idzie do Strążyskiej na spacer i włazi prosto na misia. Albo się włóczą po Krzeptówkach i śpią po zagrodach. Wszczepić te urządzenia kontrolne i niech TPN śledzi każdego - jak polezie do Strążyskiej to wtedy panowie z TPN pojawiają się na bramkach i nie wpuszczają turystów. A jak polezie na Krzeptówki spać to policja pojedzie do właściciela i sąsiadów z ostrzeżeniem. Co by było gdyby czterolatki pierwsze wyszły z domu i wlazły wprost na te misie.
Paragraf któryś tam regulaminu PN mówi, że dyrektor parku odpowiada za bezpieczeństwo turystów (tak, tak - tak jest napisane) - i to go obliguje do odpowiednich działań. Zawczasu, przemyślanych. Powtarzam - kiedyś sprawa się rypnie i wtedy będą działania w tempie minutowym - oczywiście głupawe.
Trzeba być ostatnim idiotą aby w Zakopanem robić olimpiadę. Normalnie w sezonie nie ma gdzie auta postawić a tym durniom się olimpiady zachciewa.Lepsza byłaby olimpiada!
Jestem gorszego sortu...
Tak, dyr odpowiada za bezpieczeństwo ludzi. Z tego co wiem to schroniska są na terenie TPN. Popraw mnie jeżeli bym myliła się. Sam stwierdzasz, że chłonność i pojemność turystyczna regionu została drastycznie przekroczona. Co w takim razie zrobić? Zniszczyć podstawy ochrony przyrody czy ograniczyć ruch turystyczny? Zgadzam się, Siwa i inne niedźwiedzie powinne być odizolowane od ludzi. Nie sądzę aby to misiowa nawet z małymi stanowiła zagrożenie ale to raczej ludzie poprzez swe nierozsądne zachowanie mogliby spowodować agresywne zachowania drapieżnika. Spotkałam się oko w oko z niedźwiedziem (dzieliła nas róznica około 30 m) i wiem iż z takiego spotkania można wyjść bez szwanku. Pomysł z ogradzaniem schronisk uważam za dobry. Jednak jest to połowiczne rozwiązanie. Ograniczenie populacji nie wchodzi w rachubę. Wywiezienie niedźwiedzi w Bieszczady odpada. Nasza populacja jest liczna i utrzymuje się na stałym poziomie.
Wnioski same nasuwają się. Nie uważasz?
Wnioski same nasuwają się. Nie uważasz?
Nie. Zostawiamy w imię kompromisu.Janek pisze: No bo sytuacja jest idiotyczna - schroniska otacza się specjalnymi instalacjami typu elektryczny pastuch aby niedżwiedzie nie buszowały po śmietnikach. To co - w imię szczytnych zasad likwidujemy schroniska?
To coś słabo słuchałeś, bo okolice Roztoki i Waksmundzkiej są nieprzerwanie ostoją niedźwiedzia. Tymczasem w Tatrach Zachodnich przez dłuższy czas nie stwierdzono stałego ich występowania.Janek pisze: Za moich młodych lat wielokrotnie wędrowałem późnym wieczorem lub prawie po nocy między Morskim Okiem i Roztoką i czułem się całkowicie bezpieczny bo zagrożenia nie było. Owszem, czasami coś się słyszało, że czasami do Chochołowskiej przygoniło z Słowacji.
Nie będzie. Co roku ginie kilkanaście osób i nikt dyrektora po sądach nie ciąga.Janek pisze: Paragraf któryś tam regulaminu PN mówi, że dyrektor parku odpowiada za bezpieczeństwo turystów (tak, tak - tak jest napisane) - i to go obliguje do odpowiednich działań. Zawczasu, przemyślanych. Powtarzam - kiedyś sprawa się rypnie i wtedy będą działania w tempie minutowym - oczywiście głupawe.
Tak, wszystkie. Poza Domem Turysty w Zakopanem ale ten to na dobrą sprawę nie wiadomo co to jest. Kiepski hotel.lucyna pisze:Z tego co wiem to schroniska są na terenie TPN.
Trzeba było o tym pomyśleć w II połowie XIX wieku jak "rozdmuchano" wioskę góralską w olbrzymi kurort. Teraz nie widzę większej szansy.lucyna pisze:czy ograniczyć ruch turystyczny?
Toż o tym piszę.lucyna pisze:Zgadzam się, Siwa i inne niedźwiedzie powinne być odizolowane od ludzi.
