Samotnie czy z 2-latkiem?

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Samotnie czy z 2-latkiem?

Post autor: MiG »

Janek pisze: Byliśmy kilka lat temu w Słowacji - Kuba, ja i znajomi z niespełna dwuletnim chłopcem. Mieszkaliśmy u wlotu Demianovskiej i chodziliśmy po Niżnych. Penego dnia jednak pojechaliśmy do Rohackiej i stanęliśmy na parkingu nieopodal Spalonego Żlebu i potem już piechotą do bufetu, w miejscu gdzie stała kiedyś Tatliakowa Chata. Sądziłem, że jak zajdziemy Rohackich Stawów do będzie dobrze. A tu J., mama małego mówi, że może by tak na Wołowiec. Roześmiałem się i mówię - a S. (dziecko) do lodówki w bufecie. Nie, pójdzie z nami. Na Rakoń S. został wniesiony w nosidle, od Rakonia na szczyt Wołowca szedł sam. Na szczycie był m.in. słowacki przewodnik z blachą UIGMA z klientami z Anglii - zrobili sobie z S. zdjęcie. Szli na Rohacze. Zapytaliśmy się żartem czy możemy się przyłączyć. Zapytał ile ma lat, niespełna dwa, no to za jakieś 6 lat zapraszam. Zgodnie z Twoją teorią, Miro, to powinien nas z***** jak bure suki. Jakoś nam się upiekło. Wróciliśmy do auta - ja byłem najbardziej zmęczony.
MiG pisze: No cóż, nie sądzę, żeby to był wspaniały przykład na obronę Twojej tezy o stopniowym wprowadzaniu w góry.
A innymi słowy mówiąc, ryzyko dla tego dzieciaka było większe niż dla mnie w czasie samotnego wejścia zimowego.
chief pisze: polemizowałbym
Janek pisze: Nie rozumiesz tego "sam" chyba dosłownie. Oczywiście szedł prowadzony za rękę, ścieżka jest szeroka, to nie Orla Perć. Pokazałbym zdjęcie ale niestety nie mam na to upoważnienia. Jeśli masz zastrzeżenia typu medycznego to też jesteś w błędzie. Było to konsultowane z pediatrą. Dziś chłopczyk dochodzi 6 lat i jest okazem zdrowia. Zarówno jego mama jak i tata znają góry i jak się w nich poruszać. Może rozwiniesz Twoje wątpliwości - trochę wysoko podbiłeś stawkę - samotne wejście zimowe - rozumiem, że na Wołowiec, może jeszcze przy dużym zaśnieżeniu i silnych wiatrach.
MiG pisze: "Sam" nie dotyczyło 2-latka, co widać nawet w powyższym cytacie.
Generalnie nie trzeba się bardzo wysilać, żeby zobaczyć ryzyko - nawet opiekun może się potkąć, czy to niosąc dziecko, czy też prowadząc go za rękę i spowodować jego upadek, już nie mówię, że dziecko samo może się wywalić i obetrzeć kolana albo co, zmiany pogody także będą bardziej mu dokuczać niż w przypadku dorosłego.
Stawka podbita tym wyżej im mniej trafiony argument w dyskusji o prowadzeniu dzieci w góry.
A czy ja mówię że 2-latek ma byc prowadzony w czasie załamania pogody???
Janek pisze: Po pierwsze - pytanie zasadnicze - masz dzieci? Chyba nie. I to właściwie wszystko tłumaczy. Po drugie - ten Twój katalog jest tak obfity, że gdyby go brać poważnie to przez analogię można powiedzieć, że strach wyjść z domu na ulicę bo zaraz jakiś pirat drogowy wjedzie na chodnik i Cie przyciśnie do muru. Sądząc po zdjęciach z forum to większe ryzyko obtarcia kolana w czasie wywrotki ma większość koleżanek i kolegów z forum bo krótkie spodnie są regułą, niż ten mały ZAWSZE w długich spodenkach.
Pogoda - byś zobaczył nosidło tego małego - moi znajomi nie są przesadnie dobrze sytuowani, nauczycieli pan G. nie rozpuszcza ale nosidło małeg S. to był Rolls-Royce wśród nosideł - ani kropli deszczu. Przyznam się, że na początku miałem wątpliwości - teraz ich nie mam w ogóle.
Z dziećmi jest inny problem - mają 300 pomysłów na raz i niczego się nie boją. Mnie, jako chłopowi, stwarzało to problem ze swoimi. Ale nie matce z synem - bo mama ma nie 300 pomysłów ale 600 domysłów co dziecko może zrobić i tak jak dziecko się niczego nie boi to mama się o nie boi cały czas. Zresztą jakbyś raz poszedł z nimi w góry to byś stracił wszelkie wątpliwości. Chief jeździ z swym potomkiem w góry i od razu był innego zdania. No i nie masz pojęcia jaka to frajda - siedzimy np. na szczycie Krakovej Holi i włazi skupinka słowacka i patrzy jak wryta skąd się ten mały tam wziął.
Z tym przewodnikiem UIAGMA rozmawiałem dość długo - zapytałem co sądzi o tym - nie miał zastrzeżeń. Najmniejszych. A był to jeden z najbardziej znanych przewodników słowackich, najwyższa półka.
