Pojechałem, jak niemal zawsze, ze swoim przyjacielem ze studiów od górskich wypadów. Pobudka o 5.00, tramwajem na dworzec PKS, bo chcieliśmy wbić się na 5.55 na przelotówkę z Kołobrzegu. Koniec końców ruszyliśmy innym, o 6.10, o 8.20 byliśmy w Zakopcu. Małe zakupy i busem do Wierch Porońca (tak to się odmienia?). Na szlak wyszliśmy ok. 9.30. Pogoda niesamowita, słońce grzeje jak na wiosnę, szybko zrzucamy kurtki i spacerujemy do Rusinowej Polany.
Tam chwila popasu, podziwiamy widoki, przyglądamy zamkniętym Tatrom słowackim... odnajdujemy Galerię Gankową, o której wcześniej czytaliśmy w „Tatrach”.
Aparat ląduje w plecaku, a my ruszamy dalej, do Wodogrzmotów. Na asfaltówce mijamy tylko kilkoro ludzi, spacerowiczów z browarkami w rękach, my na tą przyjemność musimy sobie dziś dopiero zasłużyć
Skręcamy w prawo i zupełnie sami ruszamy do Piątki. W zeszłym roku szliśmy czarnym, tym razem chcieliśmy podejść Siklawą, ale jakoś wyrzuciły nas ślady znów pod Niżnią Kopę. Po mozolnym gramoleniu się w słońcu, okazuje się, że nie ma letniego trawersu do schroniska, jak w zeszłym roku w zimie, ale wytyczony jest zimowy wariant, obchodzący Kopę. Także znów trochę to góry, ale za to widoki z innej perspektywy niż zwykle.
Zamknięty szlak przez Świstową Czubę. Ślady po tourowcach jeżdżących z Niedźwiadka..
Dochodzimy do schroniska, prócz nas jest jeszcze kilka osób, które dzisiejszy wypad kończą udanym atakiem na Wyżnią Kopę i schodzą już zupełnie na dół. Trochę nas to dziwi, taka pogoda, cisza, aż w uszach piszczy, zamiast chłonąć ten spokój, już do domu... Jest dopiero 14. Zostajemy sami przed schroniskiem, więc wystawiamy nasze twarogi do słońca
Tak bardzo nie chce się ruszać, ale jeśli mamy zrobić zaplanowaną trasę, to nie ma litości. Następnym razem przyjedziemy tylko do Piątki na opalanie.. Kwadrans przed 15. ruszamy dalej, okazuje się, że znak który stoi przed schronem jest niemal całkiem zasypany, tabliczka na Zawrat leży na śniegu, czyli nasypało jakieś 2 metry. Przecinamy Przedni Staw i idziemy w stronę Miedzianego Kostura.

Śnieg na powierzchni jest delikatnie zlodzony, twardy, trasa przetarta przez tourowców, więc idziemy szybko.

Zakładam raki, bardziej dla ochrzczenia ich w zimie, niż z konieczności...
Im wyżej, tym coraz większa przestrzeń po prawej, Wielki Staw staje się naprawdę wielki, nad nim dominuje Kozi Wierch, powoli wyłania się Mały Kozi i Świnica.

W końcu pokazuje nam się Szpiglasowa Przełęcz. Zostało kilka trawersów, często stajemy, by podziwiać Orlą Perć, widoczność jest idealna.

Na Przełęczy meldujemy się kilka minut po 16. Szpiglas zasłania słońce, więc robi się zimno. Parę fotek i bez plecaka idę na szczyt.

Lubię Cichą Liptowską właśnie ze Szpiglasowego Wierchu, trzeba będzie tam kiedyś pójść.

Po drugiej stronie panuje Cubryna z Mięguszem, Wysoka, Rysy i Niżnie Rysy. Mnich wygląda stąd jak bezładnie rzucona sterta kamieni... Pięknie. Delikatny wiatr, ciepłe słońce, ale czas na dół.

Mam przed sobą Miedziane, ktoś tam już wchodził tej zimy, też chcieliśmy, ale... było za dużo ale. Idziemy do Morskiego Oka, śnieg bardzo twardy, jest zimno. Ślady prowadzą prosto w dół, bardzo duże nachylenie, idziemy bardzo ostrożnie. Dalej robi się już na tyle bezpiecznie, że chcieliśmy zjechać na dupolotach, ale śnieg się zapadał na bardzo... nic z tego. W Dolinie za Mnichem jak na księżycu, ale czasu brak na focenie, musimy się pospieszyć, żeby jeszcze dziś wrócić do domu. Do schroniska dochodzimy tuż przed 18, robi się już ciemno, pojawiają się pierwsze gwiazdy. Chcielibyśmy już zostać, nacieszyć się tym zupełnie innym widokiem niż w Piątce.
Ubieramy się cieplej i ruszamy na dół. Zastanawiamy się, czy będzie jeszcze jakiś bus, czy trzeba będzie iść do Łysej Polany i stamtąd łapać stopa do Zakopca, czy zdążymy na ostatni PKS do Krakowa...Potrzeba nam było teraz dużo szczęścia. I trafiło się. Dogoniliśmy 3 osoby, w adidaskach bez światła, którzy poprosili nas o wspólny powrót, bo czują się niepewnie. Okazało się, że są z Krakowa i mają 2 miejsca w aucie, żeby nas zabrać. I tak w pięć osób, dotarliśmy do Palenicy Białczańskiej, zapakowaliśmy się do jedynego na parkingu auta i o 20.00, jako ostatni tego dnia turyści, ruszyliśmy przez otwarty szlaban do Krakowa. Co za dzień, jeden z piękniejszych w Tatrach...

Na koniec panorama ze Szpiglasa.





