Legalne polowanie na niedźwiedzie w Tatrach
Legalne polowanie na niedźwiedzie w Tatrach
Kto ma dużo kasy i chęć strzelania do misiów tatrzańskich, niech jedzie na Słowację. Tam bez jakichkolwiek sankcji możesz sobie upolować misia. Co za czasy....nawet w Tatrach nie ma azylu dla tych poczciwych stworzeń. Ciekawe kiedy wydadzą pozwolenie na strzelanie do kozic. Dzisiaj podano do publicznej wiadomości w mediach.
Jak można strzelać do niedźwiedzi? Tyle starań o utworzenie Parku Narodowego, zeby chronić gatunki, wielka duma TPN-u, ze liczba gatunków wzrosła a tu odstrzałMariusz pisze:Informacja o odstrzale niedźwiedzi
Odstrzał jest dozwolony w przypaku zachwiania równowagi biologicznej, ale chyba w Tatrach te kilkadziesiąt niedźwiedzi, nie zaburza żadnej równowagi, tym bardziej, że w ostatnich latach jakoś niechętnie się rozmnażały
Gazeta Wyborcza nr 254, wydanie waw (Warszawa) z dnia 28/10/2004 ADAM WAJRAK
Rzeź misiów
63 niedźwiedzie mogą zginąć na Słowacji od kul myśliwych. - Pomóżcie nam zatrzymać tę rzeź! Zagrożone są też misie w Polsce i Czechach, bo przecież zwierzęta nie znają granic - apelują słowaccy ekologowie
Niedźwiedzie formalnie znajdują się na Słowacji pod ochroną. Co roku jednak tamtejszy resort ochrony środowiska zezwala na odstrzał kilkudziesięciu zwierząt (w tym roku na 63 sztuki). - Ale teraz powinna obowiązywać nas unijna dyrektywa, która zakazuje strzelać do niedźwiedzi - mówi Juro Lukac, szef Stowarzyszenia Ochrony Lasów "Vlk", znanej słowackiej organizacji ekologicznej.
Zaniepokojeni są polscy naukowcy, bo większość naszych misiów żyje przy granicy ze Słowacją i dość często przechodzą na drugą stronę. - Dla nas katastrofą jest strata już nawet kilku osobników - mówi prof. Henryk Okarma, szef Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Jego zdaniem polski rząd powinien interweniować w Bratysławie. - To nie będzie wtrącanie się w wewnętrzne sprawy innego kraju. Nie może być tak, że od lat z wysiłkiem chronimy te zwierzęta, a ktoś inny za miedzą je morduje - dodaje.
Słowacy chcą zabić bardzo dużo zwierząt, blisko 10 proc. swojej populacji niedźwiedzi. - A to nie jelenie, które mogą mieć młode co roku. Niedźwiedzica zwykle rodzi co dwa-trzy lata - wyjaśnia prof. Okarma.
- Potraktujemy to jako pilną sprawę. Najlepiej byłoby uzgodnić ze Słowakami strefę buforową wzdłuż granicy o szerokości 20-25 km, w której nie będą mogli polować - powiedział "Gazecie" prof. Zbigniew Witkowski, wiceminister ochrony środowiska i główny konserwator ochrony przyrody. - Postaramy się to załatwić do końca roku.
Sezon myśliwski już się jednak zaczął i potrwa do 1 grudnia. W tym roku niedźwiedzie mogą już więc tylko liczyć na niecelne oko myśliwych i szybkie nadejście zimy. - W zeszłym roku, choć do odstrzału przeznaczono 71 niedźwiedzi, zabito tylko 13, bo misie poszły spać - mówi Juro Lukac.
Dla urzędników ze słowackiego resortu ochrony środowiska problemu w ogóle nie ma. Mówią, że wzdłuż granicy z Polską są głównie parki narodowe, a w nich strzelać nie wolno. Przyznają jednak, że parki nie ciągną się wzdłuż całej granicy - niedźwiedzie mogą być np. zabijane na Orawie, gdzie często wędrują misie z polskiej części Tatr i Babiej Góry.
Słowacy upierają się, że misie trzeba tępić, bo wśród owiec i w pasiekach czynią niebywałe szkody wycenione w tym roku na blisko milion koron. To nieco ponad 120 tys. zł, więc wcale nie tak dużo - dla porównania w tym roku tylko w woj. podlaskim wypłacono 400 tys. zł odszkodowań za straty spowodowane przez bobry. - Nie sprzeciwiamy się, by strzelać do "szkodników", ale takich jest niewiele. Niedźwiedzie szkody to tylko pretekst, by strzelać - mówi Juro Lukac. - Zagraniczny myśliwy płaci za zabicie niedźwiedzia na Słowacji od 6 do 10 tys. dolarów - dodaje.
