Majowe (a jakże!) Tatry

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Piotrus

-#3
Posty: 108
Rejestracja: czw 08 mar, 2007
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Majowe (a jakże!) Tatry

Post autor: Piotrus »

Dzięki długiemu weekendowi Piotruś ze swoją Ukochaną znów wylądowali w Tatrach. Po 13h jazdy z Torunia przepiękna deszczowa pogoda wlewała w nas zapał i nowe siły. :)

29.04.2007 - Niedziela - Nosal

Po standardowych zabiegach reanimacyjnych, we wczesnych godzinach popołudniowych ruszyliśmy pieszo ze Smrekowej do ronda i dalej przez Murowanicę na Nosal. Deszcz już nie padał, ale słońca nie mieliśmy już tego dnia uświadczyć. Po zakupieniu biletu do TPN poooomaluuutku ruszyliśmy pod górę. Potencjalne widoki były skutecznie zredukowane przez wiszące, ciężkie chmury.
Nosal zaskoczył pozytywnie. Traktowaliśmy go trochę jako małą, nudną górkę, na którą takie materniki jak my wchodzą tylko kiedy muszą - dla aklimatyzacji. Ale okazało się, że ma klimat alpejski :) Trochę gołych skałek, żlebiki, ścianki - super. Ilość potu wylanego na podejściu też wskazywała na co najmniej dwutysięcznik.
Potem zejście do Olczyskiej, foty nad potokiem i przy szałasie, rzut oka na szlak do Gąsienicowej i szybkim krokiem do Jaszczurówki bo znów się rozpadało... Na szczęście bus nadjechał bardzo szybko.
Obrazek

30.04.2007 - Poniedziałek - Kończysta

Na ten dzień zaplanowaliśmy sobie Chochołowską. Od rana lampa i to dobrej firmy więc koło ósmej dzielnie tuptaliśmy doliną. Jak zwykle trasa przynajmniej na odcinku do Hucisk nieco mnie znudziła, ale był to kolejny dobry powód aby przyspieszyć. W schronie wszamaliśmy drugie śniadanie i ruszyliśmy papieskim na Trzydniowiański. Na tym odcinku już się nie spieszyliśmy, co i rusz rozglądaliśmy się na boki i za siebie, a było co podziwiać. W dodatku tego dnia, jak i w ogóle ostatnio, intensywnie uczymy się topografii i zgadywaliśmy z mapą i Nyką w ręku na co patrzymy. Do Szerokiego Żlebu szło się przyjemnie. Śniegu mało, jeśli był to miękki a ścieżka wiła się między drzewami. A w Żlebie stop i wycof. Tyle się naczytałem na forum o wiosennych niebezpieczeństwach, że może trochę na wyrost podjąłem tą decyzję. Nie było ścieżki tylko wydeptane dziury na nogi a śnieg twardy, zmrożony i śliski jak cholera. Potknięcie oznaczało niekontrolowany zjazd. Potem, gdy nieco niżej zeszliśmy i podziwialiśmy widoki, minął nas tatuś z dwoma córami. Pogadaliśmy chwilę i okazało się, że dali radę (wchodzili przez Kulowiec) a też byli bez sprzętu. Jednak było już za późno by wracać i gryzłem się z myślami do wieczora. Ostrożność ostrożnością, ale... Wracaliśmy w gęstniejącym tłumie, ale niczego innego nie można się było spodziewać po Chochołowskiej, po południu, w majowy, długi weekend.
Obrazek
Obrazek