chief pisze: wiesz o tym, że np. w reglach:
- może się na dzecko zwalić drzewo
- ukąsić go żmija
- większe prawdopodobeństwo spotkania z misiem
- no i zapomniałem, że na ziemie czasem spadają meteory.....
Czyżby najprofesjonalniej, to siedzieć w domu ?
chief pisze:
lucyna pisze: ale nigdy jeszcze nie widziałam w Bieszczadach płaczących na szlaku małych dzieci.
jeśli płacze ze zmęczenia, czy nudów, jest to znak do akcji: nazad
Ja widziałem, podczas majówki (3 latek) i to nawet płacz był dość mocny...hmm, o kurde chyba to było moje dziecko, ale dlaczego ?, czy był świadomy, ze niedobrzy rodzice go na siłę ciągną do Dol. Rohackiej ?, eeee nie, łojciec obiecał pokazać Rohackie Wodospady, ale było tam zbyt dużo śniegu i się nie wywiązał....oj była awantura
dagomar pisze: 2 lata temu widziałem wycieczkę ośmiolatków granią Banówki - trudności porównywalne z OP ,dzieci szły w szeleczkach i kaskach w lotnej asekuracji na linie trzymanej przez dorosłych (jeden co 3 dzieci) ,wśród których bycnajmniej 2 (a może wszyscy) vodców. Każda pociecha dźwigała swój wielki plecak ,miała porządne buty i na twarzy dumę zdobywcy Korony Ziemii. Aż miło było popatrzeć.
8 chyba już lat temu na OP w miejscu ,gdzie trzeba dać duży krok na drabinkę ,dwójka młodych Japończyków przerzuciła sobie dziecko na oko dwu-trzyletnie (tak tak ,ojciec stojący na krańcu zachodu rzucił malca matce ,która łapała go z drabinki).
Nie da się tego porównać ,nie da się powiedzieć ,od ilu lat można iść w Tatry ,widziałem pewnie stąpające ośmiolatki z ojcami ,sprawiające wrażenie bardziej doświadczonych od piętnastolatków ,niepotrafiących sobie poradzić w najprostszym turystycznym terenie.
Miro pisze: Sprawność fizyczna (poruszanie się w terenie itd) to jedno a umiejętność przewidywania, logicznego myslenia, opanowania itd to cechy raczej ludzi dorosłych (choć są dość częste wyjątki) a nie dzieci. Np. Idzie ojciec z synem i tata zasłab lub był inny wypadek i dziecko jest zdane samo na siebie. I co wtedy? Typowe zachowanie to panika i bezradność. Może i prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest mniejsze niż np. wypadek drogowy ale istnieje. Napewną są też dzieciaki które poradziłby sobie w takiej sytuacji i każdy z rodziców jest pewnie o tym przekonany że tak będzie zabierając pocieche w góry tylko że będą to nie liczne wyjątki.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Janek pisze: Po drugie - ten Twój katalog jest tak obfity.
A co mam pisać – że poleci w przepaść i tyle? Ten katalog jest taki samo dobry jak katalog zagrożeń, które wymyślisz dla samotnego wędrowcy. W zimie dochodzi to, że można pojechać z jakimś nawisem albo polem śnieżnym. I tu owszem jest ryzyko, tu trzeba uważać – tak samo jak rodzic/opiekun musi non-stop uważać na 2-latka.
Janek pisze: gdyby go brać poważnie to przez analogię można powiedzieć, że strach wyjść z domu na ulicę bo zaraz jakiś pirat drogowy wjedzie na chodnik i Cie przyciśnie do muru
Być może statystyka potwierdziłaby ten pogląd. Można się zastanowić nad uproszczonym policzeniem co jest bardziej prawdopodobne. No i wydaje mi się, że jak rodzic idzie ulicą z dzieckiem to bardziej uważa na to, co się dzieje wokół? (to tylko z obserwacji, bo jak dobrze przypuszczasz dzieci nie mam)
Janek pisze: Zresztą jakbyś raz poszedł z nimi w góry to byś stracił wszelkie wątpliwości. Chief jeździ z swym potomkiem w góry i od razu był innego zdania.
No przecież nie mówię, żeby dzieci w ogóle w góry nie zabierać. Tylko może na początek takie trasy gdzie łatwiej się wycofać jakby coś się działo (zła pogoda, kontuzja czy po prostu złe samopoczucie dziecka). Napisałem na początku że „stopniowe wprowadzanie w góry” nie polega na wyjściu na Wołowiec na dzień dobry.
Janek pisze: Z tym przewodnikiem UIAGMA rozmawiałem dość długo - zapytałem co sądzi o tym - nie miał zastrzeżeń. Najmniejszych.
Myślę też że nie miałby zastrzeżeń jakbyśmy się we dwóch na tymże Wołowcu spotkali w lutym.
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