Co gorsza, nikt nie wie, ile niedźwiedzi żyje na Słowacji. Według ekologów - blisko 600, według resortu środowiska - 800, a zdaniem myśliwych - nawet 1200. Jak dotąd nie przeprowadzono żadnej akcji liczenia tych zwierząt, a szacunki opierają się najczęściej na obserwacjach myśliwych. Ponieważ jednak tamtejsze obwody łowieckie są bardzo małe, te same niedźwiedzie mogą być liczone nawet kilka razy - twierdzi Lukac.
Rzeź misiów
63 niedźwiedzie mogą zginąć na Słowacji od kul myśliwych. - Pomóżcie nam zatrzymać tę rzeź! Zagrożone są też misie w Polsce i Czechach, bo przecież zwierzęta nie znają granic - apelują słowaccy ekologowie
Niedźwiedzie formalnie znajdują się na Słowacji pod ochroną. Co roku jednak tamtejszy resort ochrony środowiska zezwala na odstrzał kilkudziesięciu zwierząt (w tym roku na 63 sztuki). - Ale teraz powinna obowiązywać nas unijna dyrektywa, która zakazuje strzelać do niedźwiedzi - mówi Juro Lukac, szef Stowarzyszenia Ochrony Lasów "Vlk", znanej słowackiej organizacji ekologicznej.
Zaniepokojeni są polscy naukowcy, bo większość naszych misiów żyje przy granicy ze Słowacją i dość często przechodzą na drugą stronę. - Dla nas katastrofą jest strata już nawet kilku osobników - mówi prof. Henryk Okarma, szef Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Jego zdaniem polski rząd powinien interweniować w Bratysławie. - To nie będzie wtrącanie się w wewnętrzne sprawy innego kraju. Nie może być tak, że od lat z wysiłkiem chronimy te zwierzęta, a ktoś inny za miedzą je morduje - dodaje.
Słowacy chcą zabić bardzo dużo zwierząt, blisko 10 proc. swojej populacji niedźwiedzi. - A to nie jelenie, które mogą mieć młode co roku. Niedźwiedzica zwykle rodzi co dwa-trzy lata - wyjaśnia prof. Okarma.
- Potraktujemy to jako pilną sprawę. Najlepiej byłoby uzgodnić ze Słowakami strefę buforową wzdłuż granicy o szerokości 20-25 km, w której nie będą mogli polować - powiedział "Gazecie" prof. Zbigniew Witkowski, wiceminister ochrony środowiska i główny konserwator ochrony przyrody. - Postaramy się to załatwić do końca roku.
Sezon myśliwski już się jednak zaczął i potrwa do 1 grudnia. W tym roku niedźwiedzie mogą już więc tylko liczyć na niecelne oko myśliwych i szybkie nadejście zimy. - W zeszłym roku, choć do odstrzału przeznaczono 71 niedźwiedzi, zabito tylko 13, bo misie poszły spać - mówi Juro Lukac.
Dla urzędników ze słowackiego resortu ochrony środowiska problemu w ogóle nie ma. Mówią, że wzdłuż granicy z Polską są głównie parki narodowe, a w nich strzelać nie wolno. Przyznają jednak, że parki nie ciągną się wzdłuż całej granicy - niedźwiedzie mogą być np. zabijane na Orawie, gdzie często wędrują misie z polskiej części Tatr i Babiej Góry.
Słowacy upierają się, że misie trzeba tępić, bo wśród owiec i w pasiekach czynią niebywałe szkody wycenione w tym roku na blisko milion koron. To nieco ponad 120 tys. zł, więc wcale nie tak dużo - dla porównania w tym roku tylko w woj. podlaskim wypłacono 400 tys. zł odszkodowań za straty spowodowane przez bobry. - Nie sprzeciwiamy się, by strzelać do "szkodników", ale takich jest niewiele. Niedźwiedzie szkody to tylko pretekst, by strzelać - mówi Juro Lukac. - Zagraniczny myśliwy płaci za zabicie niedźwiedzia na Słowacji od 6 do 10 tys. dolarów - dodaje.
Co gorsza, nikt nie wie, ile niedźwiedzi żyje na Słowacji. Według ekologów - blisko 600, według resortu środowiska - 800, a zdaniem myśliwych - nawet 1200. Jak dotąd nie przeprowadzono żadnej akcji liczenia tych zwierząt, a szacunki opierają się najczęściej na obserwacjach myśliwych. Ponieważ jednak tamtejsze obwody łowieckie są bardzo małe, te same niedźwiedzie mogą być liczone nawet kilka razy - twierdzi Lukac.
Wczoraj był fajny film o misiach w TV.Fakt jest jeden,to my wchodzimy na ich terytorium nie odwrotnie.Niestety (albo i stety dla turystów) to człowiek przeważnie jest zwycięzcą.Ja ostatnio to usilnie walczę z myszmi(nie mylić z Małą Myszą),ale tak łatwo się nie poddam.Mam dzięki temu ubaw z sąsiadki,jak wynoszę łapkę ze szkodnikiem do śmietnika 
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."