1.05.2007 - Wtorek - Ciemniak

Poprzedniego dnia po powrocie na kwaterę wiele czasu poświęciliśmy na studiowanie mapy i dywagacje gdzie się da wejść. W końcu padło na Ciemniak przez Upłaz. Szlak miał tą zaletę, że nawet gdyby nie udało się wejść wysoko, to i tak zwiedzilibyśmy nowy kawałek Tatr, bo nigdy tamtędy nie szliśmy.
O słonku wspomnę już ostatni raz: było i tak już miało zostać do wyjazdu. Szło się nam wyjątkowo lekko. Z dwoma krótkimi odpoczynkami dostarliśmy pod Piec, gdzie napotkaliśmy pierwszych tego dnia współtowarzyszy we wspinaczce. Tam też zaczynał się śnieg. Po krótkiej chwili obserwacji jak idzie innym postanowiliśmy ruszyć dalej. Nie było lodowato, raczej mokro, lekko zapadająco i chwytało - szło się bardzo dobrze. Im wyżej podchodziliśmy tym bardziej interesujące otwierały się widoki na Giewont, Zakopane i Czerwone. Im więcej było widać, tym mniej było widać, bo zimno próbowało zamrozić nam gałki oczne a szalejący wiatr też nie grzał. Miałem nawet chwilę kryzysu gdy pomyślałem: "pierdolę, nie idę". Jednak szlak znów skręcił nieco, zaczęło wiać w plecy i brnęliśmy dalej. Poza pogodą większych trudności raczej nie było, nawet wśród stromego i mocno zaśnieżonego zbocza przedeptane było dość dokładnie, wystarczyło patrzeć pod nogi.
Wreszcie Chuda Przełączka! Tam znów przekonaliśmy się że Tatry to magiczne miejsce. Wystarczyło schować się przed podmuchami za sporą skałę i aura zmieniała się totalnie - cisza, spokój i grzało. Siedliśmy i zajadając kanapki i czekoladę podziwialiśmy szczyty nad Kościeliską i Chochołowską oraz obserwowaliśmy ludzi wchodzących przez Tomanową.
Po jedzeniu ubraliśmy na siebie co się dało, pozaciągaliśmy wszystkie gumki i sznureczki i rozpoczęliśmy "atak" na szczyt. To była prawdziwa autostrada do nieba, tylko śnieg i słońce, biel i błekit, taka paleta, której nie uświadczysz latem. I szczyt: tylko my, słupki graniczne i panorama wysokich. Nie-sa-mo-wi-te. Dla wielu z was taki zachwyt nad ciemnym Ciemniakiem może wydać się śmieszny, ale było to nasze pierwsze zimowe wejście ponad dwa tysiące, pokonaliśmy pogodę i zastaliśmy wspaniały klimat na szczycie. To była magia.
U góry standardowe fotki, herbatka i napawanie się światem :) Nadszedł czas by schodzić.
Opis zejścia będzie zdawkowy. Przypomnę tylko, że z Chudej obserwowaliśmy ludzi podchodzących przez Tomanową, nie sprawdzając wcześniej czy coś na naszej drodze jest ew. zamknięte i dlaczego. Było dość trudno i chyba niebezpiecznie, udało nam się nawet zmylić szlak, na szczęście w porę się zorientowaliśmy i poczekaliśmy na schodzących za nami żeby zobaczyć co zrobią :) Mimo całego poczucia romantyzmu gór i wolności jakiego doświadczyłem siedząc sobie wśród skałek poprzedzających Żleb Trzynastu Progów, chciałbym dokonać wobec kolektywu autoopierdolenia i wyrazić mocne postanowienie poprawy. Ostatecznie zejście zabrało nam około 4h i naleśniki na Ornaku szamaliśmy śpiąc. Póki co była to wyrypa życia.
Obrazek
Obrazek

2.05.2007 - Środa - Dziura

Po wyrypie jest czas na wyro i odpoczywanie. Żeby jednak mięśnie nie zastały ruszyliśmy do jedynej "odzakopiańskiej" reglowej dolinki w której jeszcze nie byliśmy, czyli Ku Dziurze. Dreptaliśmy sobie pomalutku aż dotreptaliśmy. Dziura jak dziura, pełna liści, ciemna i zimna :) Jedyną atrakcją był tatuś z bardzo małym dzieckiem, który bez latarki zawędrował aż na same dno. Wracając wstąpiliśmy na oscypecka w pobliskiej bacówce a potem zrujnowaliśmy się na mix zbójecki w Zbójeckiej na Krupówkach (żarcie, obsługa i klimat na piąteczkę, wracamy tam za każdym razem - polecam!). Po południu odkryłem, że wystarczy podejść kilkadziesiąt metrów Smrekową ponad naszą kwaterę aby znaleźć się na widokówce. Będzie to nasze nowe magiczne miejsce.
Obrazek
Obrazek