chief pisze: wiesz o tym, że np. w reglach:
- może się na dzecko zwalić drzewo
- ukąsić go żmija
- większe prawdopodobeństwo spotkania z misiem
- no i zapomniałem, że na ziemie czasem spadają meteory.....
Czyżby najprofesjonalniej, to siedzieć w domu ?
Rozumiem, że z tego powodu lepiej z dzieckiem ganiać po turniach? :) Na które zanim sie wejdzie, to i tak trzeba się przedrzeć przez te niebezpieczeństwa.
Zresztą przecież nie rozpatrujemy tu opcji: wychodzić z dzieckiem czy też nie wychodzić w ogóle. Biorąc pod uwagę ilość wypadków, które zdarzają się w dmoach - lepiej pójść w góry :P
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

@ MiG - generalnie wychodzi z tego to, że nie masz żadnej praktyki w "obcowaniu" z dziećmi w Tatrach. No i pewnie się teraz zdziwisz - znacznie więcej uwagi i starania wymaga dopilnowanie dziecka, szczególnie małego w terenie reglowym niż np. w Staroleśnej czy Małej Zimnej Wody. Jak sądzę, to BasiaZ to potwierdzi i Chief także.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Janek pisze:@ MiG - generalnie wychodzi z tego to, że nie masz żadnej praktyki w "obcowaniu" z dziećmi w Tatrach. No i pewnie się teraz zdziwisz - znacznie więcej uwagi i starania wymaga dopilnowanie dziecka, szczególnie małego w terenie reglowym niż np. w Staroleśnej czy Małej Zimnej Wody. Jak sądzę, to BasiaZ to potwierdzi i Chief także.
Ooo - jeden z moich ulubionych tematów :-) - dzieci w górach.

Ja ze swoimi synami (jak już pisałam obecnie 15 i 20 lat) zaczęłam chodzić po górach już przed ich urodzeniem ;-)

Ale poważniej - jestem zdecydowanie zdania że jeśli wybieram się z dzieckiem na wycieczkę - to to jest wycieczka dla dziecka i zawsze dostosowuję się do niego i do jego aktualnych możliwości.
Co nie znaczy wcale że z wielu rzeczy musiałam rezygnować.
Wówczas ogląda się góry inaczej - z całkiem innej perspektywy, też bardzo pouczającej, zatrzymuje przy każdym kwiatku, każdym kamieniu.

Ale z kolei kiedy dziecko zaczyna marudzić (zanim jeszcze ryknie) - to jest to natychmiastowy sygnał do odwrotu, choćby było się 100 m od szczytu.
Tak samo bardziej trzeba uważać na wszelkie zmiany pogody, na słońce itd. zresztą wiadomo.

Sama chodziłam ze swoimi dziećmi bardzo często. W nosidełkach byli noszeni od kiedy skończyli mniej wiecej 8 miesięcy (urodzili się 29 listopada 1986 i 28 listopada 1991, więc latem kolejnego roku tyle mieli).

Potem jak tylko zaczęli chodzić sami też chodzili na krótkie a potem coraz dłuższe wycieczki.
W warunkach trudniejszych - np. Słowacki Raj, Orla Perć tylko na "sztywnej" asekuracji ze stanowiska zalożonego na drabince lub kotwie łańcucha i tylko w kasku.
Slwoackim Raju byliśmy jak Michal miał 4,5 roku na Orlej Perci Maciek był w wieku 7 lat (Michał miał wtedy 12)

Zresztą uwielbiali takie trasy (i nadal lubią).

