Niemniej z tego co wyczytałem w jakichś mądrych gazetach (lub czasopismach
Ale wracając do tematu - ja osobiście nie przepadam za samotnym pobytem w górach, tak samo jak nie przepadam za wyjazdami z więcej niż jedną osobą - czyli para jest dla mnie OK. Czy raczej 'team', bo para kojarzy się z kobietą i mężczyzną. W zasadzie to bardzo lubię samotnie wędrować po dolinach i przełęczach, ale gorzej kiedy trzeba wrócić na kwaterę i nie ma do kogo gęby otworzyć. :roll:
W tym miejscu przychodzi mi do głowy taka rzecz: jeśli nastawiasz się na koczowanie w schroniskach, to masz marne szanse na samotność. Szanse te dodatkowo maleją odwrotnie proporcjonalnie do zatłoczenia schronisk. Kiedy śpi się w pokojach z 15 osobami (+ kolejne 10 na podłodze), kiedy zjada się jajecznicę lub dopija piwo przy 20-osobowej ławie, nie sposób uniknąć towarzystwa, które często towarzyszy ci potem na szlakach jeszcze przez parę dni.
Co innego kwatery prywatne - wracasz samotnie z gór i w swoim wynajętym pokoiku musisz się zadowolić co najwyżej głosem z radia. Ale i tu nie jest tak źle, bo z reguły kogoś tam się poznaje na szczycie (najlepiej na Giewoncie). :mrgreen:
Ja osobiście mam największego doła już pod koniec samotnego pobytu, na stacji PKP - nie dość, że trzeba wracać do szarej rzeczywistości i nie ma komu o tym pomarudzić, to jeszcze z reguły pada deszcz...