3.05.2007 - Czwartek - Krzyżne

A raczej w stronę Krzyżnego, bo nie doszliśmy. Start o ósmej i równym tempem przez Skupniów do Murowańca. Tam przepakowanie i wio! Zaraz za schronem musieliśmy zweryfikować plany ponieważ zielony szlak był zamknięty przez TPN ze względu na gawrowanie misiów, a początkowo planowaliśmy zrobić pętlę żółty-czarny-zielony. Ruszyliśmy żółtym.
No i znów będę musiał się pozachwycać. Szlak na Krzyżne okazał się świetny. Szybko wyszliśmy ponad las i w poplątanym letnio-zimowym krajobrazie okrążaliśmy Żółtą. Ścieżka pośród kosówki, zakręciki w żlebach, miejsce dokładnie spod ściany piramidy Żółtej... Człowiek wpadał w nastrój gdzieś pośrodku między orgazmem a modlitwą. Przebrnęliśmy przez Zadni Upłaz (o ile dobrze czytam mapę), brak tam było jednej ścieżki, raczej każdy szedł jak mu wygodniej i były ślady po dupozjazdach. I właśnie gdy już zza zakrętu miała się wyłonić Pańszczyca - ten znienawidzony dzwięk - śmigło. Zbliżało się szybko w naszą stronę i już myślałem, że się nami zainteresują (mieliśmy chyba tylko 1 mijankę, poza tym pustka!), ale skręcili w Pańszczycę. Wyszliśmy zza zakrętu a oni się już desantowali. Raz, dwa i już odleciał szukając miejsca do przyziemienia. Trochę skakał, nie mógł się zdecydować ale wreszcie znalazł i obroty silnika zmalały. Nie trwało to długo i znów się poderwał, a po chwili dwóch ratowników i ofiara zapakowana jak prezent na gwiazdkę lewitowali pod śmigłem na wcześniej upatrzone, równiejsze miejsce. Myk, myk i cała trójka zniknęła w środku. Sru i już śmigła nie było.
To był nasz pierwszy raz z TOPRem, normalnie ciary przechodziły gdy się to oglądało. Z jednej strony popis cyrkowo-wojskowych umiejętności, z drugiej myśl, że to mogłem być ja...
Zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki. Mieliśmy już dość mało wody, słońce piekło niemiłosiernie a i góry nagle jakieś wyższe. Teraz gdy to piszę to żałuję, trzeba było jeszcze iść kawałek dalej, było nietrudno.
Z drugiej strony do września jeszcze tylko 4 miesiące.
Obrazek
Obrazek


4.05.2007 - Piątek - Nad Reglami

Z okazji wyjazdu nigdy sobie nie odmawiamy jakiejś drobnej wędrówki. Tym tazem padło na trasę Mała Łąka - Wielka Polana - Miętusi Przysłop - Staników Żleb. Na Wielkiej pouczyliśmy się topografi Giewontowego otoczenia, na przysłopie posłuchaliśmy przewodnika mijanej wycieczki i jej uczestnika grającego na harmonijce (sic!), znad przysłopu strzeliliśmy panoramkę czerwonych (łaaaaaał, to myśmy tam byli??? :) )
Wieczorem pociąg do Torunia.
Byle do września...
Scilicet scio qiud hodiernus dies! Modo ei non possum meminisse verbum Polonicum.
kszysiek

-#3
Posty: 206
Rejestracja: śr 28 cze, 2006
Lokalizacja: Horożelec

dziura ... :)

Post autor: kszysiek »

Justka

-#3
Posty: 113
Rejestracja: śr 21 mar, 2007
Lokalizacja: TG/Londyn

Post autor: Justka »

fajna wycieczka, zdjęcia również 8)
Jagiellonia w Tatrach

-#4
Posty: 473
Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
Lokalizacja: Białystok

Re: Majowe (a jakże!) Tatry

Post autor: Jagiellonia w Tatrach »

Piotrus pisze: Dla wielu z was taki zachwyt nad ciemnym Ciemniakiem może wydać się śmieszny, ale było to nasze pierwsze zimowe wejście ponad dwa tysiące, pokonaliśmy pogodę i zastaliśmy wspaniały klimat na szczycie. To była magia.
Z całym szacunkiem dla wysiłku, maj to jednak nie zima, pomimo, że leży snieg.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Jagiellonia w Tatrach pisze:Z całym szacunkiem dla wysiłku, maj to jednak nie zima, pomimo, że leży snieg.
Polemizowałbym z tym poglądem. To jest trochę tak jak z zimową jazdą autem. W pełni zimy jestem psychicznie przygotowany. Natomiast w tym okresie przejściowym, szczególnie na styku jesieni z zimą kierowca jest jeszcze nie w pełni przystosowany, szczególnie psychicznie. Pracowałem wiele lat w drogownictwie i miałem dostęp do statystyk. Pierwszy atak zimy, szczególnie gołoledzi, wtedy gdy śniegu ani grama a na jezdni oblodzenie daje bardzo wielką ilość wypadków średniodziennie. Potem to maleje i krzywa ilości na dzień jest prawie pozioma by wzrastać w marcu i kwietniu stosownie do kaprysów pogody. Bardzo byłbym ciekaw takiej krzywej w Tatrach (oczywiście bez wypadków narciarskich).
Jestem gorszego sortu...
Jagiellonia w Tatrach

-#4
Posty: 473
Rejestracja: ndz 20 lis, 2005
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Jagiellonia w Tatrach »