Przyznam się, że chodząc z nimi też zrobiłam w życiu parę "głupot", dobrze że nic się nie stało, a także, że mnie nikt nie zauważył i nie zrobił zdjęcia - ale byłaby dyskusja. ;-)

Pozdrowienia

Basia
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Janek pisze:@ MiG - generalnie wychodzi z tego to, że nie masz żadnej praktyki w "obcowaniu" z dziećmi w Tatrach.
No, owszem, jeśli bym miał to bym o tym napisał :)
Basia Z. pisze: Ja ze swoimi synami (jak już pisałam obecnie 15 i 20 lat) zaczęłam chodzić po górach już przed ich urodzeniem
Dobra, to co innego :)
Basia Z. pisze: Ale z kolei kiedy dziecko zaczyna marudzić (zanim jeszcze ryknie) - to jest to natychmiastowy sygnał do odwrotu, choćby było się 100 m od szczytu. Tak samo bardziej trzeba uważać na wszelkie zmiany pogody, na słońce itd. zresztą wiadomo.
No i dlatego wyjście z 2-latkiem na Wołowiec wydało mi się cokolwiek ryzykowne (tylko tyle i aż tyle, nie pisałem że to głupota czy coś w tym stylu). Bo jednak trochę się stamtąd wraca.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Basia Z. pisze:jestem zdecydowanie zdania że jeśli wybieram się z dzieckiem na wycieczkę - to to jest wycieczka dla dziecka i zawsze dostosowuję się do niego i do jego aktualnych możliwości.
Jeśli w ogóle można zgodzić się z kimś w dwustu procentach, to tak się właśnie zgadzam z Basią. Z wszystkimi tego konsekwencjami, a zapewniam - jest ich tak wiele, że to całkowicie zmienia zarówno planowanie jak realizację poważniejszych eskapad i to nie tylko górskich.
Co do tego Wołowca z brzdącem, to chyba nie jesteśmy w stanie porządnie oceniać decyzji podjęcia wycieczki tak "z odległości" klawiatury i monitora. Wszak to, że wszystko skończyło się dobrze argumentem żadnym nie jest. Z drugiej strony, "moja" metoda zaczynania od bardzo niskich gór i stopniowe podnoszenie kilometrów do przetuptania i "metrów n.p.m." aż do Tatr po maturze, a potem to już zwykle dzieciaki decydują, gdzie z nami będą chciały jeździć, także ma swoje poważne wady. Ja nie narzekam, ale znam kilka nieudanych takich "edukacji".
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Czyli jesteś za a nawet przeciw. Większość drogi a w zasadzie całe bardziej uciążliwe podejście mały odbył w nosidle (luksusowym, ze wszystkimi bajerami, nawet parasolem od słońca. Co w tym złego, że sobie podreptał p łatwiutkiej ścieżce na grani prowadzony za rękę. Zresztą podobnie jak syn Basi bywał w Tatrach w okresie prenatalnym.
Moim zdaniem problem leży w czym innym - okres nosidełkowy ma to do siebie, że się kończy, w pewnym momencie tata (bo to on jest na ogół tragarzem) już nie jest w stanie dalej nosić bo dziecko jest za duże i za ciężkie. Niestety jednak dziecko nie jest w stanie dotrzymać kroku rodzicom w tym czego oni by chcieli (np. Orlej Perci). No i to będzie dość długi okres. I co w jego czasie? Chodzić samemu a dziecko do babci? To tylko jedno z rozwiązań. Ciekaw jestem zdania naszych bezdzietnych koleżanek i kolegów, ale na Boga - nie pouczajcie! ;)
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Został poruszony dosyć ciekawy problem - ja pzrygodę z górami tak naprawde dopiro zaczynam, i niechciałbym szybko z niej rezygnować, a pewnie za jakies 2-3 lata tzreba będize pomyśleć o dziecku. I jak się nad tym zastanwiam to myślę, że duzo zależy od predyspozycji dzieciaka. Na początek nosidełko to sądzę, że każde dziecko zdzierży w umiarkowanych stopniu oczywiście, a później mój plan jest taki żeby zaszczepiać dzieci górami, jakieś Pieniny, Beskid Sądecki, Gorce, połączone z ajkims piknikiem etc. a jak złapią bakcyla to Taterki i stopniowo coraz wyżej. Sądze, że z 6 latkiem można śmiało smigać w Pieninach czy Beskidize a jak polubi to 9-12 latek w Taterkach też da radę.

