w czasie pobytu w Roztoce w zeszłą sobotę wychylił sę z ziemi jeden , pomału mieśmiało :
słoneczko go wygrzało i później rozchylił główkę:
a w niedzielę miał już dziewięciu kolegów a dziesiąty nieśmiało wygrzebywał się z ziemi
pozdrawiam
ps: a te mocno zmęczone słońcem popołudniową porą spotkaliśmy u wylotu Doliny Kieżmarskiej , kolega się ulitował i je troszkę pokropił wodą
oprócz tego wątku (3/4 wszystkich zdjęć, widocznie tak miało być..) wleźli my (w sile dwóch), na Wołowiec i zaszwędali się w Kościeliskiej nastepnego ranka
ładnie zmontowane
a swoją drogą musielismy się gdzieś mijać bo 14 tez byłem na Wołowcu, tylko trochę później niż Ty, powrót przez Grzesia na zachód słońca - ale nie widziałem Cie
na Wołowiec wyszliśmy po 11-tej - przez Grzesia , na szczycie około 14.30-14.50, schodziliśmy najpierw w kierunku Rakonia a potem w dół, ja na ten przykład na tyłku ale się strasznie słabo jechało : -(
cóż, czyli jednak nie mignęliśmy sobie nawet;)
na Wołowcu byłam o 17, a potem na Grześku o zachodzie.....bajkowo było;)
no ale kto wie- może kiedyś, pozdrawiam