Normalnie tak. Ale sytuacja jest nienormalna bo ona się włóczy po mieście. Przecież w ostatnich dnia (donoszono w radiu) zastano ją śpiącą w obrębie zagrody. Wyobraź sobie, że z domu wyszło dziecko. Czy czterolatka można oskarżać o nierozsądne zachowania? I nieszczęście może być. Nie chciałbym być wtedy w skórze dyrektora TPN. No i potrafię sobie wyobrazić reakcję władz. Podczas pierwszej fazy awanturt o rozbudowę kolejki linowej ówczesny minister, Antoni Tokarczuk (z Bydgoszczy i od Kaczorów) powiedział - Tatry dla Polaków a nie świstakówlucyna pisze:Nie sądzę aby to misiowa nawet z małymi stanowiła zagrożenie ale to raczej ludzie poprzez swe nierozsądne zachowanie mogliby spowodować agresywne zachowania drapieżnika.
Obecny minister zasłynął ostatnio z polowania na bażanty, właściwie w fermie hodowlanej Lasów Państwowych, w dodatku w okresie ochronnym. Wyobrażasz sobie reakcję władz gdyby zginęło dziecko? Pewnie byłaby drastyczna i pod wpływem chwili.
To trochę niesprawiedliwe co napisałaś o "dudkach". Usprawiedliwia Cię nieznajomość Tatr. Dla ludności góralskie niedźwiedź jest wrogiem nr 1. Nie wymawiano jego nazwy, mówiono "ON". Aby nie wywoływać przysłowiowego wilka z lasu.
No i jeszcze jedno - ostatnio misie operują często w dolinkach reglowych. To TPN ale i dla Zakopanego coś w rodzaju parku miejskiego. Tysiące ludzi z dziećmi. Oczywiście jest sprzężenie zwrotne - ludzie wtwalają w krzaki resztki jedzenia i to przyciąga niedźwiedzie.
Nie nawołuję do wybicia niedźwiedzi - stwierdzam jedynie, że dopuszczenie do zwiększenia ich populacji było otwarciem puszki Pandory. Ochraniarze też mogą się mylić. Z owcami przedobrzyli w jednym kierunku, z niedźwiedziami w drugim.
Jestem gorszego sortu...
To było czterdzieści i więcej lat temu. W dodatku po drodze nie zasuwały tysiące ludzi śmiecąc odpadkami żarcia po zaroślach. Co możesz wiedzieć jak wtedy bywało?MiG pisze:To coś słabo słuchałeś, bo okolice Roztoki i Waksmundzkiej są nieprzerwanie ostoją niedźwiedzia.
Ginie z powodów niezależnych od parku. Choć gdyby łańcuch się urwał wraz z turystą a rodzina denata wynajęła dobrego adwokata to mogłoby być różnie.MiG pisze:Nie będzie. Co roku ginie kilkanaście osób i nikt dyrektora po sądach nie ciąga.
Rozwiń to stwierdzenie! Kogo i z kim?MiG pisze:Nie. Zostawiamy w imię kompromisu.
Może sprecyzujesz? Ja próbuję się tylko domyślać i spodziewam się niezbyt przemyślanych. Oby nigdy się nie trafiło nieszczęście.lucyna pisze:Wnioski same nasuwają się. Nie uważasz?
Jestem gorszego sortu...
[quote="
To trochę niesprawiedliwe co napisałaś o "dudkach". Usprawiedliwia Cię nieznajomość Tatr. Dla ludności góralskie niedźwiedź jest wrogiem nr 1. Nie wymawiano jego nazwy, mówiono "ON". Aby nie wywoływać przysłowiowego wilka z lasu.
[/quote]
Janku zrozum ja mieszkam w Bieszczadach, tych bardziej zurbanizowanych, na granicy lasu. Niedaleko mnie znajduje się zarówno niedźwiedź jak i okresowo przybywa wataha wilków. Niedźwiedź zawsze budził strach. Czy jednak psychiczny atawizm występujący u miejscowych ma doprowadzić do wytępenia niedźwiedzi? Nie ma pośredniego rozwiązania. Tych misi nie przyjmą ogrody zoologiczne (przykład ZOO we Wrocławiu) ani nie zostaną przeniesione w inne zakątki Polski. Sam mówisz, że to turyści naruszyli równowagę więc parkowcy wraz z turystami powinni ją przywrócić. Na dzień dzisiejszy proponujesz wyrzucenie gospodarza z jego własnego domu.
To trochę niesprawiedliwe co napisałaś o "dudkach". Usprawiedliwia Cię nieznajomość Tatr. Dla ludności góralskie niedźwiedź jest wrogiem nr 1. Nie wymawiano jego nazwy, mówiono "ON". Aby nie wywoływać przysłowiowego wilka z lasu.