pozdrawiam
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Janek pisze:Czyli jesteś za a nawet przeciw.
Nie Janku. Ja jestem za zdrowym rozsądkiem. Jeśli mam się wypowiadać zerojedynkowo mając tylko tyle informacji, ile w tej sprawie mam, wolę "spuścić się" na rzeczony rozsądek opiekunów.
No i to będzie dość długi okres. I co w jego czasie? Chodzić samemu a dziecko do babci? To tylko jedno z rozwiązań.
To był właśnie argument, bym przyjął "moją" metodę - patrz wyżej, ale jak wspomniałem, wcale nie jestem przekonany, że ona jest dobra zawsze i dla każdego. Ba, z moim synem wyszło dobrze, ale z młodszą jedynie o rok córką nie powiodło się - ona po prostu nie "złapała" bakcyla. Upraszczam, rzecz jasna. To po prostu jest bardziej skomplikowane niż mogło by się wielu wydawać.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

lukas_12 pisze:Sądze, że z 6 latkiem można śmiało smigać w Pieninach czy Beskidize a jak polubi to 9-12 latek w Taterkach też da radę.
Rozsądnie to widzisz, ale zwracam uwagę na zdanie Basi - to trzeba robić dla dziecka i bacznie obserwować jego reakcje. Nic na siłę!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Lukas

-#6
Posty: 2585
Rejestracja: pt 04 maja, 2007
Lokalizacja: Dębica

Post autor: Lukas »

Zygmunt Skibicki pisze:
lukas_12 pisze:Sądze, że z 6 latkiem można śmiało smigać w Pieninach czy Beskidize a jak polubi to 9-12 latek w Taterkach też da radę.
Rozsądnie to widzisz, ale zwracam uwagę na zdanie Basi - to trzeba robić dla dziecka i bacznie obserwować jego reakcje. Nic na siłę!
To się zgadza nic na siłę bo obrzydzimy mu góry i nic z tego nie będzie.
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

lukas_12 pisze:nic na siłę bo obrzydzimy mu góry i nic z tego nie będzie.
I właśnie o to mi chodzi!
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Mecenas

-#5
Posty: 519
Rejestracja: śr 09 sie, 2006
Lokalizacja: Chełmno/Toruń

Post autor: Mecenas »

Moze pozwole sobie wtracic swoje 3 grosze, co prawda beda to wyniki obserwacji dziecka troszke starszego (10 lat, dziewczynka), ale to chyba i tak pasuje do tematu.
W czasie weekendu majowego mialem niewatpliwa przyjemnosc pochodzenia po Tatrach z grupka w wiekszosci dosc poczatkujacych w tym temacie, w tym z 10 letnia siostra mojej przyjaciolki, ktora dotychczas widziala jakiekolwiek gory tylko na zdjeciach. Do wyjazdu przygotowywala sie od kilku miesiecy - bo wiedziala sporo predzej, ze takowy bedzie. Odkladala pieniazki, kupila sobie kijki, jakies buciki (moze nie super-hiper-niesamowito-gore-vibramkosmos, ale przynajmniej kostke trzymalay).
Powiem szczerze, iz jadac tam bylem pelen obaw - wiadomo, ze jej zachwyt wyjazdem nie musial sie przelozyc na zachwyt lazeniem po gorach. I jak bylo?
Powiem jedno: szok. Dziesiecioletnia, niepozorna dziewczynka byla ZAWSZE na przedzie, ponadto przeszla wiecej, niz jej kilkunastoletnio starsze kolezanki.
Buciki troszke jej obtarly stopki, ale nie spotkalem sie z ANI JEDNYM slowem skargi z jej ust - w kazdym momencie zachwyt i usmiech na ustach...
Do czego zmierzam? Sporo zalezy od nastawienia dziecka do gor. Dobre jest pewnie nawet wiecej niz polowa sukcesu, stad sadze, ze zabieranie maluchow warto zaczac (o ile nie ma przeciwwskazan) jak najszybciej.
Warto zachecac, opowiadac, mobilizowac. Madzia (bo tak ma na imie ta mlodziutka niewiasta) zeczela lapac bakcyla sluchajac moich i jej sisotry opowiesci i ogladajac fotki z naszych wypraw.
Czy faktycznie jej sie spodobalo? Niech odpowiedzia bedzie jej pytanie: "Rafal, a czy w wakacje zabierzesz mnie na Rysy?"
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

