Ostatni weekend października

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Kaśka

-#3
Posty: 105
Rejestracja: pt 26 mar, 2004

Ostatni weekend października

Post autor: Kaśka »

Czy ktoś się wybiera w tym terminie w Tatry?
Wiem, że to czas świąteczny, ale i mam nadzieję na względnie mały ruch w górach...
Hogarth

-#4
Posty: 464
Rejestracja: ndz 18 lip, 2004
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Hogarth »

hmm... ze mną to jest tak...piątek popołudniu mówisz...za pół godziny jestem spakowany...
andaluzja

-#3
Posty: 120
Rejestracja: śr 06 paź, 2004
Lokalizacja: Wa-wa

Post autor: andaluzja »

A ja dopiero 18 listopada- moze ktoś się skusi :-))
jerry

nieaktywny
Posty: 644
Rejestracja: ndz 08 lut, 2004
Lokalizacja: Kargowa

Post autor: jerry »

Kaśka pisze:Wiem, że to czas świąteczny, ale i mam nadzieję na względnie mały ruch w górach...
sprawdz warunki - a potem bede wiedzial na czym stoje i gdzie mozna uderzyc 2 tyg potem ... moze na Rysy w polowie listopada? .... to byloby cos - zakladajac ze bym doszedl i wrocil ... najwyzej wrocilbym z pierwszymi roztopami :D:D
Kaśka

-#3
Posty: 105
Rejestracja: pt 26 mar, 2004

Post autor: Kaśka »

No tak - pogodę sprawdzałam - nie wygląda to zachęcająco... ale cóż - wolne jest - trzeba wykorzystać :D
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

moja córeczka robi przeprowadzkę do nowego mieszkania w Łodzi właśnie w ten weekend :) niestety nie tym razem Kasiu..... :)

pozdrawiam-Jurek
Kaśka

-#3
Posty: 105
Rejestracja: pt 26 mar, 2004

Post autor: Kaśka »

Króciutka relacja z króciutkiego pobytu:

29.10.04
Wyjazd ze stolycy o 20.15 do Krakowa. InterCity - więc szybciutko. W Krakowie nocleg u znajomych znajomych, z którymi wyjechałam i...

30.10.04
...nic z tego. Nie myślcie, że z rana o 5 w PKS i w Tatry. Otóż nie... Najpierw niestety obowiązkowe oglądanie nowobudowanego domu znajomych znajomych. Nie powiem - fajne widoki z okien itd...ale to nie Tatry - ehhh... Do 12.20 czas wlókł się niemiłosiernie. Potem PKS - zadziwiająco nowy jakiś - z przemytu czy co? Telewizory w środku i czysto - aż dziwnie się czułam hehe. Po 2 godzinach w Zakopcu. Kierunek: Chochołowska. Właściciel busa 3 razy się dopytywał czy aby na pewno tam chcemy jechać. Oczywiście byliśmy jedynymi ludkami w busie, którzy chcieli się zapuszczać w tak nieznane i odludne tereny Na szlaku pusto! Jakież to cudowne uczucie - tylko cztery osoby i to te, z którymi się podróżowalo. W ramach oszczędności czasu i sił podreptaliśmy wypożyczyć rowery. Klekoty (bo tak się powinny nazywać) nawet miały hamulce i w co drugim działały przerzutki więc nie było na co narzekać Widoki były, humory też więc przygoda z górami rozpoczęła się dobrze. Podróz rowerowa jak wiadomo długa nie była bo to tylko 7,5km ale plecak na plecach robił swoje. Ciężko było - ale tu nam natura chciała bardzo pomóc - puściła troszkę wiatru (tylko czemu w oczy ) i deszczu (no - ten przynajmniej z góry padał ). Na szczęście nie trwało to długo i mieliśmy okazję wejść do schroniska suchą stopą. Gdyby to było lato pewnie rzucilibyśmy się jeszcze choćby na Grzesia, ale cóz...ciemno się już robiło i więc pozostało ustalenie trasy na niedzielę...
31.10.04
I nastała niedziela. Plany były ambitne. Wstaliśmy wcześnie i bez większych trudności - w końcu zmiana czasu nam sprzyjała. Kierunek: Grześ. Dotarliśmy na szczyt w słońcu, przy niewielkim wietrze. Po naszej stronie piękne widoki - bez chmurek, po słowackiej cudowne morze bardzo niskich chmur. Z daleka widać tylko wyłaniające się szczyty jak wyspy na oceanie... Na szczycie jeden ludek oprócz nas. I to by było na tyle jeśli chodzi o cudowne widoki tego dnia... Zejście z stronę Rakonia jeszcze w słońcu. Potem - no cóż - widocznie słońce miało już fajrant i zostaliśmy otoczeni chmurami. Niezbyt nachalnie przykrywały niebo aż do czasu zejścia z Rakonia. Nagle pojawił się wiatr, potem deszczyk mały przmienił się w ulewę z wiatrem na słowacką stronę. Mogłoby chociaż wiać na naszą - jak spadać to do siebie Przy skrzyżowaniu szlaków niebieskiego i zielonego pierwsza większa grupka osób - Węgrzy chyba. Poprzedniego dnia długo balowali w schronisku i byli tak samo głośni jak w górach. Minęliśmy ich - w deszczu i przy wtórze wyjącego wiatru wdrapaliśmy się na Wołowiec. Tam mały odpoczynek, jedzonko, herbatka i...zmiana planów. Od słowackiej strony przewalała się w naszą stronę mgła w tempie zastraszającym. Współtowarzysze po krótkim zastanowieniu stwierdzili, że nie idą dalej (chociaż w planach było jeszcze sporo). Patrząc na to co się dzieje, osłaniając twarz przed deszczem i wichrem nie miałam zbytniej chęci protestować i zarządziliśmy odwrót. To co widziałam później utwierdziło mnie w przekonaniu, że to był dobry pomysł. Grzecznie zeszliśmy z Wołowca i zielonym szlakiem po arcyśliskich kamyczkach w dół przez Wyżnią Polanę Chochołowską. Za nami pozostała mgła gęsta i szara jak dym, z deszczem i wichrem na szczytach. Przed nami były mokre kamienie, na których kijki pomagały utrzymac równowagę. A potem las i błoto, dużo błota.
Wieczór w schronisku, ciepły posiłek i myśl: czy jutro też będzie tak paskudnie?

