Szybkie chodzenie, czyli jak wyprzedzać
Re: Szybkie chodzenie, czyli jak wyprzedzać
Jeśli jesteś taki szybki, to może ty byś w maratonie wystartował. Słyszałem, że był jakiś czas temu organizowany taki maraton na 40 km w Himalajach. Może pościgałbyś się z szerpami? Podobno są nie do pobicia, ale może ty będziesz tym pierwszym. Trzymam kciuki.Tasior pisze:(...) Przez te 7 dni rzadko się zdarzło żeby był ktoś szybciej idący odemnie, mojego brata i wujka(zawsze bylismy w Tatrach razem). Ja może bym wolał iść wolniej, ale nie ma na to czasu.
(...)
To pewnie był Hannibal, który próbował dokonać jednego ze swoich wyczynów. Janek i Tomtom, poprawcie mnie, jeśli się mylę?andaluzja pisze:Nawiązując do szybkiego chodzenia. Ostatnio na szlaku na przełęcz pod Chłopkiem spotkałam kolegę, który dosłownie wbiegał. Ledwo oddychał, była zlany potem i nie miał czasu, zeby zamienić dwa słowa, bo ciągle patrzył na zegarek...
Na widoki też nie miał czasu...pytanie : po co ?
Tasior pisze:Ja byłem na OP w 2002 roku, a więc miałem niecałe 14 lat. Pytanie brzmi:
A ilu znasz 14-latków którzy byli Na Orlej i Rysach? Bo ja ani jednego.
Sorry.
Iwona pisze:Tasior ja też znam jednego 14latka.... ale tak naprawdę nie o wiek ani o zdobywanie-zaliczanie,czy też bicie rekordów w tym wszystkim chodzi.
Hannibal pisze:No to masz przed sobą pierwszego. Ja miałem bodajże 13 lat, gdy byłem i na Rysach i na ok. 80% Orlej.
Tak, zgadzam się z Iwoną. Co tu ma wiek do rzeczy? Dla mnie ważne jest, aby zobaczyć to, co najpiękniejsze. A mam się zacząć chwalić o moich wyczynach? Nie lubię tego... grr...
Dla mnie ma to znaczenie, że jako jeszcze dzieciak byłem na tylu trasach. Mogę teraz sobie wspominać, jak mi się szło, jakie to trudności widziałem na pewnych odcinkach szlaków, które teraz są dla mnie niczym, jak pierwszy raz w życiu spałem na podłodze w schronisku w Piątce.
Ale na pewno nie chodzi o to, żeby się licytować, kto jest lepszy. Chciałem tylko pozbawić Pasiora złudzeń, że jest taki świetny i wyjątkowy w swoim rodzaju.
Ale na pewno nie chodzi o to, żeby się licytować, kto jest lepszy. Chciałem tylko pozbawić Pasiora złudzeń, że jest taki świetny i wyjątkowy w swoim rodzaju.
Zacząłem chodzić późno ,bo w wieku 28 ,więc rozumiecie ,że do młodzieży się raczej nie zaliczam ,uwielbiam przebywać w górach ,wielokrotnie siedziałem na czterech literach parę godzin kontemplując i chłonąc (bo przecież nie tylko widok ,ale zapach ,światło wiatr) ,zdarzało mi się też ucinać drzemkę w różnych ciekawych miejscach ,ale jeżeli n.p. miałem zaplanowaną trasę z Zakopanego do Smokowca ,czy n.p. taką Palenica-Mok-Szpiglasowa-Kozia-Zawrat-Świnica-Gąsiennicowa-Zakopane ,to jak ,waszym zdaniem można nie pędzić? Przercież to jest ,przynajmniej dla mnie ,kilkanaścia godzin.
Lubię wyzwania ,ścigam się na drodze z młokosami, wypływam daleko w morze ,by poczuć dreszczyk emocji i ,tak ,chyba strachu , lubię długie całodzienne trasy rowerowe ,ale mogę też siedzieć pół dnia na Zgorzelisku i lornetować Taterki czy leżeć godzinami na Gładkiej w ciepły czerwcowy dzień.
Nie da się poszufladkowć ludzi ,ani nie da się stwierdzić ,że jeden tylko siedzi i podziwia kwiatki ,a drugi tylko "robi" Kazalnicę na czas. Nie da się też stwierdzić ,że stary to ten rozmarzony poeta i miłośnik piękna ,a młody to maratończyk idący jak czołg przez przyrodę. W każdym człowieku jest wszystko ,tylko proporcje się zmieniają.
Lubię wyzwania ,ścigam się na drodze z młokosami, wypływam daleko w morze ,by poczuć dreszczyk emocji i ,tak ,chyba strachu , lubię długie całodzienne trasy rowerowe ,ale mogę też siedzieć pół dnia na Zgorzelisku i lornetować Taterki czy leżeć godzinami na Gładkiej w ciepły czerwcowy dzień.
Nie da się poszufladkowć ludzi ,ani nie da się stwierdzić ,że jeden tylko siedzi i podziwia kwiatki ,a drugi tylko "robi" Kazalnicę na czas. Nie da się też stwierdzić ,że stary to ten rozmarzony poeta i miłośnik piękna ,a młody to maratończyk idący jak czołg przez przyrodę. W każdym człowieku jest wszystko ,tylko proporcje się zmieniają.
Ok, ale wspomniales o "kazdym czlowieku", no i sobie odnioslem zdanie do moich patałaśnych piłkarzy, marudnych, leniwych, niezdyscyplinowanych, klotliwych, popadajacych na boisku w depresje i zalamki, etc, itd, itp. Na palcach jednej reki moge wsrod nich zliczyc takich z jajcami; u zadnego ewolucji nie zauwazylem - twardzi jak byli twardzi tak sa i beda, a mientcy mientkimi po wsze czasy zostana.
cos w tym jest - w okolicy 17-18 roku zycia nasi naprawde swietni juniorzy zaczynaja sie zastanawiac, co dalej z zyciem zrobic i tak sie sklada, ze co bardziej zdolni tudziez myslacy wybieraja rozbrat z pilka, wiec zostaja rozmaite "zdolniachy" bez wiekszych zdolnosci mozgowych i ambicji naukowych, co nie siegaja horyzontem myslowym w dalsza przyszlosc, biora latwa kase za kopanie pilki byle jak. nie musze chyba dodawac, ze ich sposob prowadzenia sie daleko odbiega od idealu sportowca.