lukas_12 pisze:To się zgadza nic na siłę bo obrzydzimy mu góry i nic z tego nie będzie.
Nie tylko góry - również i zajęcia plastyczne, tenisa, fotografię, jazdę konną, pływanie, szachy itd itd - są rodzice, którzy w zbożnym zapale udostępnienia maluchowi tego wszystkiego czego na ogół sami nie mieli, biją rekordy i młody człowiek z wywieszonym językiem biega z zajęć na zajęcia (lub jest wożony i wtedy jeszcze tata lub mama cierpi skutki swoich ambicji). A dziecko musi mieć trochę czasu dla siebie, na zwykłą zabawę, bardzo często wcale nie "ambitną".
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Mecenas pisze:"Rafal, a czy w wakacje zabierzesz mnie na Rysy?"
I od słowackiej strony spokojnie możesz to zrobić. Z polskiej bym się bał.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

Mecenas pisze:Dziesiecioletnia, niepozorna dziewczynka byla ZAWSZE na przedzie
Pamiętam jak kiedyś byłem na koloniach tez była tak jedna małą kozica - nikt nie mógł jej dopędzić.
Janek pisze:Mecenas napisał(a):
"Rafal, a czy w wakacje zabierzesz mnie na Rysy?"
I od słowackiej strony spokojnie możesz to zrobić. Z polskiej bym się bał.
Potwierdzam.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Awatar użytkownika
Zygmunt Skibicki

-#7
Posty: 4030
Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Post autor: Zygmunt Skibicki »

Mecenas pisze:Czy faktycznie jej sie spodobalo? Niech odpowiedzia bedzie jej pytanie: "Rafal, a czy w wakacje zabierzesz mnie na Rysy?"
Opisałeś nam tu klasyczny przykład mądrego wprowadzania w góry. Może można i jeszcze lepiej, ale Twoja metoda zaskutkowała i tylko to jest ważne. Dziewczyna "złapała" to co najważniejsze - radość z wyprawy.
...byla ZAWSZE na przedzie...
Jako argument potwierdzający, że jej sie podobało, to jest dobre, ale nie rozbudzaj w niej "ściganctwa" - dobrze radzę.
Powodzenia w dalszych wycieczkach. Jak najpierw poszlajacie się trochę po lżejszych skalnych szlakach typu Kozi od Piątki, to może i te Rysy będą osiągalne już tego roku. Janek ma rację - od słowackiej strony i powrót także. Tam jest jeden łańcuch, taki "aby był" (potrzebny tylko przy oblodzeniu), więc i tego pannica zazna.
Ostatnio zmieniony ndz 20 maja, 2007 przez Zygmunt Skibicki, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zygmunt Skibicki pisze:Janek ma rację - od słowackiej strony i powrót także.

Miał 9 lat i dwa miesiące. Ale piąty raz w Tatrach.

"Było się na tych Rysach"

Obrazek
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Mecenas

-#5
Posty: 519
Rejestracja: śr 09 sie, 2006
Lokalizacja: Chełmno/Toruń

Post autor: Mecenas »

Janek pisze: Nie tylko góry - również i zajęcia plastyczne, tenisa, fotografię, jazdę konną, pływanie, szachy itd itd - są rodzice, którzy w zbożnym zapale udostępnienia maluchowi tego wszystkiego czego na ogół sami nie mieli, biją rekordy i młody człowiek z wywieszonym językiem biega z zajęć na zajęcia (lub jest wożony i wtedy jeszcze tata lub mama cierpi skutki swoich ambicji). A dziecko musi mieć trochę czasu dla siebie, na zwykłą zabawę, bardzo często wcale nie "ambitną".
Podpisuje sie pod tym obiema lapkami. Dobrze jest moc pozwolic dziecku na sprobowanie wszystkiego, aby chociaz wiedzialo, co moze wybrac.

Oczywiscie sa to moje dosc teoretyczne wnioski, wyplywajace z obserwacji otoczenia - sam wciaz jestem bezdzietne. Ale i z tym da sie cos zrobic ;)
Janek pisze: I od słowackiej strony spokojnie możesz to zrobić. Z polskiej bym się bał.
Oczywiscie, nie ryzykowalbym zycia/zdrowia dziecka. Wiem, ze wchodzenie od strony polskiej mogloby jej dac sporo radosci, jest w sumie dosc silna i uparta, ale jednak - przy tak poczatkujacej "gorolazce" lepie podejsc z nadmiarem ostroznosci.
ODPOWIEDZ