Mieliście może jakieś szczególne trudności z wejściem na jakiś szczyt? Jakieś natrętne deszcze albo inne górskie "utrudniacze"?
Tak - aż wstyd się przyznać, że nie dane mi było do tej pory wejście na sam szczyt Rysów Pięć razy podchodząc nad Czarny Staw musiałam w potokach wody i przy wtórze grzmotów się ewakuować. Za szóstym razem wszystko szło dobrze - do czasu skręcenia kostki jakieś 200 metrów przed szczytem...
Ale jeszcze tam wejdę!!
Trudności? Z wejściem na szczyt?!?! Ja?!?!?!?!? Skądże!
To oczywiście żart, ale faktem jest, że na górskie i pogodowe szczęście raczej nie narzekam
Jeden z moich kolegów z uporem zdobywał Starorobociański. Udało mu się za 4. razem (weszliśmy razem a byliśmy z tego powodu BARDZO zdeterminowami). Skończyło się to prawie tragicznie, bo przy zejściu niemalże utknęłiśmy w śniegach... na zawsze... Od tego czasu jest to mój ulubiony szczyt (pisałem już o tym w innym wątku).
Kaśka pisze:Tak - aż wstyd się przyznać, że nie dane mi było do tej pory wejście na sam szczyt Rysów
Mam ten sam dylemat co i ty Kasiu... Rysy....co prawda ja dopiero pierwszy raz startowałem na nie w tym roku...ale niestety oblodzenie tuż pod szczytem zmusiło mnie do odwrotu....
Jako najtrudniejsze wspominam wejście na Rysy na początku czerwca. To było chyba w 1992, podczas remontu schroniska w Moku. Szedłem ze Starej Roztoki, od Czarnego Stawu po śniegu w rakach i z czekanem, ale dobry śnieg. Sam, żywego ducha - wyobrażacie sobie Rysy bez stonki? Zmęczyłem się straszliwie, zajęlo mi to 16 godz. (tak!), to była jedna z pierwszych moich poważniejszych wycieczek zimowo-wiosennych i może się zbytnio w samotności przejmowałem sytuacją i trudnościami. Na szczycie było prawie zupełne mleko, widziałem tylko czubek Mięgusza. Nie mam szczęścia do widoku z Rysów. Byłem potem jeszcze raz ze Słowacji i nic nie widziałem, a następnym razem doszedłem tylko do Wagi, obejrzałem sobie Galerię Gankową i musiałem schodzić z powodu zmroku.
Kiedy po 10 latach wszedłem wreszcie na Gerlach, to mniej się urypałem niż wtedy na Rysach (mimo ulewy na podejściu oraz straszliwego wichru i zimna na szczycie). Ale szedłem z przewodnikiem i niczym się nie musiałem przejmować.
baaaaardzo proszę o obszerną relację z trasy(ze szczegółami ) plizzz
Kaśka fajny temat poruszyłaś.Ja także mam kilka górek zdobywanych za kolejnym razem.Na Rysy udało mi się wejść przy drugiej próbie(oblodzenia),to samo dotyczy Kościelca(śnieg) i Zawratu (śnieg).Eeee,jak tak teraz podsumowuję to wszystkie wymienione cele zdobyłam za drugim razem-hehe-nieźle.Za to Świnica "była moja" za pierwszym razem-w śniegu i adidaskach
Z Rysami to bardzo dużo osób ma problem. Ja będąc w zeszłym roku pierwszy raz w Tatrach Rysy zostawiłam sobie na deser - czyli ostatni dzień. No ale pogoda nie dała mi szans. Lało jak z cebra i był to jedyny deszczowy dzień podczas mojego pobytu
Ale w tym roku dzień wejścia na Rysy był jedynym od rana słonecznym dniem
Miałam też kiedyś problem z wejściem na Śnieżkę. Szliśmy od Okraju, śniegu było po kolana, zawieja straszna, a ja w jakiś wyjątkowo przemakających butkach. No i w pewnym momencie nie miałam już siły iść. Skończyło się tym, że kolega wniósł mnie na własnych plecach
Na Rysach co prawda byłem ,ale na taką Małą Wysoką n.p. robię próbę podejścia od 3 lat co roku bez skutku. Najpierw było to oberwanie chmury , potem mgła choć oko wykol ,a w tym roku stromy nawis śnieżny tuż pod szczytem ,mały zjazd i nagły zanik chęci. Nic to ,co się oswlecze ,to nie uciecze.
No cóż...ja kilka razy 'modliłam się' pod Kościelcem.A to pogoda,a to samopoczucie - sami wiecie. W końcu udało się.Oczywiście,jak wlazłam, nic nie było widać...To chyba była kara za ociąganie się
Ana nie martw się . pełną widoczność na Kościelcu osiągnąłem za piątym razem .I wcale sie na to nie zapowiadało. Najcięższe zejście : w tym roku z Kasprowego ceprostrada- wody na szlaku było powyżej kostek. Córka na propozycję wylania wody z butów stwierdziła, że za dużo energii włożyła w ogrzanie tej co ma .AKA
Andrzeju,
ja się nie martwię
Jeśli mowa o wodzie w butach - przerobiłam to w tym roku w Dol.Zimnej Wody podczas pokonywania wezbranego potoku. Skończyło się nienajgorszymi odparzeniami
Pozdrawiam
Ja tego rodzaju sytuację miałem tylko ze Świnicą. Pierwsze podejscie z Kuźnic na piechotę i... burza z piorunami. Wycofa spod Przełęczy. Drugie podejscie rok później... cos parno się robi... burza z piorunami... wycofa gdzies tak z połowy drogi na przełęcz. Trzecie podejscie rok później... ufff wreszcie na szczycie, co za piękna mgła dookoła... Czwarte podejscie - niedawno temu. Wreszcie ładne widoczki.
Świnica jest doskonałym celem dla piorunów, podobnie jak Giewont. Widok z niej jest chyba jednym z najlepszych w Tatrach (gdyby nie tłum turystów), oprócz np. panoramy z Koprowego, nie wspominając o Lodowym. Pamiętam, jak byłem drugi raz w naszych najwyższych górach, koledzy zaciągnęli mnie na Świnicę właśnie. Nigdy i nigdzie później nie widziałem panoramy w tak idealnych warunkach, nawet zimą. Powietrze było jak kryształ, bez jakiegokolwiek śladu mgły. Najbardziej odległe szczyty Tatr wydawałaby się bliziutkie, jak w zasięgu ręki. Oczywiście nie umiałem jeszcze ich nazwać.
Widok ze Świnicy w styczniu, przy ładnie układających się chmurach i odrobinie wyobraźni, jest jak z Mt. Everestu