01.11.04
I przyszło "jutro". W nocy lało jak z cebra, a rano wiadomo - mgła, że oko wykol. Chochołowska wyglądała jak polanka w Kampinosie - zero widoków i zero ludzi. Plan był prosty: Zejście doliną do żółto-czarnego szlaku a potem w lewo żółtym w górę Doliną Iwaniacką i przez przełęcz do Schroniska na Hali Ornak. Po górkę to jeszcze jakoś szło, ale z górki...łatwo się domyślić co się tam działo po ulewnych deszczach nocnych. Czas przejścia nam się z deka wydłużył, ale cóż... W Oranku przerwa na jedzonko i do Kir marsz! bo o 16.30 pociąg powrotny. Deszczyk siąpił cały dzień, mgła gładziła twarz, szczyty zniknęły jak busy hehe - okazało się, że 1.11 busy nie jeżdżą wogóle. Dziwnym trafem zdążyliśmy na przedostatni autobus - gdyby nam się to nie udało - tą małą relację napisałabym pewnie dopiero jutro...

Jak widzicie - nie udało się przedreptać długaśnych szlaków i właśnie dlatego myślę już o następnym wyjeździe. Widziałam, że sie szykuje troszkę osób na 11-14.11 - może i mnie się uda...
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Dobrze jest chociaż móc poczytać takie relacje(buźka Kaśka za to), jak człowiekowi tylko tęsknota za górkami pozostała....ale i dla mnie nadejdą słoneczne dni ;)
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Kasiu, dzięki za relację. Szkoda, że tym razem Tatry potraktowały cię tak surowo. Trochę mi to przypomina mój krótki wypad w końcu września - zrobiło się brzydko, dżdżysto, zimno + wichura. Ale ty jak widzę bywasz tam nieomal co 2 tygodnie, więc w końcu trafi się pogoda lampa żyleta.
:)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Mariusz pisze:Trochę mi to przypomina mój krótki wypad w końcu września
nooooo, a mi to trochę przypomina,że w dalszym ciągu czekamy na relacje z tego słynnego już chyba pobytu ;)
P.S.Mariusz, jeszcze trochę to forumowicze uznają mnie za nudziarę,przez to ciągłe przypominanie Ci o naskrobaniu chociaż kilku zdań z wyjazdu....No,bądz człowiekiem!Chyba nie chcesz mnie świadomie narazić na taką opinię??? :P
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Masz rację Iwona! Muszę coś wreszcie napisać, bo w końcu zapomnę gdzie byłem i co widziałem, hihi... Drogę na Rohacze obmierzyłem nawet czasowo, aby inni mogli sobie zaplanować wycieczkę w tamte rejony...

P.S. Widzę, że parę osób jeszcze na "starym forum" zostało - tym bardziej moja motywacja do naskrobania relacji wzrasta...
;)
Awatar użytkownika
Szarotka

-#9
Posty: 14769
Rejestracja: sob 07 lut, 2004
Lokalizacja: Pięknoduchowo

Post autor: Szarotka »

Mariusz pisze:Widzę, że parę osób jeszcze na "starym forum" zostało - tym bardziej moja motywacja do naskrobania relacji wzrasta...
No Przyjacielu,mnie się tak łatwo nie pozbędziesz ;) :D ;)
Naprawdę liczę na opis min. Rohaczy,bo to podobno słowacka Orla Perć a to jest to,co mnie najbardziej kręci w Taterkach :)

P.S Mam nadzieję,że mogę używać słowa Przyjaciel do Ciebie,bo pogubić się już można co do kogo i w jakiej formie -Żabko :))
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
MiG

-#7
Posty: 3126
Rejestracja: śr 03 mar, 2004
Lokalizacja: Wawa

Post autor: MiG »

Mariusz pisze:Drogę na Rohacze obmierzyłem nawet czasowo, aby inni mogli sobie zaplanować wycieczkę w tamte rejony...
No to dawaj te czasy! Słowackie czasówki są z reguły dość wymagające, ale te w rejonie Rohaczy swego czasu okazały się dość "liberalne", więc warto by porównać.
Mariusz pisze:P.S. Widzę, że parę osób jeszcze na "starym forum" zostało - tym bardziej moja motywacja do naskrobania relacji wzrasta...
;)
:) :)) :D

MiG
Jurek

-#5
Posty: 662
Rejestracja: czw 09 paź, 2003
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski

Post autor: Jurek »

Iwona pisze:
Naprawdę liczę na opis min. Rohaczy,bo to podobno słowacka Orla Perć a to jest to,co mnie najbardziej kręci w Taterkach
Rohacze to taka bardzo mała namiastka naszej Orlej Perci. Owszem, jest to ciekawy rejon taterek ale trudności wręcz żadne. U nas trzeba się nieźle napocić :)

pozdrawiam-Jurek
ODPOWIEDZ