[/quote]
Janku zrozum ja mieszkam w Bieszczadach, tych bardziej zurbanizowanych, na granicy lasu. Niedaleko mnie znajduje się zarówno niedźwiedź jak i okresowo przybywa wataha wilków. Niedźwiedź zawsze budził strach. Czy jednak psychiczny atawizm występujący u miejscowych ma doprowadzić do wytępenia niedźwiedzi? Nie ma pośredniego rozwiązania. Tych misi nie przyjmą ogrody zoologiczne (przykład ZOO we Wrocławiu) ani nie zostaną przeniesione w inne zakątki Polski. Sam mówisz, że to turyści naruszyli równowagę więc parkowcy wraz z turystami powinni ją przywrócić. Na dzień dzisiejszy proponujesz wyrzucenie gospodarza z jego własnego domu.
Ostatnio zmieniony ndz 20 maja, 2007 przez lucyna, łącznie zmieniany 1 raz.
Są źródła pisaneJanek pisze: To było czterdzieści i więcej lat temu. W dodatku po drodze nie zasuwały tysiące ludzi śmiecąc odpadkami żarcia po zaroślach. Co możesz wiedzieć jak wtedy bywało?
Tak samo niezależnym powodem byłby niedźwiedź. Albo tak samo zależnym - w tym sensie, że TPN teoretycznie mógłby coś zrobić, żeby poprawić bezpieczeństwo. Przecież można dać sztuczne ubezpieczenia na wielu szlakach, gdzie teraz ich nie ma, tak samo jak odizolować niedźwiedzie.Janek pisze: Ginie z powodów niezależnych od parku. Choć gdyby łańcuch się urwał wraz z turystą a rodzina denata wynajęła dobrego adwokata to mogłoby być różnie.
Z jednej strony nie wyganiamy ludzi z Parku, a z drugiej nie wybijamy niedźwiedzi.Janek pisze:Rozwiń to stwierdzenie! Kogo i z kim?MiG pisze:Nie. Zostawiamy w imię kompromisu.
Niby w którym miejscu. Ja tylko próbuję zwrócić nieśmiało uwagę na to, Ze problem jest i lepiej zawczasu coś z nim zrobić. Bo jak ta Siwa ubije miejscowe dziecko to będzie piekiełko i pan Szyszko wyrżnie jakąś głupotę. Z dolinkami reglowymi to ja np. bym wiedział co zrobić ale nie napiszę bo by mnie Zygmunt z Tomkiem.I "zabili". A co do gospodarza. Czy człowiek też nie jest gospodarzem matki ziemi? Z kosmosu nas zrzucono 300 lat temu? To jest taka dość prymitywna propaganda ekologiczna, która przynosi naturze więcej szkody niż pożytku.Na dzień dzisiejszy proponujesz wyrzucenie gospodarza z jego własnego domu.
Może. Ale wtedy z Wołoszyna i Waksmundzkiej nie wyłaziły. Bo to były jeszcze prawdziwe niedźwiedzie żywiące się tym co niedżwiedziom przystoi a nie snickersami wyrzucanymi w krzaki przy drodze z Palenicy. Bo drogą wtedy prawie nikt nie chodził bo autobusy podjeżdżały pod morenę. I patrząc na to co się dzieje teraz to ja się zastanawiam czy to nie było ekologicznie bardziej rozsądne. Bo ilość wjazdów autobusów można ograniczyć a ilość ludzi trudniej. Takiego syfu jaki teraz jest przy drodze wtedy nie było (snickersów zresztą też)MiG pisze:Są źródła pisane smile PAN prowadzi(ł) badania.
Nie tylko teoretycznie ale i praktycznie. Gdyby tych niedźwiedzi było kilkaset to byłoby trudno ale przy tych ok. 15 można.MiG pisze:że TPN teoretycznie mógłby coś zrobić,
No i zastanów się dlaczego przy słowackich schroniskach w nocy elektrycznych pastuchów nie zakładają? Widać nie trzeba! Pomyśl dlaczego?
MiG - nie próbuj mi imputować zamiaru wybicia niedźwiedzi - to nie jest uczciwy sposób prowadzenia dyskusji. Ja się tylko zastanawiam nad rozwiązaniem problemu. Jestem ciekaw co byś gadał gdyby w Kampinosie żyły sobie lwy i w poszukiwania żarcia snuły się w Warszawie pod Twoim domem.MiG pisze:a z drugiej nie wybijamy niedźwiedzi.
Jestem gorszego sortu...