Janek pisze:
Jagiellonia w Tatrach pisze:Z całym szacunkiem dla wysiłku, maj to jednak nie zima, pomimo, że leży snieg.
Polemizowałbym z tym poglądem. To jest trochę tak jak z zimową jazdą autem. W pełni zimy jestem psychicznie przygotowany. Natomiast w tym okresie przejściowym, szczególnie na styku jesieni z zimą kierowca jest jeszcze nie w pełni przystosowany, szczególnie psychicznie. Pracowałem wiele lat w drogownictwie i miałem dostęp do statystyk. Pierwszy atak zimy, szczególnie gołoledzi, wtedy gdy śniegu ani grama a na jezdni oblodzenie daje bardzo wielką ilość wypadków średniodziennie. Potem to maleje i krzywa ilości na dzień jest prawie pozioma by wzrastać w marcu i kwietniu stosownie do kaprysów pogody. Bardzo byłbym ciekaw takiej krzywej w Tatrach (oczywiście bez wypadków narciarskich).
Jeżeli chodzi o możliwość wypadku w górach z tego punktu widzenia wiosna jest faktycznie niebezpieczna. Tysiące majówkowych ludzi jest z reguły nieprzygotowanych na wysokie góry, zwłaszcza gdy w Zakopanem z rana świeci słońce i jest typowo wiosennie. Wtedy wycieczka na wysokość 2000 m bez odpowiedniego przygotowania i znajomości terenu jest bardzo niebezpieczna. Idioci w wiosennych klapkach (widziało się takich) brnący w majówkę do 5 stawów co najwyżej odmrożą sobie stopy lub obiją dupę, chociaż i tam można się spier...
Chodzi tu nam zaś wyłącznie o cechy miesięcy zimowych, przede wszystkim krótki dzień, z reguły ujemne tempetarury i większe prawdopodobieństwo opadów. W maju na Ciemniaku można baraszkować do powiedzmy 18-19 i w miarę spokojnie zejść, zimą w tym czasie jest głęboka noc. Przetrwać noc na Ciemniaku w styczniu to też nie to samo, co w końcu kwietnia.
Właśnie z 10 lat temu idąc w majówkę na Ciemniak od doliny Kościeliskiej, Tatry pokazały nam, że z nimi nie ma żartów. W pewnej chwili skończył się szlak a pozostały w śniegu ślady. Ponieważ szlaku nie mogliśmy odnaleźć poszliśmy tymi śladami. Gdy wyszliśmy się zdawało na "pewny szlak" okazało się, że za załomem jest przepaść. Obok byli inni ludzie (prawdopodobnie wydeptali ten szlak) i zaczęli szukać dojścia do szlaku. My nauczeni Żuławskim nie szukaliśmy innych mozliwości tylko wróciliśmy do punktu wyjścia (schodząc nagle się okazało, że jest diabelnie stromo i ślisko). Tamci nas nie słuchali i poszli w swoją stronę.
Gdyby to nie był upalny maj, a styczeń, w dodatku o zmierzchu...
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Wydaje mi się, że się rozumiemy. Chodziło mi o to, że wybierający się wysoko w styczniu czy lutym na ogół zdają sobie dobrze sprawę z tego o co chodzi a w majówkę pchają się w góry czasami ludzie kompletnie nieprzygotowani i niezupełnie zdawający sobie sprawę z tego w co się ładują. I dlatego per saldo jako zjawisko w pewnym stopniu społeczne majówka jest znacznie większym zagrożeniem niż zima. Opublikowany tu komunikat TOPR dobitnie to udowadnia.
Jestem gorszego sortu...
myszowaty

-#1
Posty: 3
Rejestracja: wt 22 maja, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: myszowaty »

Witam wszystkich po raz pierwszy :)

Piotrus czy poznajesz te dwie postacie w tle ...?

Obrazek
Awatar użytkownika
Piotrus

-#3
Posty: 108
Rejestracja: czw 08 mar, 2007
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Post autor: Piotrus »

To ja z moją dziewczyną :O
Pamiętam, że jakaś para minęła nas i schodzili do Pańszczycy. To byłeś Ty? :)
Scilicet scio qiud hodiernus dies! Modo ei non possum meminisse verbum Polonicum.
myszowaty

-#1
Posty: 3
Rejestracja: wt 22 maja, 2007
Lokalizacja: Podhale

Post autor: myszowaty »

Ano ja :) dobra pamięć Piotrus
Awatar użytkownika
Piotrus

-#3
Posty: 108
Rejestracja: czw 08 mar, 2007
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Post autor: Piotrus »

Akurat tamten dzień pamiętam dobrze. To był mój pierwszy raz z TOPR.
Dzięki za fotkę ;)
Scilicet scio qiud hodiernus dies! Modo ei non possum meminisse verbum Polonicum.
ODPOWIEDZ